Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

Możemy śmiało powiedzieć, że na początku XIX wieku, rodzący się przemysł swoje powodzenie zawdzięczał… używaniu miejskich pozostałości.

Miejskie odpady

Nie mówimy jeszcze o gospodarce cyrkularnej ale systematycznie odnajdujemy w przemyśle zastosowanie różnego rodzaju ekskrementów. W istocie, produkty „uboczne” miejskiego życia były głównie organiczne. Ale nie tylko

Możemy mówić o dwóch odrębnych kategoriach pozostałości wytwarzanych przez miasto: z jednej strony szmaty i kości a z drugiej błoto i ścieki z rynsztoka.

Szmaty

Papier wytwarzany ze szmat był używane jeszcze zanim narodził się przemysł, jednak to zwiększenie się produkcji papieru we Francji i na Zachodzie znacznie spotęgowało zapotrzebowanie na szmaty pochodzenia roślinnego. Wzrost użycia papieru – jako nośnika dzięki któremu rozpowszechniało się wiedzę –  był ściśle związany z pokładami tego surowca, produkowanego przez miasto. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na papier, szmaty stały się powoli produktem pożądanym : eksport szmat jest we Francji zakazany już od XVIII wieku ! Wiele innych europejskich państw wprowadziło podobne restrykcje, do 1850 roku.

To handlarz szmatami dyktował cenę papieru i to on stał się pierwszym pracodawca szmaciarzy – szyfonierow (od francuskiego „chiffon” – smatka, gałgan). Pozwoliłam sobie tak przetłumaczyć na polski francuskie słowo chiffonier, ponieważ, zgadzam się z Ania.M, autorka tego bileciku : szmaciarz (czy gałganiarz) to słowo, które ma, jak dla mnie, w tym kontekście, konotacje zbyt negatywna. Pozwólcie zatem używać mi w zastępstwie mojego „szyfoniera”.

W 1854 roku szacowano, że pozyskiwaniem, handlem i „obróbką” szmat zajmowało się we Francji około 100 000 osób (na około 36 milionów mieszkańców). W samym tylko Paryżu liczba robotników pracujących przy prasie wzrosła w ciągu niecałych 15 lat z 1400 (w 1847) do 4500 (w 1860) .

Kości

Kości i ich obrót mogą poszczycić się równie interesującą ścieżką rozwoju (jeśli mogę się tak wyrazić). Kości pozwoliły Francji wyjść z „kryzysu cukrowego”. Na początku XIX wieku flota brytyjska zablokowała francuskie morskie ścieżki handlowe co spowodowało braki dostaw cukru z trzciny cukrowej. Produkcja cukru z roślin korzennych, na przykład z buraka, wymaga(ła?) użycia węgla kostnego, którego właściwości dekoloryzujace odkrył aptekarz, Pierre Figuier.

Węgiel kostny jest produkowany poprzez podgrzanie kości zwierząt, w wysokiej temperaturze i bez dostępu powietrza.

Aby można było zacząć produkować węgiel kostny w wystarczających ilościach, należało usystematyzować zbieranie kości, głównie od rzeźników. Podobnie jak papier, którego gama zastosowań stale rosła (gazety, papeteria…), kości stały się doskonałym surowcem do produkcji grzebieni i guzików, klei, żelatyny czy fosforu, potrzebnego do produkcji zapałek…

Ścieki

W Paryżu, budowa ulic, rynsztoków, latryn i miejsc gromadzenia tych płynnych odpadów zbiegła się z interesem pierwszych producentów żywności na skale przemysłową. Ściślej mówiąc, to co interesowało rodzące się rolnictwo przemysłowe to były ekskrementy, prawdziwe żyły złota niezbędne do produkcji kompostu i nawozów.

Na przykład „la poudrette”  – wysuszone i sproszkowane odchody. Przyznam tu, że nie znalazłam polskiego tłumaczenia „poudrette”, natomiast znalazłam info, że wciąż tę metodę się w Polsce stosuje 🙂

Wracając na Zachód, podobno 1/3 francuskich gruntów uprawnych mogłaby być użyźniania odchodami z tylko 4 francuskich największych miast 🙂

Wraz ze wzrostem w mieście XIX wieku zapotrzebowania na większe ilości żywności, rosła, a nawet eksplodowała potrzeba na miastowe ekskrementy . We Francji mówimy na te specyficzne ścieki „eaux noir”, Czarna Woda. Narodziły się różne pomysły na takie zagospodarowanie kanalizacją, by Czarna Woda użyźniała bezpośrednio okoliczne pola uprawne. W 1850 roku francuski inżynier Belgrand tak zaprojektował kanalizacje, by w miasteczku Asnieres mieścił sie zbiornik częsci ścieków Paryża i z którego te ścieki miały być dalej dystrybuowane po okolicy.

Błoto

Właściciele okołomiejskich pól uprawnych chętnie przyjmowali także miejskie… błoto ! Zmieszane z woda, odpadami kuchennymi i pomyjami (jesteśmy jeszcze w czasach, gdy wiadro z pomyjami wyrzucało się do rynsztoka) było zbyt gęste by być sprawnie transportowane rodząca się kanalizacja. Błoto i sposób w jaki było eksploatowane stanowiło zatem odrębny od ścieków Czarnej Wody typ „miejskich pozostałości”. Błoto było zbierane bezpośrednio przez rolników lub przez wyspecjalizowane firmy i stawało się swojego rodzaju obornikiem.

Często, błoto to stawało się źródłem dochodu dla co bardziej przedsiębiorczych miast. W Paryżu, w 1854 roku firmy zbierające pomyje opłaty miastu swojego rodzaju pozwolenie na wywóz błota, które później sprzedawało rolnikom…

Zbieracze odpadów

Kosci czy szmaty nie byly jedynymi przedmiotami pożądania zbieraczy odpadów. Interesowały ich niedopalone cygara, stare pudełka po konserwach, muszle ostryg – wszystko to, co mogloby byc uzyte jako surowiec w pierwszych latach przemysłu. Trudno powiedzieć, ile osób trudniło sie „szyfoniarstwem”, ale z pewnoscia mozemy stwierdzic, ze ich liczba rosła przez cały wiek XIX. Nawet jeśli szyfonierze byli efektem miejskiej biedy, starali sie, jako profesja, strukturować. Każdy, kto zbierał określone kategorie „miejskich pozostałości” pilnował swojego czasu pracy, swojego terenu. Rosnie ich ilosc i… po ludzku, zaczynają potrzebować miejsca.

Trudno być szanowanym obywatelem, kiedy wykonuje sie taki ciezki zawod. Pod presja burzuazji, ta miejska biedota została wyparta za rogatki miasta.  Dopiero w XX wieku udało sie im – wlasnie dzieki temu, ze ta początkowo oportunistyczne zajęcie stawało sie powoli zawodem – zamieszkać w mieście – Butte aux Cailles, Les Epinettes… Inni mieszkają w miejscach, które nie nadają sie jeszcze wówczas do konstrukcji i tworza „getta szyfonierow” – Montrouge, Romainville, Issy, fort de Charenton. W gettach oczywiście istniała silna hierarchia i zależała od ukladow, jakie laczyły – lub nie – poszczegolnych szyfonierow z mieszczanstwem.

Szyfonierzy mieli w ogóle zla reputacje, hultajów i rozrabiaków, i „zwykli obywatele” po prostu sie ich bali. Istniało wiele rozporządzeń, ograniczających ich wypady „do miasta” po okreslonych godzinach pracy.  W 1820 prefekt Paryża chciał nadawać specjalne odznaki szyfonierom, którzy zajmowali sie praca legalnie i którzy nie mieli problemów z prawem, ale okazalo sie to porażka. Odznaka przechodzila z rak do rak. W 1872 roku nowy prefekt zarządził modyfikacje odznaki (chodziło mu o zebranie informacji o populacji szyfonierow) ale zaledwie 6000 osob zgłosiło sie do nowej rejestracji, choc „w naturze” znajdowalo sie wciaz między 30 a 40 tys. starych odznak.

W gettach szyfonierow zycie toczylo sie tworzac wlasna kulture i własny etos, różne od mieszczańskiego czy robotniczego. Ludzie i zwierzęta – świnie, drób, kozy – żyły praktycznie razem, zwierzęta były dodatkowym oczkiem w łańcuchu przetwarzania niepotrzebnych komuś innemu pozostałości. Ta kohabitacja ludzko-zwierzęca tworzyła dodatkowa barierę, ktroej ani szyfonierzy, ani mieszczanie czy robotnicy nie chcieli przekraczać.

***

Kiedy czytałam ten fragment, pojawily mi sie przed oczami wizje Kairu i dzielnicy śmieci, Zabalin. Przecież ten fragment o paryskich gettach szyfonireow z XIX wieku ma swoje przedłużenie w XXI wieku, w Egipcie. Co sie stalo, ze w Paryżu  to getto zniknęło?

Odpowiedz przyszla w kolejnym rozdziale. Sprawił to „higienizm”, o którym opowiem Wam w kolejnym odcinku.

***

Ten bilecik jest kontynuacja :
http://chatkababyjogi.pl/2017/05/22/35-smiec-przed-wspolczesny-homo-detritus/

W oczekiwaniu, aż książka pana Baptiste Monsaingeon zostanie przetłumaczona na polski, chciałabym Wam przybliżyć Homo Detritus, pasjonująca książka o śmieciach, by stanowiła ona tło przyszłych dyskusji o śmieciach, odpadach i surowcach wtórnych, oraz tego, co dzisiaj możemy z nimi robić.

PS. Nie wiem jak Wy, ale ja teraz zupełnie inaczej będę czytała Balzaka 🙂

2 myśli nt. „Miejskie odpady – źródło sukcesu rodzącego sie przemysłu

    1. BabaJoga Autor wpisu

      Dzięki ! Książka jest naprawdę pasjonująca. Francuskie słowo „chiffon” ma oczywiście kilka znaczeń. Między innymi : skrawki tkanin, stare, podarte ubrania, szmatka do ścierania kurzu, zużyta i już nie używana pościel, obrusy i wszelkie inne tekstylia.
      Autor dodał, że jeżeli chodzi o przemysł papierniczy, przydatne były tylko „szmaty” pochodzenia roślinnego – na przykład lniane, konopne, niedługo również bawełniane, w odróżnieniu od zużytych ubrań i akcesoriów wykonanych ze skóry.
      Pozdrawiam.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz