Pierwsze 101 w 1001 -podsumowanie

Dnia 19 Października 2013 roku, na moim poprzednim blogu napisałam pierwszy bilet:

“Zmiany.

Ma się rozumieć, na lepsze. Wind of Change dmuchnął we Wrześniu. I ciągle wieje. I żeby nie zabrakło mu oddechu, pomogę mu blogiem.

Zatem, co się konkretnie zmienia:

  • Szukam nowej pracy. Z czegoś trzeba spłacić ten kredyt za mieszkanie, nie?
  • Postanowiłam że sport znów będzie dla mnie ważny, a moje ciało w bikini będzie tego wizytówka.
  • Qchnia: staje się… smaczna i zdrowa.
  • Wynajdę magiczny środek, dzięki któremu poprawia się moje relacje:
    • z córka
    • z przyrodnia córka
    • jak również z Księciem z Bajki.
  • I w ogóle sobie poradzę z codziennością, co w tym roku idzie mi jakoś szczególnie pod górkę…

Czego najbardziej sobie życzę.”

Kilka dni później napisałam:

Najczęściej nie jarze, co się dzieje miedzy rankiem a pójściem spać.

Po prostu nie ogarniam tego.

Odkąd mamy psa, odkąd wstaje nad ranem, żeby go wyprowadzić na spacer, odkąd biegam itd świadomie i z przyjemnością smakuję śniadanie, oraz  takie proste czynności jak prysznic, żelazko i włożenie butów.

Później sprawa się komplikuje. Wysiadając z pociągu na stacji Brignais, porywa mnie UFO.

Miedzy 9h00 a 17h00 … Tak, teraz, kiedy się rozstajemy, mogę pozwolić sobie na takie „urzędnicze” godziny biurowe. Ale przypominam, ze był czas, kiedy mój szef, widząc mnie gotowa do wyjścia o 18h30 pytał, czy wzięłam wolne popołudnie…

Co się ze mną dzieje przez ten czas? Nie wiem.

Teraz na przykład piszę bloga. A poza tym? Siedzę za biurkiem, dzwonią firmy, które chcą mi coś sprzedać – dobrze się składa, jestem kupcem – mowie im, czego potrzebujemy, a dwa dni później potrzebujemy już czegoś innego, negocjuje, nie wiem po co, bo zawsze na końcu przyjdzie szef i wybiera po swojemu, nie patrząc na żadną z tabel, którą każe mi przygotować. Ostatnio z nudów próbowałam przeanalizować jakie są jego kryteria wyboru ale okazuje się ze rachunek prawdopodobieństwa przydaje mi się tutaj zupełnie do niczego… To musi być jakiś skomplikowany program do rozszyfrowania kodów wojskowych, nie tam moje kryteria selekcji.

No dobrze, nie wszyscy musimy być lekarzami i ratować zawodowo życie. Żeby chociaż te produkty czemuś służyły, żebym miała satysfakcje, ze oto proszę Państwa produkt który został wymyślony przez nasze R&D, wprowadzony na rynek przez naszych handlowców, tak, czemuś on służy. A tu… lipa. A to lusterko spadnie z autokaru, a to „store” pójdzie z dymem, a to znowu cacko się nie otworzy i nie pooglądamy filmu w samolocie na zmechanizowanym monitorze o ekranie mniejszym niż mój iPhone 4.

No dobrze, nie każdy może być nauczycielem i pomagać znaleźć sens życia. Z pięciu podstawowych elementów – korzyści, jakie przynosi praca: pensja, spełnienie zawodowe, satysfakcja z dobrze wykonanej roboty, poczucie, ze jest się przydatnym oraz aspekt socjalny, w sensie towarzyski, nawet to ostatnie jest klapa. Pustynia. Wszyscy ludzie, z którymi rozmawiałam z przyjemnością, jadłam obiady, wychodziłam na piwo itd trzy lata temu… się pozwalniali, albo zostali popchnięci do zwolnienia.

Moja toksyczna praca mnie zatruła. Czas na detoks. Umówiliśmy się wstępnie, taki mój drugi rozwód za obustronna zgoda (pestka, mam już wprawę), ze będę mogła otrząsnąć pyl ze stop moich i pójść sobie 20 grudnia. Właśnie policzylam.

Zostało mi 8 weekendów, 16 dni wolnych od powolnego zabijania czasu za biurkiem.

Zamierzam wykorzystać z nich każdą minutę dla siebie i swoich.

A 40 pozostałych dni jestem tutaj.

I zacznę w końcu szukać nowej pracy. Obiecuje”

I znów, kilka dni później…

„Z tym szukaniem pracy to jest tak:

Kiedy umówiłam się z firma, ze rozwiążemy kontrakt o prace (CDI, contra durée indeterminée) byłam bardzo podekscytowana.

We Francji takie CDI jest najlepsza polisa ubezpieczeniowa: musisz okraść firmę, pobić szefa albo upublicznić tajne informacje, żeby Cię ktoś zwolnił. (Negatywny punkt: ciężko jest zmienić prace z miesiąca na miesiąc, bo nawet jak się człowiek sam zwalnia, to zawsze przywala jakieś 3 miesiące…. )

Bez CDI nie kupisz ani samochodu, ani mieszkania, bo jest on podstawa francuskiego systemu kredytowego.

Ponieważ mieliśmy w planach projekt mieszkaniowy właśnie, kiedy rok temu po reorganizacji firmy moje stanowisko KAM zostało zlikwidowane, a mnie zaproponowano pracę kupca, przyjęłam propozycje (chociaż już wtedy wiedziałam, ze nic z tego nie wyjdzie).

No ale, mieszkanie kupione, kredyt na następne 25 lat już jest, powiedzmy ze wszystkiego co mi potrzeba, jest forsa na spłatę rat.

CDI już niekoniecznie.

I tu zaczynają się moje dylematy. Wiem, pomyślisz sobie ze mi się w 4 literach poprzewracało.

To jest tak: spędzam w pracy, jak większość z nas, więcej czasu niż w domu z rodzina, albo nawet niż sama ze sobą.

Bywało tak, ze wychodziłam o 7h i wracałam po 21h. A czasami 10 dni w Azji a po trzech dniach tydzień w Brazylii. Bez weekendów czy dni wolnych przez miesiąc. Dziecko widywało mnie raz na 3 tygodnie, a najczęściej tylko wieczorami. Gdyby to jeszcze w grę wchodziły jakieś oszałamiające pensje. Ale to było za te samą pensję, którą mam siedząc w biurze od 9h do 17h00.

Wiec aby „zaokrąglić” sobie końcówki miesiąca, od kilku lat ratuje mnie moja praca fotografa ślubnego, we wszystkie pozostałe weekendy. Plus, od kilku miesięcy moja trzecia praca, mini-firma, (autoentrepreneur) administracyjno-handlowa.

W efekcie – rozmieniłam się na drobne.

Zatem, gdy umówiliśmy się, że moja wolność zostanie mi zwrócona 31 grudnia 2013 roku, raczyłam sie optymistycznie rzucać na oferty pracy.

Odpowiedziałam przez ten miesiąc na około 50 offert. Żadna nie była przypadkowa, każdą analizowałam, czytałam o firmie, zastanawiałam się, co moja osoba może sobą do niej wnieść, co ta praca mi przyniesie, oprócz pensji.

Wynik? Powiem tak. Aby pracować jako handlowiec w przemyśle lotniczym, musiałabym przenieść się do Tulouzy. Albo Bordeaux.

Zaczęłam szukać w innych branżach. Po kilkunastu odpowiedziach negatywnych przeanalizowałam sytuacje: nie mam tytułu inżyniera, albo doświadczenia w innym niż lotniczy przemyśle, wiec prace o ciekawszych zadaniach i wyższych zarobkach są trudniejsze do wyhaczenia.

Praca taką, jaka miałam w mojej Very Secret Agency, oznacza dalszy zanik neuronów , życie od pierwszego do trzydziestego + te moje dwa dodatkowe zajęcia, czyli dalszy a nawet permanentny zanik czasu na życie, czasu dla dziecka, czasu na dziki seksu z ukochanym, o książkach, tańcu czy fitnessie nie wspomnę. Nawet zakupy zaczęłam robić przez Internet, a ja przecież lubię iść, powąchać książkę, pomidor czy sukienkę zanim ja kupie…

Wiec od dzisiaj zmieniam nieco strategie.

W ten weekend biorę wolne. Usiądę spokojnie z kartka papieru i zastanowię się w końcu, s p o k o j ni e, co chce ze sobą dalej zrobić.

Uświadomiłam sobie, dopiero w tym tygodniu, jakie mam szczęście: mogę sobie na to pozwolić. Dzięki polubownemu rozwodowi z pracodawca mam przed sobą rok zasiłku dla bezrobotnych (który, wiem, to przesada, ale taki jest system – jest w moim przypadku troszeczkę wyższy niż średnia krajowa), który pozwoli mi na comiesięczną spłatę rat na mieszkanie a od moich wydatków odejmę 200 euro (miesięczny budżet na benzynę do pracy).

Tak optymistycznym akcentem wracam do moich papierków i udawania, ze cos robię.

Czy wspomniałam już o tym, ze odkąd oficjalnie rozstaje się z firma, zostałam pozbawiona obowiązków? We Francji nazywa się to „wsadzeniem do szafki”.

Po prostu, w sposób niepisany, niczego się od Ciebie nie wymaga, poza obecnością za biurkiem w ustalonych godzinach i uczestnictwem w zebraniach a w tym samym czasie nie wolno Ci sprawiać wrażenia, że odchodzisz, bo to ujemnie wpływa na „esprit d’equipe”…

W poniedziałek nareszcie przychodzi osoba, która mnie zastąpi. Po 5 latach w marketingu, dziewczyna poszła na urlop macierzyński. Wracając po urlopie (jej Krewetka ma 3 miesiące) nie odnajdzie już swojego stanowiska. To się eufemistycznie nazywa „mobilité interne”…

No, ale ja się cieszę ze cos nareszcie będę robić : moją nową misją będzie „przeszkolenie koleżanki do zawodu kupca”

Piątek, zmiatam stad o 16h00.

W takim oto kontekście narodził się mój projekt.

O tym, jakim byłam człowiekiem i co dla mnie było ważne w grudniu 2103 roku świadczy moje 101 punktów.

Najpierw podsumowanie :

Irenka [4/5]

  1. [1/1]        Spedzam przyjemny weekend wylacznie z Irenka. U Izabeli w Burundii.
  2. [1/1]       Robie dla Irenki słoiczek „Konfitury z czulych slow” (z samymi przjemnymi dla niej zdaniami)
  3. [1/1]       Zabieram Irenke do Irlandii (na koniki) – Lato 2014. Gwiazdki w oczach Irki, po dzikim galopie po plazy – bezcenne !
  4. [0/1]   Ide na spacer wylacznie z Irenka (50 spacerow)
  5. [1/1]        Zabieram Irkę na wycieczkę do Nowego Jorku.

Tych przyjemnych weekendów było więcej niż jeden i z tego ogromnie się cieszę. Słoiczek konfitury czułych słówek powędrował z nią do jej ojca. Zrobię jej kolejny. Taki dla nastolatki. Ach, wakacje w Irlandii były dla dziewczyn ponoć „wakacjami życia”. Zabrałam ja do Nowego Jorku…
Ale nie udało mi się wyciągnąć jej na spacer 50 razy w ciągu 1001 dni.

80% sukcesu

Zycie Zawodowe [4/5]

  1. [1/1]       Pracuje za pensje (trzykrotnosc moich dzisiejszych kredytow:)) do konca marca 2014
  2. [1/1]       Otwieram wlasna firme (dzialalnosc Airbnb)
  3. [1/1]       Moja firma przynosi zyski (:))
  4. [0/1]       Place sobie pensje (dzis ustalam, ze bedzie to trzykrotnosc moich kredytow)
  5. [1/1]       Przez 30 dni mysle i mowie : Lubie to co robie (i nie bedzie to „bezrobocie”)

Pamiętam, ze pisząc punkty w tym rozdziale, osiągniecie ich wydało mi się szczytem marzeń, ba, prawie nie do osiągniecia. To dzięki pracy nad sobą, nad poczuciem własnej wartości, nad konsekwencją i nie poddawaniem się, zawdzięczam 80% sukcesu.

Budzet [8/8]

  1. [1/1]       Ogarniam się i dziurę budżetową oraz kończę miesiąc pozytywnie od marca 2014
  2. [1/1]       Zarabiam extra 5000€ (jeden kontrakt:))
  3. [1/1]       Przez tydzień kupuje wyłącznie niezbędne produkty (3-10 stycznia 2014)
  4. [1/1]       Przez tydzień unikam w ogole wydawania pieniędzy )(oszukane: na wyjeździe służbowym.
  5. [1/1]      Przez miesiąc robię zakupy płacąc wyłącznie gotówką  (styczeń jest dobrym miesiącem na rozpoczęcie takiej akcji, prawda? 27/02/2014: udało mi się. Używałam karty i czeków jedynie do płacenia świadczeń. Kończy się luty, przyznam, ze częściej sięgałam po kartę płacąc za zakupy w sklepie, ale w marcu zamierzam powrócić do żywej gotówki.
  6. [1/1]       W Księdze Strachów (Księga Wydatków) robię spis wszystkich wydatków (co najmniej przez miesiąc) (zaczynam 13 XII 2013 … 20/I/2014 : udało mi się, sama w to nie wierze. I postanowiłam kontynuować ! Okazało się, ze wydaje faktycznie mniej, kupuje rzeczy które są potrzebne – nie oszukujmy się, wciąż jest pewna liczba zakupów niezbędnych, ale o niebo mniej niż na przykład w listopadzie… )
    17. [1/1] Robię rezerwę „Wypadki losowe” (15/05/2014)
  7. [1/1] Zmiana 02: 52 tygodnie oszczedzania. Z przyjemnością stwierdzam, ze udało mi  sie  wytrwać do końca 52 tygodnia. Satysfakcja niesamowita !

Taaak. Uporządkowanie finansów i wyjście z długów, w które wpakowałam się na własne życzenie było dla mnie pierwszoplanowe. Migają mi, jak z odległego koszmaru, wspomnienia nieprzespanych nocy, gdy zamartwiałam się, jak sobie poradzę z nieprzewidziana oplata za wypadek samochodowy itp. Gdyby ktoś powiedział mi, ze kilkanaście miesięcy później kupie nawet studio, jako inwestycje, popatrzyłabym na niego z niedowierzaniem… Przeczytałam kilka mądrych książek (jeśli miałabym polecić dziś jedną, byłaby to książka : Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec, Roberta Kiyosaki. To dzięki niej zmieniłam spojrzenie dotyczące pieniędzy, ich posiadania lub nie, zarabiania itp.)

100% sukcesu

Lifestyle [13/15]

  1. [1/1]       Wprowadzam minimalizm do szafy projekt 333, start 1 I 2014,
  2. [1/1]       Wprowadzam minimalizm do produktów kosmetycznych i higienicznych
  3. [1/1]       Wprowadzam minimalizm do kosmetyczki z make-upem
  4. [1/1]       Jem „bio” – zdrowo i z umiarem 🙂
  5. [1/1]       Układam i segreguje moja bibliotekę
  6. [1/1]       Zapuszczam włosy – chce zrobic KuCyka
  7. [1/1]       Układam menu na każdy tydzień, przez 3 miesiące
  8. [0/1]       Ja i liczby : waze 54 kg (11/12/2013 : 57,5 kg, dzis, 01 Stycznia 2015: 60,5 kg) dziś, 28 Sierpnia : 60.5 kg.
  9. [0/1]       Ja i liczby : moja talia mierzy 64 cm (dzis 70 cm)
  10. [1/1]       Robie, przez rok, MEMORY JAR czyli sloik z Konfitura Milych Wspomnien (Na razie w wersji blogowej)
  11. [1/1]       Zapisuje nas na „Brocante” czyli uliczna wyprzedaz i sprzedaje mase rzeczy, ktorych nie uzywamy.
  12. [1/1]       Przez miesiąc unikam wina, piwa i innego alkoholu – proszę Państwa, Sylwestra przywitałam na trzeźwo. Mowie jak AA: jest 4 stycznia, od 4 dni nic nie pilam. 27/02/2014: nadal przyjmuje rzeczywistość na trzezwo 😉
  13. [1/1]       Pisze i wysylam kartki swiateczne Na Boze Narodzenie i Wielkanoc
  14. [1/1]       Wypelniam papierowy „adress book”
  15. [0/1]       Pisze ksiazke kucharska (dla siebie i rodziny :))

86% sukcesu. Bardzo jestem z siebie dumna, za każdy z wypełnionych punktów. Waga i cm nie zając, nie uciekną, a ja się nie poddaje 🙂

Rozwijam się [1/7]

  1. [0/1]  Czytam (i kończę) książkę po niemiecku
  2. [0/1]  Czytam (i kończę) książkę po włosku
  3. [0/1]  Zdobywam dyplom BAC+5
  4. [0/1]  Nagrywam filmik w którym wyjaśniam mój projekt zawodowy
  5. [0/3]  *Gram 3 utwory na pianinie (właściwie to powinnam sobie zaliczyć – przez rok brałam kurs nauki gry na pianinie. Tylko ze nagle przestalam…)
  6. [1/1]  *Codziennie przez 90 dni ćwiczę jogę (sun salut minimum)
  7. [0/9]  Umiem na pamięć po 3 wiersze po polsku (Litwo, Ojczyzno moja sie nie liczy) po francusku i angielsku

14% sukcesu.
Patrząc na tę akurat statystykę i porównując ją z moim aktualnym życiem, chce mi się śmiać. Tak, w pewnym sensie 14% sukcesu to jakby porażka, ale czy można tak określić te dziedzinę mojego życia ? Zdecydowanie nie. Bo oto Agnieszka z 2016 „rozwinęła się” zupełnie inaczej niż sobie założyła Agnieszka z 2013 roku.
Dziś ważne są dla mnie: wspieranie lokalnego handlu, lokalnej żywności, ograniczenie ilości produkowanych śmieci, wywarcie pozytywnego impaktu na moje bezpośrednie otoczenie, praca wolontariusza, minimalizm, wegetarianizm ze spojrzeniem w kierunku weganizmu. A na wszystkie wspomniane punkty tez przyjdzie czas, jeśli to będzie „ich” czas…

Mieszkanie [11/12]

  1. [1/1]    Robię tygodniowy planning sprzątania i się go trzymam 🙂 (przez 3 miesiące)(przychodzi do mnie pani do pomocy w utrzymaniu czystości + Airbnb)
  2. [1/1]    Kończymy remont kuchni (dziś 11/12/2013, moge powiedziec, ze kuchnia jest piekna. Nastepny remont – wiosna 2015 :))
    43. [1/1]    Kończymy remont pokoju dziewczynek
  3. [1/1]    Kończymy remont lazienki
  4. [1/1]    Kończymy remont toalet (zaczelismy w grudniu 2013… skonczylismy w lutym 2014)
    46. [1/1]    Kończymy remont pokoju
  5. [1/1]    Kończymy remont salonu
  6. [1/1]    Kończymy remont przedpokoju
  7. [1/1]    Organizuje z głową te ogromna szafe w przedpokoju
  8. [1/1]    Na balkonie sadze (i zbieram) pomidorki, pietruszkę i bazylie
  9. [0/1]    Maluje sciane farba imitujaca tablice kredowa
  10. [1/1]    Nasze T2 przerabiamy na T4 ( wiosna 2015…)

91% sukcesu.
Jestem z siebie – i z nas – dumna.

Przyjemności [7/19]

  1. [1/1]    Spędzam 1 tydzień na nartach
[1/1]
  2. Spędzam 1 weekend na nartach
  3. [0/1]      Idę do opery w Berlinie
  4. [0/1]      Idę do opery w Genui
  5. [0/1]      Idę do opery w Wiedniu
  6. [0/1]      Oglądamy „jezioro łabędzie” z Irenka, Benem i Margaux
  7. [0/1]   Raz w miesiącu pisze resumé książek ktore przeczytalam
  8. [0/1]      Raz w miesiącu pisze resumé filmow, ktore obejrzalam
  9. [0/1]      Przez weekend chodzę po górach (Pireneje)
  10. [1/1]      Przez weekend chodzę po górach (Alpy) – w Tyrolu na AxEvent, lato 2014
  11. [0/1]       Jadę pod namiot (do Périgord?)
  12. [0/1]       Zwiedzam Bretanie
  13. [0/1]       Zwiedzam Szkocje (Byłam w Edynburgu, ale w celach służbowych, nie liczy się)
  14. [1/1]       Organizuje jednodniowa wycieczkę po górach (Alpy, w Savoie)
  15. [1/1]       Organizuje weekend w Polsce z Rodzina i Teściami (weekend 14 lipca 2015)
  16. [0/1]       Przechodzę Via Ferrata
  17. [0/1]       Spędzam weekend w SPA
  18. [1/1]     Spędzam 10 dni (wyjazd typu skimania) na nartach (na jednym nawet się zaręczyliśmy)
  19.  [1/1]       Irenka jeździ do Polski 5 razy w ciągu 1001 dni

36 %. Podobnie jak z rozwijaniem się… Faktycznie, nie wybrałam się do Opery. Ale ileż weekendów spędziliśmy razem, z dziećmi lub we dwoje, na ilez innych przyjemności mogłam sobie pozwolić ? Bylismy na wakacjach w Irlandii, Polsce, Grecji, na nartach w Alpach i Szwajcarii,

Sport [3/9]

  1. [0/1]      Moj jedyny i upragniony cel sportowy: zrobic seans z Yogi Nora
  2. [0/1]      Robię 20 pompek bez zatrzymywania się
  3. [0/1]      Podciągam sie 10 razy na drążku (dzisiaj : ZERO)
  4. [1/1]       Biegnę w maratonie (pobiegłam, ukończyłam ! 4.maja 2014, Geneva Marathon 04:52:49)
  5. [0/1]       Biegnę w maratonie i kończę go poniżej 4 godzin
  6. [1/1]       Kupuje karnet na siłownię (10 wejsc) i go realizuje w mniej niz 6 m-cy 🙂 Chodzę na siłownie z Piotrem i Benoit
  7. [1/1]       Staje na glowie(10/01/2014)
  8. [0/1]       Staje na glowie po czym robie mostek 🙂20 I 2014 – opanowałam stanie na głowie, czas przejść do następnego etapu. Mostek. W międzyczasie nadal walczę ze szpagatem :))
  9. [0/1]       Wstaje rano i robię to : (sun salute B with hand standing)

30% , sukcesu ? hm, to jest raczej jedna z moich porażek… ani maratonu poniżej 4 godzin ani szpagatu, ani pompek… Chociaż… udało mi się zakochać w jodze. A joga to droga, nie destynacja :))

Sprzedaję [1/2]

  1. [1/1]       25% moich książek
  2. [0/1]       Samochód

Spłaciłam kredyt za samochód, przez kilka miesięcy nawet wynajmowałam go w serwisie Drivy.fr, dzięki czemu „sam za siebie” płacił ubezpieczenie i benzynę (dopóki nie stracilismy parkingu). Dziś znowu sprzedaż Clio jest na tapecie)

50% sukcesu

Kupuje [10  /14]

  1. [1/1]       Świeczki zapachowe do domu Santa Maria Nouvella
  2. [1/1]       Torebka, czarna i piękna (14 I 2015)
  3. [1/1]       Rękawiczki skórzane (1) (których nie zgubie (2)
  4. [1/1]       Lampa na moje biurko
  5. [1/1]       Moje biurko. (20 I 2014)
  6. [1/1]       Sztanga, regulowana
  7. [1/1]       Mata do jogi, prawdziwa, porządna
  8. [0/1]       Azalie na balkon
  9. [1/1]       Taca „do herbaty”
  10. [0/1]       Lustro typu  „Psyché”
  11. [1/1]       Buty do biegania
  12. [0/1]       Czarna, welurowa marynarka, na przykładtakaod Zadig&Voltera
  13. [1/1]       Hantle, regulowane.
  14. [0/1]       Golf kaszmirowy – 1 z długim i  1 z krótkim rękawem

bez komentarza 🙂

Zdjęcia [1/5]

  1. [0/1]       Segreguje te 40 000 zdjęć na moim twardym
  2. [0/1]       Realizuje album dla Irenki
  3. [0/1]       Realizuje poster do naszej sypialni (nie wiem jeszcze co, ale będzie to ciało w ruchu)
  4. [0/6]       Realizuje album na lata: 2010,2011,2012,2013,2014,2015…
  5. [1/1]       Znajduje model/e i realizuje projekt album zdjęć „de charme”

BONUS : [0/1]       Robię sobie piękne zdjęcie w bikini na plaży

No tutaj przyznam – nie wygospodarowałam wystarczającej ilości czasu. I nie mam nic na usprawiedliwienie 🙂

Statystycznie – 62% sukcesu.
Jednak dla mnie ten projekt jest sukcesem w 100 % !

Piszę te słowa siedząc w samolocie, kierunek Stany Zjednoczone.
Przyjadę na miejsce i zasnę w porządnym hotelu. Jutro mam spotkanie z fajnymi klientami. We wtorek również. Bardzo lubię moja pracę, moich szefów i kolegów z firmy, klientów a nawet konkurencje, do której mam duży szacunek. Jestem bardzo zadowolona ze swojej pensji i warunków pracy. Pracuje w domu. Mam czas dla rodziny, dla siebie.

W środę złapię samolot powrotny, by zdążyć na mój ślub.
Tak, trzy lata temu nie przypuszczałam, ze zdecydujemy się z Benoit na ślub.

Jestem zadowoloną ze swojego życia, z siebie, szczęśliwą kobietą.

Kocha mnie fajny facet.

Mam poprawne stosunki z moją córką i pasierbicą.

Mam wspaniałych przyjaciół, tu w Lyonie i tu, w sieci.

Jestem zdrowa, moja rodzina jest zdrowa.

Sport jest częścią mojego życia.

Nawet zrobiłam sobie piękne zdjęcie w bikini na plaży:

Prawdopodobnie mogłabym tak spojrzeć na swoje życie i bez projektu „101 w 1001”, ale pozwolił mi on uchwycić moją ewolucję.

Udało mi się nadać pewien kierunek mojemu życiu.

Jestem gotowa na druga runde „101 w 1001” !

 

 

 

 

 

 

11 myśli nt. „Pierwsze 101 w 1001 -podsumowanie

  1. Tochybaomnie

    Gratuluję! 🙂 To Ty zainspirowałaś mnie to stworzenia mojej listy 101 rzeczy.
    Ja jestem na półmetku i też zauważam, że jestem inną osobą niż 500 dni temu, mam inne spojrzenie na niektóre sprawy i moje cele trochę się zmieniły 😉
    Mimo wszystko chciałabym skreślić wszystkie punkty, albo chociaż większość, ale nawet jak mi się to nie uda, to będę zadowolona, bo nadałam kierunek mojemu życiu. Zauważyłam też, że stałam się dla siebie lepsza, bardziej wyrozumiała, bo patrząc na niektóre moje punkty widzę, że wymagałam od siebie bycia jakimś chodzącym ideałem 😛
    Jestem ciekawa Twojej drugiej listy i trzymam kciuki!

    Odpowiedz
  2. 5000lib

    Po pierwsze Gratuluję.Bardzo.
    I dziękuję, również bardzo, za to, że zechciałaś się podzielić swoim doświadczeniem, dla mnie to b a r d z o motywujące. Wiem nadużywam słowa na b.
    Poza tym to świetne uczucie, wiedzieć, że Ktoś, czyli Ty, wykonałaś gigantyczną pracę by się udało, czy raczej spełniło. A więc jednak można chociaż nie bez trudu, ale czy ktoś/ia obiecywał/a że będzie łatwo? Pozdrawiam,

    Odpowiedz
      1. 5000lib

        Proszę bardzo. Zastanawiałam się nad tym wczoraj. I powiem, że Twój przykład przekonuje mnie, że nie tylko. o można, ale warto. Po tym, jak skończę to, co teraz robię. :). Pozdrawiam również. :D.

        Odpowiedz
  3. Kasz

    Gratuluję Ci Agnieszko! Wiesz, że „znamy się” już mniej więcej właśnie od tego przełomowego momentu w Twoim życiu? Fajnie było obserwować, jak się to wszystko rozwija, szkoda, że czas tak szybko leci…

    Odpowiedz
  4. Niezbędnik Kobiety

    Super! Na pewno sięgnę po książkę „Bogaty Ojciec, biedny ojciec” 🙂 Zainspirowałaś mnie 🙂 Ja też borykam się z wieloma z Twoich problemów i prowadzenie bloga dało mi siłę i energię. Chyba nigdy nie pracowałam tyle nad własnym rozwojem co teraz. Wszystko zawdzięczam jodze, zdrowemu odżywianiu, czytaniu, dostrzeganiu pozytywów każdego dnia i możliwością dzielenia się tym z innymi. To dodaje siły! My Kobiety musimy być silne: dla naszych dzieci, partnerów i po to, by cierpliwie czekać na lepsze, piękniejsze i miłośniejsze :)Pozdrawiam ciepło <3

    Odpowiedz
  5. Pingback: Podsumowanie Roku 2016 | Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz