Fight Club

Ostatnia sytuacja z moim dzieckiem zakonczyla sie dla mnie nastepujaca lekcja (ktora zrozumialam, dzieki rozmowom z trzema Madrymi Kobietami):
Moja Corka i ja, zyjemy w dwoch roznych swiatach.
Mnie zycie we Francji nauczylo walki. O wszystko. O szacunek. O zrozumienie. O prace. O papiery, szkole, kredyt w banku na mieszkanie.

Staczam tez codzienna walke z wlasnym lenistwem, balaganiarstwem, rozrzutnoscia, napadami gniewu, smutku, ochota rzucenia wszystkiego i ucieczka od problemow, w dowolne miejsce na Ziemi i rozpoczeciem wszystkiego od nowa.
Wstaje rano i w lazienkowym lusterku pozdrawiam wojowniczke (z czego jestem po czesci dumna, a po czesci nie).

Moja Corka zyje w innym swiecie. Zyje radosciami i beztroskami, ktorych zrodel nie zawsze pojmuje (poza Radoscia Zycia, ktora owszem, rozpoznaje i pomagam jej pielegnowac).
Ma ona pewnego rodzaju pokraczne szczescie, ze obie jej Patchworkowe rodziny kochaja ja do szalenstwa, i, przyznaje, ja rozpieszczamy. Wystarczy, ze sformuuje zyczenie i zakonczy je magicznym slowem „prosze” i albo ja albo jej ojciec rzucamy sie by je spelnic.
Ona pewnie zaprzeczylaby, ale tak naprawde na bardzo wiele jej pozwalamy (w porownaniu z dziecmi znajomych).
Z drugiej strony, kiedy nie widze jej przez tydzien, bardzo za nia tesknie, naprawde mam ochote spedzic z nia milo czas, mam ochote rozpieszczac ja jeszcze bardziej i „produkowac” mile wspomnienia…

Ma problemy wieku nastoletniego, o ktorych prawdopodobnie zapomnialam, a moze nigdy ich nie mialam ? „Bo Juliette sie krzywo na mnie spojrzala, Lisa nie czekala na mnie przed szkola, ta mnie obmawia a ta nie rozmawiala ze mna na przerwie”.

Ma problemy o ktorych nie mam zielonego pojecia. First World Problems. Czasem mam wrazenie, ze – w przerysowanym stopniu – mam w domu epizody Bevery Hills 90210. „Moje kolezanki uwielbiaja moje Gazelle (adidasy)”, dzieki mamo, ze mi je kupilas – oznajmilo kiedys moje dziecko po powrocie ze szkoly, zaraz po dzien dobry.

Przestaje mnie dziwic fakt, ze ona nie ma motywacji ani ochoty zeby o cokolwiek powalczyc.

No dobrze, to zrozumialam dopiero dzisiaj.
Co dalej ?

Po pierwsze, chce zapanowac nad moimi napadami gniewu, rozpoznac kiedy sie zblizajac i zastosowac dywersje. Chce unikac sytuacji, kiedy wylewa sie ze mnie zawod, ze „skoro masz wszytko, by cos osiagnac, dlaczego z tego nie korzystasz?” albo „jak mozesz mi to robic, przynosic zero z francuskiego” ?
Po drugie, od dzisiaj cwicze sie w trudnej sztuce traktowania wlasnego Dziecka jako Osoby Niezaleznej. Jak

To dla mnie bardzo trudne, zwyczajnie nie wiem, jak sie za to zabrac.
Ale znajde sposob. A czas pokaze, jakie beda tego efekty.

 

4 myśli nt. „Fight Club

        1. babajoga Autor wpisu

          Ale kraczesz… Nad wszystkim da sie popracować. Tak jak pracuję aktualnie nad zamianą wiszącego kawałka skory, wiesz, tam gdzie powinien być triceps, tak pracuję nad moim charakterem. Jakoś idzie, krok do przodu, stopka w tył, ale się posuwam do przodu…

          Odpowiedz

Dodaj komentarz