Ja, dorastająca matka

Wybyłam (samowolnie), wbrew wlasnym zasadom, z domu w błyskawiczna podróż służbową w tygodniu, kiedy „mam dziecko”. Wiecie co jest najgorsze? Wcale nie organizacja. Mam psaipsiołkę, samotna matkę trójki dziewcząt w wieku zbliżonym do mojej Irenki. Przygarnęła Irke na wieczor i noc, mimo, ze mieszka w innej dzielnicy i mimo, ze musiała specjalnie przyjeżdzać po nią metrem, bo nie ma samochodu. (Ben wraca późno z pracy a ja nie chce, zeby ona sama siedziała w domu przez kilka godzin). Jestem pewna, ze dobrze sie bawiła, bo to takie dziecko, ktore lubi sie socjalizować (nawet zazdrośnie powiem, ze moja nieobecność przekształciła się w imprezę…)

Za to ja omal nie oszalałam wczoraj miedzy 12h a 13h.

W mieszkaniu obok kawalerki trwają prace remontowe, cały czas kręcą sie tam różni robotnicy. Irka miała wrócić ze szkoły, wziąć gitarę i iść na kurs. Rozładował się jej telefon, a moja wyobraźnia, podsuwała mi najgorsze scenariusze. Do tego nie przygotowalam poprzedniego dnia obiadu dla niej, I martwilam sie, ze pojdzie glodna na lekcje.  Siedzielismy w restauracji  z kolegami z pracy a ja bez przerwy wpatrywałam się w telefon. Szef się ze mnie nabijał : „skoro utrzymujesz, ze to o czym myślimy się spełnia, no to jak mozesz myślec o takich rzeczach ??” Sama nie wiem, ale to była najdłuższa godzina Kwietnia.

Wydaje mi się, ze im Irka bedzie starsza i bardziej samodzielna, tym bardziej wydłużą mi się niektóre godziny…

Tymczasem, wrocilam do domu I slysze relacje od Bena:

Irka wrocila do domu o 12, nakarmila I wyprowadzila psa, kupila sobie pomidory (!) na obiad I zrobila jajecznice z 4 jaj :). (Pamietacie Brocante, czyli uliczna wyprzedaz? zarobily wowczas z Margaux troche euro, I to cale jej „kieszonkowe”). Doslownie jestem w szoku no I przy okazji duma mnie rozpiera, ze moja 12-to letnia nie kupila fast fooda tylko zrobila sobie obiad.

Dodaj komentarz