Wernisaż

Byłam wczoraj na wernisażu żony mojego byłego szefa (które to spotkanie kwalifikuje się do 101 wizyt w 1001 dni)

Wiecie jak to jest, mała galeria, artyści mało (jeszcze) znani, główną publiczność stanowią znajomi znajomych, tacy jak ja i znajoma mama koleżanki Irenki ze szkoły.

Rozmowy to takie typowe small talk o niczym. Krąży wino. Krążą kanapki. Krążą półmiski z wędlinka. Z uśmiechem odmawiam kiełbaski, sączę wino, znów odmawiam kiełbaski, gdy po raz trzeci z tym samym spokojnym uśmiechem odmawiam kiełbaski, Pani Artystka (ale nie moja znajoma) wchodzi na bagnisty teren. Właściwie ładuje się tam z buciorami.

– Nie jesz mięsa ?
– Nie jem.

Czy widzicie często ludzi, którzy nachalnie wciskają wam marchewki do przegryzania ? (Oprócz matek młodych dzieci, a się rozumieć). Albo ludzi ktorzy z niepokojem zagladaja komus w oczy i pytaja, „nie jesz marchewki ? ”

– To co, jesteś taką wegetarianką ?
– Tak, jestem wegetarianką.
– A buty które nosisz z czego są zrobione?

Tak szybki przeskok myślowy, no proszę. Patrzę na nią uważniej. Wysoka, ładna kobieta, po pięćdziesiątce, starannie uczesana, umalowana, ubrana ze smakiem, trzyma w ręku plastikowy kubek rose i z lekko złośliwym uśmiechem wskazuje moje buty. Tu nie chodzi o troskę o moje zdrowie, czy „tradycyjną dietę ludzką od prawieków”. To jest zaproszenie do pogadanki na modny ostatnio we Francji temat, „jakimi nielogicznymi kretynami sa wegetarianie”. No i pudło. Moje buty są zrobione z materiału i plastiku.

– A, widzę ze się znasz na również na weganizmie? Faktycznie, weganie odrzucają wykorzystywanie produktów odzwierzęcych i w diecie i w modzie, i faktycznie ku temu się kieruję. A moje buty są z plastiku
– To takie dzisiaj modne. Patrzcie, jestem wegetarianka, weganka, czymkolwiek. A buty to ze skory noszą.

Opowiadam o recyklingu

– Przecież to więcej zanieczyszcza, taki recykling niż produkcja nowego materiału.
– Mogę Ci tu przyznać racje ale czy to znaczy, ze należy po prostu produkować odpady , czy może jednak lepiej jest inwestować w technologie, które czynią recykling bardziej ekologiczny? Może słyszałaś o nowych badaniach, na przykład o tych butach z włókna ananasa…
– Phi ! To jest takie na pokaz, mam pieniądze, jestem weganka, nosze buty z plastiku czy ananasa. A ludzie w Afryce głodują, bo zamiast na ich ziemiach sadzić prawdziwa żywność, będzie się sadzić ananasy, żeby je wysłać do bogatej Europy.

Tu się roześmiałam w glos, pardon, z całym szacunkiem dla głodujących ludzi w Afryce. Już wiem, że tu nie chodzi o jakieś głębsze dyskusje tylko powtarzanie farmazonów, tych okrągłych zdań z gatunku „oni to zło”, „kiedyś było lepiej”.

Ja wiem, o co jej chodzi, pewnie o drzewa palowe, soje, a moze nawet i ananasy, o te wszystkie wysokoproduukcyjne farmy, dla ktorych faktycznie wycina sie lasy i zajmuje ziemie, ktora moze byc urzytkowana inaczej. Ale na Boga, nie wrzucajmy wszystkiego do jednego worka.

Czy chcesz mi powiedzieć, ze ludzie w Afryce głodują, ponieważ sadzimy im ananasy, których oni nie jedzą ? Konsternacja. Czy możesz mi powiedzieć konkretnie w którym kraju afrykańskim rosną ananasy ? Konsternacja rośnie.

Czy możesz mi powiedzieć dokładnie w którym kraju Afryki ludzie głodują ? Nie wiem, w wielu, nie znam ich wszystkich ! Broni się Pani Artystka. A czy możesz mi powiedzieć dlaczego twoim zdaniem ludzie głodują w Afryce ? Panika w oczach

Bo moim zdaniem głodują również z powodu wojen, ingerencji naszych drogich Zachodnich wojsk i koncernów, które skutecznie blokują lokalne inicjatywy. Oszczędzę wam całej dyskusji i uciekajacych oczu Pani Artystki.

Łatwiej, przyznaję – łatwiej jest po prostu iść do pierwszego z brzegu hipermarketu, wypełnić ten tygodniowy wózek, „jak Bóg przykazał”, „tradycyjnymi” produktami, mieć święty spokój, szczególnie sumienia, przyduszonego argumentami o wdzięczności za to co mamy, bo „ mogłoby być jak w Afryce” i „tak byłem wychowany i tak chce wychować moje dzieci” i ” przez wegeterian cierpi nasz przemysl” (bzdura, jedna wsrod tryliarda, ktora wyglosil Sarkozy tej zimy i na zawsze stracil moj szacunek). Więcej czasu zostaje na jałowe przerzucanie bzdur wokół kubka wina.

Faktycznie, spędzić 30 minut planując menu na kilka dni, pakując torby na zakupy i maszerując z listą na ryneczek, aby kupić niewymiarowe cukinie od rolnika jest zamachem na „nasz zachodni przemysł spożywczy”.

W takim razie jestem zamachowcem.

#glosujeportfelem

 

 

 

 

 

 

8 myśli nt. „Wernisaż

  1. Anna M-a

    Wkurza mnie jak taki patafian zaglada komus do talerza i pierdoli takie farmazony… czy to weganin miesozercy (to dotyczy mnie), czy na odwrot. Wara od cudzego zarcia. Dobrze jej dogadalas:)

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Z jedzeniem zaczyna byc tak jak z religia, zaczyna dzielic ludzi a nie jednoczyc, a przeciez pierwotna idea takiego apero (czy kolacji, czy sniadania…) jest wspolne spedzenie czasu.

      Odpowiedz
  2. Ann

    Jestem weganką, ale z natury łagodną, nikomu nic nie narzucam, nie afiszuję się zbytnio. Każdy żyje jak umie. Jednak spotykam się właśnie z podobną reakcją. Mięsożercy sami zaczynają, rzucają zaczepki, które przeradzają się w ukryty atak, tak jakby musieli się przede mną bronić, tak jakby musieli udowadniać (mnie? sobie?), że są po dobrej stronie. Może to ich nieuświadomiony głos sumienia?

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dziś zaprosiłam na wegańską kolację przyjaciół (omnivores). Po pierwsze – z przyjaciółmi jest o tyle dobrze, że najbardziej liczy się obecność i rozmowa a nie to co jest na stole. Po drugie, przyjaciółka przyniosła ciasto prawie wegańskie (podkreśliła, że to specjalnie dla mnie, to było bardzo miłe). I w ogóle rozmawialiśmy o bardzo rożnych sprawach, a weganizm nie był wcale (na szczęście) tematem przewodnim, więc jednak się da uczcić wzajemnie obecność nas wszystkich, zjednoczyć się w czasie kolacji, rozmawiając o polityce, religii, zakupach i praniu, w radosnej atmosferze i jeszcze wychodząc moi goscie oświadczyli, że piszą się na kolejne wegańskie imprezki 🙂

      Przeczytałam dzis wypowiedź francuskiego filozofa (współczesnego), że dziś, z całą wiedzą, ktorą dysponujemy, jedzenie mięsa równe jest niemyśleniu. Bo filmy, ktore pokazuje L214 z rzeźni są kręcone (przy płaceniu łapówek) przez pracownikow rzeźni, z ukrycia, ale tylko przez kilka minut. Natomiast rzeźnia działa przynajmniej przez 8 godzin dziennie. Niektóre zaś pracują w systemie trzyzmianowym, 24 h / dobę. Fabryki śmierci.

      I nie ma rzeźni bio. Nie może być rzeźni bio, bo jak można dbać o to by krówka czy świnka była ze szczęśliwego chowu, kiedy na koniec i tak kończy się jej śmiercią?

      Odpowiedz
      1. Ann

        Dla mnie rzeźnie, bezmyślne okrucieństwo człowieka w codziennym życiu to bardzo bolesna strona rzeczywistości. Bolesna – w sposób dosłowny. Powołaniem człowieka jest miłość, a ludzkość zapędziła się w zupełnie inną stronę..

        Odpowiedz

Dodaj komentarz