Amuse-gueule

Długie miesiące przygotowań i nadszedł w końcu ten weekend. Amuse-guele to po francusku przekąska, którą podaje się na początku przyjęcia, by zaostrzyć apetyt gości.

Poopowiadam o tym weekendzie,  kąsek po kąsku.

Ilu gości, tyle wrażeń.

Oto co się wydarzyło z mojej perspektywy.

Goście zaczęli się zjeżdżać w piątek.

Wieczorem, na plaży, spontanicznie zorganizowało się kilka imprez.
Niestety, z mojej strony poziom stresu a u mojego Męża poziom alkoholu we krwi przekroczyły granice. Podczas karczemnej awanturze, kiedy to powiedział, że jestem pieprzoną, nietolerancyjną weganką, z która się nie da żyć, i on odwołuje wszystko i anuluje ślub, mnie się też wszystkiego odechciało.

Wtedy zjawili się przyjaciele i i uratowali sytuację. Przebrani za Syrenkę i Neptuna zrobili nam zaślubiny z Bałtykiem…

Foto : Marta

…ciepłą wódką i paprykarzem szczecińskim. Ślady paprykarzu znalazłam później w umywalce, po kiszonym ogórku poznałam, że to mój, hm, wkład. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i „pamięć zewnętrzna” zdradziła mi, że odprowadzono mnie do pokoju, gdzie już zostałam do rana.

Ponieważ los naszej ceremonii – odbędzie się czy się nie odbędzie ?  leżał w rękach a raczej ustach i w fakcie, czy ładnie mnie za te wszystkie raniące słowa przeprosi -chrapiącego w naszym łóżku Męża, poszłam rano na plażę z matą do jogi. Po kilku pozdrowieniach słońca, kiedy przy „psie patrzącym w dół” trochę mną chybotało, zgodziłam się sama ze sobą, ze jogę sobie jednak odpuszczę. Zjadłam śniadanie i poznałam kilka innych opowieści. Otóż ponoć w nocy odbywały się niezłe wędrówki ludów.

Ponoć mój mąż dołączył do mnie do pokoju, ale szybko go opuścił, poszedł kontynuować imprę. Znalazł się przed pokojem naszych dziewczyn. Irka otworzyła drzwi, kazała towarzystwu być cicho i je zatrzasnęła. Skończyło się na tym, że Ben spał w pokoju dziewczyn, dziewczyny w pokoju teściów (bo za bardzo chrapał) razem z dziećmi szwagra (bo bracia byli w tym samym stanie). Teściowa mi opowiada : „o 6h rano Ben wstał i wrócił do was do pokoju”. „To dość intymna informacja, skąd ją pani ma?”, pytam. „W naszym łóżku spało już 4 dzieci, to my poszliśmy do pokoju dziewczyn”.

Rozwiązała się też tajemnica zniknięcia Peppera – gdy się obudziłam, w naszym pokoju pozostała po nim jeno smycz. Ktoś go widział wyprowadzonego na ręczniku przez Irenkę. Mam bardzo zaradne i kreatywne dziecko.

Jak się powoli zaczęło okazywać, check na liście pod tytułem „rzyganie w Sofitelu” zaliczyła większość świętujących już w piątek gości. Niektórzy dołączyli do świata żywych dopiero koło 16h…

Miałam w planach zjeść śniadanie z przyjaciółmi, ale moralnie czułam się akurat raczej w stanie tylko na masaż. Był tak relaksujący, że wyleciała ze mnie, wraz ze łzami, cała frustracja i stres ubiegłej nocy. Po masażu usiadłam sobie na plaży, zaczęli schodzić się przyjaciele, pogadaliśmy trochę, o balansie i benefitach bycia w parach, przyznałam się nawet, że faktycznie mam ciężki charakter….

Po krótkiej dyskusji z Mężem na obiad również wybrałam się sama, aby przemyśleć, jak zasugerował mi Mąż, mój wspomniany ciężki charakter ale również czy mam siłę dźwignąć lekki charakter mojego męża przez resztę naszych wspólnych dni… O 14h zniknęłam w beauty-room.

Z mojej perspektywy, był to fajny pomysł. Kilka pań pytało mnie, czy mogę polecić kosmetyczki i fryzjerki w Sopocie i w sumie udało nam się zorganizować pięć pań, które przyszły do hotelu i zajęły się chętnymi. Moje córki – i w ogóle wszystkie panie wyglądały zjawiskowo w tych upięty h włosach, w kokach, z warkoczami, w bardziej wieczorowym i profesjonalnym makijażu…
No a mnie te 2 godziny makijażu i czesania naprawdę wyluzowały. Siedziałam i słuchałam pogaduszek i to było fajne. Na przykład kiedy panie rozmawiały między sobą „jedna pani szuka dla męża paska do spodni”, od razu wiedziałam ze chodzi o Szow’. Najśmieszniejsze było to, że pani konsultantka, która organizowała wesele, wraz z moją fryzjerką zaczęły mnie uspakajać na wstępie, że deszcz prorokuje szczęśliwe małżeństwo. Jaki deszcz, myślę sobie, bo przecież słońce świeciło kiedy ostatnio spoglądałem przez okno. Zapewniłam obie, że po nocy jaką spędziłam, deszcz jest w tym momencie ostatnim z moich problemów i mogą sobie decydować, czy ceremonia odbędzie się w ogrodzie czy hotelu. Przez te dwie godziny trochę padało, trochę wyszło słońce, – to zupełnie jak w moim małżeństwie.


W międzyczasie przyszła pani konsultantka i zapytała gdzie jest wódka, bo Mąż obiecał, że dostarczy a zapomniał. Kiedy ma się za sobą nocne przejścia i ranek refleksji, pozwala to spojrzeć na organizację imprezy z naprawdę szerokiej perspektywy. Czasem  SMS o treści : „wódka?” zdziała więcej, niż uprzejme prośby i przypominajki, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki panowie się zorganizowali i załatwili co trzeba.

Kiedy wróciłam do pokoju na łóżku leżal liścik od Bena. Moja przyjaciółka Bea pomogła mi się ubrać. Zgubiła się gdzieś przezroczysta żyłka, która miała służyć za łańcuszek do serduszka, zastąpiła go zwykła nitka.

Foto i biżuteria : Marisella

Wypiłam herbatkę antystresową. mój ojciec mnie odebrał z pokoju i poszliśmy na ceremonię.

W tym czasie w ogrodzie fotograf robił wszystkim zdjęcia (na które czekam z niecierpliwością).

Foto : Steffi

Mój ojciec jest strasznym nerwusem i cały czas mnie poganiał, że „tam już wszyscy czekają” (a chciałam żeby to trwało !). Wiecie, takie pogadanki : „Nie pędź tak tata, bo mam buty na obcasach w których ledwo chodzę”. „Nigdy nie zrozumiem kobiet, po co wam buty w których nie możecie chodzić?”. „A po co ty się tak stresujesz, to przecież drugi raz, kiedy tak mnie prowadzisz do Bena”. „Za trzecim razem też będę się stresował”. Zarzekam się, że trzeciego razu nie będzie.

Tak schodzić po tych schodach, pod rękę z moim ojcem, widzieć twarze zaproszonych gości… to było bardzo wzruszające.

No a później była ceremonia…

10 myśli nt. „Amuse-gueule

  1. M.tak

    Chciałem tylko dodać, że spontanicznie zorganizowany piątkowy wieczór to bardzo dobry pomysł zastępujący te napompowane oczekiwaniami wieczory panieńskie i kawalerskie. A tak całkiem niezobowiązująco może się spotkać kilka (naście, dziesiąt) osób, część może się znać, część nie, mają różne doświadczenia i poglądy polityczne, są w różnym miejscu swojego życia i jedyne co ich łączy to sympatia do Panny Młodej czy Pana Młodego. Może dlatego taki wieczór może wyglądać bardziej jak zjazd studencki niż tradycyjne wesele, gdzie rodzina i ci co wypadało ich zaprosić raczej ocenia niż się interesuje.

    A czy przypadkiem pobudka po obiedzie nie była związana nie z piątkiem tylko z tym, że w hotelu były bardzo ciemne zasłony nie przepuszczające światła ? 🙂

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Z perspektywy tygodnia, odkrywając nowe historyjki – przyznaje, że odejmując osobiste emocje – ze piatkowa impreza byla bardzo udana. Teraz juz nawet sie z tego oboje śmiejemy 🙂

      Odpowiedz
  2. Celt Peadar

    Jednym słowem noc i dzień pełne wrażeń po każdym względem 🙂 A teraz z górki na pazurki i łatwiejszą wspólną drogę 🙂

    Dużo, dużo szczęścia na nowej drodze życia – dla Ciebie oraz Bena 🙂 Mnóstwo wzajemnego zrozumienia, ciepła, cierpliwości do siebie nawzajem, spokoju i spełnionych marzeń 🙂

    Ściskam mocno!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz