By tradycji stało się zadość

No jak u Was Święta ?

U mnie już właściwie po. We Francji nie obchodzimy Drugiego Dnia Świąt, wiec korzystam z tej ciszy świątecznej i wysyłam zaległe „season greetings”. Wszystkie te Marry Christmas skłoniły mnie, by w przerwie podzielić się z Wami przemyśleniami dotyczącymi tradycji.

Cos Człowieka pcha do tego, by pracował ciężko, odkładał pieniądze i dni urlopu i jechał od czasu do czasu do Rodziny na Święta. Nie musi zaraz, jak ja, z innego kraju (choć w samolocie do Warszawy i później z Warszawy spotkałam bardzo milą Panią, która przyjechała na dokładnie taki sam maraton świąteczny jak ja). W ogóle, „na Święta”, urodziny czy inny ważny czas pcha nas do tego by się łączyć z Rodzina, by… ? No właśnie. Po co?

Spędziłam fantastyczne dwa dni w Polsce, o których już wcześniej Wam napisałam. Później, z Lodzi pojechaliśmy do innej części Rodziny, 4 godziny drogi na Północ.

Wiecie, normalnie jest Radość. Z bycia w ciepłym domu, z małymi wrzeszczącymi dzieciakami i Irenką biegającą za nimi z aparatem fotograficznym (później na Snapie podzieliła się refleksji: „dobrze jest być znowu z kuzynami, których widzę tak rzadko…”). Radość z siedzenia przed kominkiem, znów z Babcia i Mama, w oczekiwaniu na Siostrę i plotkowaniu o pierdolach, takich jak przepis na „kurujący napój cytrynowo-imbirowo-miodny” (dzięki Karolina). Fajnie jest lepić z Córką i Siostrą pierogi (smakowały niebiańsko) …

W sobotę nic nie zapowiadało burzy. Pojechaliśmy na nabożeństwo do kościoła Ewangelickiego, które naprawdę było trochę bajkowe – śpiewaliśmy kolędy, Jezu, jak ja dawno nie śpiewałam polskich kolęd ! pastor znał z imienia każdego wiernego, nie padło żadne słowo nawiązujące do dzisiejszej polityki, na koniec wszyscy, nawet my, spoza zboru, otrzymałyśmy upominki. Wróciliśmy, Mama nakrywa do stołu. Widać, ze „coś jest nie tak”. Iskierką prósząca ogień był opłatek. A właściwie jego brak. I to na kilku poziomach.

Zamiast opłatkiem przełamaliśmy się chlebem, ale w tym momencie – czy nie jest to w polskiej tradycji chwila pojednania ? – Ojciec dosłownie wyrzynał nam wszystkie swoje pretensje, żale, cały swój zawód, że obie tak nie „szanujemy tradycji przodków”. Dostało nam się – słownie –równie boleśnie, jak kiedy będąc dziećmi dostawałyśmy „w skóre”, tak boleśnie, że poleciały łzy. Po czym, sadystycznie, życzył nam „smacznego”.

Co jest z „nami” nie tak ? Dlaczego wybuchamy przy byle jakiej iskierce ?
No i o co chodzi w Święta ?
Czy naprawę najważniejsze są „wytrzepane dywany” – (do tej szufladki schowałam i czyściusieńki dom i pięknie nakryty obrusem stół) oraz „świąteczne tradycyjne potrawy” (a do tego garnka wrzucam i barszcz i grzybową) ?

Bo dla mnie, fakt, ze poświęcam urlop, wyznaczam budżet na bilet lotniczy, pociągi, taksówki i wynajem samochodu, spędzam cały boży dzień w podroży, słuchając „newsów” o kolejnych atakach terrorystycznych i uprowadzeniach samolotów by tu (do Polski) przyjechać – sam w sobie jest drugorzędny. Potrafię wyciągnąć z tych „podroży” to co najlepsze – spędzam czas z Córką, czytam książki, ale wszystko to by dokarmić jeden mit. Mit o „Szczęśliwych, Spokojnych, Rodzinnych Świętach ” (ktory spece od Reklamy eksploatują do granic możliwości) .

Moja Siostra i Szwagier wstali w Niedziele o 3 nad ranem, żeby zawieźć nas na warszawskie lotnisko. Te 4 godziny spędziliśmy rozmawiając na ważne i mniej ważne tematy i naprawdę dla mnie był to czas o Nieopisanej Jakości.

Szwagier powiedział rzecz, która za mną chodzi do dzisiaj, tak bardzo ma racje. „U mnie w domu tradycją był barszcz czerwony i pierożki. Odkąd spędzam Wigilie z rodzina mojej żony, jestem zmuszony zapomnieć o m o j e j tradycji i przestawić się na „waszą” – grzybową z kluskami ! Czy kiedykolwiek zrobiłem o to raban ? „

Odpowiem za niego – nie, nigdy.

Tak, dla mnie – i już nawet dla mojej Córki (o czym świadczą jej własne komentarze na snapie) – najważniejszy staje się czas spędzony wspólnie. Wspólne gotowanie, wspólne zmywanie naczyń, wspólne nic nierobienie…

Czytam na różnych forach w Internecie historie podobne do mojej – tu ktoś woli gadać przez telefon ze znajomym z pracy, którego zobaczy już za tydzień, choć przyjeżdża z daleka wnuczka, której nie ma szans widywać codziennie (kto ma małe bobasy, ten wie, jakie to przyjemne podróżować z niemowlakami), tu ktoś kogoś potraktuje bez szacunku – bo to przecież bliska rodzina, córka, siostra, to „można po swojsku ” go zrugać, ale już przed sąsiadką – „pełna kulturka” .

Mam ochotę wrzasnąć – ludzie –ogarnijcie się ! Jeśli na co dzień nie chodzisz do kościoła, to nie zdziw się, ze nie będzie pewnego dna opłatka na Twoim wigilijnym stole. Jeśli na co dzień nie jesteś Wróżką Sprzątania, to nie ma sensu tracić czasu, siły i nerw na sprzątanie całego domu „bo goście przyjadą”. Goście widza to, co chcą widzieć (Spokojne, Rodzinne i Szczęśliwe Święta) więc po co sobie psuć humor niewyprasowanym obrusem ? (Tak przy okazji dodam, ze mój dom nie był wysprzątany „na święta” ponieważ mam szczęście i przychodzą do mnie Panie, które pomagają mi utrzymać go w czystości z tygodnia na tydzień. Oczywiście, ogarniamy dom przed wizyta Gości, ale moja córka na pewno nie odziedziczy parcia na „porządki świąteczne”.

(Nawiasem opowiem jeszcze jedna anegdotkę. Mama szykuje się do wieszania firanek. Irka się wyrywa : pomoge Ci. Nie, bo ty nie wiesz jak – pada odpowiedź. No pewnie że nie wie jak ! U nas w domu nie ma firanek. Wieszanie firanek u Babci w domu to dla niej jedyna szansa, żeby nauczyć się zawiesić firankę. A nie znam jednej, jedynej osoby, która tak po prostu wstanie i zawiesi firanki po raz pierwszy u drugiej osoby w domu, tak by tamta była zadowolona.
To zupełnie jak wydrzeć się na kogoś, bo użyl złego naczynia do serwowania dania – nasi rodzice myślą, ze skoro spędziliśmy z nimi 20 pierwszych lat życia, na zawsze będziemy wiedzieli ze TA patera jest do szarlotki a nie do sernika i po kolejnych 20 będziemy wiedzieć w której misce miesza się sałatki !)

Mój Ojciec miał racje, kiedy mi wykrzyczał, ze „wszystko zmieniłam, odkąd wyjechałam do Francji”.

Tak. Mam Rodzinę Patchworkowa (a nie „klasyczna”). Jem „inaczej”. Ubieram się „inaczej.” Co innego robię na co dzień. „Inaczej” spędzam czas. „Inaczej” myślę o Drugim Człowieku (na przykład o „uchodźcach”). I tradycją dla mnie, niestety, są bardziej wigilijne rodzinne awantury niż opłatek. I z tą tradycją mam ochotę skończyć raz na zawsze. Co więcej. Oficjalnie z nią kończę.

Nawet pomyślałam sobie, że zamiast na Święta powinnam odwiedzać Rodzinę w dni zupełnie „powszednie”. Wtedy nie będzie żadnych oczekiwań, żadnych spinek. Po prostu milo spędzony czas Nieocenionej Wartości i Nieopisanej Jakości.

Czego i Wam życzę.

 

4 myśli nt. „By tradycji stało się zadość

  1. notatkiniki

    Z takich to wlasnie powodow wole jechac do rodziny w Polsce na zwykly weekend, no moze „-dniowy, zamiast na swieta. Od lat spedzam swieta w gronie meza i dzieci. Poczatkowo bylo to spowodowane praca i finansami, ale z czasem docenilam fakt, ze spedzam swoje swieta po naszemu czyli w sposob bedacy kompromisem swiat moich i mego meza, a nie u rodziny w gosciach.

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      No i nad tym zaczynam się zastanawiać coraz poważniej.
      Z drugiej strony, u Teściów jest luz. Naprawdę. Teściowie się cieszą, że dzieci ich odwiedzają, oni niczego od nikogo nie oczekują (a przynajmniej tego poznać po sobie nie dają), cieszą się, że dzieci biegają i krzyczą, ludzie sami z siebie nie poruszają tematów drażliwych (np weganizmu, polityki…:-)). Jest po prostu miło i przyjemnie.
      A mnie tylko czasem żal ściska, że tak – po prostu miło i przyjemnie – nie jest kiedy jadę do mojej Rodziny na Święta (zawsze ktoś na końcu powie : nie o takich świętach marzyłem i czar pryska).

      Ściskam Cię Nika.

      Odpowiedz
  2. Tochybaomnie

    Świąteczne awantury też były niestety tradycją w moim rodzinnym domu. Moja mama urabiała się po łokcie, samodzielnie (no może z moją i moich sióstr drobną pomocą) przygotowując wszystko i słyszała od ojca tylko pretensję, że jeszcze nie ma kolacji na stole. Sam siedział przed telewizorem, bo jak twierdził ,,on już swoje zrobił”, czyli zabił i wypatroszył karpia i zrobił kutię. Dzisiaj podziwiam moją mamę, że mimo wszystko zawsze sprawiała, że święta były magiczne. A najsmutniejsze były wtedy, gdy musiała pojechać do pracy do Włoch i święta ,,zorganizował” ojciec.
    Postanowiłam w tym roku, że to były ostatnie święta spędzona z ojcem. W sumie awantury nie robił, bo gapił się cały czas w telewizor, nie zamieniwszy z nami ani słowa. Poza więzami krwi, nie wiąże mnie z nim nic, a zdecydowałam nie otaczać się toksycznymi ludźmi.

    Agnieszko, już po świętach, ale życzę Ci wszystkiego, co najlepsze, zdrowia i uśmiechu każdego dnia! 🙂

    Odpowiedz
    1. Baba Joga Autor wpisu

      Elu, przyjmij ode mnie rowniez zyczenia Zdrowia i Pomyslnosci wszelkiej.

      Nawet nie wiem co napisac, kiedy czytam, ze ktos woli spedzac czas przed telewzorem niz z dziecmi, ktore przyjezdzaja na tak krotko. Patrzac na reakcje z mojego podworka – wydaje mi sie, ze to taka ochronna banka, ten szklany ekran i ookropne newsy, ktore tam podaja. Zgasic telewizor i zainteresowac sie cudzym zyciem moze budzic wiele emocji, z ktorymi coraz wiecej ludzi, w sumie samotnych, bo w bliskiej zazyosci z TV, nie potrafi sobie poradzic.

      Siedze tu, u tesciow, przy kominku, wokol biegaja dzieci, placza, krzycza – jak to dzieci. Ja pracuje, Tesciowa czyta ksiazke, Tesc przeglada mejle. Mozna powiedziec, ze kazde jest zajete, a mimo to jestesmy jakos razem. Mozna ? Mozna….

      Ach, no szkoda, ze te „polskie tradycje” ograniczaja sie do kilku, malo znaczacych symboli…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz