Przypominajka (Po co czekać do lutego?)

Grudzień. Święta. Prezenty. A może w tym roku, moje drogie czytelniczki, sprawicie sobie same maleńki prezent, który może wiele zmienić?

Chciałabym dziś napisać coś o kulkach, zwanych kulkami Geishy.

Właściwie niczego nowego znów tu nie odsłonię : wszystkie wiemy, że sprawne mięśnie Kegla przynoszą więcej satysfakcji w strefie naszego życia erotycznego.

Ale czy wystarczająco dużo mówi się o innych „efektach ubocznych” używania kulek Geishy?

Przemierzając przestworza Internetu w poszukiwaniu podpowiedzi, jakby tu żyć szczęśliwie i satysfakcjonująco w parze z jednym i tym samym samcem od lat, co i rusz pojawia się temat mięśni Kegla, ale, o zgrozo, nie tylko w kontekście fikuśnych treści.

To pewnie dlatego, że motory wyszukiwarek znają moją metrykę, podsuwają mi cześciej informacje… zdrowotne. Co jest trochę oburzające, ale trochę i nie… może Wyszukiwarki i Spece od Marketingu myślą sobie, „tyle lat się po świecie buja, to wie jak sobie radzić w związku, ale nie jest uświadomiona, co jeszcze Druga Połowa Życia szykuje jej w prezencie”…

Na pewno wiecie, drogie Panie, że z wiekiem wszystkie mięśnie, szczególnie te rzadziej używane słabną. I dokładnie to samo dzieje się z mięśniami dna macicy.

Według International Continence Society ponoć statystycznie 8% populacji (8% z 7 miliardów to zaczyna być interesująca grupa docelowa) jest dotknięta problemem nietrzymania moczu.

Oczywiście to temat wstydliwy i często nieobecny we wszelkich dyskusjach, więc śmiem wysunąć tezę, że 8% jest liczbą zaniżoną.

Drugą przypadłością, do której prowadzą zaniedbane mięśnie dna macicy jest obsunięcie się organów.  „Zaburzenie statyki narządu rodnego” jak mówi ciocia Wikipedia, dodając że w Polsce dotkniętych nią jest 33% kobiet a w UK 2 kobiety na 1000.

Powiem krótko. Nie jestem jeszcze dotknięta ani pierwszą ani drugą przypadłością. Nie będę mogła powiedzieć za 20 lat (jak w przypadku spożywania produktów odzwierzęcych) że „nie zdawałam sobie sprawy”. Do diaska, „co się zobaczyło, to się nie odzobaczy”.

Do tego fb usłużnie podsunął mi wspomnienia sprzed 3 lat, kiedy to siedziałam na nudnym zebraniu w byłej pracy i ćwiczyłam mięśnie Kegla. A teraz, kiedy zebrania nie są nudne? Po prostu o tym zapominam 🙂

Pobiegłam do szafy i wyciągnęłam moje sekretne figlarne pudełko, z pamiątkami z Amsterdamu. I tak  krzątam się po domu, z uśmiechem prawie Mona Lizy.

Ustawiłam sobie alarm w telefonie (ale nie powiem na którą godzinę, niech to zostanie moją słodką tajemnicą:-)) i biorę się za ćwiczenia, tym bardziej że skoro mam już ten gadżet, to lepiej byłoby go używać, prawda?

Warto, moje drogie Czytelniczki pamiętać o kulkach i mięśniach Kegla. I to nie tylko w okolicach 14 lutego, kiedy internet szaleje na punkcie zabawek erotycznych (no dobrze, internet szaleje na tym punkcie widocznie tylko wśród moich znajomych :-)).

Zatem, owocnych ćwiczeń 🙂 i miłego tygodnia.

PS. A tutaj jest super apka-przypominajka 🙂 http://www.lightsbytena.com/

2 myśli nt. „Przypominajka (Po co czekać do lutego?)

    1. Baba Joga Autor wpisu

      Masz absolutną rację 🙂

      Ciekawostka : we Francji – a przynajmniej za „moich czasów” po ciąży przysługuje kilkutygodniowa „reedukacja” waginy w gabinecie kinesioterapeuty 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz