O pewnej reklamie

Jadąc do hammamu natknęłam się dziś na taką reklamę:

Nigdy nie spędzajcie weekendu w tym samym miejscu.

Jeszcze kilka lat temu podpisałabym się pod tym sloganem, chwyciła za kartę kredytową i pogłębiła dziurę budżetową.

Ale dzis z rożnych względów reklama ta na mnie nie działa tak, jakby życzyli sobie tego spece od marketingu.
A oto dlaczego:
Po pierwsze z powodów budżetowych.

Na przykład Porto za 31€.

No juz dobrze, załóżmy ze biorę tylko bagaż podręczny, ochrona nie wywala mi żadnego kosmetyku, godziny sa normalne i nie muszę płacić 60€ za parking ani 70€ za taksówkę, bo wyjazd o 6 rano a powrót po północy, po godzinach kursowania nawety).

Dojazd do-z lotniska w Lyonie : 25-30€

Dojazd z do-z lotniska w Porto : 15€

2 Noce : zaszalejmy, Airbnb : 100€, załóżmy ze jadę tam z koleżanka i dzielimy koszta.

Restauracje: 4 x 15€ za osobę (bo zakładam, że restauracje są tańsze niż lyońskiej)= 60€

Zwiedzanie, moze przedstawienie? Ok 30/40€

Bilans : weekend za około 230€ za osobę.

To i tak taniej niż weekend „gdzieś” we Francji.

Weekendy są 4.

Prawie 1000€ miesięcznie za „niebanalne weekendy gdzies w Europie”. Albo jeden weekend dla naszej czwórki.

A teraz z perspektywy starej nudziary:

-Zmęczenie? Bezcenne.

-Godziny. Dojazd na/z lotniska : 40 min w jedna stronę, terminal 3 lyońskiego lotniska jest jakims nieporozumieniem, 2 godziny na stanie w ogonku do ochrony, lot ok, krotki, ze dwie godziny, dojazd z/na lotnisko miejscowe, godzina. Z 48 godzin weekendu odejmujemy 10 na logistykę.

-Godziny to także godziny lotów. Jakies wyloty o 6 rano (trzeba byc na lotnisku conajmniej o 5h00, nie ma tramwaju, jest Taxi, 70€ lyonski taryfa nocna).

-Stres, tak, stres co się stanie, jesli spóźni się naweta/tramwaj/samolot? (Zbyt często nie byłam tam gdzie musiałam o tej godzinie o której musiałam, zebym mogła tak spokojnie odpuścić…)Czy nie zapomniałam wyjąć z walizki zakazanego przedmiotu…

Tak mogłabym wymieniać i wymieniać.

A każdy weekend w innym miejscu?

Moze gdybym nie miała (nie)przyjemności przechodzić przez bramkę wykrywania metalu czasem 6 lub wiecej razy w tygodniu, nie skupiałabym sie na aspekcie logistyki.

Tak, 230€, 10 godzin na podróż tam i nazat, jak to mawia moja babcia, żeby powłóczyć sie po ulicach fajnego miasta, i tak 4 razy w miesiącu?

Sorry Winetu. To już nie dla mnie.

Tu oficjalnie zazdraszczam i podpisuję się pod Kazika :

Najbardziej mnie dzisiaj wkurwia w młodzieży to, ze juz wiecej do niej nie należę.

Mogłabym rownież podsumować to starym porzekadłem

Gdyby Młodość mogła. A Starość miała ochotę…

🙏🏻

8 myśli nt. „O pewnej reklamie

  1. Tochybaomnie

    To ja jestem dwudziestopięcioletnią nudziarą 😛 Też takie atrakcje nie są dla mnie. Jak już zwiedzać jakieś miasto, to i poznać zabytki, zwiedzić muzea, skosztować kuchni, zasmakować nocnego życia. A poza tym mieć przytulne miejsce do spania z łazienką i smacznym śniadaniem 😀

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Ostatnio czesto goszczę młodych ludzi, ktorzy przyjeżdzają do Lyonu dosłownie przelotem. Przybywają koło 20h, pociag do Marsylii lub Paryża na drugi dzień o 10 rano. Zastanawiam się, czy to po to, by nie spędzić nocy w pociągu, czy powiedzieć, ze było się w Lyonie?
      Chętnie dowiedziałabym się, co zwiedzili, co zostanie im, czasem na długo, jako wspomnienie z Lyoni…

      Odpowiedz
  2. azkabazkan

    Pamiętam moją podróż Ryanairem z Wrocławia do Warszawy: najpierw tłok w autobusie na lotnisko, potem nerwowe rozbieranie się do skarpet i przechodzenie przez bramki ze spadającymi spodniami, bo przecież pasek jedzie w pudle obok, chwila czekania, gdzie nie można nawet rozłożyć gazety, następnie stanie w kolejce, upychanie bagażu, chwila lotu z obowiązkową prezentacją oferty perfum i charytatywnych zdrapek, lądowanie i znów trzy przesiadki, by dostać się do centrum. Dziękuję. Wolę dłuższą podróż pociągiem niż ten lotniskowy bieg z przeszkodami.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz