Ocalić od zapomnienia

Kochany pamiętniczku

Poniedzialek.
Do Chatki Baby Jogi wpadła Popatrz jaka Francja! (zajrzyjcie koniecznie, jak ladnie pisze o Lyonie) i wspólnie  upichciłyśmy „przetwory na zimę” (dodam, że wcześniej, w sobotę wspólnie  robiłyśmy zakupy na Croix Rousse i też było przemiło).
Z nas są takie Panie domu, że czytałyśmy przepis jak Adaś  Miauczyński (Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las…”
– Przewróć stronę.
– „…oczom ich ukazał się las… krzyży”),
buraczki się nie dokońca  zapasteryzowaly… ale za to wszystko wyszło smaczne (zimy to te moje przetwory nie doczekają) no i spędziłysmy razem bardzo miło czas.


Wtorek.
Wzięłam udział w zebraniu Klubu Soroptimist i jestem przekonana, że to właściwa dla mnie – w tym momencie mojego życia – organizacja, w której mogę spełnić moje potrzeby społecznościowe. Na pewno napiszę o tym więcej, kiedy indziej.

Środa.
Poszliśmy z Teściami do Cafe Teatre, na urocze przedstawienie „Femme est le meilleur ami de l’homme„, do Rideau Rouge.


Cafe-theatre dla niezorientowanych w tym temacie, to takie mikro salki teatralne – jesli kojarzycie Teatr Studyjny w Łodzi z epoki lat 90 ubiegłego  stulecia, to wielkością niewiele sie one różnią … – cafe-theatre najczesciej oferują repertuar satyryczny, różnej jakości. Lubię czasem tak się „rozerwać”. Akurat ta sztuka i aktorzy wprowadzili nas w bardzo przyjemny nastrój. Po spektaklu wpadliśmy  do restauracji wegetarianskiej, le Jardin Interieur, tu niestety Tesciom się nie spodobało. Równowaga wieczoru zostala zachowana, że tak powiem 🙂

Czwartek

Wydałam
, prosze Panstwa, już Trzeci Wegański Obiad Czwartkowy. Na pewno napiszę w przyszlości  szerzej o tych wieczorkach. Pomysł jest banalnie prosty – zbieraja sie wokół naszego stołu  fajni ludzie, pijemy rożne rożności i jemy rożne hkm, pyszności, po prostu na stole nie ma produktów odzwierzęcych (z wyjatkiem miodu, ale o miodzie tez się kiedyś wypowiem). Wiekszość moich gosci zazwyczaj stanowią  osoby mięsojedzące, ale raz na miesiac nikomu nie sprawia problemu kolacja w wersji wege. I za to szanuję , ba, uwielbiam moich znajomych – za otwarte umysły i tolerancję.

 A Królowi Stasiowi dziękuję za koncept.
Piątek.
Wróciły dzieci. Starsznie sie za nimi stęskniłam.
Irenka wpadla do domu ipowiało  kreatywnością. Zamknęła sie w swoim pokoju i nakrecila teledysk do jakiegos aktualnego hiciora. Świetny teledysk, szkoda ze nie moge go Wam pokazać (no chyba ze uda mi sie wyciac 15 sekund z tych 5 minut). Narysowała Pikaczu.
Pod tym wzgledem lubię te piątki. Ben natomiast wrócił chory, jęczący i męczacy z Paryża i ogolnie pograżył atmosferę. Może to ta zblizająca sie pełnia ?
Zadzwonił do mnie jej Ojciec i poprosił o spotkanie w Ważnej Sprawie, nie chciał przez telefon powiedzieć o co mu chodzi, więc bede z ta zagwozdką męczyć się  jeszcze 15 dni. hm… (Nadmienie, ze od tylu lat po rozwodzie, takie „kryzysowe” spotkania mielismy zaledwie raz czy dwa. Nie podoba mi sie to).

Sobota.
Wybralismy sie na spektakl do Maison de dance. Spektakl był prezentem dla dziewczyn od kogoś z dalszej rodziny, nie uzgodnionym wcale z nami (nie lubie takich prezentow – po pierwsze ktos nam planuje weekend, a po drugie nie zawsze trafia w nasze gusta).

Bardzo podobała mi się część z tańcem na obręczy, niestety, to był chyba jedyny godny polecenia fragment tego przedstawienia.

Po południu chcialam zajrzec na Place Vegan w centrum Lyonu, ale merstwo w ostatniej chwili kazało uczestnikom zwinąć namioty. Zamiast do centrum, udałam sie do zaprzyjaznieonego lokalu, gdzie mozna bylo, za naprawde symboliczna oplata, spróbować pysznych weganskich dan i wypiekow. Wróciłam nawet do domu z weganskim serem – no dobrze, nie bede tego nazywac serem, raczej „akompaniamentem do chleba”, pod ta naklejką – pysznym !
A na przeciwko był sobie sklep Emmaus (charity shop), jak weszlam na chwilke, tak wyszlam z naczyniem żaroodpornym (które mialam kupic od lat) oraz z, uwaga, pieknymi kartkami świątecznymi 🙂 Cieszę się, że będę mogla przesłać w świat te cudeńka, z serdecznymi slowami i troszkę idea wykorzystywania tego, co juz na Ziemi istnieje, bez potrzeby produkowania nowych przedmiotow…

Niedziela.

O zacnej jak na niedzielny poranek przystalo godzinie 9h30 obudzily mnie glosy Patchworkow. Siedzieli przy stole i ogladali „Stranger Things”.


Po śniadaniu udało nam się wyciagnąć całą rodzinę  na ryneczek na Croix Rousse (nasze nastolatki zostaly przekupione obietnica przejazdzki na karuzeli).
Kupowanie owocow egzotycznych na naszym ulubionym straganie to jak zakup biletow na dobry „one man show”.
Po obiedzie porozmawialismy o kilku stronach ksiazki Aymerica Carona, ktorą czytam wolno i uwaznie. Mamy wyraźną rozbiezność poglądów dotyczącą hodowli zwierzat i potrzeb jedzenia miesa, ale o tym kiedy indziej.

Po poludniu pojechalismy sie dotlenic w Zlote Gory. Niedzielna przechadzka po okolicy, w ktorej otwarto niedawno sezon polowan nie nalezy do najbardziej relaksujacych spacerow. Ale znalezlismy kasztany (chataignes), wiec zatrzymalismy sie na dluzej, pilnujac skad dochodza odglosy wystrzalow i czy sie aby nie zblizaja…Z lasu przytargalismy rowniez kilka galezi Tamus communis, z czerwonymi jagodami. Poprosilam dziewczyny o pomoc w pokrywaniu ich „lakierem” (wykorzystuje to co znalazlam w szafach) i bardzo dzielnie, a nawet z entuzjazmem, wypelnily powierzone zadanie. na razie galazki wisza i schna na wieszaku, a ja wymyslam sobie, jak wykorzystam te piekne girlandy je do grudniowych dekoracji.


Niestety, zdarzyl sie przykry incydent. Poklocilam sie przed kolacja z Irka, o jej olewczy stosunek do nauki w ogole, a przy kolacji z cala rodzina, o to ze mam dosc etykietki „domowego tyrana”. „Zrobilas lekcje ?” „Napisales te kartki ?” .
Bo to jest tak: kiedy o to pytam, wszyscy czuja sie wkurzeni, ale biora sie za obowiazki. A kiedy mowie sobie – nie, no, nie bede ich pilnowac, zobaczymy kiedy sie wezma za te obowiazki mniej przyjemne niz ogladanie serialu… to nikt sie o to nie troszczy i nie robi tego, co mialo zostac zrobione…
Jedyny pozytyw tego okropnego wieczoru – siedzę sobie i zbieram miłe wspomnienia z ubiegłego tygodnia.
Jutro bedzie lepiej.

 

5 myśli nt. „Ocalić od zapomnienia

  1. Kasz

    All in all miałaś naprawdę fajny tydzień!
    Muszę na to zwrócić uwagę, nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale główna strona bloga odświeża Ci się z opóźnieniem – czasami nawet o 3 notki do tyłu. Gdybym nie zaglądała w boczny panel, czestokroć nie wiedziałabym, że jest coś nowego do czytania 🙂 Mozna coś z tym zrobić? :>
    Więc chciałam Ci napisać, że odkąd pisałaś o gazowanych lub żywcem uśmiercanych kogutkach, nie mogę przestać o tym myśleć. Oszustwo związane z jajami bio i 0 też mnie przerasta (mówię o tym, że niby bio i 0, ale jednak dzioby się obcina, a przestrzeń do życia wcale nie jest znowu taka duża). Cieszę się, że mam dostęp do jajek od kur, które nie podlegają tym obostrzeniom – rzecz w tym, że w ten sposób słabo #głosuję portfelem, bo pani właścicielka kur nie ma zarejestrowanej działalności itp., kury (i krowy) trzyma „dla siebie”, itp. No, ale przynajmniej nie kupuję już TAMTYCH jajek.
    Podoba mi się droga, którą idą treści tego bloga. Podoba mi się praca, którą dla nas, czytelników, robisz. Doceniam ją. Pozdrawiam Cię i życzę cudownego tygodnia!

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dziekuje Kasz.

      Tak, te jajka bio i 0 to jak napisalas, niezle oszustwo. Ale… ciesze sie w tym nieszczesciu z tego, ze posuwamy sie do przodu. Niewolnictwo – wielotysieczna tradycja na calym swiecie – tez nie zostalo zniesione w jeden dzien. Zaczelo sie od przyznania praw innym rasom ludzkim, po to by pewnego dnia zrownac te prawa.
      Mysle, ze posuwamy sie – powoli, zbyt wolno ale – do przodu, z jednej strony 50 lat temu nikt nie rozmawial przy kolacji o zwierzetach hodowlanych (no chyba ze byla to rozmowa biznesowa) z drugiej strony hodowle i budynki w ktorych zamyka sie po kilka tysiecy ptakow nie istnialy… Dobrze, ze ktos sie tym interesuje i ze coraz wiekszej liczbie ludzi otwieraja sie oczy. Bo te gazowania i mielenia odbywaja sie – co jest smutne i straszne – codziennie.
      No i bardzo sie ciesze ze na swoj sposob #glosjeszportfelem, bo nie dokladanie do takiego , ie waham sie uzyc slowa: zbrodniczego interesu jest glosowaniem.

      PS. Zajme sie strona graficzna bloga i w ogole szablonem bloga jak bede miala wiecej czasu, czytalam juz uwagi o fatalnie wyswietlajacych sie polskich znakach (jesli w ogole) (to jest strasznie pracochlonne…). Na razie faktycznie, zapraszam do bocznego panela bo tak sie dzieje wiecej 🙂

      Milego tygodnia 🙂

      Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Naprawdę każdy tydzień jest inny 🙂 czasem całą energię kieruję ku sobie a czasem nie mam jej ani okruszynki i po prostu siedzę w fotelu z herbatką ziołową i patrzę na drzewo za oknem.

      W tym tygodniu do piątku mam jeszcze dzieci, i to one – i ich dorastanie – wysysają całą moją energię! Dziś czuję się jakbym miała 60 lat, wiesz? :-)))

      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz