Pogadanka

Moja Córka przyszła do mojego home-biura jak zbity pies.
Czy mogę ci coś powiedzieć?

Znam to.

Usiadłyśmy przy stole. Wyciągnęła klasówkę z historii. 5,5 na 20. Brwi mi się same uniosły ze zdziwienia. Mamy dopiero październik.

Ale przecież się uczyyyyłaaaam.

Znam to.

Czuję jak wzbiera we mnie złość. Znam i to. 

Tę jej naukę. Otworzyła książkę, przeczytała, koniec. Zamykam oczy. Dlaczego nie mam problemów Pani Gilmore?

Źle się czuję w tej szkole i nie mam koleżanek… przeciez jest M. Ale ona jest w innej klasieeeee.

To też już znam.

To dlaczego nie wykorzystasz tego czasu, którego nie spędzasz z koleżankami na nauce?

Naprawdę mam inne plany na ten wieczór niż karać kogoś za lenistwo, w ogóle karać. I jeszcze patrzeć na płaczącą córkę.

Czy w wachlarzu zamiennika kar jest coś potężniejszego niż Pogadanka?

W moim repertuarze „trucia” od ubiegłego roku są mniej więcej te same tematy:

  • Jakie masz pomysły na naukę, która przyniesie inne wyniki?
  • A może pomoże systematyczna nauka przez 20 min dziennie?
  • Właściwie to ja nie podpiszę tej oceny.
  • Właściwie to ja już w szkole byłam, przetrwałam, to były inne czasy, inne realia, blabla…

(Właściwie od słuchania mnie samej zaczynam sama ziewać z nudów).

  • Właściwie to masz szczęście, że możesz chodzić do szkoły.

(Swoją droga…Macie inne pomysły na tematy pogadanek?)

Tylko teraz pozwalam siebie do ględzenia dosypać odrobinę pieprzu:

  • Wiesz, tę bluzeczkę którą sobie kupiłaś w H&M za 3€ to uszyła jakaś dziewczyna mniej więcej w twoim wieku.

Widzę reakcję, więc się zaczepiam:

  • Wiesz, ona by chciała iść do szkoły, ale nie może bo musi pracować.

Mogę wygłosić moje poglądy na ten temat, więc sobie nie żałuję jeszcze przez 5 minut.

Daję nam obu przerwę.

Bo przed nami 40 stron historii. Dla gimnazjum.

Opór przełamany. Kosztem mojej pracy, wiecie, tej, dzięki której spłacam kredyt.(Nadrobię nocą). Siedzimy, czytamy o koloniach, liżemy etykę (popatrz, tu o niewolnikach piszą jak o produktach).

2 godziny. Robię przerwę na dywaning (combo : 25 min z Shaun T i 18 min z Ali).

Po refleksji i dyskusji z M. , I. przychodzi i prosi: był kiedyś taki film, który chciałaś zobaczyć, chemin de l’ecole, o dzieciach które chcą chodzić do szkoły. Możemy go zobaczyć?

poster

Oglądamy zatem film (polecam) o dzieciach, które do szkoły idą przez 2 godziny dziennie, uciekają przed słoniami, spotykają opryskliwych dorosłych… a w szkole nauczyciel dziękuje im za przyjście i Bogu za to, że nie było dzisiaj żadnego wypadku.

Popłakałam się otwarcie.

Wieczorem pytam jeszcze I. czy jakos mogę jej pomóc w nauce, w lekcjach, w ćwiczeniu systematyczności.

Nie, mamo, ja wiem, że to musi wyjsć ode mnie.

Światełko świadomości zaiskrzyło. Cieszę się.
Ps. Chętnie przyjmę wszelkie podpowiedzi, jak postępować z dziećmi „zdolnymi ale leniwymi”

4 myśli nt. „Pogadanka

  1. Dorota Chen-Wernik

    Skąd ja to znam? Mam to na codzień i codziennie jestem zmęczona i wypluta. Nawet teraz, gdy mój prawie-czternastolatek jest o tysiące kilometrów ode mnie cały czas myślę czy on się czegokolwiek uczy, czy sam robi to co mu zadałam. Normalnie spędzam nad jego lekcjami kilka godzin dziennie. Taki wiek, że wszystko go interesuje tylko nie nauka …
    A Ty świetnie dałaś sobie radę z Irką. 🙂

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dziekuje Dorota 🙂
      To pewnie zycie zweryfikuje, czy swietnie sobie dalam z nia rade.
      Natomiast widzac jak swietnie radzi sobie Twoja starsza corka – jestem pod wrazeniem i pelna podziwu, dla Was obu 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz