Niedzielni turyści – Massif des Bauges

Pozwólcie mi się zabrać na wycieczkę po Regionalnym Parku Naturalnym „Massif des Bauges” , jeden ze 127 geoparków na świecie, które otrzymały label UNSECO.

W moim odczuciu takie geoparki stają się powoli czyms w rodzaju skansenow. Kiedy wchodzisz na to konkretne terytorium, czas się rozmywa, wiesz, że jest XXI wiek, w chatce na górskiej polanie jest elektryczności (i być może internet), ale pasących się krów pilnują psy i równie dobrze mógłby być to rok 1950…
Geoparki mają także za zadanie dokumentować również wpływ zmian klimatu na cały ekosystem i na pewno ciekawie będzie kiedyś przeczytać opracowane badania.

Jeśli będziecie w rejonie jeziora Annecy i macie możliwość wygospodarować w planie zajęć jednego dnia, to gorąco Was zachęcam do takiej jednodniowej wycieczki. Warto !

Massif des Bauges jest dość rozlegly i można go zwiedzac na wiele sposobow, oto moje doświadczenie:

Zostawiliśmy jeden samochód na parkingu Montgellaz w maleńkiej miejscowości Saury, należącej do commune Lathuile.

Ruszyliśmy przed siebie, a że o 8 rano w niedziele człowiek jest nieco zahukany, zamiast szlakiem szliśmy droga leśna. Tak chwalę Męża, że jak to dobrze, że się zorganizowaliśmy z Teściami i drugi samochód zostawiliśmy na parkingu w sąsiedniej dolinie, bo w ten sposób nie musimy wchodzić i schodzić ta sama sciezka, a ten stanął jak wryty.. „ale klucze zostawiłem w samochodzie…”
Dzieki temu, ze wrócił się po klucze, odnaleźliśmy właściwy szlak i dalej już było tylko pięknie.

Las

Las jest po prostu piękny i absorbujący i zaprasza aż do zachwytu nad każdym krokiem.

Ścieżka

Jest eksploatowany ale widziałam to głównie po obecności oznaczonych miejsc na ułożenie stert ściętego drewna oraz tabliczkach informujących.  Ok, praktykuje się wycinkę, tzw „par trouées” (czyli tworzy sie prześwity), szlak (poza pierwszym rozdrożem) jest dobrze oznakowany, ale poza tym Las wygląda prawie dziko.

Przewricilo się? Niech leży !

Na szlaku, który pnie się czasem stromo pod górkę, widać drzewa, które obaliły się ze starości, może były chore a może ich życie skróciła wichura ?

Kiedy zwalają się na ścieżkę szlaku, wycina się po prostu kawałek, tak by pozwolić i przejść turyście i pozwolić by życie lasu toczyło się dalej.

To drzewo spadło na wijąca się serpentyną ścieżkę i leśnicy, by ułatwić przejście turystom usunęli tylko kawałki przegradzającej ścieżkę


Szliśmy i przez malinowy chruśniak, i przez jagodziny, przez mroczne, strzeliste buki i jodły, przez polanki z dziurawcem

Dwa gatunki „dzikich kuraków”. Ponieważ żyją w „chaszczach” usunięto kilka drzew, by zrobić im polanki, w których wiją sobie naziemne gniazda..:


, ja z nosem co chwile w atlasach botanicznych,


aż dotarliśmy do granicy lasu, za która zaczęła się

Hala – czyli Alpage

Granica, poza zmienioną  wegetacją , jest również fizyczna – ogrodzona podłączonym pod prąd „pastuchem”.
Przywitala nas tablica, gloszacą , że niegdyś turyści, przez kurtuazję, wnosili ze sobą do bacówki kawałek drewna na opał. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Gdy czytałam ten napis, wokół nie było już żadnego drzewa. Jeśli zdarzy Wam się planowanie spaceru po alpejskich dróżkach, warto chyba o tym wiedzieć i pamiętać by zebrać trochę tego drewna wcześniej.


Może, gdybyśmy o tym wiedzieli/pamiętali, uraczylibyśmy się kawa w bacówce, a tak, niedzielni turyści z miasta, w kieszeni mieliśmy 20 centów i karty kredytowe… „Może mam jakiś czek?” rozmarzył się Benek, a ja dorzuciłam w głowie kolejna pozycje na check-liscie „do zabrania na spacer po alpach” : gotowka !!!

Na hali też chyba aż się rozrzewniłam.


Krowy, konie, kozy i owce pasły się razem, na ogromnej, malowniczej łące a pilnowały je psy – patou. Na innej tablicy widnieje wyjasnienie, ze Patou są tresowane, by strzec stada – nie sa trenowane do ataku, ale nalezy trzymac sie d nich z daleka. Stanęliśmy we trójkę – Mąż, Pepper (na smyczy! psy są w parku tolerowane, pod warunkiem że są uwiązane na smyczy) i ja i z niemym zachwytem obserwowaliśmy (mówię za siebie i Benka, bo z Pepperem to nie wiadomo, raczej zmęczony walnal sie u naszych stop) jak dwa patou najpierw bawiły sie ze soba a później tańczyły wokół pilnowanych zwierząt. Piekne to bylo!

Tak się rozrzewniłam, ze aż pomyslalam sobie, ze oto widzę w końcu te „szczęśliwe krowy”, i „fajny ten zawód, pasterz” póki moje myśli nie poszybowały dalej, cholera jasna, poza sierpień i wrzesień, kiedy przyjdzie czas, by je z pastwisk sprowadzić do obory, czy też, co poniektóre do rzeźni. I w tak romantycznym nastroju wróciłam do podziwiania flory.

Przejście trzody widać było po poobgryzanych badylach Gentiana lutea:


Idziemy sobie, idziemy, na prawo góra, na lewo góra, na hali więcej zwierzat niż turystów (spotkaliśmy może z 10 osob, a była, przypominam, sierpniowa niedziela) nieba nie widać bo utonęło w chmurach i mgle, Pepper jest tak zmęczony, że nawet nie szarpie za smycz, idziemy… aż tu przestraszył nas… krzyk świstaka.
Tak dawno nie byłam w górach gdzie spotyka się świstaki, że zapomniałam, ze świstak nie świszcze (już prędzej zawija w papierki), tylko wydaje taki odgłos paszcza :

https://www.youtube.com/watch?v=OjPsyAeLVuc

 

Później minęliśmy jeszcze dwie bacówki („a może w tej za kawę można będzie zapłacić paypalem?” rozmarzyłam się… Nie można było) i zaczęliśmy schodzić

http://www.parcdesbauges.com/fr/agir/que-fait-le-parc/valoriser-les-patrimoines/reserve-nationale-de-chasse-et-de-faune-sauvage.html#.WYhzydOGNdg

Usiedliśmy przy drodze, wyjęliśmy nasz obiadek (słodkie ziemniaki duszone z cebulka i fasolka szparagowa, a co! Za to na deser jakieś batony, którym data przydatności do spożycia minęła w połowie 2015 roku, marki „strach zjeść a wywalić szkoda. Dam mężowi” (zdanie wyczytałam na którymś z forum ;))

Znowu Las

I ruszyliśmy w dol. Znów piękny las, znów czasem wdepniemy prawie w odchody kozicy… szkoda tylko, że od czasu do czasu tablice informacyjne przypomniały mi, że tym razem wkraczamy na teren RNCFS, Reserve Naturel de Chasse et Faune Sauvage, czyli miejsca, w którym polowania, wprawdzie kontrolowane, są dozwolone, od września do stycznia we wtorki, czwartki, soboty i niedziele.


Tak, kochani niedzielni turyści, gdybyście chcieli wybrać się w te tereny we wrześniowy weekend, niestety, zostaniecie prawdopodobnie poszczuci psami myśliwskimi (co przytrafiło się kilkukrotnie moim Teściom).

Temat polowań i myśliwych nie pojawił się jeszcze na moim blogu i nie o tym jest ten bilecik.  Zaznaczę tylko, że we Francji mamy wydanych ponad MILION licencji na posiadanie broni myśliwskiej.

Zgodzę się, że nie każda osoba posiadająca pozwolenie na posiadanie broni myśliwskiej z licencji korzysta i biega po lesie by dla rozrywki zabijać zwierzęta.

Przemilcze (tymczasem) artumenty o tym, ze „za dużo jest” dzików, saren, lisow czy wilków. Po prostu uważam, ze myślistwo jako „sport” i „rozrywka” są okrutnym przeżytkiem jakiejś tradycji, która łowieniu zwierzyny dala „przywileje” (no bo tak było, prawda? By polować trzeba było mieć „przywilej”) i teraz niektóre osoby dodają sobie męstwa lub odwagi, i wyjeżdżają na „męskie” weekendy, gdzie mozna sobie postrzelać.

Ja jeszcze mogę zrozumieć starszych panów, którzy w sobotni lub niedzielny ranek, zamiast baraszkować z żoną w łożku, idą ze swoimi psami „przejsc sie sie po lesie”. Jeśli robiło sie to całe życie, to teraz, w wieku lat 65 trudno jest, szczegolnie komus, kto marzy tylko o tym, by miec swiety spokoj, zmienic swiatopoglad. Ale młodzi ludzie, którzy bawią się w myślistwo dla sportu?

A psy mysliwskie to kolejna naprawdę obrzydliwa historia : sąsiad moich Teściów trzyma swoje psy myśliwskie (ma ich 5) nie w domu czy „obejsciu” (ma ogrod 400 m2) tylko w dzierżawionej, wyizolowanej działce pod lasem, na małym (może 30 m2 ) zadaszonym i ogrodzonym z bokow „podwóreczku”. Te psy tak ujadają (zapuscilam sie tam w sobote, by pozbierac ziola, i az się poplakalam). Sprawa była juz kilkakrotnie zgłaszana i do federacji myśliwych i do organizacji prozwierzęcych. Facet  ewidentnie oscyluje na „border line” , świetnie zna swoje prawa jako wlasciciela psow, „dostarcza im przeciez wszystko, czego potrzebuja”, i tych praw akurat się trzyma. Bo poza tym klusuje, czyli chodzi na polowania poza oficjalnymi datami polowań, a jedynej osobie, która doniosła o tym precedensie, otruto psa – sąsiadowi natomiast nie udowodniono ani praktyki myśliwskiej niezgodnej z prawem ani związku z otruciem czyjegoś zwierza). Wrocilam zaplakana i rozmawiam z Tesciami. Popatrzyli na mnie jak na kosmitę. Tak dokładnie trzymane sa wszystkie psy myśliwskie w okolicy….

Związki Myśliwych we Francji to bardzo potężne i bogate lobby, wydają niesamowite pieniądze na marketing i komunikację i skoro nawet u lekarza usłyszałam :”rozumiem, ze nie chce pani jesc miesa zwierząt hodowlanych z powodów etycznych, ale mieso jesc trzeba, wiec może się pani zgłosi do Federacji, z pytaniem gdzie można zaopatrzyć się w dziczyznę”… to rozumiecie, jak daleko sięgają ich wpływy…

Kończę z tym smęceniem.

***

Okolo 15h, zeszliśmy na parking Combe (Martinez) w dolinie rzeki Ire (kolejne cudowne i zaczarowane miejsce! strumien na ktorym wybornie sie buduje tamy z głazów, nad którym można przysiąść i zatracić sie w myślach i przyrodzie…) , odebraliśmy pierwszy samochód z parkingu i wróciliśmy do domu.

Dziś mamy potężne zakwasy ale powtarzamy, że koniecznie tam wrocimy, żeby  popodziwiac widoki, zasłonięte przez chmury.
Jesli ktoś byłby zainteresowany wycieczką z nami po Massif des Bauges (jak widzicie, zastane mieszczuchy z nas, bez obaw, nie bedzie żadnych hardkorowych tras) to zapraszam do kontaktu 🙂

Polecam następujące strony :

Oficjalna strona GeoParku http://www.parcdesbauges.com/fr/

Mapa opracowana przez RNCFS, na ktorej widac nasza przechadzke : http://www.parcdesbauges.com/images/contenus/mediatheque/rncfs/rncfs_ok.pdf

Oraz plan „zarzadzania gatunkami” na terenie Rezerwy: http://www.parcdesbauges.com/images/contenus/mediatheque/rncfs/rncfs_ok.pdf

Zachęcam Was wszystkich do odwiedzenia lasów i gór tego pięknego rejonu, jakim jest jezioro Annecy i Massif des Bauges.

Pozdrawiam serdecznie!

 

Dodaj komentarz