Kakebo w praktyce : Miesiąc 1 i ½

Chciałabym się z wami podzielić moimi refleksjami na temat używania Kakebo, o którym pisałam w grudniu. Minęło już półtora miesiąca, wiec myślę, ze to dobry czas na pierwsze podsumowanie. Kontekst: Po pierwsze, spisuję wydatki od dwóch lat. Mam wiec w tej kwestii pierwsze doświadczenie.
Po drugie.

Uporządkowałam sprawy bankowe

Mam kilka kont w banku, które służą mi do różnych celów. Dwa z niech są to tak zwane compte courant, czyli konta osobiste. Moim celem jest pozbycie się jednego z nich (prowadzenie konta plus karta kredytowa to wydatek około 150-200 euro rocznie). Niestety podłączone pod oba są kredyty mieszkaniowe i inwestycyjne a my wciąż czekamy na odpowiedz od banków, w sprawie wykupu jednego z tych kredytów… Ale cierpliwości, i na to przyjdzie pora.
Ponieważ w Kakebo postanowiłam zaznaczać wszystkie wydatki, zadecydowałam uprościć sprawę. Moim „prawdziwym” kontem codziennym #1 stało sie to w banku 1, konto #2, w banku #2, służy jako „koło ratunkowe”. W praktyce pensja wpływa na konto #1 a dodatkowe dochody, na przykład z Airbnb wpływa na konto #2, z którego gdy nie muszę , nie korzystam.  (Ale przyznam, ze musiałam skorzystać 2 razy).

Zadecydowałam również, ze w 2016 roku będę posługiwać się jak najczęściej gotówką. Niestety, jest mi z tym ciężko, nie tyle jeżeli chodzi o motywacje, czy tez niemożliwość oparcia się pokusie i zamawianiu niektórych rzeczy przez internet, nie 🙂 Są wydatki, które najprościej jest opłacić przelewem lub czekiem, i z tym nie mam po prostu ochoty walczyć. Należą do nich na przykład: podatki, opłaty za kursy gitary Irenki, bilety lotnicze, rezerwacje za hotele, roczne ubezpieczenie samochodu i tak dalej.

Płacenie podatków we Francji

Tutaj chciałabym podzielić się z Wami pewną radą dotyczącą płatności podatków oraz innych wydatków w systemie „abonament miesięczny”.
We Francji płacimy podatek dochodowy „samodzielnie”, nie jest nam on odciągany automatycznie od pensji.
Najczęściej, większość z nas ustala z urzędem podatkowym stalą sumę, która wpłacamy miesięcznie na konto urzędu podatkowego.
Jesienią otrzymujemy nasze „rozliczenie podatkowe”, gdzie widnieją sumy:
– suma podatku dochodowego
– suma wpłaconych zaliczek
– suma do zapłacenia.
Najczęściej oczywiście trzeba cos dopłacić, choć zdarzyło mi się otrzymać zwrot nadpłaconego podatku, zupełnie jak w Monopoly 🙂

***

Dwa lata temu postanowiłam rozwiązać umowę o automatyczne wpłacanie zaliczki na podatki i zaczęłam przelewać te sumy na … własne konto oszczędnościowe.

Zaczęłam również wpłacać, kiedy to było możliwe „zaliczki” (czyli sumy, które udało mi się zaoszczędzić) na różne inne opłaty, które do tej pory uiszczałam miesięcznie : podatek gruntowy, mieszkaniowy, ubezpieczenie samochodu, ubezpieczenie mieszkania, zaliczki na przyszłe zajęcia pozalekcyjne Irenki lub moje zajęcia sportowe. Przyznaje od razu, na poczatku wymaga to sporych poswiecen, ze po pierwsze trzeba poniekad placic „podwojnie” – bo nie mozna tak po prostu zrezygnowac i powiedziec ubezpieczalni, ze zaplace im za rok. No i procenty z tego konta oszczędnościowego nie są oszałamiające. Zwykle konto oszczędnościowe, Livret A, przynosi zaledwie 0.75%. (Żeby było jeszcze wyraźniej: każde 1000 euro przynosi 7,50 euro, minus podatek socjalny. Cha cha cha. Kon by sie usmial).

***

Ale nie chodzi tu o te zawrotne sumy „zarobione” na koncie oszczednosciowym. W tym całym manewrze sa trzy cele: po pierwsze, jeśli tfu tfu, moja sytuacja finansową nagle ulegnie zmianie na gorsze, stworzyłam sobie roczną poduszkę. Po drugie, oczywiście, nie było to takie proste i wymagało dużo dyscypliny, ale teraz przyznam, ze placenie „sobie najpierw”  weszło to do moich zwyczajów finansowych – po otrzymaniu pensji przelewam na konto oszczędnościowe kwotę odpowiadająca sumie miesięcznych wydatków, zeby byla ona do dyspozycji, kiedy przyjdzie kolejny termin.  Plus prawdziwe oszczędności :). Czyli daje mi to swojego rodzaju komfort psychiczny i bezpieczeństwo finansowe.
Po trzecie, jestem teraz gotowa na inwestowanie

***

Po tej dygresji, wracam do Kakebo.

W Kakebo zapisuje przede wszystkim wydatki, za które place gotówką.

Pierwsze trzy miesiące 2016 roku są przeznaczone na „obserwacje”.

Wszystkie przepływy pieniężne podzieliłam  na 4 grupy:

  1. Wydatki Stałe
    1. Mieszkanie : Kredyty. Ubezpieczenia. Elektrycznosc i inne zwiazane z mieszkaniem wydatki stale i (prawie niezmienne)
  2. Wydatki o Zmiennej Wartosci lub takie, z ktorych moge zrezygnowac (w razie potrzeby)
    1. Zywnosc (zakupy spozywcze, restauracje, drinki, itp)
    2. Dom (produkty utrzymania czystosci, dekoracje, remonty, meble, reczniki, gadzety kuchenne ITP)
    3. Transport (bilety komunikacji miejskiej,lotnicze, benzyna, karta wypozyczania roweru, Uber i inne ITP)
    4. Ubrania, estetyka (ubrania, buty, bielizna, kosmetyczka, fryzjer, masazysta, szewc ITP – moje i corki)
    5. Zdrowie (dentysta, lekarz, psycholog, sofrolog ITP – moje i Irenki)
    6. Rodzina i Przyjaciele (prezenty, imprezy, wspolne wyjscia do kina, muzeum czy na lodowisko)
    7. Przyjemnosci, Kultura, Rozrywka (wakacje, weekendy, ksiazki, DVD, filmy z netu, muzyka, abonamenty internetowe, sport, hobby, kino…)
    8. Edukacja (kursy, ksiazki i materialy specjalistyczne, zapisy na konferencje)
    9. Dzieci* (poniewaz nie jestesmy standardowa rodzina, w kategorii Dzieci zapisuje to co ja place specyficznie za Irenke, a co nie jest wliczone w powyzdze kategorie – na przyklad prezenty urodzinowe kolezanek corki, stolowka szkolna, kieszonkowe, itp)
    10. Komunikacja (poczta, telefony komorkowe, stacjonary, internet itp)
    11. Zwierzeta (jedzenie, weterynarz, opiekunka podczas naszych podrozy sluzbowych)
    12. Podatki (dochodowe, gruntowe, mieszkaniowe a takze mandaty)
    13. Datki i Cele charytatywne (oraz napiwki)
    14. Koszta bankowe (a wbrew pozorom jest ich co niemiara)
  3. Oszczedzanie (konto oszczednosciowe z „poduszka finansowa”, polisy ubezpieczeniowe, konta dla mojej corki: na edukacje lub jej plany zawodowe, ksiazeczka mieszkaniowa itp.
  4. Dochody. (pensja, dochody ze sprzedazy rzeczy uzywanych, Airbnb, prezenty)

(Na pewno te kategorie beda ewoluować w ciagu roku i dażę do ich uproszczenia)

Obserwuje też, co robię w sposób naturalny.

Na przykład: zauważyłam, ze jestem w stanie przepuścić do ostatniego centa każdą sumę, która przeznaczam sobie na dany tydzień, małą i dużą.  Wyciągam z konta ustalona kwotę, ale przez ostatnie 7 tygodni zmieniałam te kwoty, by poeksperymentować. Kiedy mam gorszy dzień, mam wciąż tendencje do polepszania sobie humoru zakupami, co oczywiście jest krótkotrwałe i oddala mnie od wyznaczonego celu. I oczywiście wymyślam sobie sama dobre historie, żeby uprawomocnić te wydatki, a to już zupełnie nie jest dobra droga.

Ale, ale. Moim celem nie jest narzucanie sobie ograniczeń, osadzanie siebie i wytykanie siebie palcem. Raczej obserwowanie siebie oraz – ćwiczenie dyscypliny. Bo zauważyłam, ze lubię omijać opisywanie wydatkow, o których wiem, ze były zbędne. Ale ponieważ Kakebo nie miałoby sensu, gdybym nie była ze sobą szczera, to chwytam byka za rogi i spisuje wszystko.

Następne 9 miesięcy przeznaczam na stopniowe wprowadzanie oszczędności

(co miesiąc nowa kategoria) w wydatkach, które w ciągu pierwszych trzech miesięcy wyłonią się jako najbardziej zbędne lub najprostsze do zmniejszenia.

Okazało się, że dobrze jest również uwzględnić w Kakebo zaplanowane wydatki realne oraz p r o v i s i o n (po francusku są to sumy, które się „odkłada”, z myślą o jakimś wydatku, którego dokładnej wartości jeszcze nie znamy). Na przykład wspomniane wyżej podatki, opłaty za lekcje gitary, wakacje czy bilety samolotowe do Polski (po kilkunastu latach życia ze Francji, wiem, ze średnio potrzebuje dla mnie i Irenki funduszy na dwa pobyty w Polsce).

No i najważniejsze: podświadomie wiem, że dzięki tej metodzie, w skali roku, bez większych poświeceń, będę mogła wygospodarować sumy, które posłużą mi na przyjemności, na cele charytatywne lub inwestycje oraz przybliżą mnie do celu ostatecznego, jakim jest Wolność Finansowa.

A jak Wam idzie prowadzenie Kakebo ?

12 myśli nt. „Kakebo w praktyce : Miesiąc 1 i ½

    1. babajoga Autor wpisu

      O Wolności Finansowej napiszę naprawdę przy innej okazji. Bo dla każdego znaczy to co innego.
      Powiem tylko, że dla mnie oznacza to życie bez konieczności pracowania na życie. Mam ochotę – pracuję, nie mam ochoty – nie pracuję.
      Dzisiaj, wciąż bardzo lubię moją pracę, ale wciąż pracuję dla pensji.
      Pewnego dnia będę miała dom, ogródek, będę ćwiczyć jogę i czytać książki, podróżować – bez przymusu pracowania na to wszystko.
      🙂

      Odpowiedz
  1. Kasz

    Też chciałam zapytać, co rozumiesz przez wolność finansową i aż mnie zatkało, kiedy przeczytałam ten komentarz. Agnieszko, czy jest coś, czego NIE zaplanowałaś z takim przekonaniem, że nikt nie śmie nawet wątpić, że Ci się uda? 😉
    Moje kakebo przy Twoim wygląda dosć ubogo, ale też u nas panuje podział wydatków, ja gospodaruję niemal wyłącznie jedzeniem i „wydatkami na siebie”, opłaty i wszelkie inwestycje realizuje szanowny małżonek i w sumie go w kakebo nie uwzględniam. Co nie zmienia faktu, że ten stan rzeczy też pewnie niedługo ulegnie zmianie, a w tym roku hasłem przewodnim jest dla mnie: bądź gotowa, idzie Zmiana. Pomysł na poduszkę – just great!
    Ale jak Ty to tam mieścisz wszystko? Kodem, szyfrem? 😛

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Jest, Kasz. Najważniejsza dla mnie sprawa : Rodzina.
      Na tym polu ponoszę klęskę za klęską. Im bardziej c h c ę żebyśmy byli „prawdziwą rodziną”, tym więcej spotykam rezystancji i tym mniej mi Rodzina wychodzi.
      A ponieważ finanse są dla mnie ważne, ale mam do nich dystans emocjonalny – większość moich zalozen się spełnia, jakbym stosowała wzory matematyczne.
      W relacjach międzyludzkich jest duzo ciężej a juz w relacjach miedzy członkami mojej rodziny jest wyjatkowo wiele nacisków z zewnątrz (z zewnątrz D l a mnie)…

      Odpowiedz
    2. babajoga Autor wpisu

      Ps. No masz rację. Nie ma tam zbyt wiele miejsca i dlatego w przyszłym roku kakebo sobie po prostu zrobię sama, idealne do mojej sytuacji, a w tym roku obserwuję i się uczę :-)))

      Odpowiedz
  2. Kasz

    Myślę, że Dominika byłaby z Ciebie dumna, wszak kakebo to ma być tylko inspiracja, a to co ona wydaje, to powiedzmy, wersja dla zainspirowanych, ale leniwych 😉
    Nie mogę postawić się w Twojej sytuacji, ale jednak w pewnym sensie wiem, co masz na myśli jeśli idzie o klęski w relacjach rodzinnych. Myślę, że dobrze jest pamiętać o jednym, ktoś to kiedyś powiedział, że wszystkie szczęśliwe rodziny są szczęśliwe tak samo, każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój własny sposób. Może my za bardzo chcemy? A jest jak jest, na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu…
    P.S. Książkę znalazłam wczoraj w progu domu 😛 Chyba się listonoszowi nie chciało czekać aż zejdę 😉
    Dziękuję! Dam znać po lekturze i poślę dalej!

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Zapisalam sie ostatnio do takiej francuskiej grupy „minimalistyczno-redukcyjno-zeroodpadkowej”, tak maja bardzo ciekawe pomysly nie tylko jak redukowac odpady, ale jak kupowac mniej. Mam nadzieje ze czegos nowego sie naucze 🙂

      To zdanie, o ktorym miszesz, otwiera Anne Karenine. Tak. Chyba za bardzo chcemy i wyobrazamy sobie „najfantastyczniejsze rozwiazania dla wszystkich” a zapominamy, ze czlonkowie naszych rodzin maja wlasne, niezalezne a czesto sprzeczne z nami pojecie szczescia i wlasnego dobra – a takze tego co dobre dla czlonkow i c h rodziny…
      Podziwiam ludzi, ktorzy potrafia budowac szczesliwe rodziny.

      Super, ze ksiazka juz doszla, jestem naprawde zaskoczona, bo przeciez pan napoczcie zarzekal sie, ze to zajmie 3 tygodnie 🙂

      Odpowiedz
  3. Pingback: Pięć miesięcy z Kakebo | chatka baby jogi

  4. Pingback: Pięć miesięcy z Kakebo – chatka baby jogi

  5. Pingback: Pięć miesięcy z Kakebo - prowadzenie budżetu - Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz