#60 – Dzien 545 z 1001

Udało mi sie zrealizować kolejny mega ważny punkt na mojej liście 101 w 1001 – dotyczący remontu mieszkania.

Przypomnę: dwa lata temu podjęliśmy bardzo ważna decyzję. Mimo, że nie jestesmy małżeństwem, postanowiliśmy zainwestować we wspólne mieszkanie.
Finansowo dość ryzykowne posunięcie, w dobie rozpadających sie związków, rozwodów i innych nieszczęść. Znacie ten banał: „kiedy się chce, znajdzie się sposób, kiedy się nie chce znajdzie się wymówkę”? Otóż my, aby się zabezpieczyć przed rożnymi niespodziankami przyszłości znaleźliśmy taki „montaż”.

Podjęliśmy się nieromantycznego kroku, jakim była dyskusja i układanie planu B, czyli co bedzie, jesli sie rozstaniemy.

Założyliśmy spółkę, zwaną tutaj SCI (société civile d’immobilier). Spółka wzięła kredyt i zakupiła mieszkanie, którego wartość stanowi 100 „części”. Każde z nas (współwłaścicieli spółki) ma 50% własności mienia (np: ja część 1-50, Ben 51-100) oraz prawo do użytkowania części należącej do drugiej osoby. Oznacza to, ze jeżeli na przykład ja pożegnam się z tym światem, moja córka dziedziczy prawo do „moich” części, ale dopóki Ben żyje, to on ma prawo do ich użytkowania (mieszkania w mieszkaniu) . I vice versa.
Tyle od strony „zabezpieczenia”.

Podjęliśmy nieliche ryzyko, ponieważ wzięliśmy kredyt na, jak francuskie warunki, dość wysoko oprocentowany (3,55%), na 25 lat ( do tego oboje skończyliśmy 35 lat, więc ubezpieczenie tez jest horrendalnie wysokie…)

Ale ponieważ wówczas juz myślałam o zmianie pracy (której szczerze nie cierpiałam) chcieliśmy wykorzystać to, że przynajmniej ja miałam umowę o stałą pracę. Firma Bena była wówczas dość „młoda”, wysokosc moich zarobków dość średnia…
Patrzac z perspektywy czasu, zastanawiam się jakim cudem w ogóle kredyt otrzymaliśmy (bo nie spełnialiśmy podstawowych wymogów stawianych przez bank – wysokość dochodów, warunki pracy, wysokosc zadluzenia  grubo przekraczala 33% itp).
Dzis jestem przekonana, ze to dzięki pozytywnemu nastawieniu. Przez minutę nie myśleliśmy o tym, co bedzie, jesli kredytu nie otrzymamy. Byliśmy niesamowicie optymistycznie nastawieni na wszystkich spotkaniach z bankierem i mieliśmy jasne projekty co do samego mieszkania.
No właśnie, mieszkanie.

Ustanowilismy budżet.
Rozmawialiśmy z „doradcami”. Wszyscy proponowali nam zakup „produktu”, ktory pozwala na ulgi podatkowe.
Spisaliśmy na kartce nasze marzenia. Dom z ogrodem (ja), stara stylowa ferma (Ben). Nasze fantazje nie by kompatybilne z ofertami doradców. Do tego pojawił się problem dowożenia dzieci ze wsi do Lyonu do szkoły.

Zmieniliśmy strategię i postanowiliśmy zainwestować „w dzielnicę”. Bo inwestycja w dobrą dzielnicę dużego miasta pozwoli nam po prostu zarobić na dom z ogrodem na wsi.

Ceny mieszkań w naszej dzielnicy były dużo ponad naszym budżetem. Ale szukaliśmy okazji, bo z doswiadczenia wiemy, że kiedy komuś się spieszy – rozwód, podział majątku – lub w przypadku dziedziczenia po dziadkach, kiedy nie wszyscy są zainteresowani własnością – można negocjować.

Nasza okazja pojawiła się z innej strony.

Mianowicie mieszkanie ma idealną jak dla naszej rodziny wielkość: 107 m2, a poważnym mankamentem były nastepujące fakty : tylko jedna sypialnia, duży (20m2) i nieprzystosowany do dzisiejszych realiów przedpokój, i ogromny, ponad 40m2 podwójny salon : (oto „stare” zdjecia, jeszcze sprzed 3 miesiecy)

Screen Shot 2015-03-05 at 20.58.49Screen Shot 2015-03-05 at 21.00.12Screen Shot 2015-03-05 at 20.58.30  Screen Shot 2015-03-05 at 21.00.26 Screen Shot 2015-03-05 at 21.00.19 Screen Shot 2015-03-05 at 21.00.34Screen Shot 2015-03-05 at 20.59.03Screen Shot 2015-03-05 at 20.58.18Screen Shot 2015-03-05 at 20.59.27     Screen Shot 2015-03-05 at 21.00.54

Mieszkanie było na rynku ponad pol roku, potencjalnych nabywców odstraszała druga inwestycja w remont.
Ale nie nas. Kupiliśmy to piekne, lecz nieco niepraktyczne mieszkanie z planem przeprowadzenia remontu, kiedy tylko uda nam sie zgromadzić środki.

Remont miał spelnić dwa zadania : po pierwsze zaadoptować nasze mieszkanie do naszych potrzeb z dzisiaj (mamy dwie nastolatki, ktore chodza do szkoly tuz za rogiem, oboje pracujemy w home office, i czasem otwieramy mieszkanie gościom z Airbnb) a po drugie – podnieść jego wartość rynkową.

Dzisiaj uważam, że te dwa cele zostały osiągnięte i tak, jestem dumna. Jestem dumna z siebie i z nas jako pary, z naszych dzieci, które dzielnie nam w tym pomagały i pomagają.

Z radością więc zaznaczam „remont” jako zaliczony.

Ps. 1: Bardzo lubię książki Briana Tracy i innych autorów „motywacyjnych”, których poznałam dzięki Parysce. Są one mało literackie ale za to praktyczne do bólu. I przyznam, ze to te lektury pomogły mi nastawić moje myslenie na szukanie (może nawet i nieświadome) rozwiązań, sposobów i okazji na realizację planów.

Na przykład : od początku daliśmy sobie dwa lata na przeprowadzenie remontu.

W tym czasie zmieniłam pracę, a ponieważ początkowa inwestycja nauczyła nas rozsądnie wydawać pieniądze oraz konsumować w sposob bardziej „odpowiedzialny”, poprawiała mi się w sposob wyraźny sytuacja finansowa. A dzięki pomocy moich rodziców mogliśmy przeprowadzić remont bez uciekania sie do kolejnego kredyt

PS.2 : A propos kredytów – we Francji bardzo poważnie zmniejszyła się stopa oprocentowania kredytów mieszkaniowych.

Wystąpiliśmy z wnioskiem o wykupienie kredytu, by skrócić czas jego trwania (dzisiaj zostało nam jeszcze 23 lata… ) ale o tym opowiem, kiedy juz uda nam się to załatwić.

16 myśli nt. „#60 – Dzien 545 z 1001

      1. 5000lib

        To też, ciekawi mnie jaki klucz stosujesz, i czy on się zmienia na przestrzeni lat? Jeśli tak, to w jaki sposób, i co ma na to wpływ? 🙂 To tak bardzo w skrócie.

        Odpowiedz
        1. babajoga Autor wpisu

          To jest ciekawa sprawa, pozwól, ze się nad tym dłużej zastanowię, bo gdybym miała odpowiadać tak „z biegu”, to okazałoby się, że to głownie sentymenty, a czy do sentymentów można stosować logikę?
          Ale masz rację, kiedy człowiek pozbywa się znacznej części biblioteki czy plutonowemu, to kieruje się z pewnością jakąś logiką.

          Odpowiedz
          1. 5000lib

            Hmm, (pozwól, że się zastanowię). Sentymenty, słowo przykrywka,słowo – pokrzywka.Tak naprawdę z c z e g o ś w y n i k a j ą, a więc jeśli już kierować się w tę stronę, to myślę, że c o ś pod tym jest. Tylko co? 🙂

            Odpowiedz
  1. Pingback: Projekt renowacji mieszkania (5) – otwarta kuchnia | chatka baby jogi

Dodaj komentarz