Wulkan

– Wygasłam, wiesz? – powiedziałam dziś przy kolacji staremu, dobremu kumplowi.
– Czasem myślimy, ze wulkan jest wygasły, a przy sprzyjających dla niego warunkach on się budzi, w najbardziej zaskakującym momencie.

Jestem w związku z mężczyzną, ktory jest w pewien sposób związany z inną kobietą.
To matka jego córki.
To dziwne, bo ja przecież też jestem rozwiedziona, ale z ojcem mojego dziecka nie łączy nas nic. Nie ingerujemy wzajemnie w nasze życia.

Z B. poznaliśmy się już po rozwodach i nawet pierwszych porozwodowych związkach „leczniczych”. Nie zburzylismy nikomu życia, nie sprowokowaliśmy niczyjej krzywdy.

Matka mojej pasierbicy ma raka piersi.
Znam ją od kilku lat – i niestety nie mogę powiedzieć o niej nic dobrego.
To też dziwne, bo przecież mogę powiedzieć coś dobrego o większości ludzi, z którymi sie spotkałam.

Właściwie jej życie, wyświetlone na ścianie jaskini w której żyję, to pasmo zdrad, rozbijania ludziom związków, pasożytowania w cudzych rodzinach.
Znam ją jedynie z histerycznych telefonów, histerycznych SMSów, które wyświetlały sie na telefonie mojego partnera, kiedy wspólnie leżąc w łóżku oglądaliśmy śmieszne filmy na fejsie.
Znam ją również, przez odbicia : przez teatr, przedstawienia – improwizacje, które nasze dziewczyny organizują nam co jakiś czas. Kiedy grają role matki i dziecka, imitują nas. Irka i jej „Przepraszam Cię córeczko, muszę iść do pracy, jedzenie jest w lodowce, czy poradzisz sobie? Margaux i jej „Wychodzę, zrób sobie jeść !” .

Dziś, kiedy mimowolnie jestem świadkiem jej walki z rakiem piersi, nie mogę odgonić od siebie myśli: co ja tutaj robię ?
Dlaczego muszę patrzeć na to wszystko? Na jej strach przed śmiercią, na tę jej zawiść, że mimo wszystko wyjeżdżamy razem na wakacje (skwitowane SMS-em z wyrzutem : „robisz tak, jakbym była chora tylko na grypę!”), że ż y j e m y własne życie, w którym nie ma dla niej więcej miejsca niż dla mnie w życiu mojego byłego męża?
Nie mogę odgonić od siebie myśli, że źle zainwestowałam w mój drugi poważny związek, że „nie sprawdziłam wszystkich usterek”, że naiwnie i z rozmachem dałam siebie i swój czas mężczyźnie, który nie da mi upragnionego drugiego dziecka, bo jest wciąż emocjonalnie, w pokraczny sposób związany z matka swojego pierwszego dziecka.

„Przychodzimy na ten światła walizeczką pełna rzeczy, które można użyć tylko raz jak sztucznych ogni lub czaru w bajce, używaj ich mądrze.”, napisała kiedyś Gretkowska a może Tokarczuk. Kiedyś myślałam, że to swietnie pasuje do Miłości.
Teraz mam wrazenie, ze chodzi o Czas, o moment w życiu, stosowna chwile, Kairos.

Ale na wygasłym wulkanie też toczy się życie.

2 myśli nt. „Wulkan

  1. Gosia

    Kochana, chciałam Ci napisać, że czytam i jestem z Tobą myślami, bardzo mnie porusza to co się dzieje w Waszym związku, kibicuję Wam i trzymam kciuki z całych sił. Cieszę się, że chodzicie do psychologa, mam nadzieje, że przyniesie to dobre dla Was zmiany.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz