#100 – Zachód

Spędziłam weekend w Carlsbad, CA.

Słońce, ocean, plaza. Siedzialam dzisiaj na stopniach domu za kilka milionow dolarow czekajac na odplyw, widzialam najprawdziwsza, wolna foke, pluskajaca sie wsrod fal…

I przepłakałam całą sobotę i pol niedzieli.
Dlaczego? Przeciez nikt z moich bliskich nie ucierpiał fizycznie.

Mieszkam we Francji od kilkunastu lat. Kiedy tu przyjechałam, musiałam jeszcze starać się o carte de sejour. Musiałam poddać się testowi na HIV i inne egzotyczne choroby. Musiałam stać w kolejkach w prefekturze i znosić upokarzające traktowanie ze strony francuskich urzędników. Gdy moja karta wygasła, przez 4 miesiące byłam tu bez ważnego  numeru Securite Sociale, Irenka nie miała jeszcze roczku a każda mama we Francji wie, jak ważna jest zielona karta, gdy chodzimy z maluchami po lekarzach.

Nauczyłam się francuskiego, dostosowałam się do tutejszych zwyczajów, zdobyłam tutejsze dyplomy. Czuję się częścią francuskiego społeczeństwa. Społeczeństwa, ktore im lepiej rozumiem, tym mniej podzielam wartości. Liberté, égalité, fraternité ?

O, jakże puste jest słowo „równość”.
Kiedy mieszka się na osiedlu, gdzie kobiety noszą burki, a mężczyźni djellaba, kiedy język francuski jest bezlitośnie kaleczony, trudno jest mieć ambicje, cele i widzieć przyszłość w ten sam sposob, jaki mają szanse mieszkańcy pięknych dzielnic. Tam rosną setki dzieciaków, dla których konflikt jest jedynym sposobem zabłyśnięcia, da im 5 minut chwały. Tam rosną dziewczynki, ktore się bije i którym wyrywa się zabawki z rąk, by dać je chłopcom. Tam rosną dzieciaki, ktore uczą się, że bezczelność, ordynarny i chamski język są bronią, ktorą można skaleczyć „przeciwnika”. Waziniktamer.
Moja córka wrocila kiedyś ze szkoły, z notatką „Irene była świadkiem szokującego zachowania, może o tym opowiadać, ale zapewniamy, że wszystko jest pod kontrolą”. Okazało się, że w stołówce szkolnej, do której dojeżdżała szkoła, do dzielnicy Tonkin, jest dużo dzieci „z problemami”, z rodzin objetych programem integracji itp  i właśnie jeden z takich chłopców zbluzgał kilka dziewczynek, wyzwał je od kurew i zapowiedział ze „wazijeweniketamere”.

Dlaczego takie osiedla istnieją? Dlaczego kiedy ludziom zaczyna sie powodzic, nie wyprowadzaja sie gdzie indziej ? Bo ludzie, ktorzy tam mieszkają zbudowali przez lata poczucie solidarności, „jestemy w jednej łajbie”, w kupie raźniej, wspomagaja sie wzajemnie, sa u siebie. A kiedy przekraczaja pierscien autostrady i wchodza intramuros sa traktowani jako obcy. Bo nie mowia po francusku, tylko w jakims pseudopodmiejskim narzeczem. Bo nie potrafia zadbac o tramwaj, ktory dowozi ich do centrum, po kilku miesiacach jest juz zdemolowany, opluty, podpalony. Bo przeieszczaja sie jak zwierzeta, zawsze w licznej bandzie.

Są wokół Lyonu dzielnice gdzie ani policja ani lekarze ani strażacy ani nawet pracownicy socjalni nie chcą wchodzić. I ja ich rozumiem. Dlaczego ludzie, którym płaci państwo za ratowanie i chronienie życia mają dawać się obrzucać kamieniami i wyzwiskami kiedy wykonują swoją pracę?

Dziś do Europy przybywają setki tysięcy ludzi szukający azylu. Ale czy tylko azylu? Co to w ogóle znaczy?

Czy szukają schronienia przed wojną, po zakończeniu której wrócą do swojej ojczyzny? Czy chcą osiedlić się tutaj na stałe? Jak byc pewnym, że oni będą chcieli uczyć się języka francuskiego, dostosować się do francuskiego trybu życia – na przykład kobiety : chodzić do pracy? W ogóle : pracować, płacić podatki, liczyć dni urlopu, pomagać dzieciom w lekcjach?

Z tego co widzę, części się to udaje. Zawsze za cenę zrezygnowania – częściowego – z przynależności do Wspólnoty. Cos sie traci, cos sie zyskuje.

Z horrorów ktore czytam w internecie zostały mi w pamięci dwie historie.

Jedna to relacja wolontariuszki ktora pracowała w obozie dla uchodźców w Calais. Gdzie poradziła jednej Somalijce, ktora bała się grasujących po obozie band mężczyzn spać w jednym baraku z inną rodziną Somalijczyków. Nazajutrz okazało się, że została ona zgwałcona przez pijanego męża rodaczki.

Druga, to zdjęcie dziecka, którego trzymały jakieś łapy wystawione przed siatkę drucianą, na przeciwko węgierskiego wojska. Jak, pytam się, można zrobić z dziecka żywą tarczę?

Francja i Europa nie są przygotowane na pomoc humanitarną na taką skalę. Nikomu nie robi sie testów na HIV. Nie daje się kursów języka w obozach. Nie ma jasnej polityki co z tymi Ludźmi zrobić.

Jesli, jak ogłosił prezydent Holland, Francja prowadzi wojnę, to jakie są tego konsekwencje? Czy było jakies głosowanie w sprawie budżetu, żeby przydzielić środki armii, policji, służbom specjalnym, pracownikom społecznym? Nie mam zielonego pojęcia. Prócz tych pustych slow „wojna przeciw terroryzmowi” nie rozumiem czy kraj w którym żyję jest naprawdę w sta ie wojny?

Francja jest w dole, ktory sama sobie wykopała i mam nadzieję, że przestanie kopać dalej.

Jedynym wyjściem dla mnie jest natychmiastowe przywrócenie kontroli na granicach oraz selekcja osob, którym należy się pomoc : kobietom, dzieciom, osobom starszym. I im udzielic pomocy natychmiastowej.

W ogole jedyną nadzieją jest dla mnie Rodzina.

Czlowiek, który ma dla kogo żyć, o kogo dbać, martwić się o kogoś dokonuje wyborów długodystansowych, potrafi wyobrazic sobie przyszłość idealną i do niej dążyć. Boję się, że wsród terrorystów i kamikadze są osoby, ktore straciły właśnie powód do życia.

Boję się, że poprawność polityczna całkowicie padła na rozum większości Francuzom. Plują na policję, obrzucaja wyzwiskami, nie okazują jej szacunku – za to nie daj Boże nazwać Araba Arabem. Od razu przykleja się komus łatkę rasisty ! Statystyki sa bezlitosne: wiekszosc przestepstw we Francji popelniaja „Francuzi na papierze”, ktorzy moze i urodzili sie na francuskie ziemi, ale ktorzy gardza tym krajem.

Nie, nie czuję się we Francji bezpiecznie. Nie czuję się chroniona i nie czuję, żeby Sprawiedliwość wisiała w powietrzu.

Ta ludzka szmata, ktora wzięła udział w piątkowym zamachu była znana policji. Policja 8 razy zrobiła swoją pracę, 8 razy to scierwo zawleczono przed sąd, 8 razy dostało karę w zawiasach.

Nie rozumiem dokąd zmierza Zachód.
Ale…
Nie chcę być częścią tego marszu.

IMG_2550

4 myśli nt. „#100 – Zachód

  1. Tochybaomnie

    Bardzo Ci współczuję, że nie czujesz się bezpieczna. Moja siostra mieszka w Niemczech i z niepokojem obserwuje to, co się dzieje dookoła niej. I ona też czuje się coraz mniej bezpiecznie w kraju, który wybrała, aby żyć, pracować, odprowadzać podatki. Mówi po niemiecku i przestrzega niemieckiego prawa, to oczywiste. Niestety nie tak oczywiste dla wielu imigrantów. To smutne i przerażające.
    W każdym razie łączę się z Tobą w smutku. Trzymaj się.

    Odpowiedz
  2. Kill Bill

    Na Zachodzie panuje tzw. liberalizm i totalne zniewieścienie. Patton kiedyś powiedział „Francuzi użyli tylko środkowej części swojej flagi”. Ja zresztą mam w dupie liberalizm, a już na pewno taki, który oznacza bycie zniewieściałą pipką. Dużo miałem wspólnego z Wietnamczykami i oni są OK, nie lepiej byłoby takich ludzi tu sprowadzać? Całkowicie niesłusznie politycznie muszę stwierdzić, że większość Arabów powinna opuścić Europę, bo to, co mają w dyniach nie pasuje do dzisiejszych stanndardów.

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Ja uważam troszkę inaczej. Każdy, kto chce mieszkać w jakimkolwiek państwie na stałe powinien znać język tego kraju, jego historie i kulturę. Taki egzamin z języka, kultury tzw generalnej i historii powinien byc obowiązkowy dla każdego – każdego imigranta – na początku i po dwóch latach.

      We Francji mamy 10 milionów muzułmanów. Na 60 milionów mieszkańców. Gdzie chcesz ich przesiedlić ?
      Oni są Francuzami.

      Odpowiedz
      1. Kill Bill

        W ogóle to masz rację. Raczej powinienem był napisać, że już nie powinni być tu wpuszczani, bo i tak jest bezrobocie. Jednak naruszyłem moją zasadę milczenia na temat polityki w internecie. Mam takiego bloga, jakiego mam i tego będę się trzymał.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz