Powidoki

Wczoraj miałam szczęście i poszłam do kina z Dorotą (autorka świetnego bloga o Lyonie)  na Powidoki , Andrzeja Wajdy . Na szczęście też film był w wersji oryginalnej. Po tragicznym tłumaczeniu napisów w wersji francuskiej, wciąż zastanawiam się, czy najbardziej niesamowity Francuz, któremu w ogóle chciałoby sie iść na polski film, przy najlepszych chęciach – coś zrozumial ?

Sam już tytuł, „niebieskie kwiaty”…. gdzie jest tłumacz???

W kinie spotkałam inna koleżankę, też z Polski, też z Łodzi, która jest w wieku mojej mamy.

Ujmę to tak : cieszę się, że dla mnie i młodszych ode mnie pokoleń sytuacje przedstawione w filmie należą do kart historii. Nie napiszę : „aż mi się wierzyć nie chce..,” bo wierzę, że tak było. A może i jeszcze gorzej?Kiedy Strzemiński stracił pracę na uczelni, bo odmówił mieszaniu się polityki do sztuki, nie miał zamiaru wspierać socrealizmu (zresztą nie dlatego, że to był socrealizm, ale dlatego, że była to po prostu ingerencja w sztukę). Zatem został wyrzucony z uczelni która współtworzył. Pozbawiony legitymacji związku artystów, nie tylko nie mógł zdobyć żadnego zatrudnienia, pieniędzy i stracił dostęp do kartek żywnościowych. Nie mógł nawet kupić farb (bo farby w sklepie dla plastyków mogli kupować wyłącznie plastycy zrzeszeni w związku). Koleżanka w wieku mojej mamy powiedziała, że film jest bardzo bliski jej wspomnieniom z dzieciństwa.

Zainteresowała mnie natomiast bardzo koncepcja powidoków, przedstawiona w pierwszej i jedynej radosnej scenie filmu, kiedy na zajęcia w plenerze dołącza nowa studentka, Hanna…

Posłużę się tutaj Wikipedią, bo w kinie nie robiłam notatek : powidoki to „zjawisko optyczne polegające na tym, że po wpatrywaniu się w jakiś kształt, a następnie odwróceniu wzroku, w oczach pojawia się na chwilę ten sam, zamazany kształt w barwie dopełniającej, np. czerwone zachodzące słońce pozostawi w oczach swój okrąg w barwie zielono-niebieskiej” .

Wajda w „Powidokach” pozwolił Lindzie-Strzemińskiemu rozwinąć myśl i przenieść idee powidoków głębiej w analizę sztuki i jej wartości. Moja uwaga zahaczyła w tym miejscu o myśl, że nasz mózg i tak sobie dopowie co chce i to do wszystkiego co oko zobaczy, i odpłynęłam, w tym momencie, uwaga, będzie monotematycznie i tendencyjnie, do wspomnień o sobotnim happeningu z L214.

Happening

Happening polegał na tym, że część z nas trzymała ekrany komputerów i tablety, na których symultanicznie włączyliśmy filmy z rzeźni, część trzymała postery, sporej wielkości, ze zdjęciami z tych filmów, z głośnika płynęły nieobrobione dźwięki, nagrane przez kamerę w rzeźni a my staliśmy po obu stronach najbardziej eleganckiej dzielnicy Lyonu, tworząc coś w rodzaju korytarza śmierci.

http://www.leprogres.fr/environnement/2017/02/19/les-abattoirs-au-coeur-de-la-ville

http://www.leprogres.fr/environnement/2017/02/19/les-abattoirs-au-coeur-de-la-ville

Dlaczego o tym pisze ? ponieważ obserwowałam reakcje ludzi i zastanawiałam sie, na ile taki happening cos moze zmienic? Na początku było to w ogóle dość dziwne, bo od tych dźwięków świń, które stały w kolejce do uśmiercenia, jakoś nie mogłam opanować łez, więc raczej moje oko rejestrowalo tylko osoby zwalniające przed ekranami.

Później, nie powiem, że dźwięki stały się znośniejsze, ale przestałam się mazać i widziałam niedowierzenie w oczach przechodniów. Jakby widzieli te filmy, ktore przeciez krążą po Internecie od miesięcy czy lat, po raz pierwszy. Część wchodziła w ten szeroki korytarz z uśmiechem maskującym niepewność. Część z komentarzem – „co mi zrobisz, ja i tak kooooocham mięso”, ale nawet tym urywały się słowa przy końcu takiego korytarza. Były reakcje „troskliwych” mamusiek, zasłaniającym dzieciom oczy „nie patrz na to !” Spojrzeliśmy po sobie z jednym przechodniem – dlaczego dzieci mają na to nie patrzeć? Ach, jak poradzą sobie z wychowaniem w dobie Internetu wszechkontrolujący rodzice, uczący dzieci wypierać z myśli i mózgu niewygodne obrazy ? Przecież tak to wygląda, bez photoshopu, bez montażu, bez przejaskrawień.

Powidoki. Ślad, po widoku, który zostaje nam na soczewce, nawet jeśli odwrócimy wzrok. I dlatego, odpowiadam sobie twierdząco na pytanie czy happeningi mają sens. Pytanie, ktore mi sie nasuwa, to :co nasz mózg z takimi powidokami robi…

PS. Pamiętam ze szkolnych wizyt w Muzeum Sztuki w Łodzi wystawę Strzemińskiego i Kobro. Nie pamiętałam, że byli oni parą i nie wiedziałam że mieli córkę. Kiedy wróciłam po filmie do domu, poczytałam o pani Nice Strzemińskiej, która została psychiatra, pływała jako lekarz na statkach handlowych po całym świecie i musiała być bardzo dzielna kobieta…

 

 

2 myśli nt. „Powidoki

  1. Dorota Ps

    Ja po seansie zajrzałam na portal filmowy i poczytałam opinie innych widzów… Nie rozumiem czemu, ale w przeważającej liczbie są ludzie, którym „Powidoki” kompletnie się nie podobały. „Gniot”, „nuda”, „drętwe dialogi” – to łagodniejsze z określeń, które tam znalazłam 🙂 Cóż, uważam się za dość wybrednego widza, a wyszłam z filmu, jeślli w ogóle można tak to określić, zadowolona. Wajda niczego tam nie przerysował, przesadnego patosu nie zauwazyłam, a Linda grał świetnie. Także dziękuję Aga za pomysł na wspólne wyjście do kina 🙂

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      O, patrz, nie czytałam opinii innych widzów. Zgadzam sie z Toba, film był dobry – piekne zdjecia (a każde jak obraz), rewelacyjna gra aktorów, scenariusz trzymał sie faktów, był wierny rzeczywistości, nawet wymiana stanowiska względem roli sztuki była świetnie zarysowana . Temat byl trudny ! W socrealizmie trudno znaleźć piękno, i w sztuce i w życiu ! to moze stad te negatywne reakcje…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz