#78 – Pocztówka z Kalifornii

Po fantastycznym weekendzie przyszedł czas na obowiązki służbowe. Mam dziś trzy spotkania i duuuużo jazdy samochodem. Siedzimy z szefem w korkach i komentujemy, to co widzimy, to co słyszymy, to co przeczytaliśmy. Najcześciej (poza tematem, ktory nas tu sprowadził) rozmawiamy o środowisku i lajfstajlu. Środowisko Z mojej perspektywy okolica Los Angeles cierpi na dwie choroby : brak słodkiej wody i brak prawdziwej komunikacji miejskiej. Sprzeczamy się, ponieważ uwazam, że Kalofornia ma potencjał inwestować w transformację słonej wody w słodką, ale zamiast tego woli inwestowac w reklamy, takie jak ta z autobusu: Brown is a new Green. Czyli oszczędzaj wodę i nie podlewaj trawnika. Nie podoba mi się to pranie mózgu. Skoro ludzie osiedlają się na tych ponoć naturalnie pustynnych terenach, to moim zdaniem dobrze jest pójść do końca transformacji i zazielenić te obszary, zeby ochronić je przed erozją. *** Korki. To słowo nabiera tutaj nowego znaczenia. Na wielopasmowej autostradzie jest specjalna linia, carpool, zarezerwowana dla pojazdów w ktorych jest wiecej niż jeden pasażer. Czujemy się jak VIP, minamy masę samochodów (65 mil korków), patrzę przez okno, naprawdę po prawej stronie znakomita większość podróżuje samotnie. Dochodzimy do wniosku, że może i świadomość mieszkańców się powoli zmienia, ale żeby zainwestować w infrastrukturę, trzeba poparcia polityków. A żeby politycy mogli mieć wpływ, muszą być w rządzie, musza zostać wybrani, a żeby zostać wybrani, muszą mieć poparcie, widocznie łatwiej jest zostać wybranym, kiedy obieca się nowy pas na autostradzie niż prace, ktore rozkopią miasto przez 4 lata. Poza tym jestem niesprawiedliwa, w LA jest i metro, są i autobusy. Tylko ze w ilości niewystarczające j na potrzeby metropolii. *** Life-style Przyznam, że jestem pełna podziwu dla wszystkich tych młodych i mniej młodych ludzi. Obowiązują tu niesamowicie ciężkie niepisane zasady, z całym tym życiem na pokaz, byciem zdrowym i fit, z tą niby modą na niby akceptację, z tym entuzjazmem zawsze i wszędzie. W moim przekonaniu : wielkie brawa dla tych, ktorzy się wkroili w ten mundurek i w te ramki, ba nawet uczynili z nich naturalny ekosystem. Myślę, że to wymaga bardzo dużo silnej woli i za to was, Mieszkańcy Los Angeles grater area, szczerze podziwiam. Poza tym fascynuje mnie wasza zdolność do podejmowania inicjatyw. A to mieszkańcy dzielnicy zawiązują stowarzyszenie, stawiają drewniane skrzynki, sadzą kwiatki i zbierają środki na opłacenie bezrobotnego lub bezdomnego, ktory by te skrzynki pielęgnował. A to otwiera się pijalnia oranżady. Halo. Sklep tylko z woda sodową. I ludzi w środku multum. Bardzo mi się podoba wasza energia, ochota i motywacja. Wszystko jest możliwe. *** Z rzeczy ktore mnie dzisiaj zaskoczyły : przyjechaliśmy na spotkanie trochę za wcześnie, poszliśmy na kawę, okazało się że Sturbucks był w mini markecie. Przy kasach cała półka „kart przedpłaconych”. Czyli że jak? Wolisz komuś podarować kartę na 15$ do Starbucks’a zamiast po prostu dać mu kopertę? Plastykowa karta, przyklejona do kartonika, płacisz za nią i jeszcze otrzymujesz rachunek. Jak dla mnie : zdecydowanie głupi pomysł. Odebraliśmy kolegę z lotniska, jedziemy na plażę. Mam czarne szpilki i jedwabna sukienkę z długimi rękawami. Po prostu strój jak najbardziej na miejscu 🙂

PS. To juz kolejna pocztowka z tego miejsca 🙂

Dodaj komentarz