U fryzjera

Relaksowałam się u fryzjera, podczas gdy moje niektóre siwe włosy zamieniały się w przyjemny blond, przeglądając gazety, których zazwyczaj nie kupuję i nie czytam.

Trafiłam na taki krotki wywiad promujący książkę pewnej francuskiej prezenterki telewizyjnej i chyba radiowej. Nie oglądam TV, nie znam jej kariery ani życiorysu, ale w oczy wbiło mi sie kilka zdań :

W wolnym tłumaczeniu:

– Zatem, rzuciła pani męża?

– To nie był wybór. To bardzo destabilizujące dla samego saiebie i prowokuje wyrzuty sumienia wobec dzieci. Ale zadecydowałam nie pogrzebac siebie w  życiu, ktore mnie nie satysfakcjonuje.

 

„Menopauza prowokuje faktycznie zmiany hormonalne, ale jesli kobiety przestają mieć życie seksualne, to dlatego, ze para w związku przestaje sie uwodzić. Brak pożądania jest rezultatem sytuacji sentymentalnej, która się rozpływa” .

***

Nie mam jeszcze jej wieku, ani menopauzy. Jednak ostatnie problemy z bólami w piersiach otwierają mi powoli oczy na pewne sprawy. Byłam u ginekologa z ta moja mammografią, bo radiolog, ktory wykonał badanie powiedział, że wszystko jest ok, ale on nie może stawiać diagnozy. Zatem pani ginekolog, fantastyczna, ciepła i prostolinijna kobieta, specjalista właśnie od chorób piersi, powiedziała mi :

„Proszę pani. Po pierwsze jak coś boli to czasem jest to dobry znak. Rak nigdy nie boli, no chyba ze w końcowym stadium choroby. Jeśli boli, to znaczy, ze ciało wysyła nam sygnały, ze coś jest nie w porządku. W pani przypadku jest to mastoza, stan zapalenia gruczołów. Najcześciej występuje na tle nerwowym. Niektórzy ludzie, aby komunikować stres, ktory psychika chce ukryć, rozwijają egzemę, inni maja wrzody przewodu pokarmowego a u niektórych kobiet to właśnie piersi mówią – stop”.

Mija prawie pół roku od kiedy zaczęliśmy terapię związku. Na razie nie widzę zbyt dużo efektów pozytywnych. Nabieram przekonania, że jestesmy na złej drodze.

Mamy zdrowe i mądre dzieci (co prawda nie „wspólne”), mamy komfortową sytuację materialną, oboje pracujemy w dziedzinach, ktore przynoszą nam ogromna satysfakcję zawodową. Co sie stało „po drodze”?

Mnie się wydaje, że pokonał nas brak czasu. To, że nie ma weekendów. Nie oszukujmy się, kiedy ktoś prowadzi własna firmę, często pracuje w weekendy, a jesli ma się więcej firm, to czasu nie da się „podzielić, trzeba go na to przeznaczyć więcej, uszczknąć z innego miejsca. Nie pamiętam weekendu bez dostępu do internetu, bez telekonferencji, bez rozmów telefonicznych o strategii.

Z mojej strony : często wyjeżdżam w sprawach służbowych i tak, uwielbiam te podróże. Staram sie je organizować tak, by nie pokrywały się z  tygodniami, kiedy mam Irenkę.

W rezultacie czas, ktory mi zostaje na zajmowanie sie sprawami drugo- czy trzeciorzędnymi, a którymi zająć sie trzeba mocno sie ogranicza – wizyty u lekarzy, prowadzenie remontów w dwóch mieszkaniach czyli spotkania z „fachowcami” (fachowcy wszystkich nacji maja te same syndromy : „jestem panem swojego czasu i żaden klient, ktory nie jest firmą – bo firmy mogą podać sprawę do sądu i nie zapłacić – nie bedą mi mówić, jak wykonywać moja pracę” oraz : cena jest umowna w bardzo płynny znaczeniu tego słowa) oraz rozmowy z sąsiadami, którzy skarżą sie na wszystko, zajęcia pozaszkolne dzieci… A do tego, wróćmy do podstaw, do cholery, też pracuję.

Nie będę biadolić – albo kompletnie sie zdezorganizowałam, albo przyjmę na siebie zbyt dużo obowiązków. W każdym razie, moja doba, od kilku tygodni (miesięcy?), jest złożona z dziesiątek czynnosci, których niewykonanie ma ogromny impakt na dzień kolejny (a naprawdę odcięłam dużo ważnych dla mnie rzeczy, jak bieganie, joga czy jakikolwiek sport, spotkania ze znajomymi czy nawet lektura).

I w tym wszystkim facet, który albo jest, ale wisi na telefonie/ przed kompem albo musi sie zrelaksować przed TV, albo wraca późnym wieczorem – co wychodzi na jedno – i nie może sie zająć zrobieniem zakupów, wymyśleniem menu… ma ochotę zjeść kolacje i iść do łóżka – staje sie dla mnie obciążeniem a nie partnerem.

Bo ja chce miec czas, zeby o siebie zadbać, zeby przewietrzyć sobie głowę, zrobic miejsce na marzenia o figlowaniu. Chcę poczucia bliskości (z doswiadczenia wiem, że bliskość w związku to nie jest odległość mierzona w centymetrach lub minutach) by moc cieszyć sie seksem.

Kiedyś, po rozwodzie a przed aktualnym związkiem zdarzało mi się nie wracać z randki grzecznie do własnego łóżka, nawet jeśli były to jednorazowe randki. Oprócz efektu nowości w tych przygodach był element bliskości – bo spędziłam wieczór z kimś, kto poświęcił mi czas i kto szanował mój czas i mnie samą.

Kiedyś, w pierwszych latach naszego związku też przecież prowadziliśmy aktywne życie zawodowe, mieliśmy skomplikowane życie rodzinne a mimo to udawało nam sie uwodzić, czekać na siebie z niecierpliwoscią i cieszyć sie  byciem razem.

Taki to strumień myśli wywołał u mnie artykuł z prasy dit kobiecej.

Co dalej?

Nie wiem. Jestem w samolocie, brzuch mnie boli od tych obrzydliwych trójkątnych kanapek serwowanych przez sky Chef (sorry, czy ktoś z układających menu i podpisujących cahier de charge na ten specjał, kiedykolwiek go próbował??) wracam w czwartek, później wyjeżdżam znów w niedziele.

Rozumiem facetów, ojców małych dzieci, którzy mówią mi często, ze w pracy wypoczywają. Chyba jestem facetem (nobody’s perfect). Też wypoczywam w pracy.

No to co dalej? Nie wiem. Postaram sie spędzić miły przyszły weekend.

Chyba jednak nie jestem facetem. Pomyślę o tym jutro.

6 myśli nt. „U fryzjera

  1. Tochybaomnie

    Polubiłam ten wpis, bo poruszyłaś ważną kwestię bliskości lub jej braku. Smuci mnie jednak, że przeżywasz ostatnio trudne chwile. Brak czasu dla siebie na pewno źle wpływa na relacje między ludźmi. Nie mam żadnej rady dla Ciebie, bo nigdy nie byłam w podobnej sytuacji. Pozostaje mi jedynie trzymać za Ciebie mocno kciuki licząc, że sytuacja się poprawi!

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Hej, Dzięki! Nie martw sie i nie smuć. Wszystko bedzie dobrze . AT the end everything is ok. Because when it’s not ok, it’s not yet the end 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz