Moja świątynia

Moje ciało.

Tak, moje ciało to moja świątynia.

Dlatego o nie dbam. Odpoczywa w czystym łóżku, w sprzątniętej sypialni. Myję je co wieczór pod ciepłym prysznicem, mydłem robionym przez mydlarkę w Pirenejach, z naturalnych składników. Nakładam krem, czyszczę zęby. Rytuał.

Lubię wówczas patrzeć na siebie w lustrze, wysłać buziaka tej Agnieszce która na mnie spogląda, powiedzieć sobie komplement. Powitać, no może nie z uśmiechem, ale czułością kolejną zmarszczkę, której przysięgam, wczo4aj jeszcze tu nie było.

Czasem widzę celulit na udach, czasem wałek na brzuchu, albo piersi, które spoglądają smutno ku Matce Ziemi; głaszczę je wtedy i uśmiecham się do siebie. Moje ciało żyje – niezależnie od mojej woli bycia młodą i szczupłą – no bierze się i starzeje, marszczy, traci na sprężystości. Żyje.

Wiem, że jestem tym, co jem. Szkoda, że nie wystarczy wiedzieć, żeby właściwie postępować.

zupa-krem szparagowo -cukiniowa

***

Kiedy świątynia jest czysta, mogę ją przystroić – lubię na codzień, w dzień powszedni, nosić proste ubrania. Spodnie, trzy podkoszulki, bluzka z długim rękawem, bluza z kapturem, skórzana kurtka, sukienka, sandałki, baleriny lub wygodne, na płaskim obcasie buty sznurowane tuż nad kostką. To moja  tygodniowa Capsule Garderoba.

W piątki rano, przed pracą, chadzam na ryneczek, po warzywa i owoce od miejscowych rolników

Lubię moje mundurki treningowe. Wieczorem, jeśli coś świętujemy (dźwięczy mi w uszach „celebruj to czego pragniesz być godnym” Kazika), zakładam czarne sukienki. Dobrze i bezpiecznie się w nich czuję, nawet jeśli odsłaniają moje ramiona (na punkcie których mam kompleksy).

Makijaż? Coraz delikatniejszy, coraz mniej widoczny…

A włosy? Kiedyś Madou napisała aartykuł o francuskim szyku i francuskich odrostach. Tak, chyba całkiem sfrancuziałam, bo odrosty już mają ze 2 cm. Ale postanowiłam dać im odpocząć przez wakacje.

Czasem, robię w świątyni generalne porządki. Post Dąbrowskiej był świetnym pomysłem. A już niedługo wprowadzam cotygodniowe, jednodniowe Głodówki. Oczyszczające od wewnątrz.

***

Moją ulubioną formą oczyszczenia z zewnątrz jest wizyta w SPA. To taka przystań spokoju. Miejsce, gdzie kobiety odnajdują swoją kobiecość i szacunek dla kobiecości. Ciała przychodzą tam rożne, większe, mniejsze, obszerniejsze. Ale nikt się nie wstydzi kilku(nastu) kg więcej. Za chwilę ta pani z rękawicą zetrze ze mnie jak i z ciebie tak samo brudny naskórek, wejdziemy do sauny wypocimy toksyny, a później po prysznicu położymy się z przyjaciółką w jacuzzi posypując z wdzięczności, że my to mamy szczęście w życiu.

Uważam, że akurat mam to szczęście, że moja świątynia jest zbudowana całkiem rozsądnie i estetycznie. Zabiegi pielęgnujące to forma konserwacji 🙂

Raz w miesiącu chodzę do Sandy. Sandy jest specjalną masażystką, nie tylko podarowuje ciału wrażenia, których ono potrzebuje, ale dzięki rozmowie, która trwa z pół godziny, harmonizuje ducha.

img_4859

BO

W Świątyni mieszka Duch.

I to jestem ja, Agnieszka. I to siebie codziennie celebruję, uprawiając sport, podając sobie dobre, proste posiłki. Słuchając audycji w radio, sprzątając rozgardiasz. Nawet w pracy. Serwuję też sobie miskę pozytywnych myśli.

Lubię o sobie myśleć, że lubię Ludzi i jestem życzliwa bliźniemu swemu. Lubię słyszeć od przyjaciół, że im się coś udało, że powiodła się im rozmowa, że rozwiązał się jakiś problem.

Wieczorem, przed snem, dziękuję sobie za dobre rzeczy, które przyniósł mi dzień. Uśmiecham się do siebie w ciemności, wtulona w mojego przyszłego męża.

***

Oczywiście, zdarzają się dni buntu, zwątpienia nieposłuszeństwa i upadku.

Kiedy zjem coś, co mojemu ciału nie przyniesie nic dobrego. Kiedy zwycięży lenistwo i nie ruszę się z fotela, sprzed komputera. Kiedy denerwuję się, wróć, wścieknę na siebie, kiedy wyzwę się od naiwnej „pauvre fille”, kiedy obrażę bliską osobę, kiedy zapłaczę nad skutkami złych wyborów, kiedy odrzucę czyjś uśmiech i przyjazną rękę.

***

I pracuję właśnie nad Rytuałem Przejścia, ogarnięcia tych złych dni, przywołania Siebie do porządku, oczyszczeniu Świątyni z tych brudów, jakie wprowadzają złe emocje.

A może macie takie rytuały?

8 myśli nt. „Moja świątynia

  1. Pastelowa Kropka

    Moim rytuałem jest bieganie, daleko mi do równowagi, ale to dzięki niemu jestem jest zawsze o kilka kroków bliższa. Czasem w bieganiu udaje mi się złapać to ulotne uczucie, że oto ciało nic nie waży, że jestem tylko ja, lekka i będąca sobą. Dzięki bieganiu od kilku lat jem normalne posiłki, nie unikam kolacji, nie mam tych nic nie wnoszących wyrzutów sumienia… Dzięki bieganiu moje ciało wyraża choć cząstkę mojej duszy, naprawdę jestem wdzięczna mojemu ciało, że biega dla mnie i ze mną.
    Ps. Świetny post, dzięki za niego! Potrzebowałam takich słów…

    Odpowiedz
    1. babajoga Autor wpisu

      Dziekuje.
      Chyba nawet wiem , o czym piszesz, takie… wspomnienie tego uczucia czasem mi sie nasuwa. Wciaz mam nadzieje, ze wroce do tego stanu lekkosci 🙂

      Czyli oczyszczenie przez sport, a konkretnie bieganie. Dobry pomysl.
      Bardzo duzo w tym racji. Kiedy wracam po seansie nawet marszo-biegu jestem usmiechnieta i zdystansowana do… wszystkiego…

      Odpowiedz
  2. Magdalena | Madou en France

    Bardzo dobry tekst 🙂 Ja czasem zapominam o takim zewnętrznym zadbaniu o ciało, trochę w tym pewnie mojego lenistwa, trochę resztek katolickiego wychowania, gdzie ciało nie jest ważne, i trochę wszystkiego innego ważniejszego niż ja sama dla siebie… Ale próbuję nad tym pracować (m.in. też poprzez projekt90!!! )

    Odpowiedz
  3. Magdalena | Madou en France

    Bardzo dobry tekst 🙂 Ja czasem zapominam o takim zewnętrznym zadbaniu o ciało, trochę w tym pewnie mojego lenistwa, trochę resztek katolickiego wychowania, gdzie ciało nie jest ważne, i trochę wszystkiego innego ważniejszego niż ja sama dla siebie… Ale próbuję nad tym pracować (m.in. też poprzez projekt90!!! )

    Odpowiedz
  4. Sylwia z MocKobiet.eu

    Zupełnie nie mam swoich rytuałów… Chyba? Kradnę czas na kąpiel, gdy dzieci wieczorem odrabiają lekcje, a najmłodsze jeszcze jest w dobrym humorze. Jeśli nie zdążę, to później muszę się zadowolić szybkim prysznicem. Przed wyjściem do pracy szybki prysznic, włosy, makijaż, schludna bluzka, marynarka, uśmiech i biegnę dalej.
    Czasem zapominam o odpowiednim nawodnieniu i wówczas upominam siebie w duchu, że zapomniałam o swoim ciele, które potrzebuje, by dbać o nie regularnie. Jeśli zapomnę o potrzebach ciała, cierpię. Dopada mnie wielka migrena, z którą trudno mi sobie poradzić przez kilka dni.
    Jak ja Ci zazdroszczę tego czasu na celebrowanie swojej świątyni…

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Mogłabym odpowiedzieć – zazdroszczę pełnej rodziny, nie-Patchworkowej. Bo kto wie, jakbym wówczas mogła celebrować moja świątynię 🙂 Z drugiej strony moje dziewczyny są już relatywnie „duże” (nastolatki), więc i czasu mam więcej 🙂

      Odpowiedz
  5. Marlena I Bogate Myśli

    Z moimi rytuałami różnie bywa niestety 🙁 Do ćwiczeń raz po raz wracam, niestety nie na stałe – choć chcę to zmienić. Staram się dbać o siebie – jeść zdrowo, wyeliminować to, co mi szkodzi 🙂 Do pielęgnacji ciała używam tylko naturalnego mydła i olejków – to była dobra decyzja, skóra odzyskała równowagę, choć zawsze miałam z nią problem 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz