#72 – Pocztowka z Krety

Przede wszystkim: jesli chcecie przeczytac cos wartosciowego o Krecie, to polecam nastepujace bileciki :

(Jesli przyjade tu kiedys na wakacje, zainspiruje sie na 99% doswiadczeniem Zwolafasola):  https://zwolafasola.wordpress.com/2015/06/26/kreta-diy/

S. Syngarski tak pieknie wprowadzil Krete, ze nie wiem co dodac sensowniejszego  https://sygnarski.wordpress.com/2014/10/08/kreta-poczatek-historii/

A ten bilecik Gadu Gada jest kopalnia bardzo rzeczowych informacji : https://gadugada.wordpress.com/2014/08/31/jak-sobie-zorganizowac-wczasy-na-krecie-cz-ii/

To co ja moge powiedziec o moim trzydniowym wypadzie na Krete ?

Kiedys, dawno temu, byla to destynacja par excellence dla spragnionych slonca Niemcow. Dzis wszyscy mowia po rosyjsku. Wlocze sie po swiecie juz kilka lat I dopiero tutaj, na Krecie zdalam sobie sprawe z moich slowianskich rysow twarzy – moja okragla buzia, jasne oczy I blond wlosy zapraszaja najwyrazniej do “Zdrastwujcie”.

Zatrzymalismy sie w hotelu polozonym od lotniska o 12 euro . W taksowce zadaje moje tradycyjne pytanie: « jak idzie interes » ?  I co slysze ? Low Cost Carriers wypluwaja turystow, to samo z ogromnymi pakbotami, tylko (wciaz wedlug taksowkarza) wiekszosc pracujacych w turystyce « lokalnych »i nie ma z tego pozytku. Ludzie odbieraja bagaze i laduja sie do czekajacych na nich autobusow, ktore zawoza ich do osrodkow “All inclusive” (czesto zagranicznych inwestycji) z ktorych, jesli wychodza, to by wsiasc do autokaru, wysypac sie przy jakiejs atrakcji turystycznej, pozniej usiasc w tawernie, dla nich zarezerwowanej i ot…

Z tego co opisywal, mialam wrazenie, przenioslam sie kilka lat wstecz, do Algierii. Kolo 2005 roku w  Algierii przetarg na budowe autostrady Wschod-Zachod wygrali Chinczycy. Wszyscy sie cieszyli, bo po pierwsze buduja tanio, ale co wiecej zatrudnia miejscowych a ci co przyjada, troche wydadza na turystyke. I co? gorzkie rozczarowanie: Chinczycy owszem, wybudowali tanio, ale przywiezli okrety wlasnych robotnikow, ktorych poumieszczali w prawdziwych obozach, z kuchnia polowa i szpitalem. Na turystyke lub zakup lokalnych produktow nie wydali zlamanego grosza, bo ryz a nawet warzywa przyplynely z nimi…

Wracajac na Krete. Jaka turystyka, taki standard. Bylam kilka razy w roznych miejscach w Grecji, na Krecie zjawilam sie po raz pierwszy. Jakos nie moge powiedziec, ze Kreta mnie zachwycila (tak jak na przyklad Sifnos). Ale moze dlatego, ze moj pobyt tutaj jest taki nieturystyczny i niewakacyjny. Dorzuce, ze nie kupilismy ani karty, ani przewodnika, nie ulozylismy zadnego planu zwiedzania. Pelen spontan.

Uwazam, ze ludzie sa naprawde mili. Kiedy Ben uczestniczyl w konferencji, znalazlam czas, zeby zebrac kilka milych suwenirow :

Odwiedzilam salon manicure I pedicure :  bardzo czysty local, fachowa obsluga, ceny o polowe tansze niz w Lyonie.  Poza tym zaluje, ze nie mowie po grecku, bo atmosfera byla bardzo kobieca (przypomina mi sie hammam ) plotki, smiechy i zarty. Zjalazla sie jedna dobra dusza, ktora nawet tlumaczyla mi co smakowitsze zarciki. Znow to samo stwierdzenie: klientkami sa w wiekszosci Greczynki, bo turystki nie maja czasu (na wakacjach …) na takie zabiegi, zabiegane sa “zwiedzaniem”. Fantastycznie spedzone 2 godziny i wydane, na wszystkie zabiegi 30 euro. Przypomnialy mi sie rady z ksaizki “4 hours working week” : faktycznie, lepiej jest wydawac pieniadze w krajach, gdzie ich wartosc jest inna niz w kraju, w ktorym je zarabiamy.

 

 Wychodzac z hotelu trafilismy do Muzeum Archeologiczngo, gdzie znajduja sie wydobyte w pobliskim Knossos wykopaliska, mozaiki, freski… Naprawde warto tu zajrzec, przed lub po wizycie w Knossos, bo te dwa miejsca sie uzupelniaja. Kultura minojska jest bardzo rozna od tej kontynentalnej lub cykladyjskiej. Bylam zaskoczona, jak bardzo dojrzala byla to sztuka (moge o tym czytac i czytac, ale dopiero kiedy zobacze sie te figurki ksiezniczek, te flakoniki na perfumy, ozdoby, czy przdmioty uzytku codziennego, jak na przyklad wanny 🙂 i dotrze do mnie, ze oto mam przed soba cos co bylo uzywane 3700 lat temu, to naprawde przenosze sie w czasie).

 

Na gorze po prawej : labirynt.

Na dole po prawej: kamienna peruka dla rzeźby 🙂

 Zabawne, ze przewodnicy z duzym dystansem do nauki opowiadali, jak to odnaleziono fragment fresku, zrekonstruowano go i zaraz mowiono o nim “fresk z chlopcem”. Po czym, po kilku latach odnalazl sie kolejny fragment fresku I okazalo sie, ze to nie chlopiec byl tam przedstawiony lecz malpy .
podoba mi sie takie podejscie do archeologii: ze wysnuwamy hipotezy, ale nie obrazamy sie, jesli to co myslelismy okaze sie zbyt szybka interpretacja.
Polecam to museum wszystkim, a w szczegolnosci tym, ktorzy znaja I museum archeologiczne pod Akropolem, I museum sztuki Cyklad, Epidauros, Olimpie I inne tego rodzaju miekjsca : sztuka okresu minojskiego zaskoczy Was niepowtarzalnoscia i… wspolczesnoscia.  Dodam, ze bilet do dwoch miejsc (Muzeum I Palac w Knossos) kostuje 10 euro (full) I wazny jest do 5 dni.

Knossos.

Ruiny. Przewodnicy I tlumy turystow biegajacych po ruinach (no bo trzeba sie wyrobic w czasie, przed odjazdem autokaru). Gdzie w tym miejsce na odpoczynek, na zastanowienie sie? Na przyklad nad tym, jak taki potezny palace mogl zniknac pod ziemia, na tak wiele lat?  Przez tyle lat ludzie pasli tam owce a kilka metrow pod ich stopami zakopane byly prawdziwe I metaforyczne skarby. Usiasc I podumac nad kanalizacja (archeolodzy dokopali sie tam ponoc glinianych rur kanalizacyjnych) albo organizacja palacu. Nad niepowtarzalna – a moze I powtarzalna wlasnie architektura?
Patrzac na jeden z pojemnikow, wystawionych w Muzeum, uderzylo nas wlasnie podobienstwo : I ksztaltu I pomyslu : dokladnie takie samo naczynie Benoit przywiozl z Peru. Stalismy przed tym eksponatem I prawie zaczelismy wierzyc w wizyte I interwencje Obcej Inteligencji )

 

Kiedy stoisz przed tymi amforami, ktore sa wieeelkie, wyobraźnia zaczyna pracować: widzisz liny, na ktorych zawieszone są amfory, zastanawiasz się, jak najłatwiej było taką opróżnić ?

 Tak jak wspomnialam, wyjazd byl dziki I nieprzygotowany – moze dlatego tak fajnie odpoczelam ? Wypozyczylismy samochod (150 euro za 3 dni, jesli wzielibysmy sie za to wczesniej, pewnie sporo bysmy zaoszczedzili), koniec jezyka za przewodnika I ruszylismy na Wschod szukac fajnej plazy. Po kilku nieudanych podejsciach znalezlismy taka, ktora odpowiada naszym krytriom “fajnej plazy” : mala, stosunkowo malo ludzi, woda raczej przejrzysta (czyli dno niecalkiem piaszczyste).
Nawet udalo mi sie znalezc miejsce troszke z dala od lezakow I cwiczyc joge na piachu. A Savassana po tym wszystkim w popoludniowym sloncu, to czytsa rozkosz. Na drugi dzien ruszylismy na Zachod, zatrzymalismy sie w slicznym miasteczku Panormos (miasteczko jest sliczne, port I plaza mniej)

 

 Restauracje: znow zdalismy sie na instynkt I nasze poczucie “tutejszosci”. Wybieralismy bardzo male miejscowosci, czasem w malych I dzikich porcikach. To nie bylo jedzenie. To bylo food porno. Kuchnia jest prosta, niewyszukana, ze swiezych produktow I przez to pyszna: salatka grecka, pieczona feta, liscie winorosli nadziane ryzem, moussaka (vege), ryby, arbuzy I melony… przez 3 dni nie mogle sie tym znudzic. Nasz budzet zywieniowy nie przekraczal 40 euro dla dwoch osob za calodzienne wyzywienie (obiad I kolacja w restauracji, kawa I baklawa w kawiarence) a specjalnie nie oszczedzalismy.
Zastanawia mnie jednak, skad pochodza te ogorki I pomidory, ta feta, I miod, ktorym splywaja ciasta. Pogrzebie o tym w sieci kiedy indziej.

Podsumowujac, spedzilam naprawde przyjemny dlugi weekend, odpoczelam, zupelnie sie wyluzowalam.

Obserwujac polskojezycznych turystow, mam jednak ochote napisac: warto zastanowic sie, jaka jest wartosc naszego czasu wolnego.
Czy warto oszczedzac na wyjazd, by nastepnie biegac jak szalony, zeby „jak najwiecej zobaczyc, przezyc, zwiedzic” i zaryc sie programem wyznaczonym na minuty, denerwowac sie na innych ze cos opozniaja? Czy warto jest klocic sie z kelnerem ? Kiedy siadasz przy stoliku, nawet tylko czekajac na reszte wycieczki,  warto liczyc sie z tym, ze on tutaj pracuje, jego obowiazkiem jest zapytac Cie, co podac i brakiem szacunku – tak, dla jego pracy – jest wyciagniecie wowczas wlasnej kanapki. Warto zastanowic sie, jaki wizernek zostawiasz po sobie, bo z takich malych okruszkow zbudowane sa niestety obraz kazdego Turysty, mowiacego Twoim jezykiem…

Oczywiscie milo mi było zamienić kilka slow z Rodakami, mamy podobną wrażliwość co do sztuki i jakby nabożność do wykopalisk:-)

Z mojego punktu widzenia, warto jest rozmawiać i z innymi turystami, i z osobami, ktore tu pracują lub mieszkają. Cała masa pracujących tu sezonowo ludzi pochodzi z innych wysp, gdzie sytuacja ekonomiczna jest bardziej skomplikowana, przyjeżdzają tu z całymi rodzinami, na kilka miesięcy. To jest autentyczna Grecja, a  nie tylko ruiny i cerkwie 🙂

A teraz uciekam do pracy, w celach zawodowych chce jeszcze zwiedzic port 🙂
O tym co uslyszalam od tutejszych w sprawie kryzysu napisze nastepnym razem.

Jedna myśl nt. „#72 – Pocztowka z Krety

  1. Pingback: #5 – Podróże dalekie i bliskie – plany | chatka baby jogi

Dodaj komentarz