#6 – Coś o Kwiecie Paproci i kotwicach.

Od miesiąca chadzamy na szczególne randki. Do pewnej Pani psycholog, która pomaga nam ratować nasz związek.

Ta pani ma dużo taktu i potrafi ubrać w odpowiednie słowa, sformułować na nowo to, co nam się psuje, między myślą a językiem.

Po pierwszych dwóch spotkaniach zaczęlismy się kłócić więcej niz zazwyczaj, w ogóle od kilku miesięcy oscylujemy nad przepaścią, które spadnie, które się w nią rzuci.

Dziś poruszyliśmy problem Świąt, powrotów do domu, alkoholizmu, ktorym jest dotknięta moja rodzina i po co w ogóle to wszystko.

Bo to jest tak, jak w bajce o kwiecie paproci: znajdziesz taki, da Ci pozorne szczęście i dobrobyt, ale wywiedzie daleko od swoich. A kiedy po jakimś czasie człowiek się ogarnie i chce wrócić, okazuje się, że czas wcale nie był jednakowo miłosierny, nie da się wrócić do punktu w przeszłości i zacząć jakiejś alternatywnej historii, zbyt wiele wody upłynęło w Wiśle. Ja i moi Bliscy żyjemy na innych planetach. Mamy tak różne problemy… Jakbym ja żyla na pustyni a oni na Grenlandii i oni próbowaliby mi wytłumaczyć, czym jest śnieg a ja im czym jest brak wody. Dlatego, czy możemy do siebie zadzwonić i się pożalić, skoro nasza codzienność po drugiej stronie słuchawki wydaje się jest fikcją ? I tak każdego dnia jest nam od siebie dalej. A ta nieszczęsna pamięć zamazuje złe wspomnienia, idealizuje przeszłość i tylko jakaś kotwica – słowo, gest, szrobot klucza w zamku – otwiera puszkę z przykrościami z przeszłości.

Zatem na dzisiejszym seansie usłyszałam, po raz pierwszy od miesiąca, coś, co nie było wyrzucaniem sobie jakiś (nie)świadomych przykrości, coś, co przybliżylo nas znów do siebie, o krok, jako parę. B. tłumaczył Pani, że za każdym razem jadąc do Polski zabieram ze sobą walizki oczekiwań i za każdym razem spotykają mnie rozczarowania.
Niby oczywistość. Ja to wiem. Ale zrobiło mi się dobrze, że B. to zauważył. I że to głośno powiedział.

Wiążę dużo nadziei z tymi seansami..

2 myśli nt. „#6 – Coś o Kwiecie Paproci i kotwicach.

  1. Dominika

    Mnie/ nam też takie seanse by się przydały, ja jak wracam z Polski jestem „inna” i mój M. na nowo musi mi „przypominać”… M. jednak na wspólną terapię się nie zgodzi, więc sama chodzę do psycholog ( przez Skype) i bardzo mi to pomaga..czuję, że dzięki temu w kontaktach z M. też jestem spokojniejsza, choć on tego nie docenia, a samą psycholog w moim rodzinnym domu nazywa się pieszczotliwie czarownicą 😛
    Ludzie wciąż za mało są otwarci na terapię…, ale skoro Wy już tam jesteście i to RAZEM będzie coraz więcej takich małych promieni słońca, spostrzeżeń, o których dziś wspomniałaś. Tego Ci życzę! Tego Wam życzę.

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      To właściwie jest stary wpis, z 2015 roku. Faktycznie, terapia nam bardzo dużo pomogła, i to nawet B. byl strona, która wyszukała rozwiązania. Właściwie, takie spotkania z psychologiem dla par, oddramatyzowane i obdarte z plaszczyka „terapia” sa ciekawe same w sobie, bo zawsze wnosza cos nowego do relacji.
      Mam nadzieje, ze znajdziecie swoja wlasna sciezke wprowadzania spokoju w relacji, jesli tego trzeba 🙂 (goraco namawiam na tantre :))
      Sciskam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz