Tygodniowy Rozkład Lotów #7

Tydzień bez dzieci (zmiana rytmu)

  1. Partner:

O Matko, jak jest mi cholernie ciężko. Bo wiecie co? Jak jedna osoba pracuje nad swoimi błędami, swoim zachowaniem a druga nie dość, że uważa, że z nią wszystko jest w porządku, to jeszcze psuje swoim negatywnym nastawieniem, krytycyzmem i złym humorem wszystko co mogłoby być naprawione…

Powtarzam wiec sobie mantrę Ho’oponopono (jest mi przykro, przepraszam, dziękuję, kocham cię), stosuje medytacje i różne ćwiczenia, których się ostatnio nauczyłam. I to może dzięki nim znajduję, wciąż rano uśmiech ?
Ale czasem dopada mnie myśl, ze tyle energii mnie to kosztuje, a mogłabym ją spożytkować zupełnie gdzie indziej, z kimś innym.

  1. Zdrowe Finanse.

Chyba w ogóle zbliża mi się okres, bo podchodzę do wszystkiego rozdrażniona. Na przykład te banki, z którymi negocjujemy strasznie długo wykupienie kredytu (sami wiecie, od kiedy to piszę), mają czas na wszystko, tylko nie naszą sprawę. Znów wysyłam mejle I czekam na odpowiedz, choć ma przyjść przecież w ciągu 48 godzin…

  1. Czas dla mnie.

Testuję i stosuję te ćwiczenia szczęścia, lub eksperymentuję z nowymi ćwiczeniami, które mogą mi pomoc. Na przykład to (z Ho’oponopono) które wiele mi pomogło:

Wyobraziłam sobie siebie, w sadzie.Na wsi u mojego pradziadka, gdzie rosła kiedyś taka stara jabłoń, dawała podle kwaśne jabłka, ale było tam pięknie. Ja miałam lat kilkanaście i zamknięta byłam w problemach jakie mają dzieci alkoholików. I wyobraziłam sobie, ze się tam spotykamy, ja nastolatka i ja, BabaJoga dzisiejsza. Wyobraziłam sobie, co mogłybyśmy powiedzieć sobie, te dwie Agnieszki. Jakby potoczyłoby się moje życie, gdybym wysłała sobie wiadomość w przeszłość. Lub w przyszłość ?
Przytulilybysmy  się i pogłaskały po glowie, po plecach i ramionach.

Powiedzialabym sobie z przeszłości, że nie ma sensu byc dla siebie taką twardą. A tej z Przeyszlosci powiedzialabym, żeby nie zapomniała o nastolatce spod jabłoni. Never.

Kiedy pierwszy raz przeczytałam o tym ćwiczeniu, uśmiechnęłam się sceptycznie pod nosem. Ale kiedy po raz pierwszy je zastosowałam, poczułam wielka ulgę. I spokój. I teraz tego spokoju wewnętrznego znów potrzebuję.

Poza tym, mam ochotę zorganizować Wieczór Filmowy.
Napisze recenzje z filmu, który widziałam z Irenka: „babysitter”

  1. Praca.

Nieustannie – lubię to co robię, lubię współpracowników i klientów, sprawia mi to radość. To dzisiaj chyba jedyna constante w moim życiu

  1. Znajomi i Przyjaciele Królika

Mon p’tit voisinage (czyli cos w rodzaju „moje małe sąsiedztwo”) rozwija się jakoś niemrawo, I mam wrażenie, ze to jakiś “plan drague” – jedyne mejle, ktore otrzymuje, są od facetów, którzy chcą ze mną pospacerować. A przecież proponowałam “Podwieczorek Literacki” i pomoc przy zakupach… Dam tej platformie jeszcze szanse, bo być może nie jestem aktualnie dysponowana do obiektywnych ocen.

6. Sport

W zeszłym tygodniu nawet było nieźle. 3 seanse Jogi I dwa seanse na siłowni.

Przypominam (sobie) ze idealnie byłoby:

  • 5 seansów jogi
  • 3 seanse na siłowni
  • 2 seanse jogging.
  1. Kucharze:

Złapałam się na myśli, ze Znormalizowany System Posiłków Dona z książki “Jak znaleźć żonę idealną albo Twierdzenie homara”, przetłumaczonej na polski jako „Projekt Rosie”, mnie pociąga.  Może fajnie byłoby mieć szafkę, w szafce 8 polek: na poniedziałek, wtorek I tak do niedzieli, z potrzebnymi na ten dzień produktami lub lista zakupów, a na ósmej polce Produkty Wspólne, jak olej czy ocet.  Ale zaraz wyobrażam sobie siebie, jak Dona, biegnącą na rynek, wymieniającą pieniądze na spakowane w torebeczkę przyszykowane przez sprzedawców produkty… I zwijam się ze śmiechu.

  • Poniedziałek: wolne (czytaj: restauracja)
  • Wtorek: wolne 🙂
  • Środa, Czwartek i Piatek : Jem w ciagu dnia, zupelnie jak w zeszlym tygodniu, prawie wylacznie surowe produkty – wege surówki są smaczne, sycące , kolorowe, dzięki rożnym dodatkom ta sama baza: marchew-czarna rzepa- jabłko-seler, może zupełnie zmienić smak, aż się ślinię – plus wieczorem, zupa z soczewicy i zupa z dyni
  • Sobota i Niedziela: Jedziemy na so called wakacje. Zabieram ze sobą “moje warzywa I owoce, produkty na zupki, soczewice z pieczarkami I inne dania (ale o tym napisze w przyszłym tygodniu).
  • Ps. Po raz pierwszy zrobiłam sama sushi. Nie ostatni. 
  1.  Z podroży… –

Jak pisałam, miałam okazje być w ubiegłym tygodniu i w tym tygodniu w tym samym miejscu (i nie jest to Lyon). W Mougins, kore jest bardzo blisko Grasse, oraz w Grasse.

 

Grasse jest francuską stolicą perfum. Najpierw był stolicą obróbki skór, ale do tego używano uryny koni i innych ciekawych składników i że się tak wyrażę, szlachcie nie podobało się nosić skórzane rękawiczki, które capiły kozą (na przykład). Jeden z rzemieślników, Galimard, wymyślił, ze będzie moczył te rękawice w wodzie różanej i innych zapachach. Podarował nawet parę pachnących różą rękawiczek Katarzynie de Medicis. Dzis powiedzielibyśmy, ze to był strzal w dziesiatke. I tak się zaczęło. Od kiedy w Nice rzemieślnicy przejeli handel wyronbami skórzanymi, Grasse nieco podupadło (już w XVIII wieku). I tak sobie spokojnie więdło. Oczywiście, dzięki turystom z Hameryki nadal podrzytmano mit stolicy perfum (bo przyznajmy się, lubimy przywieźć cos oryginalnego z podrozy). Kilka perfumerii zostało wykupionych przez Gigantów, kilka innych nadal produkuje fragrances i sprzedaje po całym świecie. A Chanel ma nawet gdzieś w okolicy własne uprawy róży i jaśminu.

Ale powiem Wam, ze dzisiaj, w lutym 2016 roku, przechadzając się wieczorami po średniowiecznej części Grasse, byłam zszokowana… liczbą za przeproszeniem, meneli. Ostatni raz widziałam tylu bezdomnych i narkomanów, nie, nie pod moim kościołem, a na plaży w Venice, CA. Brudem. Zaniedbaniem. Myślę, ze latem wygląda to zupełnie inaczej, ale teraz, zimą, po krótkiej przebieżce po starym mieście, po zakupieniu nowych perfum do domu u Galimard, po prostu stamtąd uciekliśmy.

Natomiast Mougins, ach, Mougins, mnie urzekło.

Miasto artystów i gastronomii. Nie liczyłam, ale zdaje mi się, ze jest tyle samo tu galerii co dobrych restauracji. I to restauracji dit gastronomicznych. Mougins jest małe, czyste, ślicznie utrzymane, Mougins płaci specjalny podatek, ponieważ nie wypełnia quota mieszkań socjalnych (wg statystyk jest ich tu tylko 6% a minimum ustanowione przez prawo to 20% mieszkań). Mougins, ze swoimi willami, które tona w ogrodach, ze swoim maleńkim centrum, swoimi sześcioma kościołkami i muzeum sztuki wspolczesnej, gzie znajdziemy obrazy Chagalla, Rubinsa czy Matissa, ze swoja przeszłością, dzięki której może się pochwalić ze gościło Picasso, Jean Cockteau, Man Ray…

PS.Polecam bloga o Prowansji:  http://www.beyond.fr/index.html

***

Poza tym szykuję się psychicznie na „ferie zimowe”, to juz w ten weekend, z rodziną Benoit. Tak się strasznie pokłóciliśmy przy “walentynkowej kolacji” o tę jego rodzinę, ze po prostu nie mam nawet ochoty z nimi jechać. Zresztą nie wzięłam urlopu. Jak wiecie, mogę pracować (w teorii) z każdego miejsca na ziemi, które podłączone jest do internetu. Zatem w ciągu dnia będę pozytywnie lądować się w pracy a wieczorami, jak pisałam w ubiegłym tygodniu: “biorę na siebie” i będę mila ze wszystkimi, nawet jeśli dzieci szwagrów będą znowu wyły a ich francuscy rodzice będą stosować się do zasady: “niech popłacze I zrozumie, ze nie uznajemy kaprysów”. W tym miejscu wkładam kij w mrowisko. Sama też stosowałam tę, metodę, tylko że przez kilka minut i nigdy przed snem. Zawsze usypiałam moja córkę, czytałam jej na dobranoc. Dzieci szwagrów wyją przez półtorej godziny (w zeszłym roku, żeby nie wyjść na kogoś kto przesadza, nagrywałam je co 20 minu, stad wiem ile czasu trwało to francuskie tresowanie. W ogóle, nie wiem, czy już to pisałam, ale tytuł książki “w Paryżu dzieci nie płaczą”jest kłamliwy. I na pewno nie wyrażę własnego zdania.
A sobą będę wirtualnie.

  1. Dom

Kupiłam perfumy do domu. Ładnie pachnie. W tym tygodniu nie robie w mieszkaniu nic (prócz sprzątania), bo mam gosci z Airbnb. Ale tez w domu będę tylko przez 3 dni…

Miłego Tygodnia 🙂

 

3 myśli nt. „Tygodniowy Rozkład Lotów #7

  1. Kasz

    Sushi wygląda pięknie! O bankach i ich stosunku do kredytobiorców aktualnych, nie potencjalnych świetny tekst napisała Radomska, http://www.mamwatpliwosc.pl/jak-sie-kupuje-mieszkanie/ polecam 🙂 Książkę wpisałam na listę do przeczytania, i generalnie chciałam Ci powiedzieć, że jesteś bardzo inspirującą osobą 🙂 Możesz to powtórzyć tej Agnieszce spode jabłoni i tej Agnieszce, którą zaczęłam czytać jakoś w początkach TRL (tyle się zmieniło!)
    Ja mam wrażenie, że zawsze jestem spóźniona, zwłaszcza jeśli idzie o lekturę – właśnie czytam Potęgę podświadomości i autentycznie nie wiem, czy się nie ośmieszam ;P
    Miłego tygodnia i weekendu! Skoro nie chcesz jechać, na pewno będzie super 🙂

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Sushi sa banalnie proste do wykonania i na dluzsza mete dosc ekonomiczne, bo jak sie juz kupilo i ryz, i ocet do sushi, i algi i wasabi i „mate do rolowania”, to przez kolejne 3-4 miesiace dokupujemy wylacznie rybke.
      Przeczytalam wpis Radomskiej 🙂 ma kobiet apoczucie humoru 🙂
      Dzieki za komplementy, powiem IM to przy najblizszym spotkaniu 🙂
      POtega podswiadomosci, ach, pamietam, ze to byla moja lektura, kiedy pierwszy raz lecialam do NIemiec do pracy. Fakt, od tego czasu naprawde duzo sie zmienilo…

      A co do weekendu, ach, wielka niewiadoma 🙂

      Odpowiedz
  2. Pingback: Ćwiczenia szczęścia #3 | chatka baby jogi

Dodaj komentarz