Cowspiracy

Dziś zwrócę się do szczęśliwych posiadaczy konta Netflix.

A gdybyśmy tak zrobili przerwę w oglądaniu ulubionego serialu (a przyznam, ze seriale na Netflixie są wciągające) i włączyli, dla odmiany, film dokumentalny ?

Film „Cowspiracy” ma już ponad dwa lata, to żadne „early window”, i o samym filmie napisano już dziesiątki, setki biletów na blogach (świetna recenzja Eveliny)  ale może tak obejrzeć go ponownie ? zaprosić koleżankę lub sąsiadkę na wspólne oglądanie ? Byłyby z tego same korzyści:

Uświadomienie sobie pewnych faktów…
Tyle czytam, oglądam i rozmawiam o wpływie hodowli zwierząt na ekonomię, etykę czy zdrowie, ale dopiero ten film uświadomił mi co następuje:

  1. Dlaczego żadna z międzynarodowych organizacji wypowiadająca się w sprawach środowiska naturalnego (na przykład Greenpeace ?) nie potwierdzi jednoznacznie – lub nie zinterpretuje jak to ujęto w filmie – korelacji miedzy wycinaniem lasów Amazonii i tworzeniem na ich miejscu pastwisk dla trzody ? Odpowiedz az rzuca się w oczy : Greenpeace i inne tego typu organizacje funkcjonują po części z naszych datków. Zależy im na tym, by jak największa część społeczeństwa opłaciła składkę / datek. A dziś wciąż większa część społeczeństwa jest tzw „ omnivore” czyli wszystko jedząca. Osoby, które przez przypadek uświadomiłyby sobie, ze spożywając mięso (i soję !!!) szkodzą planecie, o której „zdrowie” przecież walczą, wspierając *Greenpeace. (Napisałam to, ale wciąż uważam, ze jeśli mam do wyboru Greenpeace albo świat bez Greenpeace, wybieram Greenpeace.)
  2. W 2015 roku było nas, ludzi 7 miliardów. (kiedy kończyłam liceum, hkm, było nas 6 miliardów).
    Jeśli przyjmiemy, że mięso jest konieczne do zdrowego życia”, czy naprawdę podtrzymamy, z punktu widzenia ekonomii, tezę, że każdy powinien jeść mięso ? Z wielka uwaga słucham znajomych (i obcych ) ludzi, którym zależy przecież na tym, by podawać sobie i swoim dzieciom „dobre i zdrowe” jedzenie. Ba, pamiętam ten argument bardzo dokładnie, ponieważ sama często go stosowałam, kiedy weszłam na ścieżkę produktów „bio i organic”. Przecież ja kupuję u rolnika/małego producenta, gdzie zwierzęta mają szanse widzieć lakę i słonce (zanim wyśle się je do rzeźni i z ich tuszy zrobi steka lub szyneczkę). Jeżeli przez chwile zastanowimy się nad tym, ile kilogramów mięsa produkuje tzw gospodarstwo ekologiczne to uzmysłowimy sobie, ze nie starczy nam ziemi na Ziemi, by przekształcić ja w pastwiska dla krów, z których chcemy zrobić mięso dla 7 miliardow osób.Hodowla zwierzat na mieso / mleko oraz konsumpcja miesa / mleka jest niedemokratyczna.
  3. USA (ale i kraje Unii Europejskiej) dofinansowują przemysł mięsny i mleczny. Czy człowieku jesz mięso czy go nie jesz, z Twoich podatków opłacane są subwencje.
  4. Ach, to kolejny z tych tematów, które śmieszyłyby mnie, gdyby temat był śmieszny. Polowanie. Stoje w tym ultrachic barze, na środku zatoki w sercu Singapuru. Sącze zapewne już 4 lub 5 lampkę szampana za dużo i z ogromną uwaga słucham przystojnego Amerykanina, który tłumaczy mi dlaczego lubi chodzić na polowanie. „Bo kiedy trzymam strzelbę, czuje ze mam władze nad naturą”. „A może zalozylbys kalosze i poszedł na grzyby ? To tez forma wlacdzy nad natura…” Patrzymy na siebie jak Marsjanin z Wenusjanka. Kurtyna. Wracając do Cowspiracy. Tam padło bardzo ważne stwierdzenie. Tak, ludzie kiedyś polowali, ale to było w czasach gdy na kontynencie amerykańskim żyło może z 10-20 milionów ludzi. Dziś w USA żyje 320 milionów ludzi.(Czy nie zastanawia Was fakt, ze z 7 miliardów osób na Ziemi, zaledwie 320 milionów żyje w USA, i to właśnie wyborami prezydenckimi w tym kraju emocjonujemy się najbardziej ?) Nie chce Wam psuć przyjemności wychwytywania perełek w tym dokumencie, obejrzyjcie go, naprawdę warto

Oglądając Cowspiracy na chwile oderwiecie się od Gilmore Girls, Herose czy Black Mirror i zajrzycie do świata, w którym jacyś szaleńcy ryzykują karierę, wolność a może i życie, porzucają utarte ścieżki „metro-boulo-dodo” czyli przysłowiowe francuskie „metro-praca-spanie”, przeciętną egzystencję i porywają się z kamerą by choć odrobinę zmienić przyszłość . Poświęćmy im te godzinę – dwie uwagi. Z szacunku dla tego, co robią.

A jeśli uda wam się zaprosić sąsiadów, to czemu nie otworzyć butelki dobrego wina i po prostu miło spędzić wieczór, uzyskując wspólnie (jesli argumenty zawarte w filmie do Was nie trafia)  „smutne, ale coś przecież trzeba jesc”  ?

POLECAM

PS. Polecam bardzo inspirujące blogi moich Klubowych koleżanek, z których dowiecie się (jeśli jeszcze ich nie znacie), dlaczego dieta bez produktów odzwierzęcych przynosi wiele radości.
VEGANAMA
Bezgrzeszna Rozpusta
A tutaj znajdziecie 30 dniowe wyzwanie, w ktorym pewna sympatyczna pani podpowiada Wam, krok po kroku, jak zacząć przygodę z weganizmem.

Pozdrawiam serdecznie
1780916_10152286629297717_9191761311871554977_n

18 myśli nt. „Cowspiracy

  1. 5000lib

    Dla mnie sprawa jest bardziej skomplikowana. Z jednej strony mówi się o ekologii, z drugiej jest żywność modyfikowana genetycznie, a nabywając tą z etykietką eko także koniecznym jest by być bardzo uważną osobą dokonującą zakupów bo nie każda etykieta prawdę mówi, jedną kwestią jest to by przejść na weganizm, czy wegetarianizm, ale to nie wszystko. A z drugiej strony, robiłyśmy (ja i moje znajome) kiedyś eksperyment czy to możliwe by dysponując skromnymi dochodami przejść na wegetarianizm, i część z osób biorących w nim udział, a były to osoby świadomie żyjące, twierdziła, że zasobność portfela nie ma (aż) takiego znaczenia, okazało się niestety, po roku, że ma, i to większą niż się wydawało. Tak więc jestem skłonna wysnuć takie wnioski (jeśli się mylę, to proszę mnie popraw). Mięso w diecie nie jest konieczne, a raczej szkodzi niż pomaga (używając eufemizmu). Nie sądzę by stać było w polskich warunkach (osoby ubogie czy też zagrożone wykluczeniem społecznym) stać na wegetarianizm. Nie jest novum, że ludzie biedni źle się odżywiają nie dostarczając organizmowi pełnowartościowego wyżywienia. (I nie piszę tu, w gestii usprawiedliwiania poczynań, ale z pytaniem: co zrobić, by zmienić taki stan rzeczy).
    Z drugiej strony, dieta, to także tryb życia nakład czasowy, więc pisząc o nakładzie środków ekonomicznych dotykam[y] tylko góry lodowej.
    Zresztą uważam, że podział na zdrowe [ekologiczne] odżywianie i dietę mięsną nie jest tak prosty jak może się wydawać.
    Ekologia ekologii nie równa, nie wszystko złoto co się święci :-). Wszystkie przytoczone przeze mnie argumenty nie są „przeciw”. To nie oto chodzi, jeśli nie można zmiany wprowadzić z jednej strony, warto spróbować z drugiej, małymi krokami, np pić dużo (więcej) wody, dbać o elektryczność, dzielić się żywnością z osobami potrzebującymi (wiem, że we Francji weszły w życie przepisy ten aspekt regulujące) etc. Jeszcze jedno, polecam Ci przeczytanie/ przesłuchanie książki pt. „Sekrety drzew”.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Rozumiem.
      Od lat nie mieszkam w Polsce. Mieszkam we Francji, gdzie moja sytuacja finansowa nieustannie się zmienia i dzisiaj jest zadowalająca.
      Piszę o mojej rzeczywistości.
      W mojej rzeczywistości ekonomiczniej – taniej – (zróbmy abstrakcję od etyki) jest prowadzić dietę wegańską, kupować bez opakowań.
      No i przyjemniej.
      Mieszkając w dużym mieście, jakom jest Lyon, mam dzis do wyboru sklepy „zero śmieci”, rynki ze stanami od producentów, fajne butiki „second hand” itp.

      Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz
      1. 5000lib

        I tu, moim zdaniem poruszyłaś inną, ważką i ważną kwestię. Jeśli się mylę to mnie popraw, albo jeśli widzisz tą kwestię inaczej z chęcią w[y]słucham się w to co masz do powiedzenia.
        Mianowicie w budowanie świadomości, nazwijmy to ekologicznością długodystansową, czy też inteligencją ekologiczną.
        Różnice między krajami, zaawansowanie i pewna świadomość, Patrząc z perspektywy mikro, widzę tak, zawsze jest coś, co możemy zrobić, małego, krok po kroku, b) jest ważna zintegrowana edukacja w tym kierunku. Bo jeśli status ekonomiczny wpływa na to w jaki sposób się odżywiamy to można wykonać pracę w drugim kierunku (ale nie odwrotnym), a osiągnąć ten sam cel. A więc to, status socjoekonomiczny nie zdejmuje odpowiedzialności za świadome życie. Przeżywanie. Dlatego tak ważna jest dla mnie edukacja, również nieformalna, również taka jaką Ty prowadzisz na blogu. Chodzi mi o uchwycenie pewnych poziomów, w sensie oglądu danej kwestii z kilku perspektyw. Nigdy nie jest tak, albo oby tak nie było, że nie można nic zrobić.

        Odpowiedz
        1. Baba Joga Autor wpisu

          Wlasciwie ie wiem co wiecej powiedziec na temat budowania swiadomosci.
          Mam wrazenie, ze zyje na jakims wiecznym przelomie. Miedzy POlska, ktorej juz nie rozumiem, a Francja, ktora nieustannie mnie zdumiewa. Miedzy wieloma kulturami. Miedzy przeszloscia, ktora moze byc zinterpretowana na setki sposobow i przyszloscia, ktora mozna na setki sposobow budowac.

          Mam wrazenie, ze poszerzajac wiadomosci, otwierajac oczy na fakty, na to co sie dzieje wokol mnie, uczestnicze w szalonych zmianach.

          Swiat sie zmienia, i pozywienie, jako podstawa piramidy Maslowa, skad sie bierze, kto je produkuje, jaka jest jego wartosc ekonomiczna, ekologiczna i etyczna, jest dla mnie – dzisiaj – wazne. Interesuje mnie to i akurat mam faze na to by sie dzielic tym, co obserwuje Trzy lata temu mialam faze na odchudzanie, pozniej faze na zmiane pracy i sytuacji ekonomicznej, teraz jest to jedzenie. Niewatpliwie, kiedy osiagne zadowalajacy mnie „stopien”, przejde do innego tematu 😉

          Dzis we Francji duzo sie dzieje. na przyklad najwieksza firma produkujaca pakowane wedliny, pod presja rynku (drastyczny spadek sprzedazy szyneczek) zaczela wypuszczac produky simili-carne, czyli cos,co przypomina w smaku i zapachu szyneczke, a co jest zrobione z soi lub innych roslin. Dobrze, ze sie to dzieje, szkoda, ze kosztem ziemi, bo to duza firma i w trosce o koszty kupuje OGM. No i wciaz sa to te same lastikowe opakowania. Ale dobrze, ze odchodzimy powoli od konsumpcji miesa.
          Ciagle w tym samym kieruknu. Lobby przemyslu miesnego wywalczylo sobie prawo do robienia pogadanek w szkolach podstawowych o tym, dlaczego wazne jest jedzenie protein pochodzenia zwierzecego. (czemu goraco sprzeciwia sie bardzo wiele srodowisk, nie tylko weganskich. Bo skoro mowic juz o dietach, to moze mowic w szerszym kontekscie?).

          To zajmie lata.
          Kopernik moze zatrzymal Slonce i puscil w ruch ziemie, ale Galileusz zginal 100 lat po smierci Mikolaja, broniac tezy heliocentrycznej.
          Darwin dopiero w XIX wieku postawil teze o ewolucji, z ktorej dopiero w drugiej polowie XX wieku naukowcy udowodnili, ze czlowiek nalezy do Naczelnych. Paleontolodzy dowiedli, ze oto, niespodzianka, przez 10 tys lat na ziemi zylo kilka gatunkow ludzi (nie mylic z rasami), a walke o przetrwanie wygral jeden, Homo Sapiens. A swietnie pisze o tym profesor Pascal Picq.
          Mimo to w XXI wieku w USA 46 % spoleczenstwa opowiada sie za kreacjonizmem i wierzy, ze Bog stworzyl czlowieka w obecnej formie 10 tysiecy lat temu.
          http://www.huffingtonpost.com/2012/06/05/americans-believe-in-creationism_n_1571127.html

          Ale proces, machina, jest puszczony w ruch. Jestem pewna, ze w wiekszosci z nas obudzi sie poczucie, ze hodowla przemyslowa (fermy 1000 krow), rzeznie, (ktore tutaj we Francji, gdzie pokazuje sie filmy z maltretowanymi zwierzetami, sa miejscami cierpien zwierzat i ludzi, bo ktos kto pracuje w takich warunkach przezywa koszmar) zostana zamkniete. wierze, ze dozyje czasow, w ktorych najbardziej popularna forma diety bedzie weganizm.
          I ze osoby, ktore „kochaja zwierzeta” (psy, koty, zlote rybki) po prostu przestana pewnego dnia uczestniczyc – ekonomicznie, jako konsumenci – w tej niesprawiedliwosci. I ze przykazanie „nie zabijaj” etycznie poszerzy sie o „nie zabijaj zwierzat”…

          Uwazam tez, ale to odrebny watek, ze duzo bardziej sprawiedliwe, etyczne i demokratyczne jest niejedzenie miesa, niz odnoszenie sie z poczuciem ze „na moim stole jest tylko mieso od zaprzyjaznionego rolnika”.

          Nie wiem, czy odpowiedzialam wlasciwie na Twoj komentarz 🙂

          Odpowiedz
  2. Magda

    Aga, lubię Cię, ale nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu i trochę jestem przerażona tym co umieszczasz na fb, bo mam wrażenie, że chcesz wszystkich przekonać, że tylko Ty masz rację. Dzisiaj żywność jest modyfikowana genetycznie, więc jest o wiele bardziej niezdrowa niż zabicie zwierzaka, który nie widział nieba. Skąd możesz wiedzieć w jakich warunkach zbierają herbatę? W jakich warunkach szyli Twoją torebkę? Jak była testowana ulubiona farba do włosów?

    Wiesz, ludzie pochylają się i lamentują nad zabiciem kury w nieludzkich warunkach, a jednocześnie popierają aborcję i nie krzyczą tak bardzo, kiedy w szpitalu ląduje kolejne skatowane dziecko.

    Poza tym myślę, że jesteśmy dorośli i i takie rzeczy to kwestia wyboru, najpierw należałoby wykluczyć krzywdę ludzką, a potem martwić się zwierzakami.

    Nie obraź się, ale wszyscy mamy rozumy i kiedy codziennie patrzę na krwawe filmy, w których zabijają zwierzęta, to z czasem nawet nie zerkam tylko przewijam. Mam rozum i sumienie i inni też mają.

    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Dzięki Magda.
      Rozumiem i szanuję Twoje zdanie. I faktycznie nie musisz oglądać tego co tam na fb umieszczam.
      Z internetem w ogóle jest o tyle dobrze, że można po prostu zamknąć oczy i przewijać do filmów z kotkami (które też lubię).

      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  3. 5000lib

    [Nie wiem jak technicznie się obsługuję teraz ten szablon, czy masz liczbę komentarzy określoną do jednej wypowiedzi, więc zacznę tutaj. Jeśli odpowiem zbyt lakonicznie to przez męczenie. Ale chcę to zrobić od razu. Jutro planuję dzień bez internetu, a nie chcę zostawiać bez odpowiedzi.
    Nie ma czegoś takiego (przynajmniej ja nie postrzegam tego w takich kategoriach, jak właściwe odpowiedzi na pytania. Dzielisz się tym co wiesz, i tym co przeżywasz i tym co jesz.

    1.Mogę się podzielić tylko ułamkiem swojej drogi.
    2. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z wegetarianizmem i weganizmem, i drugie (dyskusje na temat praw zwierząt etc) i trzecie. I każde z nich było inne. Ale mimo tego, miało wspólny rdzeń świadomość w innych dziedzinach życia. (Nie wiem, czy jest to dla Ciebie czytelne? Czy wątek wymaga rozwinięcia. To trochę tak, jak badania nad [silną] wolą dowiodły, że będąc konsekwentną w jednej dziedzinie przenosimy sposób działania na inne).[Jak będziesz chciała to więcej poza komentarzami]
    3. Tak to jest, że dokonując zman[y] w szczególności na najgłębszym poziomie, czyli postaw czujemy się w rozkroku. [Jeśli Cię to interesuje, to wysmażę kiedyś wpis na ten temat]. Miejsce zamieszkania jest ważne, choćby z tego względu, że określa jedną z naszych tożsamości, tak jak pochodzenie, A to „tylko” dwa czynniki.
    4. Cieszy mnie to, że widzimy, spostrzegamy, stopniowy rozwój świadomości i różnego rodzaju powiązania z tym związane.
    5. Piszesz o procesach. Cieszy mnie również fakt, że wspomniałaś o gatunkach człowieka (nie mylić z rasami) tak dawno o tym czytałam, w polskich szkołach uczono /nie wiem jak jest obecnie/ że jeden gatunek wyewoluował z drugiego. Nic bardziej mylnego. Tak samo jak przekonanie, że ewolucja postępowała tylko w jednym kierunku, „do przodu” a to był ruch obustronny.
    6. Bardzo ważne jest świadome odżywanie się, a przez to rozumiem także dokonanie świadomego wyboru do wykluczenia mięsa i/lub nabiału z diety. I chciałabym dożyć czasu gdy każda osoba będzie miała do tego prawo.
    7. To czy -jak piszesz- obudzi się świadomość w ludziach, zależy od wytworzenia przez ludzi dla ludzi (i zwierząt, a także roślin) odpowiednich warunków.
    Piszesz(pozwól, że przytoczę):”Uwazam tez, ale to odrebny watek, ze duzo wbardziej sprawiedliwe, etyczne i demokratyczne jest niejedzenie miesa, niz odnoszenie sie z poczuciem ze „na moim stole jest tylko mieso od zaprzyjaznionego rolnika”.
    Nie do końca czytelne jest dla mnie to, co chciałaś konkretnie powiedzieć. Bo ja mogę rozumieć to zdanie na kilka sposobów,alew pozwól, że skupię się na wybranym aspekcie.
    Dobrze jest, kiedy uczymy dzieci, i samych /same siebie by dokonywać świadomych wyborów i ich konsekwencji. Odkładając wartościowani (tym samym nie piszę, że to jest złe). Piszesz, „obnoszenie” nie wiem, czy świadomie, czy nie obnoszenie- nigdy nie wspierało rozwoju. Czy chciałaś powiedzieć, że świadome zrezygnowanie z mięsa jest (w odróżnieniu od pozyskania mięsa od rolnika) drogą do nie fałszywego świadomego odżywania się? Wiem, że to koślawa parafraza, ale mózg mi paruje ze zmęczenia.
    Kończąc wypowiedź, mam nadzieję, że nie pominęłam żadnego wątku, myślę, że warto spojrzeć na weganizm/ wegetarianizm jako na a) rewolucje, która się dokonuje (albo przynajmniej jej siostrę/ brata/) prąd, coś co dzieje się niejako kulturowo. Na poziomie makro. A to z kolei rodzi różnego rodzaju i na różnych poziomach. Warto (z mojej perspektywy) zadać sobie pytanie, jakie warunki są niezbędne by weganizm/ wegetarianizm był stałą perspektywą/ drogą tak, w życiu osobistym jak i w kulturze.
    Gdzieś na marginesie wspomnę, że kiedyś, a było to dawno, przysłuchiwałam się dyskusji na temat świadomego życia, i jedno zdanie z tej dyskusji zapadło mi w głowę tak, że to tej pory je pamiętam (zaznaczam, że nie jest to próba scedowania odpowiedzialności),[Parafrazuję(dla jasności temat dyskusji dotyczył skryptów/i relacji rodzinnych] My, żyjący na początku XXI wieku możemy pozwolić sobie na dyskusję o świadomym życiu,a nasi rodzice, dziadkowie, których doświadczeniem generacyjnym była wojna (przemoc, głód) nie mieli takich warunków.
    Jestem zdania, że warto, po prostu warto odżywiać się w sposób świadomy, budować sprawiedliwy świat, czy to dotyczy osób z niepełnosprawnościami, chorych (o których pisze[sz] Magda), czy to osób doświadczających bezdomności. I otóż wiem, teraz gdy rynki są globalne, może nie wszystko, ale dużo na temat tego w jakich warunkach został wyprodukowany smartfon, polecam dokument na ten temat, albo szyte ubrania, pytanie jest takie czy będzie mnie stać ( i słowo stać jest wieloznaczne) by coś [co i w jakim zakresie] z tym zrobić.
    Jednocześnie mając świadomość wielości procesów, które zachodzą nie widzę danej sytuacji zero jedynkowo (nie przypisuje także tym zdaniem, że któraś z Was/ któryś z Was tak robi, piszę o sobie).
    Pozdrawiam serdecznie. Uff.
    PS. Mam wrażenie, że czegoś tu jeszcze nie ujęłam..

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Ustosunkuję się do „osobnego wątku”.
      Za każdym razem, gdy rozpoczyna się dyskusja na temat produkty odzwierzęce/ produkty wegan (a są to dyskusje wywodzące się z pytania : a dlaczego ty nie jesz mięsa/serów? A nie : a dlaczego ty nie jesz strączków? …) dochodzimy prędzej lub pózniej do punktu, w którym Rozum podpowiada : faktycznie, to nie jest ok, żeby uważać
      Cielaka za odpad przemysłu mleczarskiego. I wtedy – a piszę to z własnego doświadczenia i pamietam jaka byłam dumna to podkreślając – wypływa argument „szczęśliwej krowy”.
      „Bo mięso i nabiał na moim stole pochodzą od szczęśliwej krowy”. Naprawdę, pozostawiam kwestię etyki z boku (bo z etyką, jak z Racją i dupą, każdy ma swoją).
      Ekonomicznie rzecz ujmując gospodarstwa produkujące mięso i mleko od szczęśliwej krowy nie są w stanie wyprodukować ich w ilościach wystarczających na wyżywienie Ludzkości. A jeśli trzymamy się wersji „lokalnej” – we Francji nie da się ze „szczęśliwego chowu” wyżywić 60 milionów Francuzów. Tylko kilka procent (6?%) wołowiny pochodzi z takich produkcji. Bo zwyczajnie nie ma na to miejsca. Moze miejsce by się nawet znalazło ale ziemia ma swoją cenę. Czyli nie dajmy się ogłupić. Mięso od najlepiej labelizowanych farm jest rownież pieruńsko drogie (u mojego rzeźnika to ok 30 euro za kg, a i tak pewnie zwierzak stracił życie w jednej z tych niesławnych rzeźni, której szokujące zdjęcia opublikowało L214. A przecież w tych rzeźniach tak wyglada codzienność.)
      Więc jeśli u kogoś na stole są „wyłącznie produkty od szczęśliwych krów” (tak jak u mnie kiedyś) to z całą pewnością te rodziny stać na weganizm, ponieważ w porównaniu do ceny mięsa czy dobrego sera (ok 20 € za kg) te 3 czy 4 euro za kg suszonej soczewicy czy ciecierzycy, w moim przypadku made in France, to pikuś.

      W filmie Cowspiracy (trzymajmy się czegoś konkretnego) jest wywiad z rodziną która prowadzi taki „szczęśliwy chów krów”.
      Kiedy autorzy zadali pytanie, co sądzicie o tym, że wycina się Amazońską dżunglę by stworzyć pastwiska. Odpowiedz była konkretna : „jeżeli teren nie był stworzony do tego by hodować tam bydło, to nie powinno się tam hodować bydła”.

      Naprawdę, nie czuję się jak nauczycielka, czy edukatorka. Moje intencje dalekie są id tego, by przekonać wszystkich „by robili tak jak ja”. Zapraszam po prostu by otworzyć oczy i myśleć inaczej, niż mamy w zwyczaju, bo w ten sposób czeka nas wiele niespodzianek.

      Odpowiedz
  4. Kasz

    Dodam tylko, to tej jakże goracej dyskusji, że na Netflixie dostępne są również inne filmy z „tej” serii, w tym nowy, 2016 r. produkcji, zatytuowany bodajże Food Choises.
    Dla mnie obudzić się – pierwsza rzecz. Obudzić=uświadomić. Ze świadomością, a bez zmian, żyje się po prostu ciężko…

    Odpowiedz
  5. 5000lib

    Zbierając wszystkie wypowiedzi. Widzę tu dużo emocji.
    Z meta poziomu dyskusja dotyczy postaw, a te są trudno zmienialne, i dzieje się to w czasie (jak sama Agnieszko zauważyłaś).
    Jest coś takiego jak edukacja nieformalna, i (wypowiadając się o edukacyjności Twoich wpisów to miałam na myśli. Nie wiem czy uwaga („Naprawdę, nie czuję się jak nauczycielka, czy edukatorka. Moje intencje dalekie są id tego, by przekonać wszystkich „by robili tak jak ja”) była kierowana do mnie? Czytając Twoje wpisy (te dotyczące ekologii i żywienia) czuję się tak, jakbym czytała siebie sprzed lat ośmiu. Pozdrawiam,

    Odpowiedz
  6. Dominika

    To się włączę do tej dyskusji od innej bardzo pragmatycznej strony 😛 Agnieszka gdzie Ty kupujesz te tanie owoce i warzywa we Francji ;)? W mojej diecie jest ich naprawdę dużo, ale to one najbardziej szarpią nasz budżet i do dziś ( choć już staram się nie porównywać) cena kalafiora 4 E/ 4,50 jest dla mnie zaskakująca. Odkąd tutaj przyjechaliśmy to właśnie ceny des fruits et légumes (dopiero się uczę francuskiego i to z trudem, więc niech komentarz będzie okazją do zapamiętania nowych słówek 🙂 ) zastanawiają nas najbardziej. Kiedyś nawet przywieźliśmy sobie dwa worki buraków z Polski 😉 Może to kwestia regionu, albo porównywania zakupów z polskimi, ale wciąż zastanawia mnie skąd te ceny. Wydaje mi się, że właśnie tutaj bycie wegetarianinem jest dopiero kosztowne…
    Ściskam
    Dominika

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      🙂
      Obiecalam ze zrobie wpis na temat ryneczku i widzisz, wciaz tego nie zrobilam.
      Ja kupuje owoce i warzywa na rynku, akurat ta sie sklada ze w ostatnim czasie na rynku Croix Rousse.
      I tam ceny sa baaardzo rozne, ale a kalafiora na przyklad place 2 euro, nie 4, kilogram buraczkow to 1 euro lub 1,50 euro. Jablka, roznie, miedzy 1 euro a 3 euro za kilogram.
      Salata – 2-3 glowki za 2 euro.

      Naprawde, wkleje tu, w osobnym poscie moje paragony (bo na ryneczku tez czasem otrzymuje paragony :))

      A wy gdzie za kalafiora placicie 4,5 euro ? w markecie ?

      Odpowiedz
  7. Dominika

    My w Carrefourze ( stety/ niestety!). Mamy taki system zakupowy, który polega na tym, że na zakupy jeździmy raz na 10/14 dni i zaopatrujemy się według długiej i dosyć przemyślanej listy. W ten sposób unikamy częstych wizyt w sklepach, zaoszczędzamy czas i pieniądze jednak też.
    W międzyczasie pieczywo i ewentualnie warzywa dokupujemy obok domu, jednak i tu ceny są bardzo wysokie, nawet wyższe niż w Care…

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Masz racje Dominika, poszlam do sklepu w mojej dzielnicy (Vie Claire) i o zgrozo, widzialam te kalafiory po 4,20 ! I od razu przypomnialam sobie, dlaczego ja robie podstwowe zakupy i kupuje zywnosc gdzie indziej, a w Vie Claire tylko gdy o czyms zapomne 🙂
      A probowaliscie targu ? W Antibes jest przeciez fajne marche provencal.
      Na targu mozecie zaopatrzyc sie w warzywa i owoce – szczegolnie te sezonowe – po bardzo atrakcyjnych cenach… no i dochodzi aspekt „socjalny”: pogadasz sobie ze sprzedawcami, powymieniasz usmiechy.
      Raz w miesiacu kupuje owoce cytrusowe, u takiego pana na Croix Rousse (i tu, wszystkie osoby – stali bywalce targu Croix Rousse wiedza o kogo mi chodzi). Ceny, przyznaje – u niego – sa wyzsze. Ale tez kupowanie u niego to czysta przyjemnosci i one men show w jednym. A w bonusie w moich torebkach laduja zawsze dodatkowe cytryny, granat albo mango.
      W ubiegly weekend opuściliśmy ryneczek o 60 euro ubożsi, ale mamy jedzenia spokojnie na dwa tygodnie, i w dodatku takie pysznosci jak granaty i slodkie ziemniaki (ktore kupuje rzadko). Do tego kasza jaglana (millet), ryz, kasza gryczana, soczewica, fasola i ciecierzyca, dla czesci rodziny makarony, kupione na wage (od 2 do 4 euro za kg) … Gotuje codziennie (dzis wieczorem lece do Londynu i zrobilam sobie nawet doggy bag, zeby nie rzucac sie na smieci), robie na zapas rozne „pasztety”, zupy i dania jednogarnkowe i moge Cie zapewnic ze w tym systemie za niecale 80 euro robie przynajmniej 4 posilki dziennie (sniadanie, obiad, podwieczorek/przekaska, kolacja) dla 2 osob przez ponad tydzien. Dla niektorych osob we Francji 80 euro na tydzien to bardzo duzo, dla innych bardzo niewiele. Dla mnie to jest suma komfortowa.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz