#102 – Pocztówka z (mojego) Las Vegas 

To miejsce jest jedyne na świecie w swoim rodzaju.

Przerażające w swoim kontrolowanym braku moralności.
Świątynia plastiku i sztuczności.
A jednak fascynujące.
Już tłumaczę. 

Amerykanie (i masa innych ludzi), na codzień tak pełni szacunku dla reguł codzienności potrzebują widocznie miejsca, gdzie można się spokojnie upić, iść na dyskotekę, zagrać w pokera, iść do striptiz klubu, wynająć prostytutkę a wszystko to bez wyrzutów sumienia, oskarżającego spojrzenia sąsiada i (prawie) bez konsekwencji.

Przegrać trochę, albo wygrać i wydać od razu w luksusowych butikach.

Zapraszam na krótką fotorelację :

 

Las Kaktusowy na drodze z San Diego do Las Vegas

 

Gdzies tam jest ta piekna pustynia, niestety nie dane mi bylo sie zatrzymac…

 

New York, New York – moj ulubiony koncept: naprawde wyglada jak miniaturka NYC i trudno uwierzyc ze to wlasciwie jeden budynek 🙂

Excalibur, ktory uparlismy sie nazywac Kamelotem 🙂 Rewelacyjne, jak w wiekszosci przypadkow,  proporcje sprawiaja wrazenie, ze to naprawde zamek Playmobile 🙂

 

Hotelowe podziemia goszcza mega kasyna. Z daleka wyglada to naprawde slicznie i zapraszajaco…

 

W podziemiach New York, New York znajduje sie prawdziwe miasteczko, z restauracjami, sklepami i salami „koncertowymi”

 

Nie brakuje tu nawet Mostu Bruklinskiego 🙂

 

Inny swiat – The Cosmopolitan (czy pisalam juz ze z jednego kasyna do drugiego kasyna przechodzi sie podziemiami, i ze wiekszość jest polaczona?)

Jest i Paris

 

(ponoc) najslynniejsze: Cesar Palace i Bellagio…

 

Aaa, zapomnialam sie pochwalic, ze zafundowalismy sobie przejazdzke kolejka goorska, taka miniaturka tej z Coney Island

 

Wnetrze piramidy Luxor. Do hotelowych pokoikow wchodzi sie z korytarza, ktory biegnie wokol wcale nie pustego holu piramidy…

 

🙂

 

A okna hotelowych pokoikow wychodza na betonowe „zewnatrz” 🙂

 

Kwintesencja amerykańskich cliché…

 

PS1. Las Vegas znalam dotychczas jedynie z filmu Casino.

PS2. Ciesze sie, ze tu przyjechałam, cieszę sie ze mogłam zobaczyć to na własne oczy, chodzić po tej dzielnicy z szefem, ktory był tu już po raz czwarty i opowiadał ciekawe historie o każdym budynku, fajnie było móc przegrać 5 dolców na automatach, cieszę się, ze moglam rownież być tu „przy okazji” targów, wiec niejako służbowo…

Bo z własnej woli, świadomie i dla „fun-u”, trudno będzie mi tu powrócić.

PS3. Hotele sa naprawde relatywnie niedrogie. My za pobyt w the Linq zaplacilismy po okolo 50$ za noc.

Jedna myśl nt. „#102 – Pocztówka z (mojego) Las Vegas 

  1. Pingback: #29 -Viva Las Vegas - Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz