Emigracyjna Historia Alternatywna

„Those who cannot remember the past are condemned to repeat it”.

Google podaje, ze autorem aforyzmu jest George Santayana, no proszę, ja zawsze myślałam ze to był Karl Marx.

Mniejsza o to.

Znacie takie historie ?

Wujek, tata koleżanki, sąsiad – wyjechał z Polski. Kierunek : Zachód. Niemcy, Holandia, rzadziej Anglia czy Francja.
Za chlebem ? Niekoniecznie. Często słyszę, ze “o prace w Polsce tez nie było trudno, ale ile się człowiek namęczył, a zarabiał marne grosze”. Jakieś umowy o prace z tego okresu ? Nie, no co ty, Agnieszko, umowa o pracę ? To wszystko przecież na czarno było.

Pracował na budowach. Przy zwierzętach. Jako „pomoc w gospodarstwie”. Przy zbiorach. Raz usłyszałam „widąż”. Że co ? a, „vendange” (winobranie).
Czasem wynajmuje mieszkanie (rarrisime: żeby wynająć mieszkanie, trzeba mieć jakiś papier) . Często kolokacja, u znajomych co papiery mają, ale jeszcze częściej u „szefa”. W pokoju, komórce czy stodole.

Czasem kolega nakręci robotę. Wiesz, część pieniędzy wysyłałem do Polski, bratu, siostrze, żonie, dzieciom. Część szła na „życie”. Życie to często alkohol.

Coraz mniej kontaktów z Polską. Żona – zdradziła. Matka – umarła. A co mówisz, gdy dzwonisz do Polski? Pada pytanie od Pracownika Społecznego. Aaaa, to pracuję na budowie i śpię w Formula1.

Wstyd.

I strach. Że kłamstewko wyjdzie na wierzch.

Do Francji przyjechał łukiem. Z Holandii go deportowano zanim Polska weszła do Unii. Wyjechał do Niemiec. Do Belgii. Do Włoch, tam spędził kilka lat pracując na czarno. Młody był. Po pracy na plażę. Imprezki. Wino, śpiew, czasem kobiety.

Kradł. Wstyd się, Agnieszka, przyznać, po parkingach z samochodów.

Zaciągnął się do wojska, wówczas jeszcze legia cudzoziemska, zdezerterował.

Wypadek.
Pobicie. Kradzież lub zguba dokumentów. Za pijaństwo „szef” go wyrzuca na ulice. Albo „z kolegami pojechałem na Lazurowe wybrzeże. Nie dojechałem”.

Życie na ulicy na początku nie jest proste. Zresztą, nigdy nie jest. Jak się schowa dumę do kieszeni to żebranie pod Casino też jest fajrantem. Pilnuje się miejsca. Stałe dochody? „ Co ty, mam iść do kierownika po zaświadczenie, ze codziennie punktualnie siadam przed wejściem ?”.

Latem są parki i parkingi. Z parków wyrzucają, z parkingów wyrzucają. Pod kościołem też trzeba walczyć o miejsce, bo konkurencja spora.

Wstyd.

Klin klinem. Na wstyd najlepsze znieczulenie. Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie.
Jak jest alkohol to są i koledzy. Wesoło jest. Znośnie.

Mowie ci Agnieszka, co ja kurwa mam robić tu w ośrodku? Od rana do wieczora patrzeć na te mordy ? Z idiotami się zadawać?

To, kiedy jest już w ośrodku.

Do ośrodka trafia się kilkostopniowo. Jeździ po mieście brygada, zatrzyma się porozmawia jak z człowiekiem, zawozi „na prysznic” raz w tygodniu, do lekarza na badanie, żeby się z tego jakaś choroba infekcyjna nie rozwinęła. Wskazuje, skąd wziąć cieple ubrania zimą, rozdaje butelki wody w ciągu upałów. Przekonuje, ze życie na ulicy nie jest planem na życie. Że jest alternatywa.

Ale przecież ja o nic nie proszę.

Fakt. W oczach Pracowników Społecznych Polacy są naprawdę miłymi ludźmi, mało z nimi problemów, no chyba ze po pijaku agresor się włącza, robią się nieobliczalni. O nic nie proszą, za wszystko dziękują. Nie chcą być ciężarem. Maja swoja dumę i „dżentelmeński gest”. Pamiętacie, pisałam, ze kiedyś przywitano mnie czekolada. „Niekradziona, niewyjęta ze śmietnika. Kupiona za wyżebrane pieniądze”.

Po kilku sezonach na ulicy trafia się jednak do pierwszego ośrodka. Nazywa się go „bez progu tolerancji”. Przyjmuje się wszystkich, na noc. W dzień trzeba wyjść z osrodka (nie ma funduszy na etaty edukatorów i Pracowników Społecznych). Później zaczynają się przebłyski z innego, znajomego świata: na noc nie ma walki o miejsce w ciepłym rogu przy śmietniku. Fajnie byłoby mieć takie miejsce na dłużej.

Świetnie, zwalnia się właśnie lóżko w pokoju w innym ośrodku. Tu panują jednak reguły.

Pierdolić reguły. Na czapce napisane mam ”freedom” czy nie mam napisane?. Wiesz, co to znaczy freedom, Agnieszka ?

Po kilku miesiącach rozmów z pracownikami społecznymi zaczyna zgadzać się na reguły. Lub po pobycie w szpitalu. Po operacji.

Łóżko jest, ale w pokoju śpię z czterema debilami.

Ale to nie jest Twój dom, pamiętasz? Tu możesz zostać tak długo, aż zachce Ci się wrócić do aktywnego świata. Do Systemu. Stałe źródło dochodów. Udokumentowane. Zdolność pobierania jakiejś emerytury lub renty. Zdolność finansowania mieszkania itp.

Właściwie. Od kiedy śpię w łóżku, jem przy stole a nie na ulicy, tak mam ochotę mieć mieszkanie. Tylko z czego ja je zapłacę?

Popracowałbym. Posklejał koperty. Ale nie mam papierów.

Istnieją sposoby. Chcesz? Pomożemy Ci. Trzeba złożyć dossier…

Ale ja przecież nie mam paszportu. Zgubiłem. Ukradli.

Boję się iść do konsulatu, bo nie zapłaciłem za „paszport zjazdowy” 50 euro. Mam długi. W Polsce ścigają mnie za alimenty, od lat 90’…

Konsulat. W konsulacie pracują mile panie, tłumaczą Pracownikom Społecznym co i jak.ZUS w Polsce. W ZUSie, jak już się dodzwonimy, pewnie też okaże się, ze pracują mili ludzie.

Podatnika polskiego będzie taniej kosztowało wypłacenie 100 euro miesięcznie „emerytury” , niż sciąganie delikwenta z powrotem do Polski. Resztę „uzupełni” podatnik francuski.

Sytuacja zostanie „uregulowana”, otrzyma numer Securite Social a to już przepustka do legalnej pracy.

Kolejne kilkanaście miesięcy i zwolni się mieszkanie socjalne. Takie na stałe.

Dom ?

***

Nie jestem pracownikiem socjalnym. Nie łamie tajemnicy służbowej, nie zdradzam żadnych detali. Po prostu wolę to z siebie ewakuować. Z apelem.

Bezdomni, których mijamy z rożnymi minami, są bardzo wrażliwymi ludźmi . W głębi serca – również bardzo dobrymi ludźmi . Słabymi, naiwnymi i dobrymi ludźmi . Pracowali, bo myśleli, ze „szefowie zapłacą”. Kradli, nie dlatego by mieć nowego Samsunga, ale po to by się napić. Myśleli, że pokombinują lepiej niż sąsiad, co to chodzi codziennie do pracy, ma „nudne życie” i nie jest wolny. Lepiej przecież żyć z dnia na dzień, być wolnym. Ach, wolność.

Myśleli, ze jak już wrócą do kraju, to dopiero pokażą. Przekombinowali.

Mam ochotę wytłumaczyć sąsiadce, ze nie ma sensu patrzeć na nich z pogarda. Z wyższością. Z zniecierpliwieniem, odraza itp. Tylko ona mnie unika, i odwraca głowę, kiedy przechodzę obok, mówiąc dzień dobry

Nie ma również sensu patrzeć na nich ze zbytnim rozczuleniem i litością. Chcesz pomóc ?

Dajesz jurka do ręki. Ty jego nieobecności w portfelu nawet nie zauważysz, jemu dorzucisz na wino, będzie zadowolony a i Twoje sumienie ugładzone.

Moim zdaniem to nie jest najlepszy pomysł.

Naprawdę, chcesz pomóc ? Nie rob tego sam, kowboju.

Tym ludziom lepiej przyda się zorganizowana, zinstytucjonalizowana pomoc.

Rozejrzyj się, czy nie ma wokół jakiegoś stowarzyszenia. Warto może zapytać, czego im potrzeba? Pieniędzy (już lepiej wpłać im to 10 euro) a może wolontariuszy ?

Może lepiej zadzwonić czasem do stowarzyszenia z informacja, ze na ulicy pojawił się „nowy”. Odprowadzić czasem stałego bywalca ulicy do stowarzyszenia. Kupić kawę i porozmawiać o pogodzie. O marzeniach. O czymkolwiek.

Tylko traktowanie drugiego człowieka z godnością i szacunkiem sprawi, ze powróci im wiara we własne człowieczeństwo.

Zastanawiam się, czy jeśli gdzieś na ich ścieżce znalazłaby się odrobina podziwu, którego przecież każdy potrzebuje, odrobina życzliwości i zrozumienia, mniej pogardy, czy nie znaleźliby legalnej pracy, nie wyszliby z tej degradującej matni życia na marginesie a ich życie nie potoczyłoby się zupełnie innym kręgiem?
Czy może to być dla nas, emigrantów, którym się udało inaczej, lekcja tolerancji, zrozumienia i akceptacji … na przyszłość ?

PS. Pracownicy Społeczni, których dane mi było poznać przez te kilka miesięcy są niesamowitymi ludźmi. Ciepłymi, mądrymi, cierpliwymi i inteligentnymi ludźmi, którzy potrafią z każdym znaleźć wspólny język i pomagają mniejszym braciom odzyskać godność. Tacy herosi bez etosu. Jestem pełna podziwu. Spotkałam niedawno w ośrodku pewnego pana – buzia uśmiechnęła mi się od ucha do ucha. Ostatnio widziałam pod kościołem, pijanego, brudnego, chorego na różne choroby związane z brudem, śliniącego się „dziada”. Teraz patrzyły na mnie podchmielone, ale przytomne niebieskie oczy c z ł o w i e k a, który ma plany.
I za to, Panowie i Panie Pracownicy Socjalni, wielkie brawa.

PS. Wiecej w tym temacie : Cos od siebie dla kogos po nic .

5 myśli nt. „Emigracyjna Historia Alternatywna

  1. 5000lib

    Jest taki wierz Leśmiana, „Szli tędy ludzie”, który mi się skojarzył. Momentalnie. Ale wracając do życia,a nie deliberując o poezji, uważam, że każdy ma prawo do błędu, każda osoba ma prawo do uzyskania drugiej szansy niezależnie od tego co zrobiła, albo co zaniechała. Bohaterstwo nie dzieje się w blasku fleszy. Ono dzieje się w ciszy. Ktoś kiedyś powiedział, nie pamiętam ani, kto, ani dokładnego brzmienia cytatu: parafrazując chodzi o to, żeby widzieć w ludziach nie tylko to jakimi ich spostrzegamy, ale ich przyszłe możliwości. Pięknie, ładnie, świetnie. Tylko haczyk tkwi w tym, żeby zrobić, a nie tylko pięknie mówić.(Nie, nie wskazuje tu nikogo palcem)Chodzi np o to (chociaż nie tylko o to) bym np ja nie odwróciła się np w korzystając ze wspólnych środków transportu miejskiego, i nie przechodziła na „drugi koniec autobusu) bo ktoś po prostu, zwyczajnie śmierdzi. Dzięki za ten wpis. Pozdrawiam,

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Ładnie ujęte, „przyszłe możliwości”. Masz rację, łatwiej mowić, trudniej robić.
      Ale warto chociaż, bez wielkich czynów, zobaczyć w nich po prostu człowieka.
      Natura daje nam przecież bonus – łatwiej nam zdobyć się na takie gesty z nieznajomymi 😉

      Odpowiedz
      1. 5000lib

        Myślę, że od małych gestów się zaczyna, dziecko też przecież od razu nie chodzi, a chodzenie to naturalny proces dla większości ludzi. Myślisz, że łatwiej jest wobec obcych? Ja nie jestem tego aż taka pewna. Bo to chyba zależy, trudniej jest zmieniać się wraz z Rodziną, która nas nie wspiera, albo chociażby obcujemy z nią codziennie. Z drugiej, wobec obcych ludzi, nie czujemy/ albo lepiej nie musimy się czuć zobowiązani/ _zane

        Odpowiedz
  2. la fourchettee

    Bardzo piękny i wzruszający wpis, przede wszystkim zaś pełen ciepła i życzliwości. Tego nam brakuje najbardziej, dziękuję 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz