Randka ze Śmieciami

Jak może wiecie (jeśli zaglądacie na Insta lub stronę FB) od tygodnia ja i moje odpadki kuchenne mamy miejsce w dzielnicowym, sąsiedzkim kompostowniku (wspomniałam o nim tu :

http://chatkababyjogi.pl/2016/04/24/kompost-w-wielkim-miescie/

Kompostownik sąsiedzki został stworzony przez stowarzyszenie, i przez półtora roku byłam zapisana na liście oczekujących na miejsce rodzin.

Brzmi prześmiesznie, teraz, kiedy to czytam po raz drugi, zupełnie jakbym pisała o liście na miejsca do żłobka. NO ale, się doczekałam i teraz raz w tygodniu, we wtorki, między 19h i 20h mam Randkę ze Śmieciami. Czytaj dalej

Nie oglądaj telewizji, mówili

Nie oglądaj telewizji, mówili, co przypomniało mi się wczoraj, a właściwie dziś w nocy, koło 2 nad ranem, kiedy kończyłam oglądać dokument „les enfants de Daesh”.

To było już po tym, kiedy zjadłyśmy z moja córką lekką kolacje (roszponka z sosem vinegrette, kasza jaglana, ciecierzyca, duszona marchewka), po ty jak przy ciepłym świetle lamp w moim salonie oglądaliśmy sobie we dwie Twilight. Oglądałyśmy ten film, w tym samym czasie szydełkowałam Willow Squares, córka odpowiadała na snapy, omawialiśmy urodę Roberta Pattinsona…
Taki słodki wieczór, wypełniony czułością i łagodnością. Rozwiesiłyśmy jeszcze pranie, przeczytałyśmy/obejrzałyśmy album Jirô Taniguchi, wyszłam z jej pokoju i z uśmiechem zgasiłam światło.

***

A później, wpadłam na ten dokument : „Les enfants de Daesh”.
Czytaj dalej

Jak radzę sobie ze stresem

Nie wiem, czy w Waszym życiu jest dużo miejsca na stres. W moim zdecydowanie miejsca nie ma, niestety nie brakuje sytuacji, w których pewne zdarzenia prowokują we mnie negatywne emocje, jak gniew, frustrację czy poczucie bezsilności. Jeśli macie ochotę, to zapraszam do lektury dzisiejszego bileciku, w którym opowiem, jak radzę sobie ze stresem.

Czytam czasem, że kiedy ktoś czuje wzrastającą agresję lub rozczarowanie, idzie na przykład na siłownię, lub pobiegać, wychodzi z aparatem porobić zdjęcia, lub rzeźbi.

„Kotwice” działają w bardzo prosty sposób. Dana czynność przynosi mi określony poziom satysfakcji, poprawia humor. Wykonując ją, tworzę pozytywne wspomnienia i z czasem – podobno – wystarczyłoby, żebym pomyślała o samym procesie, aby w mózgu pojawiły się reakcje, które niwelują negatywne wrażenia.

Ponieważ żaden dzień nie jest ułożony tak samo (choć bardzo dążę do tego by było bardziej rutynowo a może nawet nudno!), i nie mogę wypracować sobie jednej jedynej „kotwicy”, po prostu ułożyłam sobie listę moich antystersantów. Oto one : Czytaj dalej

Akcja Emigracja – Tu i Teraz

Jak zapewne wiecie, należę do wspaniałego  Klubu, zrzeszającego Polki na Obczyźnie.
Jedna z dziewcząt, Mariola, wpadła ostatnio na pomysł zorganizowania akcji #TuITeraz :

Poprosiła, by klubowiczki z całego świata zrobiły zdjęcie o konkretnej godzinie. Zapraszam serdecznie na bloga Akcja Emigracja, zobaczyć, co robiłyśmy w piątek, o 14h05 czasu polskiego.

Miłej niedzieli !

Mały Nowy Rok

„La Rentrée” czyli „Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, „bez” ale za to „z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o „powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień „wyprawce”, ale troszkę innej. Czytaj dalej

Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę: Czytaj dalej

Tanrtyczna podróż poślubna

Kiedy zamknę oczy i wyszepczę „podróż poślubna”moje pierwsze myśli biegna ku wyspom. Seszele. Bora-Bora. Hawaje. Widzę wówczas młode, szaleńczo zakochane pary, które w związek małżeński dopiero wchodzą. Widzę spacery o zachodzie słońca, romantyczne kolacje, radosne kąpiele. No i dużo miłości.

W naszą podróż poślubną wybraliśmy się do Drôme – jest to region Francji położony na południe od Lyonu i na północ od Awinionu, na wschód od Rodanu, naprzeciwko Ardeche. Półtorej godziny drogi od domu.

Tantra jest jedną ze scieżek rozwoju osobistego (nadmienię, bo polska Ciocia Wikipedia wypisuje takie bzdury, że czytać się tego nie da), łączy ciało, kobiecość i męskość z duchowością. I dlatego postanowiliśmy kilka miesięcy temu, że nasza podróż poślubna będzie właśnie tantryczna, bo podróżować będziemy nie tylko po francuskiej prowincji, ale przede wszystkim w głąb siebie i razem. Czytaj dalej

Zielone Święto

Przez wiele lat 15 sierpnia był dla mnie zwyczajnie dniem wolnym od pracy lub środkiem wakacji. W tym roku mogło być podobnie, ale było inaczej.

Od kilku miesięcy wkręciłam się w robienie mydeł. To prawdziwe uzależnienie. Po lekturze wielu blogów, kilku książek a przede wszystkim forum Piana Mydlana (dziękuję, że to miejsce w sieci istnieje i że panuje tu taka wspaniała atmosfera!) na razie postanowiłam ograniczyć skład moich mydeł. Przeszłam fazę zachłyśnięcia się sklepem „aroma-zone”, kiedy zrozumiałam, że wcale nie potrzebuje tych wszystkich fikuśnych akcesoriów, składników, żeby zrobić naprawdę dobre i fajne mydło. Moje mydła wracają więc w rejony minimalistyczne, składają się z najwyżej trzech tłuszczy: oliwy z oliwek (najczęściej), oleju kokosowego (szukam wciąż, czym by go zastąpić) oraz eksperymentalnie z oleju ryżowego (jest naprawdę świetny, mydełka są piękne, ale potraktowałam go raczej eksperymentalnie).

Na Pianie Mydlanej ktoś (Ag :)) podpowiedział, że oleje można wzbogacić ziołami i polecił inną grupę: Poszukiwacze Roślin. Znów, jakby otworzyła się przede mną sekretna furtka, znów uderzyła mnie potęga mojej ignorancji. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że potrafiłam rozróżnić i nazwać: pokrzywę, miętę, bazylię i melisę, krwawnik, mak, chaber i ledwo-ledwo dziurawiec. W lipcu byłam w Polsce i z prawdziwą przyjemnością poszłam sobie z moją Mamą na pole, nazrywać kilka znanych mi chwastów: krwawnik, chabry… Na łące poczułam się jak w sklepie z zabawkami: a co to może być, ten kwiatek ? Czytaj dalej

Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Pozwólcie mi się zabrać na wycieczkę po Regionalnym Parku Naturalnym „Massif des Bauges” , jeden ze 127 geoparków na świecie, które otrzymały label UNSECO.

W moim odczuciu takie geoparki stają się powoli czyms w rodzaju skansenow. Kiedy wchodzisz na to konkretne terytorium, czas się rozmywa, wiesz, że jest XXI wiek, w chatce na górskiej polanie jest elektryczności (i być może internet), ale pasących się krów pilnują psy i równie dobrze mógłby być to rok 1950…
Geoparki mają także za zadanie dokumentować również wpływ zmian klimatu na cały ekosystem i na pewno ciekawie będzie kiedyś przeczytać opracowane badania.

Jeśli będziecie w rejonie jeziora Annecy i macie możliwość wygospodarować w planie zajęć jednego dnia, to gorąco Was zachęcam do takiej jednodniowej wycieczki. Warto !

Massif des Bauges jest dość rozlegly i można go zwiedzac na wiele sposobow, oto moje doświadczenie: Czytaj dalej

Mydło – nawłoć, słonecznik i geranium

Słoneczne lato na wsi jest piękną porą na obcowanie z Naturą.

Dwa tygodnie temu biegałam po ogrodzie i po polu u mojej siostry, zbierałam kwiaty, chwasty i ziółka, namaczałam je w oliwie a teraz powoli przychodzi czas na ich wykorzystanie (wrzesień już zapowiada się bardzo pracowitym miesiącem i z pewnością nie będę miała czasu na mydlany relaks…).

Wczoraj zabawiłam się z kolejnym mydłem. Czytaj dalej

Mydło lawendowe

Mam to szczęście, że przebywam w domu moich Teściów, w Alpach, gdzie pracuję spokojnie i w chłodzie, i w tak zwanej „przerwie na kawę” (której aktualnie nie piję, bo robię sobie dni z dietą warzywno-owocową dr. Dąbrowskiej) idę do ogrodu.
Tu narwę chwasta, tu zbiorę ziółko.

Część zasuszę (jak Królową Prerii, czyli Reine des Prés, akka wiązówka błotna alias Filipendula Ulmaria) i kiedy skonczy mi sie post, zrobię vege-ciasto z tym kwieciem.
Część spryskam wódką (bo zostało tego z wesela…) i zaleję oliwą z oliwek, jako macerat na mydło. To początek jakiegoś uzależnienia chyba.

W niedzielę zaś popełniłam znów mydełko z moich ulubionych tłuszczy (oliwy z oliwek i oleju kokosowego). Czytaj dalej

Lekcja francuskiej poezji

Pensées en farandole
pour Agnieszka & Benoit

Remue ménage
Remue méninges
Les pendules galopent
Les idées s’envolent
Les coutumes s’émancipent
Les habitudes se bouleversent
Les enfants s’épanouissent
Le chien s’ébouriffe
La nature est complice
Vive la vie
le bonheur est bien là
***

Taki piękny wiersz napisała dla nas i przeczytała nam, przed zgromadzonymi gośćmi Czytaj dalej

Amuse-gueule

Długie miesiące przygotowań i nadszedł w końcu ten weekend. Amuse-guele to po francusku przekąska, którą podaje się na początku przyjęcia, by zaostrzyć apetyt gości.

Poopowiadam o tym weekendzie,  kąsek po kąsku.

Ilu gości, tyle wrażeń.

Oto co się wydarzyło z mojej perspektywy. Czytaj dalej

Przygotowania do wesela

Gdy piszę te słowa, chyba wszystko jest gotowe. W każdym razie gotowsze nie będzie.

Zatrzymaliśmy się w uroczych pokojach nad jeziorem w Sulęczynie.

Podarowałam sobie „beauty day” w postaci trzygodzinnej wizyty u kosmetyczki w centrum miasteczka. Pani bardzo miło życzyła mi słońca na sobotę.

Teraz spędzamy dzień między pokojem a jeziorem, gdzieś pomiędzy pasą się krowy.

Jest tak cudownie leniwie. Zbieram siły po podróży, żeby w pełni korzystać z nadchodzących 48 godzin, z obecności naszych Rodzin, Przyjaciół, Znajomych, którzy będą mogli do nas dołączyć już jutro.

Dziś czas płynie tak leniwie, każde pięć minut ciągnie się jak guma Donald. Ach, żeby tak było też jutro.  Czytaj dalej

Suknia ślubna

Wpadłam wczoraj, spóźniona, do krawcowej na ostatnią przymiarkę. Prawie się popłakałam.

Moja suknia ślubna. Ach, to prawdziwe dzieło sztuki. W moich oczach, ma się rozumieć, bo piękno jest w oczach patrzącego.

A w moich oczach odbija się cała seria detali, związanych z procesem twórczym tego, hm, przedmiotu?
Wpadłam zatem wczoraj do butiku mojej Pani Krawcowej , Ambroisine, i zastałam ją siedzącą z igłą. Haftowała bluszczyki. Ręcznie. Czytaj dalej

Wieczór panieński. Weekend z jogą

Jaka panna młoda, ehkm, ehkm, takie imprezy wokoło.

Mój wieczór panieński.

W tym roku skończę 40 lat i przymiotnik „ młoda” może być różnie interpretowany. Jakoś niespecjalnie widzę się w sztucznym welonie, w koszulce z nadrukiem „przyszła mężatka” , z uwieszonym u szyi gigantycznym plastikowym lizakiem i z zadaniem na przykład – skakać na bungee.

Kiedy widzę takie grupki (młodych) kobiet na ulicach miast, jakoś widzę również dużo niepotrzebnych śmieci, i w ogóle, zaczynam zastanawiać się, co stanie się gadżetami, kiedy już przestaną służyć imprezie, nawet jeśli ktoś chciałby je z sentymentu zatrzymać. Rozumiecie, w pewnych względach nie postrzegam świata w ten sam sposób, co reszta moich znajomych, więc po co generować komuś stresy związane z moją rozrywką ?

No i jeszcze fakt, że wiele z kobiet, z którymi chciałam spędzić miło czas zwany wieczorem panieńskim mieszka daleko, jest porozsiewana po świecie… Różne są tego przyczyny – niemniej faktem jest, że mój wieczór panieński postanowiłam spędzić w formie weekendu tematyce związanej z jogą. Czytaj dalej

Bulletin de paie czyli francuska karta płac

Pracujesz legalnie we Francji ? Chcesz pracować legalnie we Francji ? Porozmawiajmy dziś o francuskich „bulletin de paie”, nazywanych również „fiche de paie” czyli o kartach płac.

Warto znać swoje prawa – i obowiązki – by mądrze się nimi posługiwać – i nie szkodzić sobie w przypadku na przykład konfliktu z pracodawca. Zachęcam gorąco każdego pracownika (i pracodawcę, szczególnie kiedy tworzycie małe firmy i zatrudniacie pracowników, bo jako przedsiębiorcy sami podlegacie przecież zupełnie innym prawom, prawda? :)) do przestudiowania tych praw i obowiązków. Nawet jeśli są obowiązkowe i „nic się z tym nie da zrobić – warto mieć świadomość, co się dzieje z pieniędzmi których nie widzimy bezpośrednio w naszym portfelu, a które czasem się tam dostają z zupełnie innej strony.

Ale nie tylko. Porozmawiajmy również o  tabelach płac minimalnych (grille de salaire), układach zbiorowych (convention collective) oraz o kosztach pracy i składkach.

Po lekturze tego (upierdliwego) bileciku łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego na przykład poprawne układy z pracodawcą zaczynają się psuć na przykład w wyniku przedłużonych zwolnień. We Francji (podobnie jak w wielu innych krajach, które mają rozwinięty system świadczeń socjalnych), jeśli pracownika nie ma fizycznie w pracy, pracodawca i tak jest obowiązany płacić za niego sporą część składek socjalnych.

A pisze o tym, ponieważ szykują się nam we Francji poważniejsze reformy, niż na przykład te o przedłużeniu wieku emerytalnego. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich lat czuje, ze te reformy wejdą w życie. Moze nie jutro, ale w ciagu 3-4 lat na pewno. Za kilka lat wrócę sobie do tego posta i westchnę – ach, to było wówczas tak ? Czytaj dalej

„Wegańskie” wesele

Za miesiąc nasze wesele. „Wegańskie” wesele.

Jedną z największych kontrowersji związanych z jego przygotowaniem, była moja decyzja ułożenia menu jarskiego. Już nie będę sie rozpisywać o mojej reakcji na wspomnienie naszej kolacji po ślubie cywilnym, gdzie by zadowolić Gości, wraz z Teściami wybraliśmy w menu foie gras, wołowinę i kurczaki. Dzień był długi, pełen emocji, wszyscy bylismy zmeczeni i smaku mojej wegańskiej opcji też już nie pamiętam. Za to przyrzekłam sobie, że zadbam, by na przyszłość postępować przede wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem i poglądami, bo to fois gras ktorego przeciez nie jadłam, stoi mi do dzisiaj mentalnie w przełyku. Bo to w sumie też mój ślub był. Ale i mojego (nie-wegańskiego) Męża.

Weganskie Menu Czytaj dalej

Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Możemy śmiało powiedzieć, że na początku XIX wieku, rodzący się przemysł swoje powodzenie zawdzięczał… używaniu miejskich pozostałości.

Miejskie odpady

Nie mówimy jeszcze o gospodarce cyrkularnej ale systematycznie odnajdujemy w przemyśle zastosowanie różnego rodzaju ekskrementów. W istocie, produkty „uboczne” miejskiego życia były głównie organiczne. Ale nie tylko

Możemy mówić o dwóch odrębnych kategoriach pozostałości wytwarzanych przez miasto: z jednej strony szmaty i kości a z drugiej błoto i ścieki z rynsztoka. Czytaj dalej

Wybory parlamentarne we Francji 2017

wybory parlamentarne we Francji 2017

Z mojego punktu widzenia, efekt “Brexit” I “Trump” zaowocował we Francji jedną bardzo ciekawą sytuacją, którą należy interpretować pozytywnie. Przeciętni obywatele nareszcie zaczęli się nieco więcej interesować polityka.

Ja też się zainteresowałam więcej, nawet jeśli nie mam prawa głosu, to chyba dobrze wiedzieć, na kogo można byłoby zagłosować, gdyby miało sie prawo.

Zanim jednak przejdę do króciutkiej analizy listy elektoralnej w mojej dzielnicy, pozwólcie mi wyjaśnić dlaczego w ogóle organizuje się we Francji wybory parlamentarne zaraz po wyborach prezydenckich. Francuski Prezydent mianuje Premiera (i w rzeczywistości rząd), ale aby rządzić, rząd musi mieć poparcie Parlamentu, dlatego Prezydent może, (nie musi) rozwiązać poprzedni skład.

11 i 17 czerwca 7882 kandydatów będzie walczyć o 577 miejsc we francuskim Parlamencie.

Przekonania i wartości

Czytaj dalej

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Ale jaja, ludzie listy piszą a świat się zmienia !

Nie wiem, czy wasze skrzynki na listy są zalewane rożnego rodzaju petycjami. Moje są, ale to jedyna forma spamu, którą czytam. Mało tego, często nawet podpisuje elektronicznie różne petycje. W moim odczuciu najwięcej korzyści przynoszą akcje stowarzyszeń, które łączą petycje z wysyłaniem e-maili do „zainteresowanych” firm. Już tłumaczę się z cudzysłowu, ba, nawet podam przykład. Czytaj dalej

Opanujmy kryzysik malzenski

Kolejny sposób na kryzysik małżeński

Nie jesteśmy parą idealną, oj nie.
A im bliżej do wesela, tym częściej się kłócimy. Ale to tak bardzo, tak często i tak nieprzyjemnie, że zaczęliśmy nawet rozmawiać o tym „po co to wszystko ?” .
Wolałabym doprawdy napisać, Kochany Pamiętniczku, że jest miodowo, ale nie jest, więc piszę jak jest.

W kłótniach jest coś konstruktywnego. Prawdopodobnie psycholog miałby inne zdanie, ale wydaje mi się, że lepiej jest „wymienić zdania” niż milczeć i strzelać fochy. Naprawdę, nie cierpię fochów.
Wole wyrzucić z siebie te wszystkie kamienie, które mnie przygniatają i czekam na reakcje, na pomoc i wspólny pomysł na pozbieranie tego bałaganu. Oczywiście, i zdaje sobie z tego sprawę, czasem, coraz częściej,  poleci jakiś menhir, co może ogłuszyć na kilka dni. 

Mój luby woli za to uniknąć konfliktu, rzucić się w wir pracy lub na kolejny serial na Netflixie. Co mnie z kolei doprowadza to do pasji, bo On myśli, ze skoro ja się już uspokoiłam, to sprawa jest załatwiona. A nie jest, bo to tylko jest zamiatanie pod dywan.

 „Seksik na zgodę” jest czymś, czego nie cierpię bardziej niż focha, życie płynie, wyjazdy do pracy się zdarzają, w efekcie czego frustracja rośnie… Taki może schematyczny obrazek tu rysuje, ale tak to dzisiaj widzę.

***

Czytaj dalej

Bar Nos

Gigondas 

Gigondas jest to miasteczko w południowej Francji, które dało swoją nazwę jednej z apelacji AOC, wyodrębnionej z Côte du Rhône.  Dziś liczy sobie trochę ponad 500 mieszkańców.

Być może słyszeliście o francuskim polityku i uczonym z XIX wieku, Eugeniuszu Raspail, który był archeologiem, paleontologiem i geologiem. Odziedziczył po ojcu domenę de Colombiers i postanowił podejść racjonalnie do uprawy winorośli. To on sprawił, że wino Gigondas płynęło hektolitrami do Lyonu i tu zyskiwało rozgłos. Nie wiem, czy archeologiem był z zamiłowania czy z oportunizmu, może po prostu spotkał w życiu dużo sprzyjających okazji i potrafił je wykorzystać. Odkrył na przykład w okolicznych górach skamieniałe 3-metrowe jaszczurki, opisał je i nadal im nazwę. Podczas prac w winnicy Eugene odkrył głowę Bacchusa z czasu rzymskich. Kiedy indziej kupił wygrzebaną u sąsiadów rzeźbę, którą odsprzedał londyńskiemu British Museum, a pozyskane środki pozwoliły mu przekształcić „domenę” w „chateau” (chateau Raspail)

Dziś, w świąteczny czwartkowy wieczór miasteczko było słoneczne, senne i puste. Czytaj dalej

Smuteczek

Czuję się źle i jestem zła na samą siebie, No bo przecież nie powinnam. W rodzinie wszyscy -z tego co wiem – zdrowi. No dobra, nie biegam, bo biodra, ale tak w ogóle…

Szykuję weselisko, a z tym prócz stresiku jest też dużo ekscytacji. Planuję wakacje. Poszłam do banku i okazało się, że drobne inwestycje które poczyniłam były trafione. Bądźmy szczerzy kokosów nie przynoszą, bo zainwestowane sumy były zbyt drobne, za to prawie 10% zysk w dzisiejszej sytuacji ekonomicznej to całkiem niezły wynik. Moge działać dalej.

Mąż poszedł do sklepu, sam z siebie wziął słoiki i uszyte przeze mnie torebeczki, zrobił zakupy bezśmieciowe i wegetariańską kolację. Czytaj dalej

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Śmieć przed-współczesny (Homo Detritus)

Poniższy bilecik powstał, by przybliżyć Wam, moi drodzy Czytelnicy, treść książki pana Baptiste Monsaingeon, Homo Detritus. Nie ośmielę się tego nazwać przekładem. Zachęcam tych z Was, czytających po francusku, do lektury oryginału i czekam z nadzieją na polski przekład.

Odpady w przeszłości.

Śmieć, na przestrzeni wieków, nigdy nie miał stałej definicji. Ta sama porcja materii raz zwana była odpadem, raz surowcem. Opowiedzieć historię śmiecia sprowadza się przede wszystkim do opisania tego, w jaki sposób grupy ludzkie zorganizowały swój stosunek do tego co zostaje, czyli pozostałości ich działań, czy to produkcyjnych, czy czysto biologicznych.

Śmieć jako rezultat porzucenia to wynalazek stosunkowo współczesny, pojawił się w krajach uprzemysłowionej Północy i wpisuje się dziś w model rozwoju ekonomicznego i kultury przemysłowej, które stały się globalne.

Miasta Błota

Czytaj dalej

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus – pasjonująca książka o śmieciach

Homo Detritus, Baptiste Monsaingeon. Editions de Seuil, maj, 2017.

Czytam właśnie, wróć, delektuję się świetną książką która opowiada o… śmieciach. O śmieciach, o naszym stosunku do odpadów, do wyrzucania, do tego czego już nie potrzebujemy.

o Autorze

W 2009 roku, Baptiste Monsaingeon wsiadł na żaglowiec, by zakosztować przygody, przygotowując materiał do swojego doktoratu o „nowym kontynencie” śmieci, który znajduje się gdzieś na Pacyfiku. Ale to co zobaczył po drodze przekroczyło wszelkie granice. Widział boat-boys wyrzucających na plaże zawartości koszy na śmieci. Turyści z jachtu mogli spokojnie mieć czyste sumienie – oni przecież śmieci wrzucili do kosza…

Widział góry śmieci, które tworzą wysypisko pod gołym niebem w M’Beubeuss, w Dakarze
https://www.youtube.com/watch?v=0arIENn-3Uo

Widzial Morza Saragossowe. Mnie uczono w szkole, ze rozmnażają się tam węgorze. Moja córka, być może będzie się uczyć, że znajduje się tam, nie, nie kontynent plastiku, ale raczej morze plastiku.

Gdy żaglowiec zawijał do portu, załoga rozmawiała o swoich obserwacjach z różnymi przedstawicielami lokalnych samorządów. Wszyscy mieli te sama piosenkę na ustach. Trzeba unowocześnić zarządzanie naszymi odpadami. Należy zmniejszyć ilość wytwarzanych śmieci, wykorzystać coś ponownie, przetworzyć. Wprowadzic w zycie słynne 3R. Czytaj dalej

Anne with an „e” – udana adaptacja Ani z Zielonego Wzgórza

Czasem lubię podróże bez ruszania sie z kanapy a Netflix pozwolił mi właśnie przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda, do Avonlea, na Zielone Wzgórza.
Znalazłam sie tam razem z Ania (Amybeth McNulty Maryla (Geraldine James) , i Mateuszem (R.H. Thomson) oraz innymi postaciami z książki Lucy Maud Montgomery.
Nie ukrywam – nie znałam żadnego z aktorów. Ale juz po 30 minutach poczułam sie jak w domu.

W tych pierwszych 7 odcinkach podobało mi się… wszystko!

Zaczynając od przepięknej czołówki – te kilkadziesiąt sekund przykuło moją uwagę do tego stopnia, że nie widziałam żadnego nazwiska 🙂
https://www.hypnoseries.tv/liste-series.2.18/anne-1906.html
Czytaj dalej

Baba Joga

Kochany pamiętniczku,
Nazwałam sie, samochwalczo Baba Joga. Kolejna chwila prawdy. Po raz pierwszy, odkąd zaczęłam praktykować, czyli od lat 3 z hakiem („a ten hak to ile? Drugie tyle!”), zatem po raz pierwszy w moim życiu, moja aktualna pani profesor zaproponowała, abym spróbowała kurs jogi dla, uwaga : średnio-zaawansowanych.

🙅🏼🙆🏼

Po wczorajszym seansie już wiem, że nic nie wiem. Czułam się jak szczyl (w sensie – podekscytowana wyróżnieniem). Trzęsłam się z wyczerpania a ponoć była to lekka rozgrzewka na „po przerwie wakacyjno-wiosennej”. Ciekawe jak wyglądają zajęcia, gdy wszyscy są w szczytowej formie ? A poważniej – ta moja pani profesor to jest cudowna Kobieta, potrafi zmotywować.  Mam w ogóle szczęście do fajnych Kobiet wokół mnie.

Obudziłam się dziś z zakwasami, w takich miejscach, jakbym przebiegła półmaraton  a później przez 2 godziny robiła martwy ciąg.  Czytaj dalej

Szafka na diecie – #esperymentujesz ?

W tym miesiącu w ramach akcji #eksperymentujesz? mówimy o diecie.

Prawde mowiac nie było mnie w domu z miesiąc. Najpierw konferencja w Londynie, później w Hamburgu, później krótki lecz intensywny pobyt w Polsce, później Las Vegas. A kiedy byłam, odsypiałam, pracowałam,  nie wychodziłam prawie z mojej chatki, słowem – jak nigdy.

Zakupami – wszelkimi, na szczęście – zajął sie Mąż. Ma to niewątpliwie swoje dobre strony ! Na przykład doszła do niego wartość pewnych artykułów w pewnych sklepach (kochanie, kup awokado! Cos ty, we Franprix sztuka jest za 2 ,5 euro! no wiem, dlatego ja po awokado chadzam na ryneczek…). Dodam, że dbał również by dzieci miały na śniadanie co jesc, gotował, powiedzmy wegetariańsko i jakoś tak to wszystko ogarniał.

Z prowadzeniem domu jest jak z prowadzeniem samochodu – nie denerwuje sie kierowcy, a ostatecznie to on jest odpowiedzialny za dobicie do celu. Czytaj dalej

Wybory prezydenckie we Francji, AD 2017, by BabaJoga

Część z Was pyta mnie czasem, co sądzę o francuskich „presidentielles”, pozwólcie mi zatem się wyrazić, ba, nawet podzielić moim zdaniem.

Przypominam, że mój blog jest blogiem osobistym i wyrażam się tutaj, tak jak chce.

W 2017 roku, w wyborach prezydenckich we Francji ja wciąż nie wybiorę nikogo, bo jestem, wciąż, obywatelka Polski, bez prawa głosu we Francji, chociaż finansowo wspierałam Zielonych, przynajmniej dopóki Yannick Jadot nie oddał swoich głosów na PS (partia socjalistyczna, niby), i tego tam Hamon, Benoit ze swego imienia, który w pierwszej turze zebrał zawrotny wynik 6% poparcia społeczeństwa. Z czego chyba 3% elektoratu to naprawdę byli Zieloni.

Swoja droga, jeszcze 2 miesiące temu rozmawialiśmy ze znajomymi o ideologii (Zieloni, Ekonomia, Rynek Pracy…), wyśmiewano mnie, za wiarę w to, że żaden przyrost ekonomiczny nie uratuje Środowiska, i że Natura i Środowisko powinny być nasza najwyższą preokupacją, ponad tradycyjną prawicą, lewicą czy obrazkiem na paszporcie. Dziś nikt już się ze mnie nie śmieje, śmieje się ja – tak byliście pewni, że wiecie czym jest Polityka, że wybieracie między Postępem, Tradycją i Bóg jeszcze wie czym, to teraz macie, wybór: odrąbać sobie rękę czy wyłupić oko. Czytaj dalej

Viva Las Vegas

Pozbieram się po tym szalonym tygodniu i napiszę o rozrywkach Las Vegas – bo tym razem doświadczyłam tego miasta w sposób „filmowy” – kolacja w uroczej restauracji, spektakl Cirque de Soleil, kluby nocne z prawdziwego zdarzenia…

Na początek : The Venetian.

Venetian,  ten hotel-casino zrobil na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. Liczy sobie ponad 4000 pokoi hotelowych, a jego luksusowa „dobudówka”, Palazzo, ponad 3000 ! Oczywiście, dysponujac 7000 pokoi hotelowych (jeden z najwiekszych hoteli na świecie !) posiada własne centrum konferencyjne. Największe wrażenierobią  oczywiście weneckie kanały i gondolierzy śpiewajacy turystom prawdziwe arie! 

Gondolierzy w The VenetianTo oczywiście W hotelu, pod dachem…

Mieści się tam aż 16 restauracji, my wybraliśmy Mercato Della Pescheria. Na San Pellegrino skończyło się porównanie z Europa i włoska kuchnia, ale przecież nie dla smaku tu przyszliśmy, ale by posiedzieć na Placu św.Marka w środku amerykańskiej pustyni.

Płac św Marka w the Venetian

Nawet kostka brukowa wygląda jak świeżo po deszczu…

Cirque du Soleil i show „ô”

Byliśmy na niesamowitym show (bo przedstawieniem się tego nie da nazwać) Cyrku Słońca, czyli Cirque du Soleil, pod tytulem „ô”. 


Tytuł puszcza „ôczko” francuskiemu słowu „eau”, „woda”. Cyrk ten, w którym nie występują zwierzęta, ma rownolegle kilka przedstawien rozsianych po całym świecie. Jednak „ô” można zobaczyć tylko w Las Vegas, w hotelu Bellagio, a to dlatego, ze wybudowano, na potrzeby spektaklu specjalny basen, do którego z wysokości prawie 20 metrów skacza – czasem – mistrzowie olimpijscy ! Spektakl składa sie z 11 mini-przedstwawień i powiem Wam (brzydko), że kiedy otworzyła mi się, zupełnie niechcąco, buzia, gdy „podniosła się kurtyna” 

Kurtyna się podniosła, an raczej zniknęła by na koniec spektaklu wyskoczyć z ...kufra! Tak. Ta cała czerwona tkanina to jedwab, który zmieścił się w kufrze !
tak nie zamknęła mi się do ostatniego aktu. W tak zwanym międzyczasie wyrwało mi się z piersi nie raz i nie dwa „ACH!”.

Nightlife – Marquee i The Cosmopolitan

Większość targów organizuje, rownolegle do dziennych spotkań na hali wystawy, imprezy wieczorne. Mieliśmy szczęście załapać się do Marquee w hotelu the Cosmopolitan. Wiecie, ostatnie miesiące ryczącej trzydziestki, nie chadzam  regularnie po klubach nocnych, dlatego stanie w długaśnej kolejce, bycie sprawdzona przez pięciu ochroniarzy, ostemplowana dwukrotnie przed wejściem do sali nie zdarza mi sie na codzień. No ale kiedy już znalazłam się w środku, trudno było mnie wyprowadzić:)

Proszę pani, jutro, to znaczy dzisiaj, za 6 godzin otwieramy stoisko... Otwierajcie ! 😂
No i moje wrażenia z targów. Na NAB, czyli National Association of Broadcasters przyjechało około 140 tysięcy ludzi. Było to pierwsze w moim życiu tak ogromne show.

Pomijając fakt, że ten rynek jest dla mnie wciąż nowy – weź człowieku znajdź potencjalnego klienta w takim tłumie!

Na codzień nie po drodze mi z telewizją, nie oglądam, nie znam celebrytów i VIP-ów, i powiedzmy szczerze, wszystkich ludzi traktuję z taką samą sympatią.

Po takim wprowadzeniu, przejdę do sedna. Bliskość LA sprawiła, że najczęściej słyszanym przeze mnie zdaniem było : „Google me, you will know who you talked to…”

I to jest chyba najciekawsze podsumowanie  mijającego tygodnia. Poznałam masę bardzo ciekawych lub po prostu miłych ludzi, nasłuchałam się komplementów, wracam z to-do-listą pracy na wiele tygodni…

Bawiłam się świetnie… ale cieszę się, że wracam do domu, do męża, psa, bałaganu w mieszkaniu, fochów moich nastolatek, szykowania naszego polskiego wesela…

No i do Was, bo też troszkę się stęskniłam 🙂

Wielkanocnie 

Szczęście to między innym spędzanie Świąt z ludźmi, których kochasz, robiąc to co lubisz.

Lecimy do Polski. Czekamy na przesiadkę.

Czytam książkę, zbiór poezji, moja głowa na sześciopaku mojego męża. Upajam się słowami, tymi pisanymi i tymi, którymi moje ukochane osoby komentują filmidło.

Koczujemy na środku hali B frankfurckiego lotniska, we trójkę.

Chwilo trwaj, jesteś taka piękna.


Wam też życzę Udanych Świąt.

Przepuszczone okazje – o walce z pokusą

Nie znam Was wszystkich, drodzy Czytelnicy. Niewątpliwie, Wy znacie mnie lepiej.

Być może domyślacie się, że spotykam wiele osób. Łatwo nawiązuję znajomości. Nawet kiedy nie siedzę w home office, tylko łażę po ulicach, wystarczy promień słońca, uśmiech, zatrzymanie się przed barką na rzece lub przed wystawą sklepu i już z kimś gadam. Częściej raczej ktoś ze mną zaczyna rozmawiać. I to jest jedna z moich skills, umiejętności, z których jestem dumna. Najczęściej interakcje z ludźmi sprawiają mi wiele przyjemności, ja ich (Was, innych ludzi) po prostu szczerze lubię. To się czuje, bo ludzie mówią mi, nawet nie za bardzo pytani, o rzeczach, których nie mówią innym. Te sformułowane myśli nie wychodzą poza nasze konwersacje. I tak tworzą się w mojej pamięci konstrukcje na kształt studni.

Przez lata pracy w męskim towarzystwie, nauczyłam się unikać cudzych rąk na moich plecach (bez uciekania sie do walenia po łapach), szeptów do uszka, i choć naprawdę, powtarzam się – szczerze lubię wszystkich tych ludzi z branży, lubię, czasem podziwiam i zazwyczaj czuje się dobrze i na swoim miejscu, nie zdarza mi się ulegać czyjemuś urokowi.

Założyłam sobie coś w rodzaju blokady. Intelektualnej, ma się rozumieć. Coś w rodzaju kodeksu wiedźmińskiego (wybaczcie, jak wiecie, aktualnie znaleźć mnie można głównie w Temerii tudzież  Redanii,  lub na jednej z 10 podbitych przez Wikingów wysp Północy albo wśród Lwowskich Matematyków).
Mój specjalnie dostosowany kodeks opiera się na zasadzie, wbitej mi do głowy przez kolegów jeszcze z łódzkiego uniwerku : „nie ruszam dupy ze swojej grupy”. Po pierwsze : tu się pracuje, tu się widzi tych samych ludzi raz na pół roku, ci Ludzie mają rodziny, podobnie jak i ja.

Drugim filarem mojego kodeksu jest zaufanie. Mój Mąż, to przede wszystkim mój Partner a nie ma partnerstwa bez zaufania. To, że wybywam na tydzień, to że wieczorami jadamy kolacje w małym gronie i chodzimy na tańce i wódkę (w wielkim świecie nazywa się to „na drinka”)… To że ludzie czują się ze mną wystarczająco swobodnie, by opowiadać mi o swoich osobistych sprawach nie znaczy, że „to” skończy się przypadkowym duetem w czyimś pokoju hotelowym. Szanuję nie tylko siebie, mojego Męża-Partnera ale i Was, drogie żony, których wprawdzie nie znam, ale potrafię doskonale wczuć się w Wasze role – mój Mąż też sporo się rozbija w delegacjach. Zbyt dużo naoglądałam się i wysłuchałam tragedii o przelotnych romansidłach, które doprowadziły do tragedii, zbyt dużo. I to wszystko, ładnie poukładane w mojej systematycznej głowie doskonale sprawdzało się przez lata.
Czytaj dalej

Eksperymentujesz ? O czytaniu

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam bilecik Pani Strzelec O czytaniu, a raczej : po co czytać ? gdzie wspomina ona o tym, że czytanie nie zawsze wychodzi nam na dobre (z czym się całkowicie zgadzam).

Ja dziś napiszę o tym,

dlaczego czytanie – dla przyjemności ale i z przymusu – jest dla mnie ważne.

Aby dobrze wykonywać moją pracę, nie ukrywam, warto wypracować sobie umiejętności analityczne, ach, te dziesiątki artykułów, kto z kim, co robi i w jaki sposób, oczywiście w sensie która firma z która firma, comm’n ) oraz syntetycznych – wyłapać z tego co najbardziej ciekawe, podać dalej, kolegom, tak by oni mogli posłużyć się tą ulotną wiedzą. Nie ukrywam, ze chociaż uwielbiam moja prace, czytanie tych wszystkich plotek ze świata przemysłu jest nużące. Oj, napisałam: plotki ? No bo dziennikarstwem tego się nazwać nie da. Przychodzi do Ciebie Pani i mówi : pracuję dla tego edytora. Mamy (X) wyświetleń, jesteśmy najważniejszą platformą na rynku. Sprzedaje reklamy. Pytamy : a czy można napisać coś sponsorowanego o naszych produktach ? A, nie, bo my jesteśmy „obiektywni” i „niezależni” . Do tej pory wszytko jest ok. Tylko tydzień później czytam wielki „njus” o maleńkiej, kiepsko sobie radzącej na rynku firmie w której pracuje bliski przyjaciel Pani dziennikarki. Ręce opadają. Przejść przez ten gąszcz słów, marzeń o glorii niż faktów, czytać między wierszami… to naprawdę wyczerpujące…

To takie pseudo dziennikarstwo. Liczy się ilość reakcji a nie ich jakość, zgodnie z zasada: „nie ważne co gadają, byleby gadali”. Morze złej literatury i od czasu do czasu wysepka ze skarbem – mądrym tekstem, refleksją…

Ale bez tej krytycznej lektury, jak sobie wyrobić jakikolwiek osąd ? Nie wiem, jak Wy radzicie sobie, kiedy znajdujecie sie w sytuacjach jak z Gry o Tron. Ja staram sie cofnąć o krok, ułożyć fakty na stole, zbadać źródło informacji i dopiero wowczas podjac decyzje, i przyznaje – bez tego przymusowego przejścia nawet i przez źle napisane teksty nie byloby to dla mnie możliwe.

A co z czytaniem dla przyjemności ?

Dziś, gdy żyję w tempie, kiedy upływające sekundy są najbardziej wartościową rzeczą/konceptem w moim mikrokosmosie, czytanie dla przyjemności staje się luksusem, wręcz celebracją.
Dopiero po przeczytaniu Narnji stało się dla mnie jasne: kiedy trzymam książkę, i szykuje się do lektury, to czuje się jak na mokradłach Między światami.Kiedy ją otwieram, to jakbym skakała do jednej z sadzawek.

Wracając z targów do domu, do Lyonu, zdarzył mi się wolny czwartkowy wieczór. Ceny biletów powrotnych w dniu zakończenia targów były bardzo wysokie, więc wynajełam hotel przy lotnisku, zarezerwowałam pierwszy lot poranny, o 6h00. Już o 18h00 wzięłam prysznic, wskoczyłam do łóżka, zrobiłam sobie masaż specjalnym olejkiem i otworzyłam książkę. Powoli emocje związane ze spotkaniem tych wszystkich starych i nowych znajomych, wysłuchaniem , zasymilowanym wszystkich informacji, zaczęły się uspokajać. Pojawili sie Wikingowie zasiedlający Islandię i Grenlandię, ich imigracyjne ochoty, by na nowej ziemi odtworzyć nowa Norwegię, popelniane bledy, zamęty historii.. Rano obudziłam sie może i zmęczona, ale z wypoczętym umysłem.

Taki prawie rytuał przejścia. Mogłam ten wieczór spędzić zupełnie inaczej, ktoś powiedziałby – ciekawiej. Ale dla mnie taki wieczór w łóżku z książką, kiedy mogę zamknąć oczy gdy tylko mi się zachce – to prawdziwa perełka.

Widzę moje córki – leżą sobie na kanapie, „nic nie robią”, połykają komiksy wątpliwej wartości i pierwsze romansidła. I pozwalam im się nacieszyć tym czasem, ta chwila, gdy czytanie jest tak naturalne, jak zjedzenie czekolady bez cienia wyrzutu. Ukradkiem im zazdroszcze – tego luksusu rozciągliwego czasu i możliwości „trwonienia” go na pierdoły.

Z czym tu w kwietniu eksperymentować ? Z czasem.

Nie chce poświęcić ani minuty, ani zdania więcej na książkę, którą „warto, trzeba przeczytac”, jesli absolutnie ona do mnie nie przemawia. Za to robic sobie lektura dobrze.

Teraz wracam do lektury moich mejli, wiadomości, spamu…

A Was gorąco zapraszam do wizyty blogów moich  koleżanek:

Uli – Pani Strzelec, Kasi z Ograniczam Się Julii z Nanowosmieci, Marty z Veganama, Moniki z Wielki Kufer, Kasi – Innooka

Co robię kiedy nie ma mnie na fejsie?

Być może powiecie – phi, co to za nowa moda, to „porzucanie Facebooka”. Spieszę z wyjaśnieniem.

Wyrzuciłam apkę Facebook z telefonu. Na początku było naprawdę ciężko, prawdziwe symptomy uzależnienia : poddenerwowanie, ręka sięgająca po telefon, a nawet myśl „nie mam co ze sobą zrobić !”.

Brakuje mi komunikacji z moimi wirtualnymi znajomymi…

Chociaż, z drugiej strony zostawiłam sobie apkę komunikatora, teoretycznie moi „fejsbukowi przyjaciele” mogą zawsze zagaić.

No i staram się zajrzeć na fb codziennie, kiedy siedzę przed komputerem, żeby uczestniczyć w życiu Klubu Polki na obczyźnie, zajrzeć zaprzyjaźnione strony. Wiedzieć co się dzieje u Was.

Kiedy już pozbyłam się „Social media uzależnienia”, powoli, dzień po dniu, zyskałam coraz więcej czasu.

Nie wiem, czy korzystam z niego mądrze, ale z pewnością – robię coś innego…

– Uszyłam kilka woreczków na bezsmieciowe zakupy, dla znajomych. W kwietniu bardzo chciałabym zorganizować „warsztat” z moimi Lepszymi Siostrami : zebrać i poprzecinać materiały, przynieść maszyny do szycia i jednego wieczoru uszyć takie woreczki na zakupy, które mogłybyśmy następnie umieścić w sklepie, i zaproponować klientom zamiast papierowo-foliowych. Przy okazji mogłybyśmy urządzić zbiórkę pieniędzy na cel związany właśnie z ochroną środowiska.

– Zrobiłam mydło (przyznał Wam, że takie własnoręcznie zrobione mydełko, 72% oliwy z oliwek, 28% oleju kokosowego jest tym, co moja skóra kocha najbardziej. A z dodatkiem zapachu bergamotki to już w ogóle ..).w planach na kwiecień mam mydło octowe, do prania.

– Niby na chwileczkę otworzyłam pierwszy tom sagi o Wiedźminie – i przepadałam… Kiedy nie czytałam książki – słuchałam audiobooka. Bardzo poważnie rozważałam nawet zakup gry, nie wiem co mnie powstrzymało 🙂 ach spędzić tak wieczór grając w Witchera … na razie to jednak pozostawię w sferze marzeń…

– Wciąż pracuję nad sklepem internetowym (już niedługo przedstawię Wam logo), piszę historyjki, szukam też partnerów, producentów i produktów, które będą odpowiadały filozofii mojego sklepu.

– Udało mi się być na dwóch happeningach organizowanych przez L214. Zdziwiona jestem, jak wielu ludzi z życzliwością podchodzi do nas na ulicy i mówi, że to co robi L214 jest dobre. I jak wiele osób mówi, że ciężko jest zrobić ten „pierwszy krok” w stronę weganizmu. (Moim zdaniem pierwszy krok jest właśnie najłatwiejszy, o wiele trudniej jest utrzymać rytm:-))

– No i bardzo dużo czasu poświęcam mojej pracy „etatowej” . Wchodzę właśnie na nowy rynek, moja niewiedza jest na razie bezmierna, czasem bywa mi wstyd, ale… ja szybko się uczę, wierzę w siebie, i co ważne – moi koledzy wierzą we mnie, więc na pewno się uda.

(Z prawdziwą przyjemnością spotkałam na targach w Londynie Polaków – panowie mają doświadczenie, kompetencje, wiedzę, świetne produkty, rozwijają firmy w Polsce. Zrobiło mi się bardzo miło).

Kwiecień tego roku zapowiada się pracowity. Targi w Hamburgu i Las Vegas, 4 krótkie dni w Polsce, by przygotować nasze lipcowe wesele, praca nad sklepem…
***
Bezsprzecznie. Mniej mnie w sieci.

Na początku miałam nawet wrażenie, że jeśli nie zaznaczę w jakiś sposób, wszystkiego co zrobiłam/robię, to utonie to gdzieś, w otchłaniach niepamięci.

Teraz, po miesiącu, wydaje mi się, że to co robię przypomina bardziej procesy, niż jednorazowe akcje. A podsumowania procesów są dla mnie – dziś – ciekawsze….

(Ok, przyznam, że pamiętnikiem obrazkowym staje się powoli insta 🙂 z deszczu pod rynnę 😉

***

Idzie wiosna. Kwiatki kwitną, drzewa się zielenią, sezon polowania na miejsca parkingowe gdzie indziej niż pod platanami uważam za otwarty. Czuję odrobinę zmęczenia ale tez i wiele ekscytacji.
Wiecie co?

Jest dobrze.


Najlepsza Siostra

Soroptimist

Pisałam już wcześniej o Klubie Soroptimist, czyli Najlepszej Siostrze.
Pozwólcie mi napisać o tym raz jeszcze, ponieważ wczoraj miała miejsce bardzo wzruszająca ceremonia. Zostałam mianowicie oficjalnie przyjęta w szeregi tej organizacji.

Czytaj dalej

La Fabrica i 3xB

Ten temat wyskoczył mi jako „temat dnia” kilka dni wcześniej, na stronie startowej wyszukiwarki lilo (nie wiem, na ile używanie lilo lub ecosia, czyli przeglądarek, na których nawigowanie sponsoruje ponoc jakies społeczne projekty robi roznice, ale zawsze można poeksperymentować) . Jest tam bardzo przyjemny dział wiadomości pozytywnych, inspirujących, takich, dzięki którym otwierasz okno na świat (Internet) i czujesz coś optymistycznego.

I ten temat, zaraz obok filmiku o bezrobotnej pani, ktora gdzies w Belgii oczyszcza – bezinteresownie – rzeczkę i jej brzegi – chodzi za mna od poniedziałku.
Pozwólcie mi zatem najpierw zabrać Was w wirtualną podróż do Hiszpanii, w okolice Barcelony, gdzie od 1973 roku architekt, pan Ricardo Bofill, wciąż przekształca krajobraz, który na początku wyglądał przerażająco.
La Fabrica.

Czytaj dalej

Pomidorek

W projekcie #Eksperymentujesz? będziemy poruszały w tym miesiącu temat marzeń.

Ostatnio dopadł mnie mały kryzysik.

Lubię marzyć. Lubię – i umiem – te marzenia ubierać w plany. I nawet plany często udaje mi się przekuć w czyny i nadać im i ciała i życia.
Tego Przedwiośnia jakos nagle zrobiło sie tak wiele planów (na przykład projekt 101 w 1001, założenie własnej firmy, obok pracy na etacie) a mój dzień, podobnie jak i Wasz,  ma tylko 24 godziny. Mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce, że robię wszystko na raz i to nie przynosi żadnych rezultatów, ja tylko rozmieniam się na drobne…  Czytaj dalej

Dzwonię tylko… o szczęściu w małżeństwie

Szczęście w małżeństwie. Czy wszyscy możemy być szczęśliwi w małżeństwie ? Nie wiem, czy możliwe jest czuć sie szczęśliwym przez 24 godziny na dobę, ale nawet dla krótkiej chwili warto sie wysilić. Moj maz ma takie romantyczne zapędy – utrzymuje że miłość powinna objawiać sie spontanicznie, jeśli zaczynamy mówić o „pracy nad związkiem” jest to koniec spontanu… Oczywiście nie podzielam tego stanowiska.
Na bycie szczęśliwym (ja akurat) ciężko pracuję, szczególnie kiedy mam gorsze dni i mam ochote widziec wszystko na czarno. Wówczas przypominam sobie o dyscyplinie myślenia w inny sposób. O tym, by pomyśleć, na przykład o małżonku, ktory mnie wpienia, w pozytywnym świetle (to ważne, by pomyśleć tak o nim właśnie w tym momencie). O zrobieniu czegoś, co sprawia mu przyjemność, bez oczekiwania na podobny gest z jego strony. A nawet znalezienie (po „tylu latach”) czegos, co go zaskoczy…

Przez pewien czas B. wychodził z domu o 6h i wracał po 22h. I tak przez 2 tygodnie.

Dzwonię do niego rano.

– I just call, to say, I love you.

– O! – ucieszył się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.



Po południu odbieram telefon.

Zamówiłem ci masaż 

– O! -ucieszyłam się – z jakiej to okazji?

– Bez okazji, wiem że lubisz.

***

Podsumowując lutowe eksperymenty – dobrze jest, będąc w parze, po prostu na co dzień robić sobie przyjemność.

A przyjemność wiele ma imion.


#eksperymentujesz

Wyspa Wielkanocna

Zapraszam Was dzisiaj w wirtualna podróż na zagubioną na Pacyfiku Wyspę Wielkanocną. Piękne fotografie pochodzą, z bloga klubowej koleżanki, Ewy,, która prowadzi bloga „Cały ten Beneluks”  i na Wyspie Wielkanocnej spędziła podróż poślubną.

O Autorze i Książce

Jared Diamond  amerykański naukowiec, o bardzo wszechstronnych horyzontach. Znany jest szerszemu gronu głównie ze swojego stanowiska jeżeli chodzi o przekonanie o destrukcyjnym wpływie Człowieka na środowisko.

Czytam właśnie jego fascynująca książkę, Upadek, czyli jak cywilizacje decydują o przetrwaniu lub wyginięciu. Chciałabym podzielić się z Wami jego analizą upadku cywilizacji na Wyspie Wielkanocnej, wskazuje na katastrofę ekologiczną,  oraz zachęcić Was do lektury tej książki.

Za zgoda Ewy z bloga „Cały ten Beneluks” http://benelukszdzieckiem.blogspot.fr/2016/10/piec-najwazniejszych-miejsc.html

Czytaj dalej

Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, „niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : „aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna… Czytaj dalej

Flyer Sprzatanie brzegow Rodanu

Jak tworzy sie bezodpadową przyszłość ?

Kilka miesięcy temu napisałam bilecik o tym,  jak tworzy sie bezodpadową przyszłość . Konkluzja : poprzez edukację. I obserwację.

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć, jak bardzo zaskoczyła mnie moja córka i o tym, jak jej drobny gest dodaje mi energii i motywuje do tego, co robię na co dzień.  Czytaj dalej

#17 – Zaproszenie – nowy adres Chatki

Witaj w Chatce. Postanowiłam urządzić się od nowa, i podarować sobie i jej nowy adres.
Bardzo się cieszę, że tu zaglądasz, prosze o wyrozumialosc, bo wciąż jestem w wordpressowych powijakach. Nie wiem jeszcze jak włączyć wszystkie zgrabne funkcje? Jak pomalować ściany i gdzie powiesić półki i obrazki? Mam za to nadzieję, że szybciutko sie nauczę i będziemy mogli spokojnie sobie pokonwersować.  Czytaj dalej

#16 – Luty Bez Foliówek

Kochani,
Pozwólcie mi zacząć tydzień od bardzo przyjemnej wiadomości – wraz z kilkoma dziewczynami, którym bliski jest ideał życia bezśmieciowego, zarzadzilysmy „wydarzenie” na fejsie, Luty Bez Foliówek (#LutyBezFoliowek). No dobrze, nie jest sekretem, że Luty Bez Foliówek jest częścią szerszego projektu : Nie znoszę śmieci 🙂 (#NieZnoszeSmieci), ale trzeba od czegoś zacząć, a najłatwiej jest zwyczajnie zacząć od prostego, codziennego gestu, jakim są zakupy:

Luty Bez Foliówek
Czytaj dalej

Grave

Obejrzeliśmy Grave. To jest film tak niszowy, że pozwolę sobie na spoiler, bo naprawde nie sadze, zeby zrobił karierę międzynarodową. A nawet jeśli, warto go zobaczyć, bo o wielu wątkach nie wspomnę.  Uprzedzam, że ten fragment jest obrzydliwy.

grave-julia-ducournau

zrodlo : http://www.critique-film.fr/quelques-films-que-jespere-decouvrir-a-cannes-2016/

Reżyserem filmu jest Julie Ducourneau a jego producentem – Julie Gayet (dla nieobeznanych z francuskim Pudelkiem – jest to kochanka, dla której nasz francuski prezydent, pan Holland, stracił głowę i w oczach Francuzow – resztki, szacunku. Swoja droga, jestem ciekawa, co wyskakuje u was w przeglądarce, kiedy wpiszecie : “holland guyet scooter” ?).

Czytaj dalej

O eksperymentach i kryzysach w związku

O eksperymentach i kryzysach w związku

Ok, będzie dość osobiście. Zabrzmiało, jakby mój blog na co dzień nie był osobisty.

Jak zapewne wiecie, jedzenie i picie, jest obok poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego dachu nad głową, oddychania, załatwiania potrzeb fizjologicznych i seksu, podstawa piramidy potrzeb według Maslowa. Jeśli rusza się coś na tym poziomie, z pewnością przesunie się dużo części powyżej. Czytaj dalej

Moja świątynia

Moje ciało.

Tak, moje ciało to moja świątynia.

Dlatego o nie dbam. Odpoczywa w czystym łóżku, w sprzątniętej sypialni. Myję je co wieczór pod ciepłym prysznicem, mydłem robionym przez mydlarkę w Pirenejach, z naturalnych składników. Nakładam krem, czyszczę zęby. Rytuał.

Lubię wówczas patrzeć na siebie w lustrze, wysłać buziaka tej Agnieszce która na mnie spogląda, powiedzieć sobie komplement. Powitać, no może nie z uśmiechem, ale czułością kolejną zmarszczkę, której przysięgam, wczo4aj jeszcze tu nie było. Czytaj dalej

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach)

Pisałam Wam niedawno o akcji Eksperymentujesz ? – skad sie wziela i dlaczego warto eksperymentować w codziennym życiu.

Luty jest pięknym miesiącem, by eksperymentować w Miłości.

O eksperymentach w miłości – dla par w stałych związkach

– Mężu, masz ochotę się wypowiedzieć w tym temacie ?
– A mam wybór ?
– …

– Mąż: Weźmy na przykład Kamasutrę… 28 pierwszych pozycji, na każdy dzień miesiąca i po eksperymencie.
– Ja: Wydawało mi się, że Kamasutrę już przerobiliśmy (buahaha)
– Mąż: Taaa? Stan no na głowie…
– Ja …
– Mąż: Albo poeksperymentujmy w różnych miejscach w domu….
– Ja: No, tak, powiało świeżością pomysłów.

Czy nie zaskakuje Was, drogie Panie, fakt, że w odpowiedzi na pytanie o Miłość, małżeńska konwersacja poszła od razu w kierunku uciech cielesnych? Proza życia… Czytaj dalej

Cluedo – gra detektywistyczna

Czy znacie te grę planszową ? Jest świetna, ponieważ można w nią grać w miedzynarodowym towarzystwie, właściwie bez znajomości innych języków. Należy tylko zapamiętać / rozróżnić 21 pojęć (które przedstawię tu w wersji francuskiej)

W Cluedo gra od 3 do 6 graczy, od 8 lat.
Celem gry jest odkrycie, dzięki dedukcji, kto zamordował Doktora Lenoir, jakim narzędziem zbrodni, w którym z pomieszczeń…


Plansza reprezentuje manoir : Hall d’entrée, studio, Bibliotheque, Bureau, Petit Salon, Grand Salon, Cuisine, Salle à manger, Veranda.

Osobami, które przebywają w manoirze gdy zamordowany został Docteur Lenoir są :
Colonel Moutarde, Dr Olive, Professeur Violet, Madame Pervenche, Mademoiselle Rose i Madame Leblanc. Każdy gracz bierze pionek w kolorze jednej z tych postaci 🙂

Z 21 kart (6 postaci, 6 narzedzi zbrodni oraz 9 części mieszkania) losujemy, nie patrząc na nie, Mordercę, broń i miejsce, gdzie Doctor Lenoir został zamordowany, odkładamy je nieodkryte na środek stołu i rozdajemy pozostałe karty graczom.

Typy broni: Revolver (Rewolwer), Corde (sznurek), Clef Anglaise (klucz angielski), Matraque (Palka), Poignard (Sztylet), Chandelier (świecznik).

Rzucamy kostką, by przedostać się do konkretnych pomieszczeń (na przykład aby zadać pytanie, czy zbrodnia została popełniona w Bibliotece, trzeba się tam dostać).

Następnie zadajemy po kolei pytania innym graczom  (i tu wracam do konieczności rozróżnienia 21 pojęć:)) na przyklad: Moj Drogi Teściu: w Bibliotece, Docteur Olive, Świecznik ? Oczywiście, dla ambitnych, można układać pełne zdania : est-ce que c’est bien Docteur Olive qui a tué docteur Lenoir avec le chandelier ?, ale przecież chodzi tu bardziej o grę towarzyską i  zabawę w dedukcję, a to jest przecież niezależne od tego, jak formujemy zdania 🙂

Jeśli np Teść ma którąś z tych kart, pokazuje je osobie pytającej, inni gracze nie mają pojęcia co to była za karta, ale wszyscy rozumieją że jedna z nich nie jest już podejrzana. Po kilku turach pytań mamy wystarczająco dużo podpowiedzi, i możemy wysnuć hipotezę, kto jest winny, czym zabił i w którym pomieszczeniu.

Gra jest bardzo spokojna, rozluźniające, nie prowokuje kłótni (No bo jak komuś zarzucić błąd jeśli wszystko zależy od Twojej logiki ?:-))

Bardzo ją polecam.

Miłej niedzieli 🙂

Życie Judy, brata Jezusa

Przeczytalam, nie, wróć, wymęczyłam, książkę pani Francoise Chandernagor, pod tytułem „Życie Judy, brata Jezusa”.

63818_viedejude
Wytłumaczę sie ze słowa „wymęczyłam” na samym końcu.
Pani Chandernagor jest na francuskiej scenie literackiej osobą szanowaną i na pewno znaczącą, skoro jest członkiem kilku organizacji, zwanych Nagrodami (Jean Giono, Chateaubriand, Goncourt).

Ja szanuję ją za warsztat oraz za stosunek do Historii.

Jest vice-prezydentem, przyznam, dość kontrowersyjnego stowarzyszenia „Wolność dla historii”. Stowarzyszenie broni prawa Historii do bycia nauką o przeszłości, wolną od ingerencji wszelkich rządów i lub instytucji religijnych i przeciwstawia sie „prawom pamięciowym” (lois memorielles). Niby oczywista ta wolność, ale gdzieś sie kończy i już podaję przykłady.

Faktem jest, że w Turcji zamordowano w latach 1915-1916 ponad milion Armeńczyków, tylko dlatego, że byli Armeńczykami. Ten fakt został nazwany ludobójstwem, czyli zbrodnią przeciw ludzkości i uznany przez parlamenty 29 państw. Konsekwencją uznania tego faktu za ludobojstwo jest objęcie „opieka” prawną nie tylko samo popelnienie zbrodni ale także (wg Cioci Wiki) „podżeganie do niego, współuczestnictwo, usiłowanie jego popełnienia oraz zmowa w celu jego popełnienia”.
Istnieje jednak poważny ruch, bardzo silny szczególnie w Turcji, negujący to ludobójstwo. Pewien obywatel Turcji zanegował, podczas jakiegoś zebrania odbywającego sie w Szwajcarii, istnienie tego faktu za co został skazany, w świetle szwajcarskiego prawa o segregacji rasowej na karę pieniężna . Od tego wyroku odwoływują się organizacje, takie jak „Wolność dla Historii” – przy czym nie chodzi tu o negowanie faktu ludobójstwa  lecz o wolność wyrażania (własnego ? skoro jest Turkiem a tam oficjalnie ludobójstwo nie miało miejsca) zdania co do faktów historycznych.

„Historia nie jest religią, nie jest dogmą, nie szanuje żadnego zakazu i nie zna tabu”.
I ja, jako była studentka historii w pelni zgadzam sie z tym zdaniem.    Czytaj dalej

Eksperymentujesz ?

Jest mi bardzo miło i czuję się zaszczycona, ponieważ zostałam zaproszona do akcji #Eksperymentujesz ?

Myślę, ze założenia akcji można – zupełnie jak i same eksperymenty – interpretować bardzo indywidualnie.

Nawet najbardziej uważnej osobie zdarza się dać ponieść codzienności – rutynie, zbyt prędkiemu rytmowi życia, presji otoczenia.

Nawet najbardziej optymistycznej osobie zdarza się zmartwić się codzienną papką ze złych wieści zaserwowaną przez media, zwątpić w przyszłość i popsioczyć na „ludzka głupotę”.

Dlatego może warto powrócić „do siebie” ? Uwierzyć lub na nowo odnaleźć świadomość tego, że ma się siłę by zmienić świat – zaczynając zmieniać go od jedynej osoby, na którą mamy wpływ – od siebie.

Praca nad sobą, nad swoim poczuciem szczęścia, nad poszerzaniem świadomości jest (z mojego punktu widzenia) żmudna, pełna zakrętów i pułapek, przypływów i odpływów motywacji a rezultaty przychodzą powoli… Ale przychodzą, życie (mi) się upraszcza i nie ukrywam, ulepsza. Dlatego uważam, że warto eksperymentować.

Czytaj dalej

jestem, jestem, dbałam o finanse

Dzieje się dużo i o prawie wszystkim chciałabym Wam opowiedzieć. Zacznę od tematu finansów osobistych.

W naszym budżecie domowym największy wydatek stanowi bezsprzecznie kredyt mieszkaniowy.

Mam taki cel, cel nie tylko marzenie – pozbyć się tego kredytu zanim skończę 50 lat. I powoli, krok po kroku go realizuję. Chciałabym wejść do banku z kwotą, która została nam do spłacenia i uregulować sprawę „od ręki”. Póki co robię jednak to co mogę (a nie to co bym chciała) czyli uważnie obserwuję rynek kredytów nieruchomości. Oprocentowanie kredytów ciagle spada.  Czytaj dalej

Kobiety i medytacja

Witam Was w piątek, trzynastego. Korzystam z tej szansy i chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o czyms, co moze czesc z Was uważać za zabobon.  Ja natomiast traktuje to nieco poważniej, jako kolejny przystanek na mojej ścieżce szczęśliwej i spełnionej kobiecości

Błogosławieństwo Macicy.

Jest to medytacja, którą można praktykować samemu, lub w gronie bliskich kobiet.

Sceptykom mogę powiedzieć – co Ci szkodzi, spróbuj, najwyżej niczego nie poczujesz 🙂
Spędzisz po prostu czas sama ze sobą, ze swoimi myślami a to w wielu wypadkach jest już luksusem 🙂
Lub, jesli sprobujesz praktykować z przyjaciolka, to wymienić sie opiniami, i ciągle miło spędzicie czas w spokoju.

Dla tych, ktore chca sprobowac,  zapraszam do zapisania się w tym miejscu: Błogosławieństwo Macicy, otrzymacie wszelkie instrukcje.

Pozwolę sobie dać „dobrą radę” :
Zorganizuj sie. Z partnerem, aby zajął sie dziećmi, lub zeby Ci nie przeszkadzał 🙂
Dogadaj sie ze starszymi dziecmi, ze potrzebujesz czasu dla siebie.
Wyłącz wszystkie pingi i pongi i inne powiadomienia w telefonie lub komputerze, z ktorego bedziesz korzystala. Zapal świeczki. Uperfumuj pokój, gdzie będziesz medytować przyjemnymi zapachami (może być pomarańcza nadziana goździkami lub, olejek eteryczny lub ulubione perfumy:) . Wycisz sie i … daj sie ponieść medytacji 🙂

PS. Unikałbym oczekiwania głębokich doznań. Wszystko przyjdzie w swoim czasie…

Kolejna medytacja : 11 lutego 2017.
Ja wybrałam te o 18h00 czasu UK, czyli 19h00 CET. Daj znac, jesli tez sie skusisz, Siostro w Kobiecości.

Ps. Jeśli to pierwszy raz, to mimo ze nie jest to w styczniu, ale może da się zaliczyć do akcji #eksperymentujesz ?

Pierwsze Mydło

Pozwólcie mi uczcić moje pierwsze mydło tym krótkim wpisem.
Agatko, dziękuję raz jeszcze za pokazanie mi tej bajkowej ścieżki a Was, drodzy Czytelnicy odsyłam do posta mydlanego na blogu Klubu Polek, w zakładce Styl Polki.

Potraktowałam bardzo uważnie ostrzeżenia o tym, że należy najpierw sie doksztalcic, doczytać to i owo, zanim sie człowiek rzuci z tłuszczami i roztworami na głęboką wodę. Z Chemia u mnie jest jak z Biologia. Scislej mowiac nie przeczytałam niczego poważnego  o reakcjach chemicznych od lat 20, z czego wcale nie jestem dumna. Czytaj dalej

#6 – Sekretne Życie Drzew

« C’est une faiblesse inhérente à la nature humaine que de fermer les yeux sur les dangers qui ne sont pas échéance immédiate. Tout phénomène marche lente et progressive ne réussit jamais, dans quelque domaine que ce soit, à inquiéter personne. Le drame de la forêt, en quelque pays que ce soit, réside en ce qu’on a toujours tendance la sacrifier l’immédiat. » (M. BOUDY, ancien Directeur des Eaux et Foréts du Maroc. « Cahiers des Ingénieurs Agi-alla- 171eS )) 3° trimestre 1949.)

Wiele dobrego napisano o tej książce, i moja opinia o niej jest również bardzo pozytywna.

Niewiele wiem o lesie i życiu drzew i dlatego ta lektura okazuje sie wpasc na odpowiedni grunt. Opowieść niemieckiego leśnika o tym, że drzewa tworzą społeczności, ze porozumiewają sie za pomocą systemu korzeni i grzybni, rosnących z nimi w symbiozie, o miejskich „dzieciach ulicy”. Wszystkie te słowa wpadły do mojego chłonnego umysłu, ktory fotosynteza zainteresował sie ostatnio na lekcjach biologii w liceum…I otworzyla sie furtka, wiodaca w nowe miejsca.

Przyznaje, publicznie, bezmiar mojej niewiedzy. Niewiedza jest potężnym narzędziem i może wyrządzić krzywdę. Niewiedza objawia sie tym, ze wolimy przyklejać łatki (na przyklad cos ma „naturalne”pochodzenie (jak piżmo w perfumach z wyższej półki – bezsprzecznie jest naturalne), „bio” (jak „mięso od szczęśliwej krowy”, hodowanej na łące. ), autentyczne (jak piękny mebel z luksusowego drewna), „etyczne” (jak papier lub choinka pochodzące z lasów gospodarczych).

*** Czytaj dalej

O wdzięczność (znowu)

Przygotowałam sobie szkic tego o czym lubię sobie przypominać, czyli o Wdzięczności, po czym przeczytałam u Kasi o jej wyzwaniu styczniowym. Ponieważ lubię grać zespołowo, podpinam się pod jej wątek, #eksperymentujesz  😉

***

Zapisałam sie na newslettera do mojej ulubionej joginki (Lesley Fightmaster), ktora prowadzi 30 dniowy program Szczęśliwej Jogi (#hathayogahappinessi wcale nie zdziwiłam sie, dlaczego w pierwszym liściku pisała ona wlasnie o Wdzięczności.

Poczucie wdzięczności jest jednym z fundamentów szczęścia, ba, nawet zdrowia i … dłuższego życia.  Wysłuchałam bardzo ciekawy wykład TED pani Florence Servan-Schreiber. Powiedziała ona, między innymi, ze znaleziono dowody na tę tezę o przedłużaniu sobie życia. Szukano osob, które żyją w tym samym miejscu, jedzą dokładnie to samo pożywienie, mają ten sam rytm życia i no i do tego najlepiej, gdyby były w zwiazku z ta sama osoba… tak, to możliwe – w zakonie. Czytaj dalej

Pieniądz lokalny (w Lyonie – la Gonette)

Na mojej liście 101 w 101 bis jest wzmianka o Pieniądzu lokalnym.
Po praz pierwszy usłyszałam o pieniądzu lokalnym oglądając film „Jutro” („Demain”) , gdzie omówiono przykład Funta Bristolskiego (tutaj przesyłam uściski Żanecie, od której otrzymałam na klubowe Mikołajki, między innymi taki oto bristolski souvenir 🙂

i pomyślałam sobie, że to faktycznie ciekawa inicjatywa – skoro kilka podmiotów gospodarczych w to wierzy, a mnie to właściwie nie kosztuje więcej pieniędzy, to czemu nie spróbować ? O pieniądzu lokalnym ciekawie opowiada ten filmik a przeczytać o nim możecie na przyklad tutaj. Podoba mi sie rowniez idea, podkreślona przez Panią Izabele Litwin, że „należy budzić w ludziach poczucia podmiotowości, tzn. świadomości, że wszystko zależy od nas”.

Dziś pieniądz lokalny istnieje w wielu miejscach w Europie (we Francji, według tej mapy, okolo 30 w użyciu i wiele innych jako projekty), ale jak dotąd nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś z moich znajomych sie nimi posługiwał.

W Lyonie funkcjonuje La Gonette. W tym tygodniu po raz pierwszy wymieniłam Euro na Gonette i wróciłam do domu z papierami w stylu Monopoly.

Czytaj dalej

#3 – Datki 2017

Dla niektórych monotonia, dla innych (dla mnie) harmonia. Początek roku, praca nad domowym budżetem wre. Postanowilam kontynuować ubiegłoroczny schemat i wybrałam znow 12 organizacji i stowarzyszeń, którym pomogę finansowo w nadchodzącym roku.  O różnicy między datkami a pomoca finansowa pisalam juz w ubieglym roku. Dla mnie datki są po prostu forma decydowania, na co idzie cześć moich podatków (dla przypomnienia, od 66% do 75% przekazanych sum, w zależności od statusu organizacji lub stowarzyszenia)można odciągnąć od podatku) a pomocy finansowej udzielam komuś bez oczekiwania na ulgi fiskalne czy jakieś inne gratyfikacje.

Ta lista jest to dla mnie zarazem i ściągą (gdyby mi sie zapomniało) i trochę świadectwem ewolucji moich poglądów. Czytaj dalej

#2 -Kosmetyki – podsumowanie roku

Podsumowanie roku pod względem zawartości mojej kosmetyczki było jednym z pierwszych tematów w Chatce.
Moze dlatego , że od ograniczenia budżetowego zaczęła się moja przygoda z minimalizmem, z ruchem „zero śmieci”, z weganizmem, mam do tego tematu duży sentyment.

Oto z czym wchodzę w rok 2017. Czytaj dalej

Tantryczny Sylwester

Witam serdecznie w 2017.

Spędziłam najlepszego Sylwestra minionej dziesięciolatki – na tygodniowym stażu tantry.

Pisałam już, że tantra to najlepszy prezent, jak para może sobie sprawić. Podtrzymuję to twierdzenie i dorzucam – jeśli jesteś osobą samotną, staż tantry jest najlepszym prezentem, jaki możesz sprawić sobie samej:-)

Jeśli, tak jak my, masz 40 lat i dosyć imprez mocno zakrapianych, po których budzisz się z kacem moralnym, bólem głowy lub rewolucją żołądkową, pospiesznych życzeń „szczęśliwego nowego roku” – może czas rozejrzeć się za alternatywą? 🙂 (tu nadmienię, że z przyjemnością spotkaliśmy kilka dużo młodszych par)… Czytaj dalej

By tradycji stało się zadość

No jak u Was Święta ?

U mnie już właściwie po. We Francji nie obchodzimy Drugiego Dnia Świąt, wiec korzystam z tej ciszy świątecznej i wysyłam zaległe „season greetings”. Wszystkie te Marry Christmas skłoniły mnie, by w przerwie podzielić się z Wami przemyśleniami dotyczącymi tradycji.

Cos Człowieka pcha do tego, by pracował ciężko, odkładał pieniądze i dni urlopu i jechał od czasu do czasu do Rodziny na Święta. Nie musi zaraz, jak ja, z innego kraju (choć w samolocie do Warszawy i później z Warszawy spotkałam bardzo milą Panią, która przyjechała na dokładnie taki sam maraton świąteczny jak ja). W ogóle, „na Święta”, urodziny czy inny ważny czas pcha nas do tego by się łączyć z Rodzina, by… ? No właśnie. Po co?

Spędziłam fantastyczne dwa dni w Polsce, o których już wcześniej Wam napisałam. Później, z Lodzi pojechaliśmy do innej części Rodziny, 4 godziny drogi na Północ. Czytaj dalej

Such a perfect day(s)

Przylecialyśmy do Polski we wtorek. Spedzilysmy caly dzien w podróży, na lotniskach i w samolotach, pociągach i taksówkach, a zajęło nam to ponad 14 godzin.

Jestem dumna z mojej corki, bo wytrwać bez marudzenia taki dzień nie jest łatwe, a jej sie udalo. Czytaliśmy razem książki, komiksy, oglądalyśmy filmy na netflixie, nawet kolorowalysmy. Czytaj dalej

SI

Soroptimist czyli Najlepsza Siostra. Soroptimist International jest to międzynarodowa organizacja, działająca w 133 krajach i zrzeszająca prawie 75 tysięcy kobiet. Ma rowniez swoja reprezentacje w Organizacji Narodow Zjednoczonych i działa na rzecz poszanowania prawa kobiet, w bardzo szerokim znaczeniu. SI działa na wielu frontach. Dla mnie najważniejszym filarem jest Edukacja. Z jednej strony mamy kraje, gdzie dziewczynki musza isc do pracy by zarobić na szkoły swoich braci.  Z drugiej, w  krajach „rozwiniętych”, młodzież, która uznaje, że wszystko jest już im dane, zaklepane, zarezerwowane, nie ma żadnych obowiazkow innych niż „dobrze się uczyć i być w życiu szczęśliwym”. Czytaj dalej

Wegański Bocuse d’Or czyli o Lyonie, gastronomicznej stolicy Francji

Kuchnia francuska. To jest Sztuka. Świętość. Bajka !

A Lyon, proszę Państwa, jest stolicą gastronomiczną Francji.

Restauracje mają swoje prestiżowe gwiazdki, zupełnie jak Szefowie Kuchni, a ich nazwiska wymienia się, pobożnie, ostrożnie i z duma, szczególnie kiedy miało się szczęście stołować w jakimś słynnym spocie.

Wśród moich 10 prac emigrantki był, a jakże, epizod restauracyjny, skąd wyniosłam nie tylko znajomość hierarchii „w kuchni” i „na sali”, metody negocjacji z dostawcami, sztukę „nadawania wartości” mrożonym marchewkom ale również bardzo subtelny system notowań, u kogo modnie jest jadać a u kogo nie.

Kilka lat później miałam przyjemność bywać w różnych restauracjach tzw. gastronomicznych, a nawet w moje urodziny zostałam kiedyś zaproszona do Mekki lub Watykanu, jak kto woli, lyońskiego kultu – do Paul Boucuse. Czytaj dalej

Z pogadanką do szkoły

Pisałam już Wam o tym ze “lobby de la viande” czyli francuskie lobby przemysłu mięsnego „zaprosiło się” do francuskich szkół, prawda ? krótkie przypomnienie:

Interbrev, czyli Interprofession betail et viande otrzymało dotacje z parlamentu europejskiego by interweniował w szkołach (przedszkola, szkoły podstawowe) aby „uczulić dzieci na konieczność zdrowego jedzenia”.

A teraz mamy ciąg dalszy. Bardzo, bardzo ciekawy, według mnie.

Ponieważ moje dzieci są już w gimnazjum, nie mam wieści z pierwszej ręki.

Ale skoro NAWET Francuska Telewizja publiczna zaczęła się interesować tym tematem to pozwólcie, że ja też to odnotuje: Czytaj dalej

Poradnik Inwestora według Kaczki (gościnnie)

Chciałabym zaprosić Was serdecznie znow do Kaczki, by przeczytać jej jedyny w swoim rodzaju Poradnik Inwestora.

Przeczytać no i inwestować 🙂

Bez większych ceregieli, by go przeczytać, prosze kliknąć w zdjecie:

poradnik-inwestora-wedlug-kaczki

(Jeśli link w zdjęciu nie dziala, prosze kliknac TUTAJ)

Przypominajka (Po co czekać do lutego?)

Grudzień. Święta. Prezenty. A może w tym roku, moje drogie czytelniczki, sprawicie sobie same maleńki prezent, który może wiele zmienić?

Chciałabym dziś napisać coś o kulkach, zwanych kulkami Geishy.

Właściwie niczego nowego znów tu nie odsłonię : wszystkie wiemy, że sprawne mięśnie Kegla przynoszą więcej satysfakcji w strefie naszego życia erotycznego.

Ale czy wystarczająco dużo mówi się o innych „efektach ubocznych” używania kulek Geishy?

Przemierzając przestworza Internetu w poszukiwaniu podpowiedzi, jakby tu żyć szczęśliwie i satysfakcjonująco w parze z jednym i tym samym samcem od lat, co i rusz pojawia się temat mięśni Kegla, ale, o zgrozo, nie tylko w kontekście fikuśnych treści.

To pewnie dlatego, że motory wyszukiwarek znają moją metrykę, podsuwają mi cześciej informacje… zdrowotne. Co jest trochę oburzające, ale trochę i nie… może Wyszukiwarki i Spece od Marketingu myślą sobie, „tyle lat się po świecie buja, to wie jak sobie radzić w związku, ale nie jest uświadomiona, co jeszcze Druga Połowa Życia szykuje jej w prezencie”… Czytaj dalej

Kalendarz adwentowy

Pisałam o nim jeszcze w październiku, pamietacie ?
Oto on:
Kilka gałęzi przywleczonych ze spaceru znad rzeki, stare lampki na choinke, sznurek.
Papiery i torebki papierowe, które gromadziłam od kilku miesięcy, naklejki, kawałki tasmy, wstazki, ktore znalazlam w pokojach dziewczyn.


I zawartosc.

Konfitura z Czułych słówek. Gry podróżne. Skarpetki. Akcesoria do paznokci, które i tak kazde z nas powinno mieć, nożyczki, pilniczek… Strona z kolorowanką. Kilka czekoladek. Książka, komiks. Tatuaże efemeryczne. Zaproszenie na kręgle. Zaproszenie do wspólnego wykonywania domowych kosmetyków. foremki do pieczenia ciasteczek lub ozdób na choinkę.

Bardzo sie ciesze, ze udalo mi sie namowic Meza do odrobiny wysiłku i zrobienia kalendarza dla swojej córki. Wyciągnęłam go na zakupowe spacery i poprzynosilismy kilka drobiazgów.
Ale najbardziej sie ciesze, ze wykazał inicjatywę i grzecznie podziękował za moja pomoc w szykowaniu paczek – i spędził trochę czasu wymyślając równania 🙂

 Poniewaz nie zdążył zgromadzić wszystkich fantow, powiedzial, ze bedzie zmieniał serduszka i gwiazdki na bieżąco.

Ciesze sie.

 

 

‪#‎MikołajDlaMikołaja‬

Ogłoszenie Klubu Polki na Obczyźnie:

Akcja #MikołajDlaMikołaja to nasza mikołajkowa akcja charytatywna na rzecz Mikołaja, chłopca z porażeniem mózgowym. Na naszym minibazarku znajdziecie ciekawe rzeczy z różnych krajów, które będziecie mogli wylicytować, a cały dochód zostanie przekazany Mikołajowi na zakup sprzętu i pokrycie kosztów rehabilitacji.
Mikołaj jest pod opieką Fundacji Dzieciom
http://dzieciom.pl/podopieczni/12138

Wszelkich wpłat na rzecz Mikołaja można dokonywać na nr konta fundacji:
Alior Bank S.A.
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
z obowiązkowym tytułem wpłaty:
12138 Poskart Mikołaj

A oto kilka wybranych przedmiotów z licytacji:

15271837_1031405803636163_4708501545579429114_o

Charlie – szydełkowy amigurumi od Magdy

15181289_1031359070307503_8922227650194467240_n

Miś od Kasi

15271954_1031307250312685_4714003752709483307_o

Konik z Dalarny od Karoliny

15272273_1031294063647337_2077486245504154507_o

Zajaczek od Justyny

15178998_1031283883648355_2799546641105422087_n

Kalendarz stworzony przez dziewczyny z Klubu

a z Chatki Baby Jogi ?

15235364_1032195686890508_973293133299907325_o

Prezent praktyczny : torby na zakupy bezśmieciowe:)

Zachecam Was gorąco do odwiedzenia strony wydarzenia: Mikolaj dla Mikolaja.  Jestem pewna ze znajdziecie cos dla siebie.

 

 

 

Konfitura z czułych słów

Jedna z moich ulubionych joginek, Ali Kamenova, powiedziała w pewnym filmiku, miedzy wdechem a wydechem:

„Życie nie czeka, aż będziesz mieć idealne warunki, takie o jakich marzysz, by były, kiedy coś ci się przytrafia. Życie po prostu się nam zdarza”.

Może to brzmiało zupełnie inaczej, ale tak zapamiętałam sobie te proste słowa i wyciągam z pudełeczka „na specjalne okazje”, takie jak ta teraz.

Już kiedyś przytaczałam anegdotkę z „Pięknych dwudziestoletnich”.

Czuję wdzięczność, że są obok mnie (na długość internetowych łączy i telefonicznych sygnałów) wspaniale Kobiety, które Wiedzą. Podszepną ciepłe słowa, przykleją zdania, jak plasterki, tam gdzie trza.

Pokrzepiona dobrymi radami, otrząsam pył z moich nóg i…

Nie, nie przeklinam. Nadludzkim wysilkiem woli, wydostawszy sie z tych irytujacych opresji…

***

…robię ten kalendarz adwentowy.

Dziś prezent bezcenny: Konfitura z czułych słów.

Do wykonania Konfitury potrzebujesz 0€ i odrobinę wyobraźni. By wykonać coś zbliżonego do Konfitury z obrazka poniżej, potrzebujemy:

  • Słoik
  • Papier (bibułka?)  który wala się w każdym dziecięcym pokoju, lub leży w pudełku po butach, może być to rownież papierowa serwetka, jeśli jakaś się jeszcze ostała…
  • Klej
  • Kawałek materiału
  • Wstążka/szurek/gumka receptura
  • Nożyczki,
  • Dowolny papier na którym napiszemy Czułe Słówka
  • Długopis

Podoba mi się efekt. Mam nadzieję że mojemu dziecku rownież się spodoba, szczególnie zawartość…

Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie?

Przeczytałam wspaniałą książkę Jespera Juula  , Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie?

Otrzymałam ja od klubowej Koleżanki (bardzo dziękuje Agatko Ewo :)) w takim magicznym momencie, kiedy dokładnie takiej książki-rady-wskazówki  potrzebowałam.

Polecam ją wszystkim rodzicom nastolatków, ale również rodzicom dzieci w każdym wieku, szczególnie przed 10 rokiem życia, żeby zrozumieli (lub chociaż liznęli ostrzeżenie), że po 10 roku życia kończy się nasza rola edukatora.

Tak, moi Kochani, po 10 roku życia tylko możemy stanąć i podziwiać (lub przyglądać się ze zgroza) efekt (naszych ?) wychowawczych ambicji.

Lektura tej książki pogodziła mnie z tym faktem i popchnęła mnie o kilka pól (wydaje mi się w dobrym kierunku) na planszy gry w dorastanie. Czytaj dalej

Jest Robótka 2016

Kochani,

Zapraszam Was do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez klubowa kolezanke, Kaczke.

jest-robotk_napis

Kaczka współorganizuje „odpalanie fajerwerków radości” w Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. Poczytajcie sobie o mieszkańcach tego Domu, Damach i Kawalerach, wybierzcie jedna osóbke i po waszemu… sprawcie jej przyjemność.
Mozna wyslac kartke z zyczeniami, można wysłać prezent, sky is the limit.

Po szczegóły zapraszam na bloga akcji JEST ROBOTKA

Milego dnia.

 

Cowspiracy

Dziś zwrócę się do szczęśliwych posiadaczy konta Netflix.

A gdybyśmy tak zrobili przerwę w oglądaniu ulubionego serialu (a przyznam, ze seriale na Netflixie są wciągające) i włączyli, dla odmiany, film dokumentalny ?

Film „Cowspiracy” ma już ponad dwa lata, to żadne „early window”, i o samym filmie napisano już dziesiątki, setki biletów na blogach (świetna recenzja Eveliny)  ale może tak obejrzeć go ponownie ? zaprosić koleżankę lub sąsiadkę na wspólne oglądanie ? Byłyby z tego same korzyści:

Uświadomienie sobie pewnych faktów…
Tyle czytam, oglądam i rozmawiam o wpływie hodowli zwierząt na ekonomię, etykę czy zdrowie, ale dopiero ten film uświadomił mi co następuje:

  1. Dlaczego żadna z międzynarodowych organizacji wypowiadająca się w sprawach środowiska naturalnego (na przykład Greenpeace ?) nie potwierdzi jednoznacznie – lub nie zinterpretuje jak to ujęto w filmie – korelacji miedzy wycinaniem lasów Amazonii i tworzeniem na ich miejscu pastwisk dla trzody ? Odpowiedz az rzuca się w oczy : Greenpeace i inne tego typu organizacje funkcjonują po części z naszych datków. Zależy im na tym, by jak największa część społeczeństwa opłaciła składkę / datek. A dziś wciąż większa część społeczeństwa jest tzw „ omnivore” czyli wszystko jedząca. Osoby, które przez przypadek uświadomiłyby sobie, ze spożywając mięso (i soję !!!) szkodzą planecie, o której „zdrowie” przecież walczą, wspierając *Greenpeace. (Napisałam to, ale wciąż uważam, ze jeśli mam do wyboru Greenpeace albo świat bez Greenpeace, wybieram Greenpeace.)
  2. W 2015 roku było nas, ludzi 7 miliardów. (kiedy kończyłam liceum, hkm, było nas 6 miliardów).
    Jeśli przyjmiemy, że mięso jest konieczne do zdrowego życia”, czy naprawdę podtrzymamy, z punktu widzenia ekonomii, tezę, że każdy powinien jeść mięso ? Z wielka uwaga słucham znajomych (i obcych ) ludzi, którym zależy przecież na tym, by podawać sobie i swoim dzieciom „dobre i zdrowe” jedzenie. Ba, pamiętam ten argument bardzo dokładnie, ponieważ sama często go stosowałam, kiedy weszłam na ścieżkę produktów „bio i organic”. Przecież ja kupuję u rolnika/małego producenta, gdzie zwierzęta mają szanse widzieć lakę i słonce (zanim wyśle się je do rzeźni i z ich tuszy zrobi steka lub szyneczkę). Jeżeli przez chwile zastanowimy się nad tym, ile kilogramów mięsa produkuje tzw gospodarstwo ekologiczne to uzmysłowimy sobie, ze nie starczy nam ziemi na Ziemi, by przekształcić ja w pastwiska dla krów, z których chcemy zrobić mięso dla 7 miliardow osób.Hodowla zwierzat na mieso / mleko oraz konsumpcja miesa / mleka jest niedemokratyczna.
  3. USA (ale i kraje Unii Europejskiej) dofinansowują przemysł mięsny i mleczny. Czy człowieku jesz mięso czy go nie jesz, z Twoich podatków opłacane są subwencje.
  4. Ach, to kolejny z tych tematów, które śmieszyłyby mnie, gdyby temat był śmieszny. Polowanie. Stoje w tym ultrachic barze, na środku zatoki w sercu Singapuru. Sącze zapewne już 4 lub 5 lampkę szampana za dużo i z ogromną uwaga słucham przystojnego Amerykanina, który tłumaczy mi dlaczego lubi chodzić na polowanie. „Bo kiedy trzymam strzelbę, czuje ze mam władze nad naturą”. „A może zalozylbys kalosze i poszedł na grzyby ? To tez forma wlacdzy nad natura…” Patrzymy na siebie jak Marsjanin z Wenusjanka. Kurtyna. Wracając do Cowspiracy. Tam padło bardzo ważne stwierdzenie. Tak, ludzie kiedyś polowali, ale to było w czasach gdy na kontynencie amerykańskim żyło może z 10-20 milionów ludzi. Dziś w USA żyje 320 milionów ludzi.(Czy nie zastanawia Was fakt, ze z 7 miliardów osób na Ziemi, zaledwie 320 milionów żyje w USA, i to właśnie wyborami prezydenckimi w tym kraju emocjonujemy się najbardziej ?) Nie chce Wam psuć przyjemności wychwytywania perełek w tym dokumencie, obejrzyjcie go, naprawdę warto

Oglądając Cowspiracy na chwile oderwiecie się od Gilmore Girls, Herose czy Black Mirror i zajrzycie do świata, w którym jacyś szaleńcy ryzykują karierę, wolność a może i życie, porzucają utarte ścieżki „metro-boulo-dodo” czyli przysłowiowe francuskie „metro-praca-spanie”, przeciętną egzystencję i porywają się z kamerą by choć odrobinę zmienić przyszłość . Poświęćmy im te godzinę – dwie uwagi. Z szacunku dla tego, co robią.

A jeśli uda wam się zaprosić sąsiadów, to czemu nie otworzyć butelki dobrego wina i po prostu miło spędzić wieczór, uzyskując wspólnie (jesli argumenty zawarte w filmie do Was nie trafia)  „smutne, ale coś przecież trzeba jesc”  ?

POLECAM

PS. Polecam bardzo inspirujące blogi moich Klubowych koleżanek, z których dowiecie się (jeśli jeszcze ich nie znacie), dlaczego dieta bez produktów odzwierzęcych przynosi wiele radości.
VEGANAMA
Bezgrzeszna Rozpusta
A tutaj znajdziecie 30 dniowe wyzwanie, w ktorym pewna sympatyczna pani podpowiada Wam, krok po kroku, jak zacząć przygodę z weganizmem.

Pozdrawiam serdecznie
1780916_10152286629297717_9191761311871554977_n

Pierwszy dzień reszty Twojego życia.

Taka piękna, zwykła, przykładna, ba, prawie idealna francuska rodzina.

Ona, On, trojka dzieci., dwóch chłopców i dziewczynka. Mieszkają w podparyskiej dzielnicy „pawilonów”. Skaczemy z epoki do epoki, w ciagu 12 lat, ale główne wątki rozgrywają się w latach 90.

Jest to jeden z tych francuskich filmów, które mocno potrząsnął moim światopoglądem Polki-Emigrantki, krytykującej jakieś niezrozumiałe mi wówczas francuskie zachowania – jakieś pakowanie się w zbędnie zawiłe sytuacje, ba! Może nawet i niemoralne.

To film o dorastaniu. O tym, ze życie Rodziny nie kończy się gdy dorastające dzieci wyprowadzają się z domu. Czytaj dalej

Zen Jardin

Kiedy zaczęłam pracę nad relacjami z najważniejszymi dla mnie osobami, doszło do mnie jak ważne jest spędzanie z nimi czasu, tzw „quality time”.

Wpadłam wówczas na pomysł żeby wymykać się gdzieś od czasu do czasu z moja córka, tylko we dwie.
Najpierw udało nam się pojechać do Izy, do Burgundii, następnie wyruszyłyśmy we wspaniałą podróż do Nowego Jorku, w odwiedziny do Magdy do Toronto i na Islandie. Tak się złożyło, ze od tego czasu minął rok (w międzyczasie życie płynęło sobie jak to zwykle bywa, swoim torem) i dopiero teraz pojawiła się okazja…Zaledwie weekend.

Skusiłam się na ofertę klubowej (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie)koleżanki Ani, autorki bloga Aniversum która ruszyła właśnie z bardzo interesującym konceptem – Zen Jardin.

Zen Jardin jest to, hm… latające miejsce,  w czasie i przestrzeni , ale prawie na pewno w Alzacji lub Lotaryngii, gdzie można odnaleźć się samemu ze sobą lub z bliskimi, spędzić czas bez troski o to co będziemy jeść, gdzie będziemy spać, co będziemy robić.

Organizatorzy Zen Jardin zadbali o wszystko – o przepyszne posiłki – i tutaj podbili moje serce forever : od piątku do niedzieli jadłam wspaniale wegańskie dania, humus, tapenade z oliwek, smalec wegański,– przysięgam, byl boski ! – pyszne ciasteczka słodkie i słone (z wegańskim serem!), chleb domowej roboty, tarta z grzybkami , absolutny hit sezonu: masło słonecznikowe, robiliśmy nawet wspólnie wegańskie sushi !
wyglądam z niecierpliwością zdjęć i przepisów, po które znajda sie na stronie Zen Jardin a moze nawet i na stronie fb ?


