„Antispéciste” Aymeric Caron

Czytam a właściwie podczytuję książkę Aymerica Caron, „Antispéciste”

To lektura dla mnie trudna, bo choć większość zawartych w niej informacji jest mi już znajoma, jego bardzo spokojny, prosty, narracyjny styl pióra sprawia, że te wiadomości bombradują mój mózg.

Wysadzają w mnie schrony, do których pochowała się świadomość a później nic już nie może być tak jak przedtem. Aby zagospodarować dziurę po leju potrzebuję przetrawić informacje, dodać kilka nowych elementów, coś jakby pastyleczki z Matrixa, niebieską czy czerwoną? by się zrekonstruować.

Zaraz wyjaśnię bliżej o czym chcę napisać, pozwolę sobie na krótki wstęp:

Wychowałam się na mięsie.

Zapach dobrze usmażonego steka jest mi wciąż przyjemny i apetyczny.

Ale świadomość tego, w jaki sposób hodowane są zwierzęta przeznaczone na ubój i produkcję mięsa przeszkadza mi je konsumować.

Antispeciste, czyli ktoś, kto nie robi różnicy między gatunkami. Czy ja jestem, ty jesteś „specystą” ? Dzisiaj – założę się że tak.
Dzisiaj robię różnicę między moim psem a kurczakiem, którego „nóżki” kupuję mojemu psu do jedzenia.

Pies

I to przyznam, jest w mojej sytuacji jednym z paradoksów, z którymi sobie nie radzę. Z jednej strony nie jem mięsa, bo jestem świadoma tego że im więcej mięsa będę kupowała, tym więcej zwierząt będzie hodowanych na ubój.

Z drugiej, mój pies jest zwierzęciem mięsożernym i konsumuje 500 gr mięsa dziennie.

Dziś wiem, że gdybym znów chciała przygarnąć zwierzę, które będzie pasowało do mojego dzisiejszego systemu wartości, kupię sobie kozę. 🙂

Co wkomponuje się zapewne w moje plany na życie. Póki co, po próbie przerzucenia Peppera na chrupki wegetariańskie, przyznaję się do porażki, kupując mu kurze udka. Ale się nie poddaję.
Zatem, z jednej strony, jak prawdziwa hipokrytka, dbam o mojego Peppera, chadzam z nim na spacerki, obdarzam pieszczotami i czułymi słówkami po czym otwieram lodówkę i daję mu kawałek ścierwa (bo chyba tak nazywamy martwe zwierzę?), które on z apetytem pałaszuje.
My tu w Europie kochamy się w kotkach i pieskach, a w Azji sprzedaje się mięsko z naszych Burków i skórki z Mruczków, na reumatyzm.

To jest wlasnie „specyzm”.

Specyzm

Dyskryminacja – czyli nierówne traktowanie – rożnych gatunków.

I o nowym nurcie w holistycznym postrzeganiu naszej obecności na planecie Ziemia, naszej codzienności i zmianach, jakie są konieczne, o antyspecyzmie, przepraszam, antygatunkowość nie pasuje mi tu jako przekład, jest ta książka.

Kilka cytatów

Antispécisme nie jest wiarą ani przekonaniem, pisze pan Caron.

Jest etyczną konsekwencją tego, co nauczyły nas ostatnie odkrycia w paleoantropologii, biologii molekularnej, biologii czy

Antispécisme jest ściśle związany ze świadomością tego, czym jest Vivant (To co Żyje) i Świat, lub Wszechświat.

Ta nowa świadomość naszej roli we wszechświecie tworzy pewne obligacje, które konsekwencjami przerastają zakres tylko praw zwierząt. Antispecism jest tylko jednym z nurtów rewolucji moralnej i politycznej, której ulegnie już niedługo Człowiek. Wg pana Caron, dewizami tej rewolucji będą : lien (powiązanie), cohérence (spójność, koherencja) i responsabilité (odpowiedzialność)

Wszystko jest powiązane.

Więzi, ktore nas jednoczą, jako ludzi – związki, małżeństwa, rodzina, przyjaciele, kluby (pozdrawiam Klub Polki na Obczyźnie;-)), społeczeństwo oraz więzi, jakie nas łączą z naszymi kuzynami – zwierzętami, czy z innymi elementami Życia – roślinami, niebem, oceanem.

***

Jeśli odrzucimy to co łączy nas ze zwierzętami, to co łączy nas z roślinami, Księżycem i niebem, które zapewniamy satelitami, z oceanem na którym Człowiek stworzył Plastikowy Kontynent, grozi nam zagłada. A ocieplenie klimatyczne (które dzisiaj nawet inteligentni i wykształceni ludzie negują!) jest jedynie przedsmakiem katastrofy która nas czeka.
Do książki jeszcze powrócę tu na moim blogu – pamiętniku.
Na razie odnotuję kilka innych spostrzeżeń. Na olimpiadzie w Rio kilkunastu atletów – medalistów zadeklarowało się jako Veganie. Niezmiernie mnie to cieszy, ponieważ od lat pokutuje przesąd, że na diecie roślinnej nie da się zdrowo żyć, w pełni sił. Sukces wegańskiej sportowców jest ważny i powinien być podkreślany – aby z osób, które rezygnują z mięsa przestać robić ofiary, uciążliwe bucki, dla których trzeba szykować osobne menu podczas kolacji. Aby stały się one dla nas wzorami – z racji tego, że już są mediatyzowane, nie tak jak 99% wegan, którzy swoje hummusy robią tak z boku, by nikomu to nie przeszkadzało.
Ten nieszczęsny argument „bo człowiek zawsze mięso” niezwykle mnie bawi, szczególnie, podkreślam, w Polsce.

Tradycja

Rozumiem, że w 2016 Roku można zapomnieć, że jeszcze w drugiej połowie XIX wieku panowała pańszczyzna. A arystokracja i ziemiaństwo nie stanowiły 10% populacji. Zatem Pańszczyźniany Chłop, szanowny przodek przynajmniej 3/4 części naszego dzisiejszego społeczeństwa, nie jadł mięsiwa codziennie, bo oddawał zwierzaki do dworu, pościł kilka długich razy w roku, niekoniecznie dla zdrowia i przyjemności (jak to mimochodem odnotował chociażby Prus w Lalce).

Kiedy ubijano świniaka zbiegała się wieś i robiła zapasy na miesiące.

Nie mógł on sobie chodzić na polowania, jak król Zygmunt Trzeci Waza, że „puszczę oczko temu misiu”, nie każdy był kłusownikiem i nie każdy myśliwym.
Rozumiem te wielkopańskie zapędy, też jako szczyl czytałam o ucztach w Ogniem i Mieczem i marzyłam o tym, by w moich żyłach krążyła szlachecka krew :-).. Ale na Boga, wymyślcie kochani mięsożercy coś innego niż „bo tak zawsze było”.
Ostatnie 50 lat postępu i innowacji (mięso dla każdego !) zniszczyło tradycje hodowlane (i rolnicze w ogóle) co powinno nas wszystkich przerazić i zastanowić, co dalej.
Na razie głaszczemy naszą buntującą się świadomość, sięgając po „mleko od szczęśliwej krówki”, po cielęcinkę z cielaka, który radośnie zażył słonecznego lata w gospodarstwie bio i organic (a i tak skończył w rzeźni, oddzielony wcześnie od matki, żeby nie marnować mleka), sama krowa zresztą, sztucznie zapłodniona co najmniej 2 razy w roku też trafi do rzeźni, kiedy tylko zmniejszy się jej mleczna wydajność…
Nie, no, kiedy to się czyta, ma się ochotę przestać jesc mięso. Ale na krótko, bo zaraz mignie nam reklama jogurtu, z krową na słonecznej łące w tle, w sklepie jest promocja i w ogóle zawartosc tego plastikowego kubeczka ma na prawdę jakos związek z krowią mamą ryczącą z żalu po tym, jak przedwcześnie odebrano jej dziecko po to, by nasze dzieci mogły wcinać bitki?

A jednocześnie oburzamy się, planeta cała się oburza, gdy w Japonii masakruje się co roku setki delfinów.
Gdyby nie nasze parcie na mięso, nasze codzienne wybory i głosowanie portfelem, zmniejszyłaby się ilość zwierząt hodowanych dla mięsa. Czy wiecie, że większość tych naszych zwierząt hodowlanych nie rozmnaża się bez ingerencji człowieka?
Wzrost świadomości, że ktoś – zwierzę – cierpi dla naszej przyjemności zmieni nasze społeczeństwo.

Gdyby rzeźnie miały okna, ludzie nie jedliby mięsa.

I ja bardzo się cieszę, że jestem częścią tej zmiany.

5 myśli nt. „„Antispéciste” Aymeric Caron

  1. Ann

    Prawda o kondycji ludzkiej jest bolesna. Jesteśmy równi wobec życia, taka jest moja prawda. Moje współczucie i empatia do wszystkich zwierząt z osobna (również do drzew, traw, kwiatów) nie czyni mojego życia łatwym. To nie ma znaczenia. Zmiany zaczynamy od siebie, ale trzeba chcieć (no i wiedzieć). Dzieje się (zmiany świadomości) zbyt powoli. Żeby tylko zdązyć przed spowodowaniem zagłady Ziemi.
    P.s.W Polsce została wydana książka Petera Wohllebena Sekretne życie drzew. To, co tam jest napisane o życiu drzew – zawsze przeczuwałam, ale i tak to był wstrząs.

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      dokladnie, podpisuje sie pod tym co napisalas – zmiany zaczynamy od siebie.

      Kiedy budzi sie swiadomosc, czuje sie tak, jakbym zyla naprawde w matrixie.
      Juz nie potrafie uspokoic sumienia pogladem : czlowiek jest stworzeniem miesozernym. Albo, bylas dizeckiem, jadlas mieso i nic nie nie szkodzilo.
      Ze nauczylam sie (nauczono mnie) przygladzic wyrzuty sumienia, szyneczka w aseptycznym plastikowym pudelku jest przeciez latwym do skonsumowania produktem, na bulce z maslem (zrobionym z mleka).
      Ze odseparowalam logiczne przeciez fakty : mieso ktore jemy bylo kiedys czescia zyjacego stworzenia, tej przyslowiowej „szczesliwej krowy” (eufemizm, ktorym mydlimmy sobie oczy by zagluszyc wyrzuty sumienia) .
      Ktora byla zywym zwierzeciem, ktore zostalo wyhodowane: przyszlo na swiat przy ingerencji czlowieka, zostalo odchowane, byc moze w dobrych byc oze w zlych warunkach a nastepnie zostalo wyslane na smierc.

      Ale jesli zaczynam analizowac proste fakty (a ta ksiazka podaje proste fakty, zadne konfabulacje): zwierzeta – kregowce – czuja bol.
      Sa inteligentne.
      Jak zmierzyc inteligencje zwierzecia ?
      Tak samo jak inteligencje malych dzieci.

      A zwierzeta, ktore jemy sa wlasciwie, sorry za porownanie.. dizecmi. Jesli dlugosc zycia kury to okolo 4 lat, a kurka-nioska – niechby zyla nawet na wesolym wybiegu – zyje zaledwie 2, bo po 2 latach przestaje produkowac jajko.
      Krowa moglaby pozyc az do 15 lat. Swinia 12. (https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awinia_domowa)
      Ale poniewaz wysylamy ja na uboj gdy ma 6 miesiecy , to uswiadommy sobie jedno:
      dorosly czlowiek, gatunek i czesc Natury, zyje 74 lata. Jest uwazany za doroslego w wieku 18 lat.
      12 lat swini i jej 6 miesiecy zycia – to jakbysmy jedli 4 letnie dzieci.
      To bardzo drastyczne porownanie, ale jesli spojrzy sie na te sprawe z punktu widzenia antydyskryminacji gatunkowej – to wykorzystujemy zwierzeta, stworzenia i rowniez czesc natury, zjadajac ich dzieci…

      Odpowiedz
      1. Ann

        Oczywiście, że tak jest. Ludzie dużo rzeczy nie wiedzą, ale też nie chcą wiedzieć. Jestem weganką od kilku lat (dochodziła do tego stopniowo) i zapewniam Cię, to nie tylko nie szkodzi mojemu zdrowiu i kondycji ale też moje życie stało się bardziej świadome i kolorowe. Moje posiłki mają kolor i smak, są łatwe do przygotowania w domu, produkuję mniej śmieci. Nie towarzyszą temu żadne filozofie Wschodu, tylko współczucie i miłość. Jestem przykładem dla pytających ludzi, że taki styl życia nie szkodzi zdrowiu, a wręcz przeciwnie. Pozdrawiam 🙂

        Odpowiedz
  2. Ann

    Reblogged this on Ziarenka and commented:
    Wspomniany w poprzednim poście szacunek dla słowa jest składową mojej postawy wobec wszystkiego co jest. Obejmuje tym samym moje czyny. Cieszę się, że nie jestem w tym odosobniona. Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżającego się ślubu babo jogo.. Niech Ci się dobrze wiedzie:)

    Odpowiedz
  3. Pingback: Podsumowanie Roku 2016 | Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz