Ósmy dzień tygodnia

Kusi mnie. Wyjsć z tego postu czy nie?  Kalkuluję, czy naje lepiej bedzie, teraz, kiedy zamknęłam cykl siedmiu dni, powrócić do „zdrowego jedzenia” i robić przypominajka raz w tygodniu? Czy „przemęczyć się”jeszcze trochę? Tak, by na spotkanie z endokrynologiem iść wciąż podczas postu? 

W niedzielę zrobiłam pyszną (według rodziny) szarlotkę. Do „ich” cukinii dodałam trochę masła, do „ich” sałaty oliwę. Ślina mi ciekła, kiedy wdychałam zapach pysznego sera, kiedy słyszałam chrupiącą skórkę bagietki tuż obok ucha. I minęła mnie kolejna lampka wina. 

Po co mi to? Się zastanawiam. 

I wtedy wracają niedawne wspomnienia rożnych dolegliwości.

Bo to jest tak jak z zębami, wiecie? Póki nie bolą, w ogóle o nich nie myślimy. Przeszla mi mikoza. Na poście czuję się dobrze – jestem syta, nie głodna (ale zjesc coś „zakazanego” to wciąż pokusa. Marzę o ziemniaczkach z koperkiem), energii mi nie brakuje, lżej mi się chodzi, ćwiczy jogę (na wadze 61,3). Jak to 3 kilo robi jednak różnicę.

Tylko towarzysko jest mi przykro. Ani wyjsć do restauracji (w teorii mogę, zawsze mogę się wykręcić jakąś chorobą, ktora zmusza mnie do picia wody mineralnej i pozwala na jedzenie tylko kapusty),ani iść na apero. Tłumaczyć się za każdym razem, slychac kpin i przyjmować złośliwe uwagi od osob, którym też krotki post pomógłby pozbyć się opuchlizny… To jest przyznaję ciężkie do udźwignięcia. 

Póki co – w sobotę kupiliśmy sobie nową wyciskarkę do owoców. Dziewczynom tak się spodobało, że zrobiły nam kartę koktajli, wzięły rower i pojechały do sklepu we wsi po owoce  i mogliśmy sobie co nam przyrządzą.

Zazyczylam sobie jabłko, marchewkę, bulwę kopru i 1cm korzenia imbiru. Niebo w gębie.

Same tez nieźle eksperymentowały, banan, jabłko, pomarańcza 🙂 albo banan, truskawka, jabłko. 

Soki są zaskakująco sycące. Pomogą przerwać poniedziałek. Tylko to sprzątanie kuchni po ich przyrządzaniu… U mnie wyglądało to zupełnie inaczej niż na filmie:

Yogi Nora. Ta kobieta była, jest i  bedzie moją inspiracją. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, jak wyglada jej dzień : wstaje, medytacja, soczek, 2-3 godziny jogi, soczek, praca (instruktor jogi), sałatka itp, przyznam że powiedziałam sobie – to trochę za dużo tęczy jak dla mnie. Ale teraz zaczynam rozumieć, że można nasycić się sokiem. Poza tym daje dobre rady: umyj i przygotuj warzywa i owoce, przechowuj je w lodowce, bedziesz je miec zawsze pod ręką. Lub: zróbmy soki warzywne, dodaj y jakis owoc, by było słodkie, ale owoce trzeba jesc, bo zawierają „fibres”, ktore ułatwiają nam trawienie. 

Idę zrobić sobie soczek, odprawić dzieci do szkoły, psa na spacer typ moze zdążę zrobic krótką jogę przed rozpoczęciem pracy.

Życzę wam fantastycznego poniedziałku. 

10 myśli nt. „Ósmy dzień tygodnia

  1. Kasz

    A ja Tobie fantastycznego tygodnia! Trzymaj się, cokolwiek postanowisz w związku z dietą. O, soczki to jest to :)))

    Odpowiedz
  2. Ann

    Zwykle obawiam się nagłego manipulowania przy jedzeniu. Nie wiem, co może się dziać w moim wnętrzu – to nie konserwa, żeby otworzyć i widzieć:) Zrobiłam się nieufna (ciągle ktoś proponuje jakieś – wykluczające się – cuda). Do swojego weganizmu też dochodziłam stopniowo. Mam nadzieję, że nie robisz sobie nieświadomie krzywdy. Trzymam kciuki:)

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Dziekuje Ann, za ten komentarz. No tez mam taka nadzieje. Widzisz, widocznych popraw (procz tego, ze pozbylam sie takiej opuchlizny, wszedzie): paznokcie: zaczely blyszczec i zrobily sie mocniejsze. To co bylo ulamane do pol plytki – jakos sie zroslo z plytka paznokcia i sie nie rozdwaja. W czwartek ide do lekarza po skierowanie na badania, badania bede robila wpiatek czyli juz od soboty pierwsze wyniki. Do endo ide za 4 tygodnie i na pewno zrobie ponownie badania tuz przed wizyta u endokrynologa.
      Z drugiej strony, zauwazylam, ze to czego najbardziej mi brakuje, to lampka wina wieczorem, do przegryzienia tarta (czyli maka) z warzywami w „aparacie” (czyli jajko i smietana), albo jakies domowe ciasto. Czyli w sumie nie najzdrowiej. Tak, najbardziej przeszkadza mi w tym poscie ostracyzm socjalny. Dlatego nie wiem, ile pociagne…
      W kazdym razie bede tu sobie (i Wam) pisala co sie dzieje. Kazdy organizm jest inny, ale „swiadectwa”warto czytac 🙂

      Milego dnia i jeszcze raz dziekuje 🙂

      Odpowiedz
  3. Niania w Paryzu

    Kusi mnie ten post alé Tez straszy… Bo ja uwielbiam gotowac i Jesc. Robie To kilka razy dziennie dla mojej rodziny i jak To zrobie poszczac? Mam klopoty ze snem, zbyt mialo spie a wczesnie, o 6 h wstaje… Musze miec super énergie i forme by przetrwac dzien w szkole. Najmniejsza slabosc jest wykorzystywana przez uczniow. Musze Bardzo uwazac na drodze Bo wciaz krece kolkiem… Jem czasami w kantynie szkolnej, w restauracji… Boje sie wiec zmeczenia, wkurzenia, jedno z drugim sie zazwyczaj wiaze, klopotow zdrowotnych… Z drugiej strony chcialabym sprobowac, oczyscic sie z toksyn, zaczac lepiej Jesc po… I dlatego pytam :
    1. Tylko owoce I warzywa?
    2. Jak dlugo, optymalnie?
    3. Jak dlugo minimalnie…. By To Cos dalo?
    4. Co potem? Powrot do normalnego jedzenia I plus 5 kg po 2 tygodniach?

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      No wlasnie, sama nie potrafie odpowiedziec na ostatnie pytania.

      Nie ukrywam, ze najgorszy jest ten ostracyzm : gotujesz dla rodziny, oni jedza, tobie leci slinka a przed nosem masz talerz surowki.
      Albo te wieczne k* komentarze.
      Ale efekty, pierwsze, sa (silne paznokcie, na wadze mniej)
      1. Tylko pewne owoce i pewne warzywa. Na przyklad mija mi sezon na szparagi i truskawki, o mlodych ziemniaczkach z koperkiem nie wspomne…
      2. Ponoc tydzien to takie optymalne minimum
      3. Ponoc po takim dluzszym poscie przypominajki w postaci jednego dnia w tygodniu daja super efekty
      4. Tez sie zastanawiam 🙂 Potem jest „wychodzenie z postu”, ktore trwa tyle co post. Po prostu stopniowo, tydzien po tygodniu dokladasz sobie nowe grupy zywieniowe, ktorych dotad sie nie jadalo.
      No i ten post jeden dzien w tygodniu (a to juz naprawde maly pikus w porownaniu na przyklad z tygodniem)… I nie powinnas wracac do starej wagi. Ale to na razie dla mnie teoria. Dam znac, co i jak…

      Nie moge Cie namowic, to jest cos, na co nalezy decydowac sie samemu, po analizie za i przeciw. Ja w mojej analizie nie wzielam pod uwage tak silnej presji otoczenia. Wiedzialam, ze beda jojczec, ale zeby tak…
      Smutno mi

      Odpowiedz
  4. 5000lib

    Cokolwiek nie postanowisz, wiem, że wytrwasz. Nie mnie doradzać, wiem, że trzeba takie rzeczy robić z dużą dozą zachowania bezpieczeństwa, i po konsultacjach. Znając siebie, to pewnie bym wybrała na początek krótszą wersję. Pozdrawiam,

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Postanowiłam pociągnąć do 14 dni i zacząć „wychodzenie”. Jest mi ciężko wyobrazic sobie dalsze 4 tygodnie w takich warunkach, plus 6 tygodni wychodzenia z postu. Myślę, że jesienią to będzie idealny plan. A do jesieni – jeden dzień postu tygodniowo.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz