Pierwsze niepowodzenie

Pamiętacie swój pierwszy oblany egzamin ?

Ja pierwszego swojego nie.
Pamiętam, za to, ze przy kolejnych bardzo bałam się niepowodzenia i porażki, wiec kiedy tylko mogłam – unikałam egzaminów.
Po latach, kiedy wzięłam się za siebie a byka za rogi i zaczęłam na egzaminy przychodzić naprawdę przygotowana, pewna siebie i opanowana, przestalam się bać i zaczęłam je zaliczać z palcem w nosie. Ale zabrało mi to dużo czasu.

Moja córka przeżyła właśnie swoje pierwsze niepowodzenie.
Zdawała egzamin z jazdy konnej. Z praktyki – jazda, tresura, skoki – poszło jej naprawdę świetnie, miała 13 punktów na 14. Za to teorie – położyła kompletnie. 5 punktów na 20. Oczywiście nie dlatego, że ze stresu nagle wszystko zapomniała, tylko zwyczajnie, zamiast się uczyć i przygotować z teorii, otworzyła książkę ze 3 razy i uznała ze zjadła wszystkie rozumy.

Zatem teraz, kiedy poradziłam sobie z emocjami własnych egzaminów (bo jeszcze kilka mi się rysuje na horyzoncie), czeka mnie nauka radzenia sobie z emocjami mojej córki i jej przygotowaniem (lub nie) do sprawdzianów.

Przyszła do mnie bez kropli krwi na policzkach, ze smutnymi oczami, ale nie płakała . Niczego konkretnego się nie dowiedziałam, jakaś sesja poprawkowa za rok, to wszystko.

Rozpłakała się dopiero w samochodzie, ale wciąż utrzymywała, ze uczyła się dostatecznie.

Pierwszy raz widziałam ja taką smutną. Wrocilysmy do domu, a ona ze wstydu nie odezwala się ani słowem. Położyła się na łóżku, odwróciła do ściany i poprosiła, żebym wyszła z pokoju.

Podczas kiedy trawiła te wszystkie emocje, we mnie tez dużo się gotowało.
Też byłam rozczarowana, ze nie udało jej się zdać tego egzaminu, chociaż jeździ dobrze. Byłam wściekła na nią, ze nie dość ze się nie uczyła, nie dość, że nie poprosiła o pomoc w przygotowaniach, to jeszcze utrzymuje, że przecież otworzyła książkę i zrobiła co miała zrobić.

Ale z drugiej strony, zrobiło mi się jej żal i strasznie przykro, że ona się tak okropnie czuje.

W samochodzie opowiadałam jej o swoich nieudanych egzaminach, o tym, ze faktycznie, oblany sprawdzian boli, ale głownie dumę, ze trzeba teraz dumę schować do kieszeni i pomyśleć, jak się z tego wykaraskać. Ze to może być świetna okazja, żeby w przyszłym roku zdobyć nawet i 20 na 20, ze takie niepowodzenia kształtują charakter i ze teraz trzeba wszystko zrobić żeby się podnieść.

Starannie dobierałam słowa, żeby jej dodatkowo nie urazić, żeby nie poczuła się jeszcze gorzej. Miałam nawet zażartować, ze to pierwszy z serii nieudanych sprawdzianów, ale ugryzłam się w język.

A przede wszystkim, powtarzałam ze bardzo ja kocham, i niezależnie od tego, czy zdała ten egzamin czy nie, że dla mnie jest najbardziej utalentowana dziewczynka na świecie i że jestem z niej dumna. Bo to wszystko prawda.

Jestem dumna z mojej córki

Przyszła do mnie po 20 minutach, wtuliła się w moje ramiona. Zadzwoniła do swojego ojca.

Po czym powoli zaczęła wracać do siebie. Opowiedziała Margaux o egzaminie, o tym co jej poszło dobrze, a na czym się przejechała. Przy kolacji zaczęła się nawet uśmiechać.

***

A ja?
Idę ustawiać się ponownie w kolejce do Pana Boga, z prośbą o cierpliwość.

3 myśli nt. „Pierwsze niepowodzenie

  1. Niania w Paryzu

    Ciężki orzech… Mysle, ze mądrze postępujesz. Mam podobne problemy w bardzo dużym nasileniu jak Antek przega jakis mecz , ale on wtedy sam siebie niszczy, brzęczy, ze jest do niczego, ze tylko mu umierać… Skrajnie bywa… U jego kolegów podobnie. To straszne ambicje, ogrom pracy i wlasciwie to pretensje do samych siebie, ze nie podołali…. Rozwaga przychodzi w wiekiem.

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Ona poszla na ten egzain tak pewna siebie, ze wszystko wie, ze daj spokoj.
      Ciekawe, skad u naszych dzieci takie nieszczace mysli? Przeciez ten caly sport – Antka mecze, Irki koniki – oni to robia dla siebie, z przyjemnoscia, przeciez my ich do tego nie zmuszamy.

      Z drugiej strony, Irka jak tylko wspomni ze jest do niczego obrywa ode mnie bury za takie mowienie i myslenie o sobie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz