#55 – Romantyczny weekend w Krakowie (wersja romantyczna)

Uciekliśmy z domu.Od remontu. Od psa, od dzieci (dzieci i tak są z Innymi Rodzicami). Od telefonów, od komputerów, od spotkań ze znajomymi i klientami. Od rachunków, od sąsiadów, od zakupów i sprzątania domu.

Od codzienności.

Schowaliśmy się w Krakowie. Na cale 44 godziny.

Przyjechaliśmy nieco skacowani po Zlocie Absolwentów, zmęczeni, obolali.

Z planów zwiedzania (miasta, galerii) i uczestniczenia (w koncertach, przedstawieniach) wyszły nici. A i tak uważam ten wypad za wyjątkowo udany.

Odpoczęliśmy. Wyspaliśmy się.

Byliśmy blisko. Dużo spacerowaliśmy. Rozmawialiśmy – bo nie było tych codziennych przeszkadzaczy-zatruwantów związków w postaci ciągłego bycia myślą i uczynkiem gdzie indziej niż z Partnerem.

Zazwyczaj tu zadzwoni telefon, tam trzeba biec cos załatwić, “nie zapomnij o karmie dla psa”, ”co dziś na kolacje ?”

Chodziliśmy po ładnych jadłodajniach, spożywaliśmy te polskie posiłki serwowane zagranicznym turystom (trochę się na nas krzywo patrzono, bo nie zamawialiśmy alkoholu I w ogóle libacje alpejskie ucięły nam nieco apetyt…)

Właściwie – przyznam szczerze – taki weekend mógłby odbyć się gdziekolwiek, może nawet I pod Lyonem, ale ja utrzymuję, ze magia Krakowa zadziałała na nas I zaczarowała nam czas.

Było pięknie

2 myśli nt. „#55 – Romantyczny weekend w Krakowie (wersja romantyczna)

  1. Tochybaomnie

    I bardzo dobrze! Trzeba czasem uciec od codzienności i pobyć z Ukochanym sam na sam. To bardzo ożywcze dla zwiazku. Fajnie, że miło spędziliście czas 🙂

    Odpowiedz
  2. Pingback: #56 – Romantyczny weekend w Krakowie (wersja praktyczna) | chatka baby jogi

Dodaj komentarz