Oprócz jedzenia i wygodnego spania w czystym i funkcjonalnym mieszkanku zapewniono nam bezstres.
Kto z Was pamięta, jak to jest : wstać rano i nie mieć absolutnie żadnych obowiązków ? Idziesz człowieku na pyszne śniadanie, spędzasz je w miłej atmosferze, której nie popsuje nawet Nastolatka wiszaca na swoim telefonie, gawędzisz sobie z interesującymi ludźmi o rzeczach błahych i ważniejszych, a później idziesz sobie robić co chcesz.

Pojechałyśmy do uroczej stadniny w Jungholtz, ktora rowniez wynalazła nam Ania.
Konie właśnie były zwiezione z łąki, wszsytkie w jednej stajni bez boksow, odnalazłam się ze snopem słomy w ręku i poleceniem osuszenia kobyły. Przez ramię zaczepialy mnie jej koleżanki, co rusz wtykaly pysk w moja szyje. Czy już Wam mowilam, ze ja w ogole boje się koni ?


Irenka była zachwycona, biegała po stajni szczęśliwa jak dzika łania. Przyniosla mi różne narzędzia do oporządzenia konia, pokazywala jak sie uzywa szczotki a jak zgrzebła,  i wyszeptała : uwielbiam to miejsce.

Później nagle siedziałam na grzbiecie tejże kobyły a kilka minut później nawet galopowałam, cudem tylko nie spadłam (Irenka z uznaniem: jestem z ciebie dumna!)
Czego to się nie robi dla tych rozgwieżdżonych oczu dziecka ?


Wieczorem zagraliśmy w monopoly i to po niemiecku (bardzo mnie to rozbawiło, ponieważ Irka sama z siebie unika każdego nadprogramowego spotkania z tym językiem) i znów wyrazy uznania dla Ani, że chciało im się tak z nami pograć.

A tuz przed snem leżałyśmy sobie w łóżku i oglądałyśmy kilka epizodow Kaamelott, chichrając się przy tym beztrosko i, mam nadzieje, dyskretnie.

Dodatkowa atrakcja była sama podróż samochodem. Wiecie. Ja naprawdę nie mam zbyt dużo okazji spędzać tête-à-tête z własnym dzieckiem. Te 4-5 godzin w clio, z Lyonu do Colmar, było naprawdę przyjemne. w tym miejscu pragnę pobłogosławić twórców Spotify.

Słuchałyśmy jej piosenek, moich piosenek, śmiałyśmy się, komentowałyśmy łzawe teksty (gdzie jest to szczęście ? tu jest to szczęście!), omijałyśmy tematy szkoły, pracy, wspólnych znajomych, gadałyśmy głupoty, nawet nie wiedziałam, że jestem zdolna gadać o niczym przez 5 godzin…

I tak w Zen Jardin spełniły się nasze życzenia dotyczące takiego babskiego weekendu – Irki – by pojeździć na koniku i moje – by spędzić miły, omalże bezkonfliktowy czas z moją córką. To był naprawdę piękny weekend.
Z mojego punktu widzenia.

Bo co tam Irce zostanie w głowie, to tylko czas pokaże.

PS. Bardzo dziękuję Aniu za nasze rozmowy i szczególnie za to jedno zdanie, podsumowujące relacje matki z nastoletnim dzieckiem. Pozwolę sobie je przytoczyć:

„Okres dorastania jest potrzebny, byśmy obie mogły podjąć decyzje o rozstaniu, żebyśmy obie nie chciały już razem ze sobą mieszkać. Żeby nam z tęsknoty nie pękło serce”.

Dzięki.

Nie zamykajmy oczu…

 

Dziś stowarzyszenie L214 złożyło skargę w trybunale w Limoges, przeciw ubojni, w której uśmierca się krowy „na mięso” – krowy, które sa jeszcze ciężarne.

http://www.l214.com/enquetes/2016/abattoir-made-in-france/limoges/

Co roku we Francji zabija się 2 miliony krów. Ostatnie śledztwa, których wyniki opublikowało stowarzyszenie L214 pokazuje jak wygląda egzystencja krow za murami rzeźni.

Dziś zdjęcia z ubojni w Limoges pokazały nowy akt dramatu : ubój krów ciężarnych. Wyniki dostępnych badan pozwalają oszacować, ze 10 % krow w ubojni jest ciężarnych a czasem praktycznie przed połogiem. 200 000 krów rocznie.

Każdego dnia cielak, który jest gotowy do porodu umiera zaduszony, w macicy matki, podczas kiedy krowa jest zabijana i cięta na mięso. Te cielaki sa następnie wyrzucane do śmieci jako odpad przemysłowy.

Świadomi charakteru etycznego tej sytuacji, ministrowie Niemiec, Danii, Holandii i Szwecji zwrócili się do EFSA (European Food Safety Authority) aby otrzymać naukową opinię w sprawie ryzyka płodu wystarczająco uformowanego by odczuwał cierpienie i bol.

Chaque année, près de 2 millions de vaches sont tuées en France. Les récentes enquêtes révélées ces derniers mois par L214 ont permis d’entrevoir ce qu’elles endurent derrière les murs des abattoirs. Aujourd’hui, les images de l’abattoir de Limoges mettent en lumière une autre facette de la violence des abattoirs : celle de l’abattage des vaches gestantes. Les études disponibles estiment qu’environ 10% des vaches abattues sont gestantes et parfois prêtes à mettre bas.

Chaque jour, des veaux sur le point de naître meurent lentement dans le ventre de leur mère, s’asphyxiant pendant que leur mère est tuée et découpée. Ils sont ensuite jetés à la poubelle, comme des déchets.

Conscients de l’enjeu éthique présenté par cette situation, des ministres allemand, danois, néerlandais et suédois ont saisi l’EFSA afin d’obtenir un avis scientifique sur les risques pour des fœtus suffisamment développés d’être exposés à la souffrance et à la douleur.

Par ailleurs, le gouvernement allemand vient de soumettre à la Commission européenne une proposition visant à interdire l’abattage des vaches gestantes au moins lors du dernier tiers de leur gestation, soulignant qu’il est établi scientifiquement que les veaux ont la capacité de souffrir à ce stade de leur développement.

Nous, signataires, demandons au Ministre de l’agriculture de soumettre au vote du Parlement français un projet de loi visant à interdire la mise à mort de vaches gestantes, au moins lors du dernier tiers de leur gestation.

Nie zamykajmy oczu. Nie dajmy się ponieść „logice” – „przecież cos musze jeść” ?

 

Nie musisz jeść wołowiny.
Nie musisz jeść cielęciny.
Nie musisz jeść wieprzowiny.
Nie musisz jeść jagnięciny.
Nie musisz pić mleka – krowy, kozy…

Nie musisz jeść serów, pisze to ja, BabaJoga mieszkająca od 15 lat we Francji, gdzie sery są świętością. Nie musisz jeść jogurtów.

Alternatywy istnieją. Wystarczy otworzyć oczy.

 

First World Problem

Wróciłam.

Przez tydzień byłam odcięta od rzeczywistości, podstawa mojej diety był szampan i kawa, a workoutem : tańce w nocnych klubach.

Wracam do mojej rzeczywistości.

Do mojej Chatki, jogi i biegania, chodzenia na zakupy z własnymi torebkami, używania komunikacji miejskiej, gotowania pysznych wege-dan, borykania się z dorastającymi dziećmi i przekonywania moich Patchworkow, ze dobrze jest być uważnym w kwestii ekologii.

Od jutra, 1 listopada, przez miesiąc, zamierzam zapisać ile śmieci produkuje moja Chatka.
Jest to test, nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć, jak uporządkować dane, po prostu zaczynam. Jak to się ładnie mówi, od pierwszego kroku.

A odwagi doda mi piosenka

„La tristitude”

https://www.youtube.com/watch?v=UQObMEXyhrU

Czytaj dalej

#głosujportfelem – o świadomości

Jako wynagrodzenie mojej pracy otrzymuję pensję. Dzięki inwestycji w Airbnb mam jeszcze inny przychód, ale pokrywa on na razie koszt inwestycji, przyjmijmy zatem, ze 100% mojego dochodu sanowi moja pensja.

Dzięki Kakebo i prowadzeniu budżetu wiem, że dzisiaj moje wydatki stale (kredyt za mieszkanie, podatki, ubezpieczenia, media, niezbędne abonamenty, oszczędności i projekty ) stanowią ponad 70% mojego dochodu. Na „życie” (bieżące wydatki, takie jak żywność, ubranie, transport i podróże, oszczędności, niespodziewane wydatki itp. zostaje mi zatem mniej niz 30% . (powyższe 70% mogę podciągnąć czasem podciągnąć pod kategorie „wolny wybor” jak na przykład przy wyborze firmy dostarczającej nam prąd – ale jestem świadoma tego, ze to żaden „wybór” o rynku energii widzianym moimi oczami też napiszę)

W moim pojęciu „glosowanie portfelem” polega na tym, by codziennymi decyzjami umieszczać to „wolne” X (w moim przypadku ok. 30%)  w takich rękach, które z tymi pieniędzmi zrobią coś, z czego będę dumna, co podniesie mój „indykator szczęścia”.

Warto odpowiedzieć sobie, jaki akt kupna podnosi mój indykator szczęścia? Dla mnie sa to zakupy : bezodpadowe, kupione w jak najkrótszym obiegu, gdzie wszyscy „aktorzy” (producenci, pośrednicy i konsument) znajduja satysfakcje. W sklepach „charity shop”, gdzie używanym przedmiotom daje sie drugie zycie Jesli kupuje nowe przedmioty (ubrania, kosmetyki) – dbam, by byly to przedmioty bio/ethical/ z „vegan label”, lub stworzone przez znajomych, lub w sklepach, w ktorych mozna wejsc, pogadac z ekipa, z wlascicielem, tworca… Czytaj dalej

Ocalić od zapomnienia

Kochany pamiętniczku

Poniedzialek.
Do Chatki Baby Jogi wpadła Popatrz jaka Francja! (zajrzyjcie koniecznie, jak ladnie pisze o Lyonie) i wspólnie  upichciłyśmy „przetwory na zimę” (dodam, że wcześniej, w sobotę wspólnie  robiłyśmy zakupy na Croix Rousse i też było przemiło).
Z nas są takie Panie domu, że czytałyśmy przepis jak Adaś  Miauczyński (Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las…”
– Przewróć stronę.
– „…oczom ich ukazał się las… krzyży”),
buraczki się nie dokońca  zapasteryzowaly… ale za to wszystko wyszło smaczne (zimy to te moje przetwory nie doczekają) no i spędziłysmy razem bardzo miło czas.


Wtorek.
Wzięłam udział w zebraniu Klubu Soroptimist i jestem przekonana, że to właściwa dla mnie – w tym momencie mojego życia – organizacja, w której mogę spełnić moje potrzeby społecznościowe. Na pewno napiszę o tym więcej, kiedy indziej. Czytaj dalej

Kalendarz

Nie wiem (nie pamiętam) czy w Polsce kalendarze adwentowe są popularne. We Francji tak. Do tej pory, a Irka skończyła już 13 wiosen, nigdy nie zrobiłam jej kalendarza adwentowego. Owszem, kupowaliśmy im takie z Lego czy Playmobil, ale tym razem postanowiłam zrobić cos zupełnie innego.

Przetrząsnęłam Pinterest i znalazłam kilka inspiracji, co by tu ładnie u Irki w pokoju wyglądało ?

Ale później dotarło do mnie,że to 24 dni, 24 niespodzianki.

…że nie powkładam jej do środka samych czekoladek ani figurek z Playmobila, bo to już nie ten czas… (ten czas minął…)

Nie kupuje zazwyczaj prezentów mojej córce, z wyjątkiem urodzin i Bożego Narodzenia.

Ten grudzień będzie inny.

Ułożyłam listę mini-prezentów. Takich drobiazgów, które mogłyby jej sprawić przyjemność, które do czegoś się jej przydadzą. Ale również poszukam w domu tego co już tu jest, zapomniane w którymś pudle. W jedno pudełko włożę Czule Słówka, w inne pieniążek, w jedne niespodziankę do zjedzenia, w inne „inspirujące historyjki”… Czesc chciałabym kupić na pchlim targu, część u sprzedawców, na sklepach których mi zależy, cześć zrobić sama.

Oto lista, niepełna, pomysłów.

Łamigłówka. Czekoladki od jakiegoś mistrza czekolad. Bilety do kina. Mini książeczka z dowcipami. Przepis na łatwy i efektowny deser. Zaproszenie na kręgle. Grzebień. Wegańskie kosmetyki kolorowe (przestanie mi podbierać z kosmetyczki ?) – pomadkę, cień do oczu, maskarę, lakier do paznokci, kostkę musującą do kąpieli – kosmetyczkę na te wszystkie skarby, herbatkę malinową (bo odziwo lubi),  kolczyki, bon do ulubionej księgarni, ozdobę choinkową ….

Może cos innego przyszło Wam do głowy ?
Z góry dziękuję za wszelkie sugestie i inne pomysły na mini-prezenciki dla nastolatki .

PS. Po cichutku szykuje jeszcze jeden kalendarz adwentowy, dla Benoit. No i bardziej otwarcie pomoge mu szykowac taki kalendarz dla Margaux.

Zakupy Zero Śmieci – środki czystości

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o zakupach zero sieci w sklepie Day by Day.

Czekając aż otworzy się sklep A la Source chadzam do Day by Day.

Produkowanie w domku własnych środków czystości pozostaje bez wątpienia najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Ale przyznam, ze nie zawsze mam na to czas (płyn do prania), nie opracowałam zadowalającej na dłuższą metę recepty (płyn do zmywania) a niektóre produkty u nas nie działają tak jak powinny (sól i ocet w zmywarce).
Szykuję się do wyjazdu służbowego a wiem, ze to w takim momencie zazwyczaj kończy się jakiś zero-odpadowy środek, a po powrocie zastaje chemie kupioną pospiesznie i bez zastanowienia…

Dlatego uzupełniłam domowe zapasy a przy okazji przetestuję pod względem ekonomii i skuteczności kilka produktów „zero waste”.

Jak wyglada kupowanie w sklepie zero smieci ?
Przychodzimy z wlasnymi pojemnikami, które sa ważone, a nastepnie uzupełniamy je produktami, na które mamy zapotrzebowanie.



Bilans ekonomiczny: Czytaj dalej

L214 – francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych

Zainspirowana postem Moniki chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć działalność L214. jest to francuskie stowarzyszenie chroniące prawa zwierząt hodowlanych.

Stowarzyszenie L214 działa od 2008, jest stowarzyszeniem “au but non lucratif”, czyli statutowo jego działalność nie ma na celu zarabiania pieniędzy.
Twórcy stowarzyszenia wpisują się w nurt antyspecyzmu, czyli anty-dyskryminacji gatunkowej, wprowadzają i rozprzestrzeniają te idee we Francji via Cahiers antispécistes.

Skąd się wzięła nazwa ?

L214 odnosi sie do zapisu L214-1 we francuskim Kodeksie Rolnym (code rural), który o zwierzętach hodowlanych stanowi:

Tout animal étant un être sensible doit être placé par son propriétaire dans des conditions compatibles avec les impératifs biologiques de son espèce

Każde zwierzę, jako istota odczuwająca (sensibles), powinna zostać umieszczona przez swoich właścicieli w warunkach odpowiadających biologicznym wymogom swojego gatunku.

Jaki jest cel istnienia stowarzyszenia ?

Czytaj dalej

Pogadanka

Moja Córka przyszła do mojego home-biura jak zbity pies.
Czy mogę ci coś powiedzieć?

Znam to.

Usiadłyśmy przy stole. Wyciągnęła klasówkę z historii. 5,5 na 20. Brwi mi się same uniosły ze zdziwienia. Mamy dopiero październik.

Ale przecież się uczyyyyłaaaam.

Znam to.

Czuję jak wzbiera we mnie złość. Znam i to.  Czytaj dalej

Porządki

…na półce z książkami.

Mam kilka pozycji, które chętnie poślę w świat.

Jeżeli jestescie zainteresowani, to proszę o kontakt.

Będzie mi bardzo miło, jeśli po przeczytaniu poślecie te książki… dalej 😉

Tę („nie bój się życia”) akurat jeszcze czytam, myślę że bedzie do dyspozycji w listopadzie 😉

Rewolucja

Stało się. Wspólny pokój dla dwóch nastolatek jest wspomnieniem.

Dziewczyny dorastają (choćbyśmy chcieli to jakoś zatrzymać), dorośleją i potrzebują więcej intymności. I własnego świata, który coraz bardziej zaczyna się różnic jeden od drugiego.

Irenka wylądowała w naszej sypialni i w ciągu niepełnych 24 godzin zaadoptowała ja na dziecinno-dziewczęcy pokój. Bardziej dziewczęcy niż dziecinny.

Margaux została w ich dawnym pokoju ale stwierdziła ze jest za duży, źle się w takich przestrzeniach czuje . Postanowiliśmy zatem, ze wykroimy z tego pomieszczenia (20m2) pokój nastolatki i biuro. Szukając pomysłów na pinterescie wpadliśmy na pomysł przeszklonej ściany (po więcej szczegółów możecie rzucić okiem tutaj).

https://fr.pinterest.com/agnieszkariv/pokoj-nastolatki-1/

Dziewczyny uruchomiły niesamowite pokłady kreatywności… a jak bardzo są różne niech świadczy tylko sposób w jaki zaczęły dekorować sobie ścianę zdjęciami.
Irenka zaczęła od oswojenia sobie ściany w sposób spontaniczny, tu konik, tam Babcia z Ciocią. Margaux znalazła w internecie pomysł z sercem wykonanym ze zdjęć. Spędziła wieczór rysując na ścianie prostokąty, które razem ułożyły się w kształt serca.


Siedzą obie i drukują zdjęcia z telefonów.

My powróciliśmy do naszego kampingu. Żartuję tylko po części. Lóżko znów schowało się za biblioteczkę, ale za to po przebudzeniu się widzimy drzewa. Moje biuro, a raczej przestrzeń biurowa jest całkowicie niewidzialna, również zakamuflowana za biblioteka. Na razie zbieram sama zbieram różne pomysły, ale jeśli Pastelowa Kropko byś znów cos zasugerowała, to ja chętnie się zainspiruje.

No właśnie. Rozmawialiśmy siebie z Dominika o moich planach przemeblowań, i zobaczcie jakie piękne propozycje mi podsunęła !
Na pewno skorzystam z podpowiedzi o oświetleniu, psyche (czyli pięknym lustrze, gdzie mogłabym się szykować do codzienności), miękkich szarościach na lozko, obrazie na sciane… Dziekuje, Dominiko 🙂

Dajemy sobie 3 miesiące na wykończenie i udekorowanie naszego pokoju. Termin budowy w pokoju Margaux jest już wyznaczony na styczeń. Wtedy na pewno pochwale się moim gniazdkiem.

***

Rewolucja, na innej plaszczyznie.
Czuję się tak zrewoltowana tym, ze w Polsce ludzie musza wychodzić na ulice, żeby bronić wolności !Tak. Bo dla mnie nie chodzi o to, czy ciąża jest z gwałtu, czy z zakrapianej imprezy, z miłości, z nienawiści, czy zagraża życiu, zdrowiu, wygodzie, nie chodzi o to czy kobieta u której podczas badania prenatalnego dowiaduje się ze dziecko przyjdzie na świat upośledzone. Chodzi o wolny wybór.
Po to mamy rozum, po to rozwijamy i pielęgnujemy własną etykę, żeby moc w razie potrzeby dokonać wyboru. I podoba mi sie postawa – to ze w sklepie jest wolno dostepna wodka, nie znaczy ze musze ja pic. Kiedy jade do Amsterdamu moge – ale nikt nie zmusza mnie – zapalic skreta.
I chodzi również o to, by kobieta była w swojej decyzji – niezależnie od tego jaka ta decyzja miałaby być – otoczona opieką.

W tym samym miejscu odcinam się od polskiej polityki, PiS czy PO,  nie popieram ani jednej ani drugiej partii,nie widzę różnicy, zupełnie jak tu we Francji, miedzy partiami głównego nurtu. Podobnie jak we Francji żadna z tych partii nie zajmuje się przyszłościąekologią, długoplanową zmianą sposobu konsumpcji, tak, byśmy oszczędzali jak więcej zasobów naturalnych, abyśmy przekazali naszym dzieciom cos więcej niż „tradycje” (polowanie to tradycja, wódka po mszy świętej to tradycja, zakupy w hipermarkecie w weekend, zamiast zwyklej wspólnej przechadzki po parku, to tez tradycja………). Żebyśmy nauczyli dzieci myśleć a nie wykonywać polecenia…

Mogłabym tak więcej pisać, ale podnosi mi się ciśnienie. Zamiast tego zrobię sobie trening dywanowy, a po nim kolacje dla mojej Rodziny, spędzę milo wieczór i skupie się nad tym, jak wcielać w życie kolejne punkty z mojej listy 101 w 1001, szczególnie te dotyczące prawa głosu w kraju, w którym żyję. (Bo powoli, bardzo powoli, ale jednak, posuwam się do przodu)

 

 

 

Na straganie, w dzień targowy

Marché, czyli targ, to we Francji instytucja. W Lyonie, jak się człowiek dobrze zakręci, mozna robić zakupy na rynku przez cały tydzień. 

Zazwyczaj chadzam na targ przed pracą, rano, w piątek, bo mam maleńki ryneczek tuż za rogiem, rue Mongolfiers.

Czasem w środy, rano, przed pracą, trochę dalej.

Ale najbardziej lubię rynek na Croix Rousse (który odbywa się codziennie procz poniedziałków). I chodzić  tam z psiapsiółką. W weekend.

Wsiadam w metro, z moim koszykiem na zakupy (na kółkach), wypchanym siatkami z materiału.

Spotykam się na przykład z Beą, gawędzimy sobie, odwiedzamy ulubione standy, wymieniamy miłe słowa ze sprzedawcami. Żartujemy z moich materiałowych tytek, ale coraz cześciej ludzie pytają, gdzie je kupiłam, bo to praktyczne (i przyjazne środowisku ;-)).

Na targu mozna kupić wszytko – bardzo często dużo lepszej jakości niż w supermarkecie : warzywa, owoce, mięso, ryby, drób, jajka, nabiał – masło, jogurty, sery – wszystko na wagę. Czy muszę dodawać, że taniej niż w sklepie? 


Moje zakupy na rynku robię na cały tydzień i przeznaczam na nie zazwyczaj 50€. Troszkę wiecej w tygodniach gdy mamy dzieci, troszkę mniej w tygodniach bezdzietnych. 

Pozostałe 50€ wydaję w ciagu tygodnia na zakupy „suche i sypkie” – kasze, suche strączki oraz inne rzeczy o ktorych nie pomyslałam na targu. 

Kiedy jest piękna pogoda, po skończonych zakupach siadamy sobie w kafejce, cieszymy się słońcem i tym, że mamy czas.


Żyję w przekonaniu, że mamy wybór. Mam wybór spędzić sobotni poranek (lub popołudnie) jadąc na cotygodniowe zakupy do hipermarketu – szukać miejsca na parkingu, krążyć miedzy półkami, dać się kusić się na produkty, ktorych nie potrzebuję, stać w kolejkach i słuchać cudzych narzekań lub krzyków. 

Mogę rownież spokojnie sporządzić listę zakupów i potraktować czas zakupów jako spacer.

Całość – z dojazdem i kawą – zajęła mi 2 godziny – 2 godziny spokoju i przyjemności. 

Czego i Wam życzę przy codziennych zakupach. 

Le jardin Interieur – wegetariańska restauracja w Lyonie

Jednym z podpunktów listy 101 w 1001 bis jest założenie:
„Głosuję portfelem : raz w miesiącu wybieram i testuje restauracje wegańskie. Czyli po 3 latach powinnam znać przynajmniej 30 wegańskich adresów”

Dziś mam przyjemność opowiedzieć Wam o Jardin Interieur. Czytaj dalej

#szafiarsko bis

Witaj szkoło, do widzenia letnie ciuszki. To zupełnie nieminimalistycznie, ale dwa razy do roku przeglądam zawartość mojej szafy, pozbywam się zniszczonych ubrań, reperuję te, ktore się da, chowam te, z którymi zobaczę się już wiosną.

Daleko mi dziś do projektu 333, ale przynajmniej wiem co mam, czego mi nie trzeba (łatwiej wówczas nie wrócić do domu z nowym, niepotrzebnym łaszkiem). Ciekawe co znajdzie się tu za dwa lata?

Ubrań sportowych mam sporo. 7 par spodni/spodenek/leginsow, 5 topów, 7 koszulek/bluzek, 2 kurtki do biegania.


Bielizna? 5 kompletów. Plus kilka specjalnych części bielizny (do sportu i na kobiecy czas).

Na noc mam 5 rożnych łaszków, zależy na co mam ochotę:-)


Na codzień noszę się bezstylowo, bezkolorowo, możliwe nawet że wkomponowuję się w miejskie szarości. Trzy spódnice, trzy pary spodni, 5 bluzek, czarnych, z rękawami o rożnej długości i rożnym kształcie dekoltu. Tezy bluzy z kapturem, kurtka, marynarka, jeden ciepły sweter.


Lubię tę sukienkę, w połączeniu z wełnianymi skarpetami, mogę w niej przemknąć przez ulice niezauważona, jakby w kapie niewidzialności

Wiem, panie Maleńczuk, mogłabym ubierać się w kolory.
No, ale tak lubię. Zainspirowała mnie kobieta, Matilda Kahl, ktora kupiła sobie kilka sztuk tych samych ubrań, by nie tracić czasu i energii na decyzje w sprawie niby błahej – a ważnej – jak wyglądać w pracy? Rozwiązałam ten dylemat po swojemu. Mam 7 sukienek, ktore mogę nosić przez cały rok do pracy. Kupuję nową (w sensie nową w ulubionym second handzie) kiedy jedna nie nadaje się już do niczego.


Dziś moja szafa to 4 szuflady (jedna to ubrania sportowe, bielizna nocna i część sukienek, druga to ubrania „po pracy”, trzecia i czwarta to bielizna, skarpety, pończochy itp,) plus kilka wieszaków.

Całość wyglada wciąż jak na zdjeciu sprzed roku...

Dobrze mi z tym, że mam co na siebie założyć. Łatwiej mi się też dba o to co posiadam. Czy potrzebuję koloru?

Hm, mam czerwone okulary i piękną jedwabną apaszkę wściekle niebiesko zieloną. Wystarczy 🙂

A wasze szafy?

Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Poprzez edukację.

Moja córka wróciła do domu, po tygodniowej nieobecności. Wymyśliłam sobie, żeby poszła ze mną na wyprawę do sklepu typu „zero waste” – Day by day.

Otwiera się teraz w Lyonie więcej takich miejsc, a ja #glosujeportfelem i lubię odkrywać i wspierać, nawet i drobnym zakupem, takie właśnie inicjatywy. Wierzę, że jeśli więcej ludzi zacznie robić w ten sposób zakupy, to suma naszych pojedynczych gestów zmieni sposób myślenia i konsumowania społeczeństwa jako całości. Czytaj dalej

Wernisaż

Byłam wczoraj na wernisażu żony mojego byłego szefa (które to spotkanie kwalifikuje się do 101 wizyt w 1001 dni)

Wiecie jak to jest, mała galeria, artyści mało (jeszcze) znani, główną publiczność stanowią znajomi znajomych, tacy jak ja i znajoma mama koleżanki Irenki ze szkoły.

Rozmowy to takie typowe small talk o niczym. Krąży wino. Krążą kanapki. Czytaj dalej

Przeczytałam Les langages de l’amour, Gary Chapman

Otrzymaliśmy książkę w prezencie ślubnym i przyznam, ze jest to świetny pomysł na prezent z tej właśnie okazji. Ale lekturę polecam wszystkim parom z ponad dwuletnim stażem.

Gary Chapman ładnie wyminął pułapkę Frederika Beigbedera (miłość trwa trzy lata) i wyszedł z założenia, ze zakochanie nie jest miłością.

Miłość ma szanse rozwinąć się tam, gdzie nie działa już zauroczenie, kiedy ludzie są świadomi swoich wad i swoich wartości. W takiej konfiguracji otrzymujemy s z a n s e na to by wyhodować miłość Czytaj dalej

Buty z ananasa i torebka z grzybka

UPDATE Luty 2017

…i oto torebki z ananasa (z Pinatexu, o którym poniżej) sa dostepne rowniez w sklepie pani Aleksandry Kościkiewicz : http://www.alexandrak.co/category/pl/sklep-online-wszystkie-torby-pinatex-leather :*

***

Zupełnie bez związku z emocjami poślubnymi.

Układam moją nową listę – 101 w 1001 Bis.

Kilka punktów „zakupowych” kreci się wokół ubrań, według następującego schematu:

Etyka => Antydyskryminacja gatunkowa => być Częścią Zmiany => Czym zastąpić eleganckie skórzane obuwie, torebki, kurtki, paski i inne, unikając stylizacji hipisowskich (z całym szacunkiem dla hipisów, to po prostu nie mój styl). Czytaj dalej

Pierwsze 101 w 1001 -podsumowanie

Dnia 19 Października 2013 roku, na moim poprzednim blogu napisałam pierwszy bilet:

“Zmiany.

Ma się rozumieć, na lepsze. Wind of Change dmuchnął we Wrześniu. I ciągle wieje. I żeby nie zabrakło mu oddechu, pomogę mu blogiem.

Zatem, co się konkretnie zmienia:

  • Szukam nowej pracy. Z czegoś trzeba spłacić ten kredyt za mieszkanie, nie?
  • Postanowiłam że sport znów będzie dla mnie ważny, a moje ciało w bikini będzie tego wizytówka.
  • Qchnia: staje się… smaczna i zdrowa.
  • Wynajdę magiczny środek, dzięki któremu poprawia się moje relacje:
    • z córka
    • z przyrodnia córka
    • jak również z Księciem z Bajki.
  • I w ogóle sobie poradzę z codziennością, co w tym roku idzie mi jakoś szczególnie pod górkę…

Czego najbardziej sobie życzę.”

Czytaj dalej

„Antispéciste” Aymeric Caron

Czytam a właściwie podczytuję książkę Aymerica Caron, „Antispéciste”

To lektura dla mnie trudna, bo choć większość zawartych w niej informacji jest mi już znajoma, jego bardzo spokojny, prosty, narracyjny styl pióra sprawia, że te wiadomości bombradują mój mózg.

Wysadzają w mnie schrony, do których pochowała się świadomość a później nic już nie może być tak jak przedtem. Aby zagospodarować dziurę po leju potrzebuję przetrawić informacje, dodać kilka nowych elementów, coś jakby pastyleczki z Matrixa, niebieską czy czerwoną? by się zrekonstruować. Czytaj dalej

#15 – Czytając „Lalkę”

Minęło ponad 20 latod kiedy zamknęłam Lalkę i pożegnałam się (z ulgą) z Wokulskim i panną Łęcką.

20 lat lektur przeróżnych. I coś mnie tknęło.
To chyba się nazywa désespoir po francusku, kiedy przechadzając się po polskich i francuskich księgarniach mijam półki obłożone „nowym” Musso, „nową” Nothomb.

Dzisiaj, czytając Prusa, z całym 20-to letnim bagażem lektur post szkolnych, odkrywam te wszystkie detale, które umykają nastolatkom. A dzięki internetowi to czytanie jest … Interaktywne, co rusz to ciekawostka

Na przykład  odkryłam, że marka perfum, tak zachwalanych Izabeli przez Rzeckiego, Atkinson, istnieje do dziś i ma się swietnie ! (Sprawdźcie sami :)) Czytaj dalej