Detox

Patchowrki mi się porozjeżdżały, dzieci do drugich rodziców, Ben, ironio losów, do Polski. Weekend spędzam zatem w wersji solo. Wysłał mi rano mejla (po francusku:” a może zaczniemy w domu mówić po Polsku?”). Chętnie. Według tego pomysłu ja mam mówić każde zdanie po polsku i po francusku. Zobaczymy. Choć później, po polsku dopisał” tym razem na serio”.

***

Dziś minął 13-sty, przedostatni dzień postu dr Dąbrowskiej, „tego sezonu” .
I był to zdecydowanie najlepszy dzień, jak dotąd, całej diety.

Zjadłam 3 posiłki:
śniadanie

pomidor, ogórek, cebula, do picia kwas z buraczków, własnoręcznie zrobiony, dzieki uprzejmosci kolezanki z forum, Dorotki, ktora powiedziala mi jak  :*

obiad:

duszone na wodzie pory, cebula, czosnek i szpinak (moje kubeczki smakowe, po kilkudniowym odwyku od dodatkow w postaci oliwy, octu itp. zwołały: to jest pyszne – porcja 400 g , 180 kcal, trzyma na cale popołudnie),

kolacja

duszony szpinak i surówka ze startej czarnej rzepy i marchewki, z kalafiorem, sokiem z cytryny, koperkiem i solą

Do tego sok z grapefruita rano i sok marchewka, bulwa kopru włoskiego, korzeń imbiru i jabłko. W sumie około 600-700 kcal. Duzo wody, kilka herbatek ziołowych.

***

Czułam się świetnie. Rano poszłam z Pepperem na długi spacer, aż do sklepu Botanic po ziemie do moich sadzonek (udało mi się przemienić z ziarenka w sadzonki pietruszkę, koperek papryczki i pomidory, jupi:))

Z psem na spacery chodzi się jak z małym dzieckiem, zatrzymuje się skurczybyk co poł metra …

Po obiedzie porządkowałam mój, chciałam napisać Tajemniczy Ogrod, ale ani to tajemnicze jest (teoretycznie każdy mieszkaniec kamienicy może tu zajrzeć), ani ogród. „Mój” kawałek loggi, na którym dzięki soczkowi z kompostownika wystrzeliła mi i róża i magnolia i różne inne ciekawe roślinki.

w tle niestety zaniedbana loggia mojego sąsiada, który po smierci żony zaczął tracić zmysly , obecnie lrzebywa w domu opieki 🙁

Przesadzając roślinki myślałam o dwóch książkach, które bardzi lubię : „magii sprzątania” oraz „sztuce sprzątania”. W obu pojawia się ta sama myśl. Sprzątanie jako terapia dla duszy i ciała. Przyznaje, lubię kiedy chaos się ogarnia i wylania się nowy ład. Albo stary ład. Obie mogą być pełne sprzeczności lub nawet niezrozumiale (kiedy pani Loreau pisze o savon noir, to trzeba wiedziec co to jest, lub kiedy pani Kondo pisze o rozmawianiu ze skarpetkami, to może być to przegiecie. Niemniej jednak, obie książki bardzo cenię

***

Po południu umówiliśmy się z Bea do naszego ulubionego hammamu. W niedziele francuski dzień matki a my obie spędzamy go bez naszych dzieci, postanowiłyśmy zatem zrobić sobie prezent same. Oprócz tradycyjnego zestawu: sauna, hammam, gommage, zamówiliśmy sobie masaż (30 minut) i „w promocji” ofiarowano nam zabieg na bazie szarej glinki rhassul. Na takim relaksie upłynęły nam… 4 godziny ! Uwazam sie za szczęściarę 🙂

Nie wiem, kiedy minęły.

Doprawdy, jeśli siedziała wciąż we mnie jakaś toksyna, po dzisiejszym dniu z pewnością się wyniosła 🙂

Było cudownie…

 

6 myśli nt. „Detox

  1. 5000lib

    Pomysł z językiem, to świetna myśl. Kibicuję Wam!
    A masaż uważam, za jeden z najlepszych prezentów. (Darowanie komuś swojego czasu, bliskości i uwagi to przecież jasne i niedostąpienia).
    PS. (A propos zawartości talerzy) Uwielbiam pomidory i cebulę, a szpinak zależy jak zrobiony.
    Serdeczności!

    Odpowiedz
  2. 5000lib

    PS2 Czytałam w jakieś książce, gdzie teza była poparta wynikami eksperymentów) że spoglądanie na zieleń sprzyja kreatywności, uważam, że zieleń w mieście ma dobroczynne skutki!

    Odpowiedz
      1. 5000lib

        Moja Mama zawsze powtarza, że patrzenie w dal, na zielone uspakaja i daje wytchnienie oczom ;-).
        Co do języka, to da się. Nigdy w swoim życiu nie spotkałam osoby, której zaszkodziła by znajomość języków. Wytrwałości, wytrwałości i przyjemności. Warto potraktować naukę języka jako zabawę.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz