Czytam 4,5,6

Zacznę od najbardziej radosnej pozycji: „Comment trouver une femme ideale ou Le Theoreme du homard”, przetłumaczonej na polski jako : Projekt „Rosie”, Graeme Simsion…

I
Poleciła mi ja Bea, książka leżała na stoliku nocnym ładnych kilka tygodni, aż do mnie przemówiła. „Przeczytaj chociaż pierwszaa stronę, com’n”. Otworzyłam I przepadłam. Dzięki doskonałemu francuskiemu tłumaczeniu, historia wciągnęła mnie, tak jak to lubię, bez pardonu i z przerwami tylko na sen. Czytałam ja nawet na glos Benoit w drodze na Lazurowe Wybrzeze

Narratorem jest Donald, Don, 39-cio letni profesor genetyki, który opowiada nam w jaki sposób wpadł na pomysł stworzenia “projektu Żona”, kto mu w tym pomagał a kto przeszkadzał, no i jak ten projekt w ogóle ewoluował.
Na początku zadawałam sobie pytanie, zrywając boki ze śmiechu, czy Don w ogole jest “normalny” ? Ale po kilku stronach dotarło do mnie, ze jak najbardziej, zresztą on sam mnie utwierdził w przekonaniu, ze dla niego wszyscy inni tez są nienormalni. Na przykład Epizod z Restauracji, kiedy obsługa uprzejmie informuje go, ze aby dostać się do tego lokalu należy być odpowiednio ubranym, i jeśli trzeba, mogą pożyczyć mu marynarkę.
– To macie marynarki we wszystkich rozmiarach ? Toż utrzymanie takiego parku dostępnych i czystych marynarek musi kosztować fortunę, znaczy to , ze w cenę posiłku wliczona jest pralnia i magiel całego stoku garniturów ?
Don ceni sobie swoj czas, kazda minute, jest bardzo zorganizowany (na przyklad jego System Znormalizowanych Posilkow jest warty, hm, rzucenia okiem). Powszechnie uwazany jest za niezdiagnozowanego autyste typu Aspergera, za niebezpiecznego geniusza i nieszkodliwego (do czasu Incydentu w Restauracji) wariata w jednym, Ktory jednak doskonale radzi sobie w zyciu.

Jeśli masz ochotę się uśmiać, sięgnij po Projekt „Rosie”.

Zmieńmy gatunek. „Ho’oponopono”, książka napisana przez Laurence Dujardin, i z tego co wiem, nieprzetłumaczona na język polski. Nie szkodzi, ponieważ o Ho’oponopono możecie poczytać dziś praktycznie w każdym języku.


Ho’oponopono jest pochodzącą sprzed stuleci, z wysp Pacyfiku, metodą pojednania i przebaczenia. Jesteśmy całkowicie odpowiedzialni za to, co nam się przydarza w życiu. To gdzie i w jakiej sytuacji się znajdujemy, jest wynikiem gniewu, poczucia winy i błędów, które popełniamy (lub popełnialiśmy). Często taki permanentny stan niechęci, nienawiści, cynizmu i w ogóle skondensowania negatywnych emocji prowadzi do choroby, powoduje, ze wciąż przytrafiają się nam te same sytuacje, które maja na nas negatywny wpływ (toksyczne związki, konflikty) i tak się zapętlamy.

Oczyszczeniem może być akceptacja (tego, co nam się przytrafia) i wybaczenie (prawdziwe i szczere, osobie, która oskarżamy o negatywne działania w stosunku do nas), jaki i wybaczenie nam samym. I wlasnie o tym mowia rozne podrezniki, poradniki i książki o ho’oponopono. Osobiscie znam dwie kobiety, które stosuja te metode i które (niezależnie) mi o niej opowiadaly. Jedna znam z czasów „sprzed” i zaobserwowałam u niej niesamowita zmiane: jest spokojna, pewna siebie, potrafi się opanować, nie skarzy się już na meza (który swoja droga nie zmienił się ani na jotę). Jest po prostu spokojnie szczesliwa, niezależnie od tego, co przytrafia się w jej otoczeniu.
Serdecznie zachęcam do zapoznania się z ho’oponopono.

A na koniec chciałabym Wam polecić Soseki i jego „Petits contes de Printemps”. Jest to zbiór krótkich opowiadań, napisanych przez Soseki, uważanego za ojca japońskiej literatury współczesnej. Książka wpadła mi w ręce na dworcu w Tuluzie, potrzebowałam czegoś niezobowiązującego, stad wybór opowiadań.

 Soseki (a może to znów artyzm tłumacza) ma bardzo specyficzny styl. Z jednej strony bardzo kojący, spokojny, taki przy okazji (przypomina mi Murakami) z drugiej, czytając te opowiadania, miałam wrażenie, ze siedzę prze kawiarnianym stoliku, przysiada się nieznajomy, bawi mnie historyjka, a później odchodzi.

Za każdym razem, kiedy próbowałam czytać je po bożemu od pierwszego do ostatniego, zamykałam książkę po poł strony, ziewając z nudów. A później otwierałam ja gdziekolwiek w środku, lub pod koniec (zupełnie jakbym czytała mangi) i zaczynałam opowiadanie, „wciągałam się” w historię jakbym przeszla przez szafe w Narnii i „budziły mnie” dopiero kroki odchodzącego Nieznajomego, ktory konczyl opowiesc…

Bardzo zaskakujące doświadczenie. Może Wam też się to przytrafi?

21 myśli nt. „Czytam 4,5,6

  1. Pingback: #1 – Wdzięczność (dzień pierwszy) | chatka baby jogi

  2. Pingback: 2# – Wdzięczność (dzień drugi) | chatka baby jogi

  3. Pingback: 3# – Wdzięczność (dzień trzeci) | chatka baby jogi

  4. Pingback: 4# – Wdzięczność (dzień czwarty) | chatka baby jogi

  5. Pingback: 5# – Wdzięczność (dzień piąty) | chatka baby jogi

  6. Pingback: 6# – Wdzięczność (dzień szósty ) | chatka baby jogi

  7. Pingback: 7# – Wdzięczność (dzień siódmy ) | chatka baby jogi

  8. Pingback: 8# – Wdzięczność (dzień ósmy ) | chatka baby jogi

  9. Pingback: #9 – Wdzięczność (dzień dziewiąty) | chatka baby jogi

  10. Pingback: 10# – Wdzięczność (dzień dziesiąty) | chatka baby jogi

  11. Pingback: 11# – Wdzięczność (dzień jedenasty) | chatka baby jogi

  12. Pingback: 12# – Wdzięczność (dzień dwunasty) | chatka baby jogi

  13. Pingback: 13# – Wdzięczność (dzień trzynasty) | chatka baby jogi

  14. Pingback: 14# – Wdzięczność (dzień czternasty) | chatka baby jogi

  15. Pingback: 15# – Wdzięczność (dzień piętnasty) | chatka baby jogi

  16. Pingback: #16 – Wdzięczność (dzień szesnasty ) | chatka baby jogi

  17. Pingback: #17 -Wdzięczność (dzień siedemnasty ) | chatka baby jogi

  18. Pingback: #18 – Wdzięczność (dzień osiemnasty ) | chatka baby jogi

  19. Pingback: #19 – Wdzięczność (dzień dziewiętnasty ) | chatka baby jogi

  20. Pingback: #20 – Wdzięczność (dzień dwudziesty ) | chatka baby jogi

  21. Pingback: #21 -Wdzięczność (dzień dwudziesty pierwszy ) | chatka baby jogi

Dodaj komentarz