Pocztówka z Paryża

W piątek po południu dzieci wrocily ze szkoły, mialy 30 minut na spakowanie mini-walizki i ruszylismy na weekend.

Z szarlotki zrobila sie tarte tatin

 
Na Święta Bożego Narodzenia otrzymaliśmy prezent od Teściów : bilety na przedstawienie hippiczno akrobatyczne, Ikar i Pegaz  . Cyrk jeździ z tym po całej Francji, ale akurat kiedy przedstawienia są zaprogramowane niedaleko nas (Saint Etienne), nie mamy wolnego weekendu z dziećmi.

Zatem, aby sprawić Teściowej przyjemność, proponujemy ze możemy jechać do Paryża.

Powiem Wam, ze jechać z Lyonu do Paryża na spektakl w cyrku, to obiektywnie mówiąc lekka przesada.

Odkąd dziewczyny skończyły 12 lat podróżowanie z nimi jest co prawda ciekawsze w sensie interakcji – mają śmieszne reakcje i komentują jakby były dorosłymi – ale stało się również dużo droższe.

W hotelu płacimy często jak za 4 dorosłe osoby (a nie, jak dotąd za dwie), bilety na pociąg lub samolot są praktycznie w tej samej cenie, nie mówiąc już o tym, ze menu bambino w restauracjach też kończy się zazwyczaj na magicznej dwunastce. … A podróż, hotel i restauracja są, z budżetowego punktu widzenia, najcięższymi pozycjami. Po uważnym studiowaniu ofert z Airbnb i w hotelach, okazało się, ze najtaniej (sic) i najprościej będzie skorzystać z Novotelu przy Gare de Lyon. (Podpowiedz: Novotel, jak większość hoteli biznesowych, oferuje znaczne zniżki w ciągu weekendów. Nawet dla dzieci powyżej 12 roku życia 🙂 No i śniadania są najczęściej wliczone w cenę noclegu).

(Ciekawe, jak to wytłumaczyć Teściom oraz wszystkim innym osobom, które robią nam „niespodzianki” w postaci biletów na spektakle. Takie prezenty są fajne, jeśli się o nie poprosi: na przykład marzę o spektaklu w operze berlińskiej lub wiedeńskiej. Dlaczego, o dlaczego, nie można mi zaoferować biletu na taką imprezę, skoro podróż i zakwaterowanie i tak organizuje sobie sama?…)

Na szczęście Patchworki zgodziły się, bez szemrania, na wycieczkę do Luwru.

 W deszczu maszerowaliśmy z hotelu (przy Gare de Lyon) , przez Place de la Bastille, z hakiem na Notre Dame, przez Place de Vosges i Marais do Luwru. Schowaliśmy się w lokalu, ktory spełnia moje oczekiwania na paryską kawiarenkę, (Nemour), na przegryzkę i grę w karty.

Wypoczęci ruszyliśmy do Luwru.
W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję.

Dla mnie Luwr jest jednym z największych muzeum świata.
Wiecie, wychowałam się na łódzkiej Retkini, 12 lat miałam w roku 1989. O Luwrze i możliwości odwiedzenia Luwru sobie wowczas marzyłam, bo to reprezentowało cały ten Wielki Świat, który był mi obcy jeszcze do roku 1994. Zostal mi w spadku po tym okresie, może przesadny, szacunek do takich miejsc.

Moje dziecko żyje w rzeczywistości, gdzie wycieczka do Luwru jest j e d n ą  z atrakcji.
W ogóle, wykurzyłam się dwa tygodnie temu, bo Irka miała wytłumaczyć w szkole różnicę, miedzy rasizmem i dyskryminacją. Oczywiście olała a sprawę, nie chciało jej się pomyśleć i opowiadała mi bzdury na odczepne. Irko, pytam, nigdy nie spotkałaś się z dyskryminacja w swoim 12-to letnim życiu? Nie.
To dziecko albo żyje pod kloszem, albo naprawdę wiedzie egzystencje, gdzie głównym problemem są rozwiedzeni rodzice.

Przecież chcemy dla naszych dzieci tego, co najlepsze, chcemy je chronić. Dlaczego wiec dziwię się, że ma ona zupełnie inny system wartości ?

W Luwrze wynajęliśmy „przewodniki” czyli konsole Nintendo 3D. Dziewczyny były wniebowzięte. Zaczęliśmy od wystawy tymczasowej, ktora miala obrazować powstawanie mitow. Od Herkulesa do Dark Vadora.
Wokoł chodziły rodziny z małymi dziecmi, i te dzieci tak grzecznie słuchaly rodzicow, gdy ci tłumaczyli im rozne ciekawostki. Nasze dziewczyny mialy w nosie moje tłumaczenia. Znow przez kilka minut bylo mi przykro, ale uswiadomilam sobie,że nie bylo wokol nas żadnej rodziny z nastolatkami. I przypomnialo mi sie, że kiedys też sobie chadzałysmy po wystawach za raczke… Postanowiłam puscic wolno te moje wyobrażenia o „wspólnym zwiedzaniu Luwru” i… zrobilo sie miło.


A później zwiedziliśmy skrzydło z moją ulubioną Ecole du Nord.


Dziewczyny biegały po salach w poszukiwaniu obrazów omawianych na konsoli, aż padły


i Irenka zaproponowała: a może przejdziemy do konkretów i obejrzymy Mona Lisę ? Następne 2o minut gubiliśmy się w różnych salach, by przebic sie do skrzydla ze sztuka wloska i stanąć w grupce turystów, którzy jak ja, mają zakodowany szacunek dla Dzieł Sztuki, ba, nawet sobie naboznie z obrazem robili selfie.

Skończyliśmy wizytę po szóstej (dzieki mama, fajnie bylo) i ruszyliśmy do cyrku na wspomniany wyżej spektakl.

Trzeba naprawdę lubić konie… Nie cierpię cyrku ze zwierzętami; konie, psy, małpy, cokolwiek. Istnieje duża różnica miedzy takim przedstawieniem w haras (stadninie koni) – gdzie konie mają pastwiska po których hasają caly dzien, wybieg na ktorym odbywa sie przedstawienie jest przestoronny,  a przedstawienia są organizowane, by pomoc finansowo stadninie a cyrkowa arena
Ale przyznam, ze akrobaci byli naprawdę świetni, organizacja też przyzwoita a obsługa, jak na francuskie standardy nawet przyjemna.

Wróciliśmy do hotelu około północy a dziewczyny poszły na basen (z którego wyciągnęliśmy je o pierwszej nad ranem).

W niedziele wstaliśmy późno (nie było Peppera, który skakałby nam po łóżku o świcie) i przybyliśmy dopiero w południe do Musee de Quai Branly (uwaga na wymowę :))

Jest to z mojego punktu widzenia moja paryska perelka. Muzeum miesci się o kilka krokow od wiezy Eiffla, jest czyste, prawie puste, estetyczne i naprawdę ciekawe. Jest to muzeum Sztuki Prymitywnej, wystawy podzielone sa na 4 czesci (4 kontynenty) .Mnie najbardziej interesuje dziś Oceania:-)

Papeete, Tahiti

Dzieci znow otrzymaly przy wejściu tableta i wlasciwie na tym zakonczyly się ich interakcje z nami.

Biegały po całym muzeum, szukając przeróżnych obiektow, sluchaly z uwaga opowieści i przekazywaly „maluchom”. Spotkaliśmy się tam ze Szwagrem (ze Szwagierka z wzajemnością się nie lubimy więc dyplomatycznie po prostu nie przyszła) i jego małymi dziećmi. Dziewczyny zajęły się maluchami i wszyscy, duzi i mali, spędziliśmy bardzo przyjemne popołudnie.

Wróciliśmy do Lyonu koło 19h,

lekcje odrobiliśmy w pociągu i w sumie weekend zaliczam do udanych.

(Nawet jeśli głównym motywatorem był cyrk;-))

Jedna myśl nt. „Pocztówka z Paryża

  1. Pingback: Podsumowanie Roku 2016 | Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz