„Wegańskie” wesele

Za miesiąc nasze wesele. „Wegańskie” wesele.

Jedną z największych kontrowersji związanych z jego przygotowaniem, była moja decyzja ułożenia menu jarskiego. Już nie będę sie rozpisywać o mojej reakcji na wspomnienie naszej kolacji po ślubie cywilnym, gdzie by zadowolić Gości, wraz z Teściami wybraliśmy w menu foie gras, wołowinę i kurczaki. Dzień był długi, pełen emocji, wszyscy bylismy zmeczeni i smaku mojej wegańskiej opcji też już nie pamiętam. Za to przyrzekłam sobie, że zadbam, by na przyszłość postępować przede wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem i poglądami, bo to fois gras ktorego przeciez nie jadłam, stoi mi do dzisiaj mentalnie w przełyku. Bo to w sumie też mój ślub był. Ale i mojego (nie-wegańskiego) Męża.

Weganskie Menu

Wesele organizujemy w Polsce. Kiedy przeczytałam pierwszy raz pierwsza propozycje ślubnego menu wegańskiego przesłaną przez szefa kuchni, przetarłam oczy ze zdziwienia. To jakiś żart. Gdybym chciała się bawić w liczenie, myślę, że z przystawki, zupy i dania glownego nie wyszłoby 200 kcal. Czy może być coś bardziej prześmiewczego, powielającego stereotypy wegan jedzących trawę i kamienie?

No i do tego moja Teściowa (która w ogóle jest miła osoba i którą bardzo lubię) : „no ale przecież nikt nie przyjedzie jesli nie bedzie mięsa”. „Ale może chociaż rybę?” .
I reakcje wszystkich innych osób, które pół żartem upewniły sie, że przecież wokół jest wiele „normalnych” knajp i pójdą „przed kolacja porządnie sie najeść” 🙂 I wiem, że szczególnie to drugie zdanie usłyszę na miejscu co najmniej 10 razy 🙂

Brzmi, jakbym miala jakas fiksacje, ale naprawdę to menu jest dla mnie źródłem potwornego stresu. Jakby naprawdę to, czy na talerzu znajduje sie wołowina, kurczak, ryba były tym, co ściąga ludzi na wesele.

A przecież, kiedy „starzy ludzie sie hajtają”, chyba ważniejsze od tego co jest na talerzu czy w kieliszku (uwaga, spojler: Mąż sie uparł na polskie wódki smakowe, orzechówki, malinówki, pigwówki i inne, przy czym hotel strasznie kręcił nosem, że to takie niestylowe;)), jest to, że sie nareszcie zobaczymy. Spędzimy razem, (mam nadzieje) trochę więcej czasu niż „tradycyjne” 5 minut przy składaniu życzeń i spacerach z toastem od weselnego stołu do stołu.

Menu było ponoć później skonsultowane z jakimiś polskimi blogowymi guru od dobrej kuchni (których nie znam), i zmienione. Kiedy kosztowaliśmy wersję próbna, mój (nie-wegański) Mąż powiedział, że „nawet dobre”.

Wczoraj gdy z psiapsiółką (mogę Cię tak nazwać, prawda ?) szykowaliśmy menu do druku, poczułam sie w obowiązku by dorzucić, po tym  „jarskim i dietetycznym jadłospisie”, że „na szczęście” bufet będzie później „staropolski”.

W ten sposób ponoć wilk będzie syty i owca cała. No a Teściowa będzie miała swojego śledzika. No ale tego już chyba nie będę pamiętała, bo utonę w morzu szampana.

16 myśli nt. „„Wegańskie” wesele

  1. MariannaInAfrica

    Podobno Warszawa jest obecnie wegańską stolicą Europy, ale chyba większość ludzi w Polsce nadal woli schaboszczaka 😉 Ja weganką, ani nawet wegetarianką, nie jestem, ale jadłam w życiu mnóstwo wegańskich pyszności i czasem zdarza mi się nawet coś takiego przypadkowo ugotować, więc nie rozumiem, z czym szef kuchni mógł mieć problem! 😉 Fajnie, że chcesz być konswekwentna i zorganizować ten szczególny dzień w zgodzie ze swoimi przekonaniami, szkoda jednak, że ludzie nie potrafią tego przyjąć do wiadomości… Jakoś nie mogę ogarnąć, że jadłospis na czyimś weselu mógłby zdecydować o tym, czy przyjdę! No cóż, życie to sztuka kompromisu 😉 Aha, „niestylowe” wódki bardzo mnie rozbawiły 😀

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      To „nikt nie przyjdzie” to była taka pierwsza reakcja, na gorąco. Świadczy tylko o tym, jak bardzo „tradycja” jest zakodowana w naszych genach. Tradycyjnie wesele było świętem, na które zabijało się woła czy świnię i spraszało najbliższych na wspólne ucztowanie.
      Skoro ten świat zaginął, wraz z pojawieniem się przemysłowego chowu zwierząt, to nie rozumiem naszego przywiązania do tego ułamka tradycji.
      Jasne, można naprawdę przygotować smaczne i sycące potrawy, trzeba tylko chcieć. Nie wiem, co się stało w kuchni hotelowej, ze tak zadecydowali..
      No ale, zobaczymy jak to będzie:-)

      Odpowiedz
      1. MariannaInAfrica

        Ale jaja, weszłam właśnie na Duży Format, a tam archiwalny reportaż o góralu, który został weganinem i miał wegańskie wesele 😀 Nie wiem, czy masz dostęp, więc taki cytacik: ” – To nie nasza kultura ten wegetarianizm. U nas na wesele to się świnię bije – mówi tata Piotrka, stuprocentowy góral. Mimo to przyszedł na ślub na łące i wesele bez mięsa, wódki i księdza. – To zawsze syn – mówi.” 😉
        http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,14249314,Jak_goral_Bekon_zostal_weganinem.html

        Odpowiedz
        1. BabaJoga Autor wpisu

          😂to prawie zupełnie jak u nas 😂
          Tylko że u nas będą „niestylowe”, kolorowe wódki. ( I jeszcze coś innego, również pomysł pana Młodego, ale ale to już absolutna niespodzianka 🙂 dodam w tym miejscu, że zgodziłam się na to tylko dlatego, że on się zgodził na wegańskie menu :-)))

          Odpowiedz
  2. Jadwi || Random Travel Stories

    Ciekawy temat, doskonale Cię rozumiem, jako wegetarianka aspirująca do stopniowego przechodzenia na weganizm. Gdy wspominałam „mięsolubnej” przyjaciółce, że nie wyobrażam sobie mieć mięsa na swoim hipotetycznym weselu, bardzo się obruszyła. No bo przecież „wszystkożercy” zwykle zapewniają opcje wege dla swoich gości, to dlaczego ja chcę „narzucać”?
    No cóż, dla mnie to jednak jest pewna różnica, bo przecież nie chodzi o to, że ja nie jem mięsa bo nie lubię. Nie lubię np awokado, co nie znaczy że będę wykluczać ten składnik na swoich imprezach 😉 Natomiast nie chcę świadomie przyczyniać się do czegoś, z czym walczę i uważam, że zarówno moja rodzina jak i przyjaciele powinni to uszanować.
    Jestem też wielką zwolenniczką dość być może utopijnej tezy, że ślub i wesele to święto dla młodych, nie ich rodzin. I mają prawo wszystko zrobić dokładnie tak, jak im sie podoba. Jak kiedys będę się hajtać, to planuję zaprosić naprawdę tylko wyłącznie prawdziwych najbliższych na wyluzowaną imprezę w kameralnym stylu. No cóż,taki jest plan, zobaczymy co na to rzeczywistość 😉
    Inna sprawa, że mój facet, podobnie jak Twój narzeczony, je mięso i z tego względu oczywiście jego preferencje jak najbardziej trzeba brać pod uwagę. No ale to już sprawa do roztrzygnięcia w parze 🙂
    Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkiego przecudownego! :*

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Tak, dobrze to podsumowałaś. Szczególnie, że na kolacji „cywilnej”‚naprawdę zrobiliśmy tak, by „wszyscy byli zadowoleni”.

      No i zaprosiliśmy ludzi, z którymi bardzo chcemy się spotkać i podzielić odrobiną naszej radości.
      Po raz kolejny okazuje się, ze małżeństwo to trudna sztuka kompromisów (ten bufet staropolski:-))
      Sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie 🙂

      Odpowiedz
  3. Olga Nina

    A ja nie jestem wege, żadną z opcji, chociaż staram się jeść jak najmniej mięsa, także dla zdrowia, nie tylko z powodów etycznych. Nie chcę tutaj pisać herezji u Ciebie, ale takiego krwistego steka uwielbiam! Więc wiesz… 🙂

    A mimo to BARDZO CHĘTNIE poszłabym na wegańskie wesele, czy jakąkolwiek wege imprezę. Może dzięki temu ktoś zobaczy, że wegetarianie czy weganie nie muszą jeść samej marchewki i może dzięki temu ktoś zastanowi się nad zmianą diety? Albo kilka razy w życiu zamiast iść do knajpy i wybrać potrawę „staropolską”, wybierze się do miejsca wege? Moim zdaniem to może być taka pozytywna inspiracja. Oczywiście że rozumiem zafiksowanie, nawet rozumiem to, że ustąpiłaś teściowej z tym foie (jak sobie tylko przypomnę „ślubne życzenia” mojej teściowej, hihi), ale oprócz wyobrażać sobie konsekwencji negatywnych („nie przyjdą, nie najedzą się, powiedzą że niedobre”), możesz sobie też pomyśleć, że takie menu może pozytywnie wpłynąć na czyjeś życie, coś nowego i dobrego mu pokazać, a może nawet naprowadzić na ścieżkę zamiany schabowego na jakieś inne wege przysmaki, może dzięki temu ktoś z Twojej rodziny czy znajomych zamieni 1 potrawę mięsną w tygodniu na coś pysznego wege i przez to zmniejszy się ryzyko choroby serca u tej osoby… Ja widzę dużo pozytywów 🙂
    No i dużo szampana, aby ten bufet staropolski nie stanął Ci kością w gardle 🙂

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Wiem 🙂

      W ogóle myślę, że większość z moich gości będzie zadowolona i w ogóle wszystko będzie Ok. A że uwagi na temat mięsa-nie mięsa będą – z tym tez się liczę.
      Po prostu chyba zbyt dużo o tym myślę i za bardzo chcę, żeby było Ok.
      I chyba najbardziej przykro mi, kiedy słyszę : „nie wyobrażam sobie uroczystej kolacji bez mięsa”. To uroczystość bezmięsna była oksymoronem 🙂

      Odpowiedz
  4. Storyland

    A ja nie jestem wegetarianką ale czasem lubię zjeść bez mięsa i w osłupienie wprawia mnie taka nieporadność kucharza, szefakuchni…co jak co ale tyle jest teraz ciekawych książek, blogów, nawet mógł zajrzeć do konkurencji. Ignorancja w czystej formie. Swoją drogą przypomina mi to trochę jak bardzo dawno temu byłam na jednym ślubie i weselu, młodzi byli totalnymi abstynentami i nie życzyli sobie alkoholu na swoim weselu. Znaliśmy się wszyscy doskonale i nie potrzebna nam była flaszka do dobrej zabawy, tańczyliśmy do białego rana. Zapamiętałam jednak jedeno wydarzenie, po 12 w nocy jeden z kelnerów wnosi na stół butelki wina. Kiedy młodzi zapytali co to ? Obsługa odrzekła,że na koszt restauracji bo szef nie wierzy jak można dobrze bawić się bez alkoholu..Młodzi byli wściekli a mi do głowy przyszła taka myśl – dlaczego ludzie z zewnątrz chcą uszczęśliwiać cię na siłę, dopatrując w twoim wyborze jakiegoś dziwactwa itp. Na szczęście nie było afery ale dla Młodych na pewno pozostał niesmak w gardle.
    Róbcie tak abyście Wy byli zadowoleni – najważniejsze jest Wasze szczęście i radość z tej chwili. Z drugiej strony nie zadręczaj się myślami, co tam chcą,pomyślą itp…pewnie i tak zrobiliby po swojemu.
    Buziaki

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      🙂 dzięki za historyjki 🙂
      Masz rację, powinnam bardziej wyluzować i przestać się koncentrować na tym jednym detalu 🙂

      Ściskam 🙂

      Odpowiedz
  5. ag

    możesz <3 i prawie zapomniałaś o tym bufecie! jestem pod wrażeniem jak konsekwentnie i w zgodzie ze sobą postępujesz i podziwiam, że godzisz się na małe ustępstwa, myślę, że ta droga nie jest łatwa i że takie kompromisy są jednak konieczne, jeszcze, JESZCZE. z czasem będzie coraz łatwiej :*

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Wiesz, czasem nie mam sily.

      Taka sytuacja. Jest u mnie Mama.
      Bardzo chwalila weganskie jedzenie, och i ach. Pojechalam wczoraj na jeden dzien na targi. Wracam a Ben mi mowi, ze Mama zrobila mu schaba i jeszcze mu mowila „zjedz wszystko, to Agneiszka sie nie dowie” 😀
      No i wchodze a Mama sama sie tlumaczy : chcialam Wam cos ugotowac polskiego – i nie wiedzialam co wiec do glowy przyszly mi same schabowe.
      I ja wiem, ze ona tego nie zrobiła, by wywołać jakąś burze czy pokazac ze nie dbam o to co w domu jemy, tylko NAPRAWDE nie wiedziala co innego zrobic, skoro przez tyle lat „najszybsza” potrawa był schab z ziemniakami. CQFD.

      Przynajmniej wiem, co kupić jej w prezencie 🙂

      Dzieki, Kochana:*

      Odpowiedz
  6. Celt Peadar

    Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się 🙂

    Że udało mi się dzisiaj normalnie wejść tu do Ciebie. Że u Ciebie jak zawsze energicznie, energetycznie i pozytywnie. Że menu jest jednak „zbilansowane” (sam jestem mięsożerny, chociaż kukurydzę, kalafior czy szparagi ubóstwiam…). I że na końcu wszystkim jednak da się dogodzić, wbrew obiegowej opinii 😉

    Pozdrawiam gorąco!

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Czyli mowisz, ze przeszly juz te dzikie tłumy moich 15 czytelników i sie zrobilo luzniej 🙂 he he 🙂
      Jak zawsze zapraszam w me skromne progi 🙂 Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  7. Wera

    Jak dla mnie. Jestes najlepsza. Sama na swoim slubie chcialabym miec potrawy,ktore ja jem,ktore mi smakuja i przede wszystkim ktore ja CHCE. Jesli sie komus to nie podoba trudno. Uwazam ze to Wasz dzien,a nie dzien Waszych gosci. Ja trzymam kciuki,żebyście Wy byli zadowoleni z Waszego najważniejszego dnia.

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Ślicznie dziękuję. Jest jednak szczegół który chciałabym podkreślić – mój Mąż nie jest weganinem, Wiec tak do końca nie jest to to co MY byśmy chcieli, ale raczej co Ja chcę. I czuję się z tym, nie powiem, trochę jak terrorysta 😉 Ale, nie uchylę Rąbka tajemnicy jeśli powiem, że, mój Mąż też się na coś uparł, i też nie stawiałam oporów. 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz