Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

Poprzez edukację.

Moja córka wróciła do domu, po tygodniowej nieobecności. Wymyśliłam sobie, żeby poszła ze mną na wyprawę do sklepu typu „zero waste” – Day by day.

Otwiera się teraz w Lyonie więcej takich miejsc, a ja #glosujeportfelem i lubię odkrywać i wspierać, nawet i drobnym zakupem, takie właśnie inicjatywy. Wierzę, że jeśli więcej ludzi zacznie robić w ten sposób zakupy, to suma naszych pojedynczych gestów zmieni sposób myślenia i konsumowania społeczeństwa jako całości.

Przy okazji spędzimy razem czas a przy tym pokażę jej gdzie warto robić zakupy (wpływamy na środowisko nie słowami ale gestami).Mąż  dołączył do mnie, córka zapierała się czterema kopytami ale i tak z nami poszła Ile sie wysłuchałam. To taaaaaak straaasznie daleko (faktycznie trzeba wziąć metro, 10 min i spacerować, 5 min). I w ogóle jest piątek wieczór ! Po co ? Bez sensu ? i tak dalej. W metro usiadła w drugiej części wagonu z obrażoną miną. Od wyjścia ze stacji do sklepu jęczała.

W sklepie – coś się w niej zmieniło (to chyba kobieta się odezwała)

Sprawiło jej radość ładowanie do (przyniesionych z domu) słoiczków, butelek i torebek, tych wszystkich produktów, których w domu zaczęło brakować – mamo, weźmy mąkę na ciasto! – makaron, kaszę, wybrała sobie nawet płatki śniadaniowe. Była zachwycona, bo sklep był ładny, pan sprzedawca miły i żartował sobie z nią i z niej. Na końcu okazało się, że może sobie kupić na wagę nawet „czekoladę do smarowania pieczywa” , wyszła ze sklepu zachwycona i oczarowana.

Ja tez. Bo faktycznie spędziliśmy razem miło czas, odkryłam nowe miejsce na mojej zakupowej mapie Lyonu, kupiłam na wagę nawet takie produkty jak przyprawy (i to w porównaniu z opakowanymi standardowo w sklepach ziołami) i to w bardzo atrakcyjnej cenie (na przykład kminek, kupiony w zwykłej, zapakowanej formie kosztuje 2.85 euro za 40 g a tu 30 euro 1000 gram. I oczywiście można sobie kupić tylko 40 gram, a może nawet i mniej :)). No i wiem, gdzie będę mogła przynieść słoiki, które przez wakacje się u mnie w szafce rozmnożyły.

W sobotę po południu poszłam na spotkanie organizowane przez inne stowarzyszenie, którego koncept wspieram – Les Compostiers, a która działa na rzecz rozwoju kompostownia w mieście.
W jednej z biedniejszych dzielnic miasta, Mermoz, na terenie blokowiska, mieszkańcy urządzili ogródek. Nie taki piękny, działkowy, jak u nas w Polsce. Wyobraźcie sobie,że między blokami na jednym z osiedli Retkini mieszkańcy decydują się ogrodzić kawałek, nie za duży, terenu i zaczynają siać i sadzić tam warzywa. Każda osoba, która pracuje w ogródku, może później korzystać z plonów. Byłam ciekawa tego, jak będzie wyglądała taka „impreza” i miałam nadzieje, ze wyciągnę corkę ze sobą.. ? Ona jednak wybrala kolezanke i poszła z nia do kina. (z ta sama koleżanka byliśmy rano na konikach, jedliśmy obiad, a po kinie poszła do niej na kolacje i zostaje u niej na noc). Wyciągnęłam za to ze mna Meza (który zaraz musiał jechać na lotnisko, odebrać moja pasierbice, wracającą z wyjazdu szkolnego do Norwegii) i moją przyjaciółkę Bea.


Okazało się, że byliśmy jedynymi osobami, które się tam zjawiły z tego stowarzyszenia (prócz dzielnej organizatorki). Zostaliśmy ubrane w fartuszki i staliśmy się na dwie godziny animatorami zabawy dla dzieci.

Organizatorka przyniosła puste kubełki, z odzysku (w takich kubełkach w restauracje na przykład kupują hurtowo śmietanę czy inne produkty), klej do dekupażu i jakieś stare papiery do pakowania prezentów.


Dzieci bawiły się świetnie – ja zresztą też. Po raz kolejny potwierdza się teoria, że najlepiej jest edukować przez zabawę i przez gesty. Kiedy dzieci powyklejały już kubełki i dumne odchodziły z nimi, by zabrać je do domów, pytały – ale właściwie, po ca są te kubełki ? Tu im tłumaczyliśmy, że mogą w nie wrzucać skórki po jabłkach lub ziemniakach i od czasu do czasu przyjść do ogródkowego kompostownika, żeby je tu opróżniać.

Nawet jeśli choć jeden z kubełków wróci kiedyś pełen do kompostownika, to będzie mały, maleńki sukces, na którym można budować kolejne.

I ciesze sie, ze jestem częścią tego procesu.

Droga do ograniczenia odpadów jest długa i pokrętna,

Na przykład – mój Mąż mnie kocha. Poszedł po drobne zakupy do Vie Claire (sklep bio). (Swoja droga, wiecie drogie Panie, jak sprawić, żeby mężczyzna polubił wyskoczyć dla nas po drobne zakupy ? wysyłajmy mu sprośne esemesy w które wpleciona będzie lista zakupów. Działa). Zatem z prawie radością poszedł do tego sklepu, wyposażony przeze mnie w materiałową torebeczkę z papierowymi tytkami w środku, na tę ciecierzycę. Wrócił z plastikowym woreczkiem. I zatrzymał się jeszcze po drodze by kupić sobie gazety, kupił tez dla mnie, ze trzy. (ja nie kupuje zazwyczaj kolorowych pism, o czym już kiedyś pisałam tutaj)

Ale przecież nie wyskoczę „proszę, nie kupuj mi już tego”.

Zajmie to trochę czasu, może nawet trochę więcej, ale kiedy widzę moje dziecko, które jęczy – ale zabiera ze sobą te materiałowe torebki na zakupy, które jęczy i prawie zawstydzona wyjaśnia koleżankom, że „mama robi zero śmieci, to znaczy próbuje”, to uśmiecham sie szeroko, także w sercu, że te wszystkie moje drobne walki z własnymi nawykami, kiedyś wydadzą swoje owoce…

 

 

7 myśli nt. „Jak tworzy się bezodpadowa przyszłość ?

  1. Ann

    Spotkałam się z opinią, że zjawisko „zero waste” jest kolejną modą. Ja do tego podchodzę inaczej, dla mnie to składowa stylu życia, nawyk i konieczność. Ale jeżeli niektórzy uważają to za modne zjawisko, to też nieźle, o ile zechcą w tym brać udział i być awangardowi. „Zero śmieci”? Brzmi niewiarygodnie? Może nie jest to proste, i może nie od razu Kraków zbudowali, ale trzeba się starać. W moich śmieciach najwięcej miejsca zajmuje zużyty żwirek kota, ale pozostałe (niewielka ilość) są skrzętnie segregowane. Jeszcze muszę jakoś przemyśleć kompostowanie (zasada Rot) – mieszkanie w bloku nie zachęca, ale może kiedyś coś wymyślę. W końcu chodzi o przyszłość

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Pozwól mi znów się z Tobą zgodzić 🙂
      Ujmę to tak : w moim przypadku jest to efekt kulki śniegu. Kiedyś tam postanowiłam zatrzymać się w codziennym ciagu mechanicznych zdarzeń i zmienić moje życie. Zaczęło się od pracy, bo to ona zajmuje mi najwiecej czasu. Następnie przyszedł czas – po prostu – na minimalizm i ograniczanie posiadanych i kupowanych rzeczy. Poźniej stawianie sobie pytań bardziej etycznych, co pociągnęło za sobą wykluczenie mięsa z diety, ograniczenie odpadów (skoro kupuję mniej, to czemu tyle ich produkuję? :-)).
      Kolejnym logicznym krokiem jest weganizm i działanie (bez żadnych ukrytych motywów finansowych) na rzecz społeczności – tu sprzątam nadbrzeże rzeki, tam animuję warsztat z dziećmi – bez krzykliwej, wulgarnej i brutalnej obecności na francuskich strajkach (ktoś przecież tu strajkuje) – uważam ze zmieniać świat należy od siebie.

      My chyba jednak przejdziemy na kompostowanie z robakami. Kompostownik który mam w kuchni redukuje wprawdzie objętość odpadów, ale z racji ilości spożywanych zieloności, nie przerabia tego wszystkiego. Redukuje, zbieram „sok” ku radości roślin, ale nie produkuję kompostu.
      Rozmawiałam z ludźmi, ktorzy maja lombricompost w domu, oni są zadowoleni. U m ie barierę stanowi jeszcze sprzeciw męża. Ale moze mu się odmieni?

      Odpowiedz
      1. Ann

        Każdy człowiek ma własne tempo rozwoju, ale droga do dobrego życia jest właśnie taka, o jakiej piszesz jest (z mojego punktu świadomości) bardzo OK. Pozdrawiam:)

        Odpowiedz
  2. Kasia | Ograniczam Się

    Piękna historia! Czasem wolałabym mieszkać na „starym” osiedlu pełnym chętnych do działania ludzi, niż w nowym deweloperskim blogu, gdzie wszyscy wszystko mają w nosie. U nas na „patio” grodzonym płotem co prawda dzieci mogą szaleć do woli, ale nie widzę, by kiedykolwiek powstał kompostownik. Zresztą, reakcja administracji osiedla była jednoznaczna na NIE.

    Za to kompostuję na balkonie, w sumie cały czas się tego uczę.

    To jest niesamowite, jak dzieciaki fajnie łapią nasze nawyki, opowiadają o nich i potem same je adoptują. Duży plus dla zero waste za edukację najmłodszych.

    A patent ze sprośnymi sms-ami do faceta bezcenny!!! :))

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Hm, tam bys chyba naprawde nie wolala mieszkac 🙂
      U mnie w domu, jest okolo 18 rodzin.
      Jedna Pani Sasiadka, Szwedka, gdy zaczelysmy kiedys dyskusje o kompostowniku, stwierdzila, ze w Szwecji musi miec z 7 koszy na smieci w domu, to chociaz tu we Francji moze poczuc sie „wolno”…
      Sama z siebie nie zmieni zdania. Dlatego kropla po kropli, bede drazyc temat. Az postwimy kompostownik na dziedzincu 😀

      (na kazdego znajdzie sie sposob – na dzieci poprzez zabawe, na faceta przez sprosne sms-y, trzyba poprobowac:))

      Odpowiedz
  3. Pingback: Jak tworzy sie bezodpadową przyszłość | Chatka Baby Jogi

Dodaj komentarz