#11 – Pocztówka z Kalifornii

Czasem – nie czasem, często – jeżdżąc to tu to tam, jeśli pozwalam sobie na luksus puszczania wodzy wyobraźni, zastanawiam się, czy chciałabym mieszkać w miejscach, które odwiedzam. Czy chciałabym osiedlić się w Kalifornii? To duży stan, a ja „znam” zaledwie okolice miedzy Los Angeles a San Diego. We wrześniu było tu upalnie, 101•F, zaskoczyły mnie wzgórza w kolorze sieny palonej i przypalone palmy w przydomowych ogródkach.

W styczniu jest przyjemnie, temperatura wynosi około 20C, czasem pokropi i od razu wszystko się zazieleniło… Zaskakuje mnie tak wiele rzeczy: ogromne samochody, po co jednej osobie taka wypasiona gablota? Dzielnice rezydencyjne, te, które mijam są raczej z tych „klasy średniej”, jak na 2015/01/img_8402.jpgeuropejskie standardy raczej duże domki, ale wyglądają tak mizernie… Albo apartamentowce,wyglądają jak nowsze bloki na Retkini, wcale nie zachęcają do zasiedlenia. Olbrzymie centra handlowe, pełne (jak na francuskie realia) całkiem dostępnych cenowo produktów ale i bubli, sprzedawców, którzy na każdym kroku komplementują  detale mojej garderoby – nie czuję się z tym najlepiej, odbieram to nieco jako agresję (widocznie taka jestem zasciankowa) chociaż rozumiem dlaczego to robią.

Raz, we wrześniu, pojechaliyśmy do pewnego outletu. Nie wiem kiedy, z życiorysu wypadło mi 6 godzin i 500 dolców. Albo kelnerzy w restauracjach – przychodzi taki co dosłownie 4 minuty i pyta, czy wszystko w porządku. Rozumiecie, ja mieszkam w kraju, gdzie na kelnera się grzecznie czeka aż łaskawie zechce do ciebie podejść i sprzątnąć talerz, ktory od półgodziny jest pusty. Ale to właśnie w Kalifornii trafiłam na najfajniejsze restauracje, w których serwowane są2015/01/img_8356.jpgbardzo smaczne i oryginalne Dania wegetariańskie.2015/01/img_8379.jpg Ludzie bardzo dbają o wygląd – mijamy niesamowitą ilość fitness-klubów. Dostaję zawrotu głowy od ilości, jakości i estetyki ciuchów sportowych i sama nie wiem, co powstrzymało mnie od wyjscia obładowaną z Lululemon… (Wiem, po prostu niczego nie potrzebuje i to jest bardzo ciekawy stan: dysponuje gotowka, podoba mi sie wiekszosc z tych laszkow, ale nie odczuwam potrzeby ich posiadania). To tutaj po raz pierwszy wzięłam udział w zajęciach jogi na plaży, i posurfowałam (z boskim Sergio) na plaży w Santa Monica. Tubylcy nie przestają mnie zadziwiać – maja serce na dłoni, ciagle biorą udział w jakiś zbiórkach pieniędzy, na rzecz rożnych organizacji i wydają sie przy tym dobrze bawić, z drugiej strony czesto słyszę od klientów, którzy przyjechali tu z Europy, ze cieżko nawiązać przyjaźnie z rodowitymi Amerykanami. Bardzo dużo rzeczy wydaje mi się całkowicie dziwacznych. Wszystko jest ogromne, od porcji w restauracji począwszy, po ekrany telewizorów w domach przy deptaku w Newport Beach (gdzie nigdzie nie ma firanek czy zaslonek, więc nic minie nie zatrzymywało od zapuszczania żurawia do salonów i kuchni. 2015/01/img_8405.jpg 2015/01/img_8408.jpgDystanse miedzy ‚blokami’ – niby kilka numerów dzieli jedno biuro od drugiego, a idzie sie przez 15 minut. Czy mogłabym tu żyć ? Na pewno, gdybym miała dobrze płatną pracę lub bogatego meza i domek nad oceanem, (ale nie taki, jak na powyzszych zdjeciach ) pewnie tak.

2015/01/img_8404.jpg

To lubie : po pracy zrelaksowac sie joggingiem na plazy 🙂

2 myśli nt. „#11 – Pocztówka z Kalifornii

  1. Pingback: #78 – Pocztówka z Kalifornii | chatka baby jogi

  2. papugazusa

    Kalifornia ma swój osobisty klimat. W Statystykach stan ten zajmuje pierwsze miejsce wśród najbardziej nielubianych stanów przez Amerykanów… ale z drugiej strony, gdy robisz badanie, który stan jest wymieniany na pierwszym miejscu, gdy pytasz ich gdzie chcieliby mieszkać jest też Kalifornia… Co do wielkości wszystkiego to rzeczywiście w całych Stanach tak jest… i tylko gdy jadę odwiedzić Polskę dociera do mnie, sięgając po litrowe Łaciate, że galonowe mleko nie jest normalne 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz