Opanujmy kryzysik malzenski

Kolejny sposób na kryzysik małżeński

Nie jesteśmy parą idealną, oj nie.
A im bliżej do wesela, tym częściej się kłócimy. Ale to tak bardzo, tak często i tak nieprzyjemnie, że zaczęliśmy nawet rozmawiać o tym „po co to wszystko ?” .
Wolałabym doprawdy napisać, Kochany Pamiętniczku, że jest miodowo, ale nie jest, więc piszę jak jest.

W kłótniach jest coś konstruktywnego. Prawdopodobnie psycholog miałby inne zdanie, ale wydaje mi się, że lepiej jest „wymienić zdania” niż milczeć i strzelać fochy. Naprawdę, nie cierpię fochów.
Wole wyrzucić z siebie te wszystkie kamienie, które mnie przygniatają i czekam na reakcje, na pomoc i wspólny pomysł na pozbieranie tego bałaganu. Oczywiście, i zdaje sobie z tego sprawę, czasem, coraz częściej,  poleci jakiś menhir, co może ogłuszyć na kilka dni. 

Mój luby woli za to uniknąć konfliktu, rzucić się w wir pracy lub na kolejny serial na Netflixie. Co mnie z kolei doprowadza to do pasji, bo On myśli, ze skoro ja się już uspokoiłam, to sprawa jest załatwiona. A nie jest, bo to tylko jest zamiatanie pod dywan.

 „Seksik na zgodę” jest czymś, czego nie cierpię bardziej niż focha, życie płynie, wyjazdy do pracy się zdarzają, w efekcie czego frustracja rośnie… Taki może schematyczny obrazek tu rysuje, ale tak to dzisiaj widzę.

***

Obserwuję znajomych, kolegów i przyjaciół, rozmawiałam nawet na ten temat z Teściową, i bliskie prawdy okazuje się stwierdzenie, ze idealne pary zdarzają się głownie na zdjęciach.

W naszym przypadku dodatkowym utrudnieniem jest różnica między… językiem polskim i francuskim. 

Ja myślę i po francusku, i po polsku i po angielsku, w zależności od sytuacji, liczę czasem po polsku, czasem po francusku…Ale myśleć w języku to jest jedna sprawa, a wyrażać co się myśli to druga.

My, Polki i Polacy, słyniemy (sądząc po dyskusjach z kolegami czy przyjaciółmi) z mówienia rzeczy wprost. Nie owijamy w bawełnę, czy jak mówią Francuzi, nie zakładamy rękawiczek. „Zgaś światło”, nawet jeśli następuje po nim „proszę”, jest rozkazem. Francuz nie wydaje rozkazów i sam nie lubi ich otrzymywać. Powie raczej :
– „miałabyś ochotę zgasić światło ?”
– Nie, nie miałabym.
– Ale to nie było pytanie…

I ten stresik okoloweselny, i cala masa innych problemików pierwszego świata sprawia, ze aktualnie czasem ciężko jest nam ze sobą wytrzymać. Nawet nasze randki z #eksperymentujesz, choć nadal ich pilnujemy, nie są zawsze zakończone przyjemnie.

***

Siedzimy w restauracji. Miejsca publiczne są lepszą scenerią dla takich rozmów niż na przykład samochód. Nie wolno wpieniać kierowcy, a najczęściej to co mamy sobie do powiedzenia, albo może sposób w jaki to sobie przekazujemy wywołują właśnie efekt wpienienia kierowcy.
Siedzimy zatem w restauracji, na neutralnym gruncie i wspólnie znajdujemy rozwiązanie, bo tak sie przeciez nie da żyć.

Opanujmy kryzysik małżeński w 14 dni

3 punkty. Jeden we „wspólnym interesie” i po jednym z inicjatywy własnej.

Punkt pierwszy to oczywiście życie seksualne. Nie ma focha, nie ma „na zgodę”, nie ma „jestem zmęczony”, „boli mnie głowa”. 14 dni małżeńskiego seksualnego detoksu, i ma byc z polotem, najlepiej miedzy 6h a 22h, bo „po 22h a przed 6h” nie chce się albo jednemu albo drugiemu. Starzejemy sie, ot, co.

Drugi był mój – próbuję coś kombinować z dietą, co by wejść w suknię ślubną, ale samej jest mi ciężko. Zażyczyłam sobie wspólnego uczestnictwa, przez 14 dni w „intermitting fasting”. Mamy się tak zorganizować, żebyśmy pościli oboje.

Trzeci pomysł, i tu chyle czoła przed geniuszem mojego Męża – rozmawiamy po polsku, przez 14 dni. Przypominam, on się uczy polskiego od września i raz w tygodniu chodzi na kurs. Pomysł jest naprawdę wstrzelony w dziesiątkę, bo jak się dzisiaj okazało, po prostu nie możemy się kłócić. On nie zrozumie, kiedy mu czymś dogadam, a sam nie potrafi powiedzieć czegoś, co w moim odczuciu byłoby złośliwe.

***

Ma to swoje ciemne i jasne strony. Żeby podjąć jakaś decyzje, trzeba godziny tłumaczeń. Ale za to ubaw mamy po pachy.

– Co to jest ? (Stawiam na stole talerzyk z ciastem)
– Ciasto
– Jaki, jaka, jakiem ? Ciasto ?

– to nie są standardowy truskawka. To truskawka z lasu ” („poziomka to po francusku fraise de bois„)

Wraca z siłowni.
– Byłam u Piotra, piłam piwo, Piotr mowi, ze piwo jest bardzo zdrowa bo ma oligoelementa.

W rezultacie, spędziliśmy miły dzień, ja trenując moja opłakaną cierpliwość, on ucząc się polskiego w przyspieszonym tempie.

– To co, idziemy do sypialni ?
– Co to jest sypialnia ?
– To pokój w którym śpimy.

Nie wiem, ile wytrzymamy i kiedy nam sie znudzi, ale dzisiejszy dzień był na piątkę z plusem.

6 myśli nt. „Kolejny sposób na kryzysik małżeński

  1. Anna M-a

    Bardzo mi się podoba ten wpis 🙂 Kryzysy zawsze były, są i będą, ale to jak Wy je rozwiązujecie kładzie mnie na łopatki! Oby szybko minęło.
    Ściskam!

    Odpowiedz
  2. Celt Peadar

    Nie jestem jeszcze Małżonkiem (stety/niestety), jednakże z doświadczeń rodzinnych wnioskuję, iż wbrew temu co mówisz Ty oraz parę innych osób, w kłótniach nie ma absolutnie nic konstruktywnego. Jeśli mamy sobie coś do powiedzenia, lepiej robić to po troszę i na bieżąco, niż czekać aż się urazy nagromadzą i spęcznieją do wybuchu…

    Rozmowę, nawet na najtrudniejsze tematy, jak najbardziej popieram, bo to jak dla mnie – podstawa w związku. Ale nauczyłem się kłótnie tylko jeszcze bardziej wszystko pogarszają i w żaden sposób atmosfery nie oczyszczają. Powodują tylko pogłębienie zawziętości i złości. Być może to wszystko zależy od indywidualnych charakterów, ale u mnie było zawsze właśnie tak.

    Opisany przez Ciebie trening językowy szalenie mi się podoba 🙂 Oraz chciałbym, żeby któraś, kiedyś i o mnie powiedziała: „chylę czoła przed geniuszem mojego Męża”…

    Pozdrawiam Oboje!

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Dziękujemy. Mój Mąż ma naprawdę fajne pomysły. Lubie jego sposób myślenia, wynajdowanie niestandardowych rozwiązań, i na szali pozytywy absolutnie przeważają. A że mamy problem z komunikacją ? W teorii tez wolałabym komunikować na bieżąco i wyjaśniać wszystko spokojnie… Pracuje nad tym tematem juz prawie 40 lat…

      Odpowiedz
  3. Zacisze Lenki

    Powaliły mnie Wasze polskie rozmowy, nieźle się uśmiałam. Też jestem wrogiem kłótni, nie kłócimy się z mężem, ale czasem mnie krew zalewa jak on niczym się nie przejmuje.

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      No to zazdro, ze sie nie klocicie. My chyba nie potrafimy. To zanczy, odkad mowimy po polsku, czyli od niedzieli, sie nie klocimy 🙂 moze tak zostanie ? 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz