Mydło lawendowe

Mam to szczęście, że przebywam w domu moich Teściów, w Alpach, gdzie pracuję spokojnie i w chłodzie, i w tak zwanej „przerwie na kawę” (której aktualnie nie piję, bo robię sobie dni z dietą warzywno-owocową dr. Dąbrowskiej) idę do ogrodu.
Tu narwę chwasta, tu zbiorę ziółko.

Część zasuszę (jak Królową Prerii, czyli Reine des Prés, akka wiązówka błotna alias Filipendula Ulmaria) i kiedy skonczy mi sie post, zrobię vege-ciasto z tym kwieciem.
Część spryskam wódką (bo zostało tego z wesela…) i zaleję oliwą z oliwek, jako macerat na mydło. To początek jakiegoś uzależnienia chyba.

W niedzielę zaś popełniłam znów mydełko z moich ulubionych tłuszczy (oliwy z oliwek i oleju kokosowego).

 

Chatka migruje także na papier, do pięknego zeszytu A4, w którym zapisuję sobie różne różności, przeczytane w necie lub takie zupełnie prywatne…

Pod ręką* miałam lawendowy olejek eteryczny a że w ogrodzie Teściowej kwitnie właśnie lawenda…

img_1206

Kilka ździebeł lawendy (czy tak sie w ogóle mówi o lawendzie ?)

img_1207

Kawiarka mocca w której za chwilę zaparzę kwiaty

Zaznaczę, że na ten pomysł z wykorzystaniem kawiarki nie wpadłam sama, wzięłam go z tego filmiku

img_1216

hmmm… bardzo intensywny (i trwały, jak się okazało, gdy po dwóch dniach odkręciłam słoiczek, by resztka naparu przetrzeć sobie buzię) zapach

img_1213

Zaskakujący kolor ługu sodowego na „hydrolacie” z lawendy

img_1217

Błąd, którego już nie popełnię: sypnęłam kwiaty na wciąż świeże mydło

img_1257

Gotowe…

… i tutaj mam zagwozdkę. Mydełko – a jest już środa – uparło sie i nie chciało stwardnieć. Wstawiłam je na chwilę do lodówki (pewnie za krótko) . Cudem wyciągnęłam z formy ale jest dość niekształtne… Przypomina mi jedno takie, co już wyglądało jak knedliczki.
Kiedy myłam formę, resztka komina – okazało sie, że bardzo fajnie sie pieni i mydli… no i ten zapach !
Cosik mi trzeba dopracować ten przepis na mydło albo znaleźć ziele, które dodaje cierpliwości…
Kurcze, teraz powinno poleżakować z kilka miesięcy, zanim bedzie mozna go używać. Mam nadzieje, ze do tego czasu coś z zapachu pozostanie…

***

Miłego wieczoru !

***

*pod ręką oznacza, że zaglądam do różnych sklepów i na „a może się przyda” znoszę jakieś olejki eteryczne. To zdecydowanie początek uzależnienia  😉

*PS. Tradycyjnie już dziękuję Inspiracji (Agacie Ewie) za zarażenie mnie tym mydlarsko-badylarskom bakcylem!

Jedna myśl nt. „Mydło lawendowe

  1. ag

    Cud!! To twoje knedlikowe mydełko było moim najlepszym towarzyszem łazienkowo-wakacyjnym dla mnie <3 dziękuję! No i sorki za zarażenie mydlanym nałogiem, ta zaraza sama się pleni 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz