Ćwiczenia szczęścia #2

Na życzenie Ann oraz „To chyba o mnie”, oto proszę kolejne „ćwiczenia szczęścia” przedstawione w programie J’ai décidé d’être heureux o którym pisałam wcześniej, (wczoraj )tu.

Drugim ćwiczeniem jest „rodzynek” . Czyli ćwiczenie na „Uważność”. Mindfulness.

Odnajdujemy 6 kandydatów, Uczniów Życia Szczęśliwego,  w ogrodzie.

Trenerka powiedziała, że jednym z częstych  błędów, jakie popełniamy, jest chęć „zaoszczędzenia czasu” i obawa, ze „biorąc czas” (po francusku prendre son temps) go trwonimy. Tymczasem ważne jest by potrafić  się zatrzymać, wyłączyć autopilota, włączyć zmysły i odkryć na nowo powonienie, smak, dotyk, słuch a także nauczyć się spojrzeć na coś, co dobrze znamy ( rodzynka lub… partnera…:)) , jakbyśmy zobaczyli to po raz pierwszy.

Rozdała każdemu po rodzynku, poprosiła, by opisali to co widzą, odczuwają, by podzielili się z grupa swoimi spostrzeżeniami.
Później, na osobności, Uczniowie Życia  Szczęśliwego komentowali przeżyte  ćwiczenia bardziej osobiście.

„Gdyby poprosiła nas o analizowanie czegoś większego wyglądalibyśmy mniej kompromitująco ? a tak ? tracę czas analizując rodzynka”

„To było raczej zabawne, ale nie widzę gdzie to ćwiczenie mogłoby nas zaprowadzić”.

„Włączmy kolejny zmysł i posłuchajmy co rodzynek ma nam do powiedzenia”, mówi trenerka. „Milczy”, odpowiada kpiąco jeden z uczestników

„Podobało mi się to ćwiczenie. Zrozumiałem, że należę do tej części ludzkości, która nie żyje w czasie teraźniejszym. Cały czas myślę o przeszłości i o tym, jak to będzie w przyszłości. Mam nadzieję, że praca nad tym pomoże mi uniknąć negacji teraźniejszości”.

To może być”analizowanie” lub kontemplacja czegoś zupełnie innego: karmienie dziecka butelką, stanie w korku czy robienie zakupów. Po prostu – by z uwagą przeżyć chwile.

Zainteresowanych tym ćwiczeniem zapraszam do lektury następujących trzech stron:

http://coaching.focus.pl/zycie/nie-przegap-zycia-141

http://joga-abc.pl/mindfulness-mbsr/

http://simplicite.pl/jak-praktykowac-uwaznosc-na-co-dzien/

***

Trzecim ćwiczeniem szczęścia jest gimnastyka zwierzątek albo coś o spojrzeniu otoczenia.

Ruch jest kolejnym bardzo ważnym czynnikiem szczęścia. Sport, Endorfiny, te sprawy, setki blogów o tym napisano. Ale jest jeszcze coś: spojrzenie otoczenia to główna przeszkoda na drodze naszego szczęścia.

Zdarza Wam się iść na siłownię i czuć się głupio ? bo nie wiem, jak działa maszyna ? bo wyglądam grubo w tej koszulce na ramiączka? Albo jakiś guru pozwoli sobie na – nawet i prawdziwa ale za to niepotrzebnie złośliwą – uwagę, ze oto siłownia zapełnia się Noworocznymi Postanowieniami ale już koło lutego znowu robi się normalnie ? No i co z tego ?

Co ludzie powiedzą ? Z tym, co o nas powiedzą ludzie borykamy się od dziecka. Nie mam zielonego pojęcia skąd się to bierze. To znaczy mam, bo sama mimowolnie trułam Irce: „uczesz się, jak ty wyglądasz !”. Ale też mam wśród sąsiadów niewdzięczną rolę ekstrawaganckiej Polki (kuma się z pijakami spod kościoła, chodzi bez makijażu i w piżamie z pieskiem po ulicy, na wewnętrznym dziedzińcu siedzi na przytarganej z domu podusi, pije yerba matę i czyta książki, kiedy ten jej pies biega jak dziki itp.). No, mnie to bawi, ale moje dziecko zdecydowanie mniej. Ona potrzebuje akceptacji środowiska, potrzebuje żeby miło mówiono o niej i o jej mamie (co na przykład za każdym razem kiedy jedziemy do Polski jest problemem, bo w rodzinie głównie się jej mamę krytykuje, jaka właśnie ona jest złą matką, ile popełniła błędów itp). Do tego nie wiem, jak wychowuje ją macocha, w tygodniach kiedy nie jest ze mną, kiedy jej ojciec wyjeżdża „w delegacje”, jakimi wartościami ją karmi…

No dobrze. Nie mogę zmienić tej cholernej garde alterne. Trzeba mi ją zaakceptować. Jest mi trudno, już 9 lat, ale pracuję nad tym. Zboczyłam z tematu.

Wróćmy na salę sportową gdzie Uczniowie Życia Szczęśliwego maja nie dość ze ćwiczyć, to jeszcze świadomie poddać się spojrzeniu innych i wystawić się na pośmiewisko. Te kucające zajączki, ten krok jaszczurki… Trener mówi im wprost: jesteśmy tu po to, żebyście zrozumieli, że złośliwe spojrzenie innych mamy lekceważyć. Ile razy zabraniamy sobie zrobić coś lub zachować się w sposób, jaki sprawiałby nam przyjemność, ale zabraniamy sobie, bo „co powiedzą ludzie?”. Od razu jednak wpadła mi myśl: no tak, ale kodeks moralny, społeczny, przecież on oparty jest na kontroli i spojrzeniu środowiska.

Ale dlaczego ja chodzę z pieskiem po ulicach mojej szik-dzielnicy rano w piżamie, nieuczesana o bez makijażu a od dziecka wymagam, żeby się uczesało ? Zawieszam pytanie na haku „na później”.

Reakcje Uczniów Życia Szczęśliwego z tego ćwiczenia. Niewinne cwiczenie pozwolenia sobie na bycie wydrwionym i wysmianym moga prowadzic do bardzo poważnych wniosków o akceptację i o spojrzeniu otoczenia w szerokim sensie.

„Kiedy straciłem firmę a wraz z nią i pozycję społeczną i rodzinę, okazało się że straciłem także tożsamość zawodowa a teraz nie potrafię stworzyć sobie tożsamości społecznej, stałem się niewidzialny. Nie lubię na siebie patrzeć jak na faceta, który nie idzie do przodu, na luzera”.

Trener na koniec seansu zorganizował krótki box, zaproponował, żeby „dać z siebie wszystko”, łącznie z krzykiem, który ma wyzwolić wszelkie napięcia, takie małe katharsis. Jedna z pań się popłakała. „Nie wiem dlaczego, może dlatego, że na co dzień nigdy nie udaje mi się dojść „do końca,”…

Znów kłania mi się Ho’oponopono i teoria, że jestesmy odpowiedzialni za wszystko, co nam się przydarza w życiu. Wkupiłam kogoś? Rzuciłam cyniczne uwagi pod czyimś adresem? A moze pomyślałam o tym kimś ciepło i ze zrozumieniem lub współczuciem. Prawdopodobnie wróci to do mnie, jak bumerang. W obu przypadkach. Pardon. Z pewnością wróci .

***

(jeszcze ?)

 

7 myśli nt. „Ćwiczenia szczęścia #2

    1. babajoga Autor wpisu

      To bardzo się cieszę. Obejrzałam już 3 z 4 odcinków i naprawdę uważam że każde ćwiczenie jest rewelacyjne, nawet jeśli nie wszystkich aktualnie potrzebuję 🙂

      Odpowiedz
      1. Tochybaomnie

        Wydaje mi się, że żyję świadomie i świadomie pielęgnuję moje poczucie szczęścia. Ale chętnie poćwiczę i wypróbuje kolejne techniki 🙂 Szczęścia przecież nigdy dość! 😉

        Odpowiedz
  1. Kasz

    Jeszcze! i jeszcze o tym, co obiecałaś w kwestii finansów domowych – niezmiennie nawiązuję do tematu kakebo, bo w tym roku to chyba moja Duża Zmiana 🙂
    Fajnie sobie Ciebie wyobrazić z tą poduchą i yerbą na skwerku czytającą, ale rozumiem też podejście Twojej córki, tak jak je tu opisałaś 🙂 Jeśli to jakakolwiek pomoc, to nie znam rodzica, którego dziecko w pewnym sensie nie czułoby się skompromitowane przez niego 😉 W sensie „ach te dziwactwa moich starych” 😛 Mój Tato np. w najgorszym socjalizacyjnie dla mnie momencie wziął i zmienił wyznanie ( w POLSCE! :P), było mi wtedy tak strasznie wstyd, dopóki nie zrozumiałam, że on nie mnie na złość zrobił, tylko siebie ratował. Teraz się tym nawet chwalę 😉 Choć sama jestem wierząca 🙂
    Jeszcze odnośnie poprzedniego wpisu i słowa „próbuję” – droga Koleżanko, a w notce odautorskiej na głównej stronie bloga, pod tym pięknym zdjęciem co robi to zakazane słowo, hę? 😉 Kto jak kto, ale Ty nie próbujesz walczyć z chaosem, Ty go ogarniasz 🙂

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Dziekuje Kasz, juz poprawilam 🙂

      Jasne, Kakebo jest szerokim tematem, a poniewaz mamy za soba caly Styczen i kawalek Lutego, mamy juz jakis tam obraz wydatkow, czyli na co realnie „ida” pieniadze, prawda ?
      nie wiem jak w Twoim wypadku, ale w miom zaskoczylo mnie (gdy po praz pierwszy zrobilam analize), ze na przylad „Zywnosc” (zakupy spozywcze, restauracje, cantine czy inne gotowe fast-foody czy snaki) wcale nie jest najwieksza pula wydatkow i juz zdecydowanie nie ta, na ktorej moge zrobic jakies miazdzace oszczednosci 🙂
      U mnie sa to… komunikacja i „nieprzewidziane” weekendy, prezenty i przyjemnosci.

      Jest kilka takich kolejnych „cwiczen szczescia” na przyklad free hugs lub taniec na ulicy, wciaz na odizolowanie sie od tego, co o nas mysla inni, i juz nawet rozmawialismy z Benoit, czy nie zaaranzowac czegos takiego, zeby sie te nasze dziewczyny wyluzowaly, ale doszlismy do wnosku, ze to tylko zachwialoby ich psychika (gdyby to wyszlo od nas). Trudno, ach trudno jest byc rodzicem…

      Odpowiedz
  2. Pingback: Ćwiczenia szczęścia #3 | chatka baby jogi

  3. Pingback: Ćwiczenia szczęścia #4 | chatka baby jogi

Dodaj komentarz