#16 – Wdzięczność (dzień szesnasty )

Dziś wypełniamy „magiczny czek”, z suma jaka sobie życzymy otrzymać… I umieszczamy go sobie na ścianie, w portfelu, w książce – tak, by nasz wzrok padał na niego regularnie. Za każdym razem, kiedy na niego patrzymy, wyobraźmy sobie, jak spędzamy te pieniądze 🙂

(w Polsce prawdopodobnie czeki wyszły z obiegu :))

***

Co zrobiłabym z suma, która zapisałam sobie na karteczce ?

Spłacam kredyt za mieszkanie. A właściwie to za Studio tez.

„Zabezpieczam” finansowo ewentualne studia mojego dziecka. Lub, jeśli nie chciałaby wykorzystać tych środków na studia, pomagam jej w jej własnych projektach (ale nie za dużo. Kiedy cos się otrzymuje na tacy, to tak często bywa, ze się to uznaje za pewniak, za „należne mi” i się o to należycie nie dba. a poza tym to frajda przeciez osiagnac cos samemu).

Następnie wyjeżdżam w podróż dookoła świata. Może na rowerze ? Oczywiście rower od czasu do czasu jest przewożony pociągiem, autobusem, samolotem czy statkiem. Taka kilkutygodniowa podroz statkiem, gdzie mozna dostac i choroby morskiej i zapytac sie „poo co ci to k* bylo?, pobyc sama ze soba lub z Towarzyszem Podrozy.

Sypiam czasem w hotelach z sauna, a czasem w hostelach. Czasem wynajmuje mieszkanie w Airbnb, a czasem rokladam namiot.

Jadę najpierw do Meksyku a stamtąd do Ameryki Południowej. Az do Ushaii. Hiszpańskiego uczę się po drodze 🙂

Następnie zwiedzam Oceanie : zaczynam od Tahiti, później Australia, ale zahaczam tez o Nowa Zelandie.

Po drodze kradną mi rower. Ale gdzie ?

Na kilka miesięcy wybieram się do Indii, tak, akurat przez Japonie, Taiwan i Malezje, bo koniecznie chce zobaczyć ten park z Orangutanami.

Z moich obliczeń wynika, ze taki roczny break kosztuje tyle co Rolex, a jak się człowiek dobrze zakręci to dwuletni najwyżej tyle co Tesla.

Od czasu do czasu place bilet lotniczy mojemu dziecku, żeby dołączyło do mnie na kilka tygodni.

Gdy zdobywam pozwolenie na prace czasem bywam kelnerka, czasem baby-sitterka lub daję lekcje francuskiego. Albo robię zdjęcia. Ślubne. Bo umiem.

Co może mi pomóc przedłużyć podróż.

A kiedy już mi się chce, to wracam do Polski, na Warmie, i konstruuje sobie w lesie nad jeziorem domek z drewna, taki wiecie, z wielka izba (może nie tak wielka, jak w Hateful 8 Tarantino), w której jest i kuchnia i jadalnia i salon z biblioteka, i miejsce na gościnna kanapę, za ściana łazienka (i sauna), za druga ściana sypialnia z dużym, wygodnym łóżkiem.
Mam ogródek, ze szklarenką, a co, zebrałam bowiem wiedze o permakulturze, czas by ja wykorzystać.

Od lat żyje przecież w sposób minimalistyczny. Produkuje mało odpadów, jem co mi ziemia obrodzi, albo co zdrowego uda mi sie kupic,  a żeby te wszystkie doświadczenia nie zaginęły, zdobywam etat nauczycielki francuskiego w najbliższej mieścinie i wkładam dzieciom do głowy, ze warto mieć marzenia i je realizować.

W wolnych chwilach ćwiczę jogę (czyli codziennie), zakładam Towarzystwo Miłośników Ziemi (tu nazwa regionu w którym się zakotwiczę:-)) i raz w tygodniu,czemu nie po Mszy? chodzimy sobie po lesie i nad jeziorem i zbieramy śmieci, ktore pozostawili po sobie mniej ogarnięci wielbiciele natury. 

No i Irenka przyjezdza do mojej chatki Baby Jogi 4 razy do roku, z przyjaciółmi, później z rodzina.
Zycie jest piękne 🙂

***

Jestem wszieczna za 

1. Długi poranny spacer z Pepperem nad rzeką

2. Za uśmiech mojej córki rano, po przebudzeniu. 

3. Za ładną pogodę i śpiewające ptaki. I za to, że dostrzegam tę wiosnę

4. Za kwiat magnolii na balkonie

5. Za interesujące blogi, ktore dzisiaj czytałam. Tak jak moje dzieci nie oglądają telewizji (tylko YouTube) tak ja nie czytam już gazet (niestety, przepraszam wszystkich dziennikarzy), tylko najcześciej blogi.

6. Za kolejny udany dzień w pracy.

7. Za to, że mogłam zawieźć dzieci na koniki.

8. Za pyszną tartę pomidorowo-kozią

9. Za wspólne oglądanie Mamma Mia z dziewczynami

10. Seans jogi przed snem.

I za propozycję robienia zdjec ślubnych (mimo,że przestałam oficjalnie w zeszłym roku, po prostu ktoś mnie poprosił u szefowej;-)), za planowanie wakacji w Grecjii, za szczerość sama ze sobą, za… Ach, dużo bym mogła jeszcze pisać…

Ćwiczenie pochodzi z książki „Ho’oponopono” napisanej przez Laurence Dujardin i wpisuje sie w moje aktualne zainteresowanie szeroko pojetetym „Rozwojem osobistym

4 myśli nt. „#16 – Wdzięczność (dzień szesnasty )

  1. Pastelowa Kropka

    Hmmm… co ja bym zrobiła z takim magicznym czekiem 😉
    Domki w górach, co najmniej dwa. Pierwszy, ten własny ukochany w Ustroniu ( starszy stuletni pan ;)!), drugi kupiłabym w Szwajcarii. Oba bym wyremontowała i wiodła w nich spokoje życie wśród grządek i stoków narciarskich,rodziny i przyjaciół 😀 Tak mogłabym przebiec, przepiec i przepisać swoje całe życie 😀
    Pozdrawiam
    Dominika

    Odpowiedz
  2. Rayvert

    Pozytywna inspiracja…
    A rower ukraść mogą…hm z balkonu naprzykład, we Francyji.
    No, dobra : marsylia to nie Francja przecież.

    (mnie tu w „Marseje” próbowali i spadł z drugiego piętra,
    no i mam używane przednie szwajcarskie bo tamto było klasyczną ósemką haha.)

    Plan domu na Warmii super, ale to idealizowanie emigracyjne Polski…no nie ?
    I za własne pieniądze, bez kredytów,
    przerabiałem to kiedyś i odradzam ten matrix każdemu, kto chce słuchać.

    PS Uważam iż zdecydowanie lepiej do Indii niż na mszę.

    A na Rolexy bywają przeceny, zatem powodzenia… 😉

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Dzieki 🙂
      Faktycznie, Marsej to nie Francja :))))

      Pewnie, ze idealizowanie, Nie zyjemy w Polsce, nie znamy tutejszych realiow, bo czesto cala energie poswiecamy na to by czuc sie lepiej tu i teraz w miejscu gzie zyjemy, prawda ?
      Ale pomarzyc zawsze mozna.

      A powiedz wiecej o tym, czego odradzasz, chetnie poczytam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz