Me and Earl and the Dying Girl

W reżyserii Alfonso Gomez-Rejon.

Na początku dużo się uśmiechałam. Ujęło mnie, od początku, wszystko. Wpadłam w tem film, jak się wpada w dołek, wyrzeźbiony w piasku przy brzegu przez fale oceanu w czasie odpływu: bez ostrzeżenia, bez podejrzeń, że tam jest, spontanicznie i z humorem.

Pod koniec już nawet nie kryłam się ze łzami, ciekły mi po policzkach, rozmazując makijaż, na szczęście w środku lotu nikt mi w oczy nie zaglądał.

Mama pewnego nastolatka prosi go, by dotrzymał towarzystwa córce sąsiadki, u której wykryto białaczkę. Oboje są zażenowani, oboje nie chcą się spotykać. Ale on zaczyna do niej przychodzić. Codziennie. Powoli zaczyna się ta „przyjaźń bez przyszłości”. Nie, nie, nie opowiem tej historii, powiem tylko, że jest zabawna, wzruszająca, rozczulająca i nie, nie smutna.

No i swietnie zagrana!

 

Film wygral nagrone na 2015 Sundance Film Festival  (U.S. Grand Jury Prize: Dramatic and the Audience Award for U.S. Drama at the festival).

Kliknij tutaj zeby zobaczyc trailer.
Poza tym bardzo miłe zaskoczyło mnie wprowadzenie prawdziwej animacji („figurek”) i stop-motion do filmu. 

Polecam !

PS. Pogrzebalam trche w internecie i znalazlam kilka ciekawych faktow:
* sceny w domu Grega (glownego bohatera) byly krecone w domu rodzinnym autora opowiadania, na podstwie ktorego zrobiono film
* Czesc scen byla krecona w dzielnicy Pittsburgha, Polish Hills (Polskie Wzgorza), dzielnicy, ktorej mieszkancy zalozyli blog 

2 myśli nt. „Me and Earl and the Dying Girl

Dodaj komentarz