Comme un avion

Wybrałam się do kina na „slow-film”.

Tak sobie nazwałam to, co zobaczyłam. Ciekawe, czy pojawi się w Polsce?

 Watpię, szczerze mówiąc, bo to takie bardzo niszowe filmidło, mozna się pośmiać, ale na końcu bedzie to śmiech gorzki.

To może napiszę, co mi się w nim tak spodobało 🙂

Bohaterem jest 50 letni Pan, bodajże architekt. Jest typem wrażliwca, intelektualisty, marzyciela i niestety trochę fajtłapy (na przykład wiem, że nie mogłabym być z kimś takim) . Dzieci odchowane, już wyleciały z gniazdka, jest znacznie mniej prawdziwych zmartwień na głowie, moze więc bez zahamowań oddać się marzeniom. Jest (intnie) fanem poczty lotniczej.

Pewnego dnia, w pracy, szef (i zarazem przyjaciel) mówi cos o palindromach (świetna scena, gdy na zebraniu cały zespół rzuca się, ale ukradkiem, na smartfony, i recytuje, tonem niedbałej konwersacji, przeczytane na Wikipedii mądrości).

Te palindromy chodzą za naszym bohaterem i pewnego dnia trafia w sieci na kajak. Ściślej mówiąc na obrazki pięknych opływowych kształtów kajaka.

Zamawia przez internet (znow świetna scena kiedy składa go w salonie na podłodze – jednak faceci to duuuuże dzieci, nie zaprzeczajcie :-)) chodzi po dachu bloku w zawieszonym na szelkach szkielecie kajaka, marzy a wręcz miewa małe orgazmiki przy tych marzeniach, przy czym – na czym- łapie go żona.

Zona jest piękną, szczupłą blondynką. Wyrozumiałą i z dużym poczuciem humoru. Nocami chodzą po osiedlu, ona w kamizelce odblaskowej, on w kajaku na szelkach.

Facet bierze tydzien urlopu i postanawia, ze spłynie sobie rzeka do oceanu.

Zona go odwozi – znow bardzo dobre sceny – sama, pod jego nieobecność wybiera się nastaż jogi.

Żegnają się czule i on w końcu, po kilku perypetiach, odpływa.

Nie upłynął zbyt długo, po 4 km trafia do takiego fajnego miejsca – czuje się zwabiony przez młoda i piękną dziewczynę – to jest restauracja z ogrodem nad rzeką. Facet prosi o miejsce rozbicia namiotu i zostaje na noc. Jest sielankowo – ludzie są mili (po tym poznajemy, ze to prawdziwa komedia z wielkim zmrozeniem oka – Francuzi nie są taaaak mili:-)) facet zostaje na obiedzie, na podwieczorek pije absynt, zona pyta o zdjecia z trasy, on pstryka fotkę rzepy, sprawdza na mapie gdzie powinien być i wysyła jej te rzepy, kaczki, kury, gęsi, drób z opisem coraz to nowych miejsc w ktorych rzekomo bywa. Żona wysyła mu zdjęcie swoich pięknych stóp z warsztatów jogi.

A facet tak naprawdę fajnie sobie odpoczywa w tym namiocie, w tej restauracji z tymi miłymi ludźmi. Pije absynt i urywa mu się film. Rozmawia, nikt niczego od niego nie oczekuje, nikt gonnie osadza. Facet czuje że Żyje.

Próbuje stamtąd odpłynąć, ale wraca ze trzy razy. W końcu oczywiście przespał się kilka razy z wlascicielkà knajpy.

W tym momencie mówimy sobie – no tak : ma w domu taka fajną, piękną i wyrozumiałą żonę a ciągnie go do „nowości” !

Ale…

Kochanka uświadamia go, podamiewując się z jego gierki w zdjecia, że zdjecia, ktore wysyła żonie są geolokalizowane. Facet blednie : jak to??!!??

Tak to, sprawdź ostatnie zdjęcie, ktore otrzymałeś, masz dokładny adres gdzie zostało zrobione. Okazuje się, ze staż jogi przebiegał w mieszkaniu jego szefa-kumpla. A przeciez on nie ćwiczy jogi…

Film naprawdę świetny. Zarazem bardzo relaksujący – nie wiem, gdzie kręcone były zdjecia, ale tam jest przepięknie : ta leniwa rzeczka, te pola i lasy, ach Mickiewicz się włącza 🙂

Bardzo ciekawa gra bardzo dobrych aktorów, w konwencji nieco teatralnej. No i moralnie poruszono kilka tematów, jak : co robić z życiem, kiedy nie ma się żadnych problemów? Jak wyglada idealna para?

Polecam obejrzeć, bo nie opisałam wszystkiego 🙂

Dobra francuska komedia obyczajowa.

Dodaj komentarz