#45 – London Town – Krótki weekend majowy z Patchworkami

Oto co chciałabym ocalić od zapomnienia z tego dwudniowego londyńskiego weekendu.

Przyleciałysmy EasyJetem na Gatwick Airport o 19h30 a dotarłyśmy do mieszkania o 21h30. Benoit przyjechał pociągiem na dworzec St. Pankracego o tej samej porze…Następnym razem też wezmę pociag, teraz otworzyła się linia Lyon-Londyn, w 4h40 z centrum miasta do centrum miasta.

Wynajęliśmy mieszkanie przez Airbnb w Fulham, na dość przyjemnej ulicy, z przystankiem 74 bardzo blisko domu.
Benoit sie uparł, ze „dzieci musza zobaczyc zmianę warty” (strata czasu), przynajmniej szare wiewiórki w parku nas zabawiały. Autobus 74 zawiózł nas prosto pod Muzea : Natural History i Science. Oba są niesamowite i moglibyśmy tam spędzić duzo wiecej czasu (szczegolnie w Natural History!) ale wyrzucono nas koło 5 czy 6-tej.

Po drodze do domu „wpadliśmy do Harrodsa”, też właściwie nie wiem po co. To znaczy wiem. Lubię ten sklep, bo jest kiczowatym symbolem luksusu czasu przeszłego, zupełnie jak Bon Marché w Paryżu. Tak sie złożyło, ze odwiedzam go raz na dwa lata i tym razem zaszokowała mnie ilośc Chińczyków stojących przy kasach a nawet siedzących w poczekalni Rolexa…

Wracając chcieliśmy zahaczyć o Comptoir Libanais w South Kensington ale trzeba było czekać i wylądowaliśmy w pobliskim Fish&Chips (czyli zupełnie bez sensu).

Na drugi dzień pojechaliśmy prosto do Tower Hill i zwiedziliśmy Tower Brigde. Nie wiem, czy Wam mówiłam, ale po mojej pierwszej prawdziwej pracy we Francji pozostał mi silny sentyment do mostów. Zachwyca mnie ludzki geniusz, ktory pozwala wznosić takie niesamowite ouvrages d’art. W mostach jest również cos filozoficznego. Mosty łączą, przybliżają, czasem odwrotnie dzielą (kiedy je palimy), nie zdajemy sobie sprawy, jakie sa istotne, póki, jak zdrowie, ich nam nie zabraknie (kiedy sa zamknięte do remontu i nagle 10 minutowa, banalna przechadzka wydłuża sie w dwugodzinną wyprawę). Nie wiedziałam, ze Tower Brigde jest zbudowany głownie ze stali i ze pokryty był kamieniem, by komponować sie z Tower of London.

Pozniej spacerowaliśmy nad Tamizą, przedarliśmy się przez Market, zjedliśmy śmieciowe jedzenie na ulicy, podziwialiśmy ulicznych artystów pod London Eye. Tak, mieliśmy w planach zafundować sobie kółeczko, ale zarówno cena jak i długość kolejki nas od tego odwiodły.

Dziewczyny chciały zobaczyc Big Bena (ta scena z Piotrusia Pana :-)), minęliśmy protestujacych imaginacjach się zalegalizowania marihuany, i w końcu dotarliśmy do National Galery. Przegoniłam towarzystwo najpierw przez XVII w (bo od lat poluję na te fantastyczne obrazy, które oglądałam lata temu w monachijskiej Alte Pincoteke – obrazujące opowieści z jakimi wracali holenderscy kupcy z Chin lub Indii – zwierzęta na pol mityczne, sceny z codzienności wyssane z palca… Kiedyś je odnajdę !).

Po rożnych przygodach logistycznych (trzeba było odebrać walizki), zakończyliśmy wieczor – i weekend – w uroczej restauracji włoskiej, Signor Sassi. Naprawdę miłe miejsce, kelnerzy wyluzowani, podśpiewywali pioseneczki, dziewczyny były zachwycone włoskimi manierami – zwracano sie do nich per księżniczki ;-), jedzenie było przepyszne a nam nie chciało się stamtąd wychodzić.

Noc spędzamy w hotelu na lotnisku – windą zjedziemy jutro z rana prosto na terminal North. Bardzo polecam takie rozwiazanie (jesli trzeba) : hotel Hamoton – dla naszej czwórki : niecałe 100€, ze śniadaniem. Pokój jest czysty, nowy i funkcjonalny…

Bardzo się cieszę, że mogliśmy sobie pozwolić na ten weekend, podobało mi się, z jaką ochotą dziewczyny przyjmowały każdą propozycję włóczenia się po muzeach, jak naturalnie odnalazły się w tej miejskiej dżungli, jak biegały w deszczu po ulicach i jak finały gwiazdy przed pałacem Buckingham. Lubię spędzać z nimi czas…


    

Salvator Rosa: Milcz, jeśli to co powiesz jest mniej warte niz milczenie

  

5 myśli nt. „#45 – London Town – Krótki weekend majowy z Patchworkami

  1. Katarzyna

    Brzmi swietnie, pogoda chyba dopisala? Ja wlasnie odprawilam rodzicow z lotniska Stansted po ich tygodniowej wizycie w Londynie. Tym razem wizyta byla bardziej pod znakiem lokalnych ‚klimatow’ dzielnic i wloczenia sie, a mniej typowo ‚turystycznych’ atrakcji, bo te zwiedzili za pierwszym razem. Byl wiec dlugi spacer wzdluz Regents Canal z Kings Cross do Little Venice z przystankiem na lunch na Camden Market, Borough Market i spacery wzdluz rzeki, wloczenie sie po Brick Lane, Colombia Road Flower market itd.

    Mialam intensywne ostatnie kilka tygodni wypelnione rozmowami kwalifikacyjnymi i przygotowaniami do nich, jutro wracam do starej pracy na poltorej tygodnia a potem zaczynam juz nowa w ktora wciaz nie moge uwierzyc 🙂 Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Gratuluję nowej pracy !!! Pochwalisz się, jak już miną pierwsze wrażenia? 🙂

      Bardzo fajny parcours zaproponowałaś Rodzicom. Mówią po angielsku? (Bo moi nie mówią po francusku).
      Pogoda była piękna, zaczęło lać dopiero w sobotę wieczorem. Dziewczynom bardzo się podobało.

      Odpowiedz
      1. Katarzyna

        W polnocnym Londynie nie padalo chyba o ile pamietam, tylko w niedziele rano ale szybko przeszlo. Rodzice nie mowia zbyt wiele po angielsku, moj partner jest Anglikiem wiec bylo sporo tlumaczenia i czuje sie dosc zmeczona. Tak wiec dzis mam zamiar pocwiczyc a potem zasiasc z ksiazka, w ciszy 🙂

        Pewnie ze napisze wiecej o nowej pracy jak tylko zaczne. Wciaz sie szczypie ze to sen 😉

        Odpowiedz
  2. Pingback: #5 – Podróże dalekie i bliskie – plany | chatka baby jogi

Dodaj komentarz