Wdech, jestem tu i teraz, wydech…

To nie jest tak, ze zaniedbuje bloga albo ze nie mam o czym pisać, albo ze nie chce o czymś pisać…

Walczę z chaosem, ot co.

Biegam od lekarza do lekarza i wiecie co ? Polepszyły mi się wyniki krwi. Po raz pierwszy od daaaaawna mam w normie leukocyty, erytrocyty, liczbę hematokrytową, na dobrej drodze są: hemoglobina, wskaźnik MCV, neutrofile, limfocyty, i cala reszta. Jestem tak tym podekscytowana, ze się tym z Wami dzielę jak jakaś stara ciotka przy imieninowym stole. (swoja droga, jak ja bym posiedziala teraz na takiej imprezie…)

Laboratorium mam na rogu ulicy, jako staly bywalec człapię tam z rana w birkensztokach Księcia, wychodzę pooklejana plastrami, raz czy dwa dzieci się przestraszyły, bo kiedy kładłam cos na stol na zylach porobiły się siniaki, i w ogóle łykam podczas posilkow czerwone tableteczki rano i wieczorem i tak jeszcze przez 2 miesiące, ale co tam. Czuje się lepiej.

Do mojego ślubu (cywilnego) zostało niecałe 2 miesiące.

Podsumowujac:

Mamy termin w merostwie (3 września),
mamy godzinę (11h00),
zaproszenia powysylane lub doręczone,
mamy miejsce, gdzie podejmiemy gości
lampkami champagne (zamówiony w Szampanii :)),
winem białym (z winnicy taty kolegi) i czerwonym (wciąż wybieramy),
oraz przekąskami rożnymi, wybieranymi pieczołowicie (aby goście nie byli głodni, chociaz to „tylko” fingerfoody :))) ,
mamy (od soboty) wybrana restauracje, gdzie wieczorem zjemy kolacje z najbliższą rodziną i świadkami ijest to nasza restauracja, do ktorej lubimy chodzic na specjalne okazje, bo tak. zamówiłam traiteur, czyli cos a la catering, na niedzielny piknik w parku, dla tych, którzy będą chcieli znów nas zobaczyć, bo przypuszczam, ze nikt w niedziele rano nie pobiezy na targ i nie kupi owocow, sera ani nie przygotuje tarty…

Goście będą mieli gdzie nocować,
nasza nocą poślubną zajmuje się Książę 🙂

Wybraliśmy obrączki,
Benoit ma cały, hm, ślubny uniform, ze tak powiem, w komplecie (do odebrania po różnych sklepach, ale już zakupione).
Pocieszam się, ze już więcej zostało zrobione niż zostaje do zrobienia.

W takich chwilach powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach” nabiera nowego wymiaru. Ponieważ zostaje nam:

Zorganizowanie dekoracji sali, tak, by zmieścić się w budżecie (wyzwanieJ)

Oraz takie tam drobiazgi jak:

Zastanawiam się czy ściąć włosy od razu baaaardzo krótko czy czekać z tym do piątku 2 Września… Znalezienie kwiaciarki, ktora zrobi mi bukiet taki jak ja chce a nie jaki ona ma w zwyczaju, no i ktora uplecie mi ten wianek 🙂

Znalezienie Pani, która zrobi mi makijaż do tej fryzury której nie ma i pewnie nie będzie… oraz takiej, która uczesze moje dwie dziewczynki. Przepraszam, pannice.

Znalezienie pani fryzjerki, która mówi po polsku dla mojej mamy i Siostry

Ubraniem Irki i Margaux na ślub zajmie się moja Teściowa, bo negocjowanie z nimi jest ponad moje siły.

No i moja sukienka ślubna na dzień (bo na wieczór mam te, która kupiłam z moja mamaJ), buty, bielizna i pierdylion innych rzeczy o których jeszcze nie pomyslalam (jeśli macie sugestie, związane z Waszymi przeżyciami przygotowan ślubnych, to chętnie poczytam wszelkie rady i porady).

Acha, no a ponieważ najpierw zarezerwowaliśmy sobie wakacje a dopiero później zdecydowaliśmy się na ślub już we Wrześniu, to żeby było śmieszniej na przygotowanie wszystkiego zostały mi dwa tygodnie w lipcu i 10 dni w sierpniu.

Nie samym ślubem się żyję, prawda? Oprócz pracy, która zabiera mi dużo czasu, nerwów oraz energii, bo robię aktualnie rzeczy, na których jeszcze się nie znam, mam jeszcze Airbnb (tutaj bardzo się cieszę, ze znalazłam dwie wspaniale dziewczyny, które są naprawdę fantastycznymi gospodyniami zastępczymi, dzięki czemu impreza pod tytułem kredyt inwestycyjny jeśli nie jest w tym okresie dochodowa, to nie jest również deficytowa). Plus tłumaczenia dla stowarzyszenia…
Zastanawiam się, jak zorganizować się lepiej, tak żeby był czas na trochę więcej sportu (pochwale się, od 7 dni codziennie, poza jedny dniem 🙂 ) praktykowałam jogę i nie było to tylko Sun Salute… Marze o tym żeby było tak już codziennie, do końca swiata).
Z tego wszystkiego spóźnił mi się okres, po raz pierwszy od wieków, o jeden dzień… Ach, marzenia marzenia… Pomarzyc wolno a nawet należy, nie ?

Ściskam Was i życzę Milego tygodnia

 

 

 

 

 

 

 

3 myśli nt. „Wdech, jestem tu i teraz, wydech…

  1. innywiatr

    Najlepszą metodą na poradzenie sobie z Chaosem to dać się mu ponieść. A jak sobie już pójdzie, to pomachać na pożegnanie i pójść na kawę ze Spokojem. Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie działania!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz