Konsumentka

Zapraszam na cykl wpisow dotyczacych zywnosci, ktore beda ukazywac sie nieregularnie. Nie beda to bilety o “prawidlowym odzywianiu sie”, tematem ich nie beda przepisy.  Chcialabym, w wolnym tlumaczeniu, przyblizyc Wam ksiazke, ktora mna potrzasnela, to jedna z tych, ktore przeszkadzaja – zyc.

Pozwole sobie pominac osobowosc autora (Jean-Pierre Coffe jest ekscentrykiem, czasem prowokatorem), fakt, ze sie ponoc powtarza (no tak, nie jest to jego pierwsza ksiazka o jedzeniu) I przejde od razu do (tak, bardzo nieeleganckiego) tytulu:

Arretons manger de la merde” czyli „Przestanmy jesc gowno”


Temat odzywiania sie, artykulow spozywczych I ich proweniencji jest mi bardzo bliski. Dwa lata temu przestalam kupowac gotowe produkty do odgrzania, “barquettes”, zamrozone pizze, keczupy, sosy I wiekszosc polproduktow. Zaczelam kupowac “jedzenie” by gotowac z nich “potrawy”. Tak, zakupy I gotowanie zajmuja duzo czasu. Rok temu wyeliminowalam z diety mieso. Nie dlatego, ze nie lubie miesa. Lubie.

Tylko mieso, ktore moge kupic w pobliskim mini-markecie z miesem ma wspolna glownie nazwe. O wegetarianizmie I idei niejedzenia miesa napisze szerzej kiedy indziej.

W “Przestanmy jesc gowno” w szesciu rozdzialach dosc powierzchownie ogarnieto nastepujace rodziny: produkty mleczne, jajko I produkty jajeczne, ryby, mieso, owoce I warzywa oraz konserwy I mrozonki.

Przetrawilam te gorzka lecture I postanowilam DZIALAC. Nie potrafie w ciagu dnia lub tygodnia zmienic przyzwyczajen alimentarnych. Ale powoli, czesc eliminujac, czesc zastepujac, chce po pierwsze jesc smaczne i zdrowe jedzenie.

Po drugie, poprzez a k t swiadomego z a k u p u chce dac glos. Zaglosowac – za rolnictwem bez pestycydow, za roslinami, ktore wyrastaja z ziaren zbieranych w poprzednich latach, a nie ziaren sprzedawanych przez Monsanto, za jedzeniem (glownie) produktow lokalnych, wedlug sezonu. Za malymi sklepami, ktorych wlasciciele kupuja od lokalnych producentow. Nie mam zludzen : skusze sie od czasu do czasu na banana, czekolade i pewnie mase innych « nielokalnych » produtow. Nie mam zludzen : kiedy jadam w restauracji (poza faktem, ze moge czasem wybrac adres i filozofie szefa kuchni) nie mam zielonego pojecia, co i skad wyladuje na moim talerzu. Oszczedzam na codzien na wielu rzeczach, ale na pewno nie na jedzeniu. Kupuje bio (co po lekturze tej ksiazki prawdopodobnie ulegnie zmianie). Miesiecznie wydaje na zakupy zywnosciowe okolo 250 euro.

Ale mam ochote dorzucic swoj grosz do kasy ludzi, ktorym chce sie produkowac i sprzedawac zywnosc hodowana metodami, hm, jesli nie naturalnymi, to chociaz szanujacymi ziemie, zwierzeta i konsumentow.

A zaczne od pomidorow…

2 myśli nt. „Konsumentka

Dodaj komentarz