Zielone Święto

Przez wiele lat 15 sierpnia był dla mnie zwyczajnie dniem wolnym od pracy lub środkiem wakacji. W tym roku mogło być podobnie, ale było inaczej.

Od kilku miesięcy wkręciłam się w robienie mydeł. To prawdziwe uzależnienie. Po lekturze wielu blogów, kilku książek a przede wszystkim forum Piana Mydlana (dziękuję, że to miejsce w sieci istnieje i że panuje tu taka wspaniała atmosfera!) na razie postanowiłam ograniczyć skład moich mydeł. Przeszłam fazę zachłyśnięcia się sklepem „aroma-zone”, kiedy zrozumiałam, że wcale nie potrzebuje tych wszystkich fikuśnych akcesoriów, składników, żeby zrobić naprawdę dobre i fajne mydło. Moje mydła wracają więc w rejony minimalistyczne, składają się z najwyżej trzech tłuszczy: oliwy z oliwek (najczęściej), oleju kokosowego (szukam wciąż, czym by go zastąpić) oraz eksperymentalnie z oleju ryżowego (jest naprawdę świetny, mydełka są piękne, ale potraktowałam go raczej eksperymentalnie).

Na Pianie Mydlanej ktoś (Ag :)) podpowiedział, że oleje można wzbogacić ziołami i polecił inną grupę: Poszukiwacze Roślin. Znów, jakby otworzyła się przede mną sekretna furtka, znów uderzyła mnie potęga mojej ignorancji. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że potrafiłam rozróżnić i nazwać: pokrzywę, miętę, bazylię i melisę, krwawnik, mak, chaber i ledwo-ledwo dziurawiec. W lipcu byłam w Polsce i z prawdziwą przyjemnością poszłam sobie z moją Mamą na pole, nazrywać kilka znanych mi chwastów: krwawnik, chabry… Na łące poczułam się jak w sklepie z zabawkami: a co to może być, ten kwiatek ?

Trafiłam na cudowną stronę: chwastowisko warszawskie, gdzie kwiaty poukładane kolorami i dzięki temu blogowi zaczęłam identyfikować to, co widzę. I tak poznałam na przykład marunę (która wzięłam za rumianek). Zrobiłam moje pierwsze maceraty – skropiłam zioła weselną wódką, a później utopiłam w oliwie z oliwek (ale nawet nie podgrzałam oliwy… ).

Wróciłam do Francji i od razu wyjechaliśmy do moich Teściów, w Alpy. Wyjechaliśmy na weekend, a zostaliśmy 17 dni. Pracuję w home office, Teściowie mają porządny Internet, a za oknem las i łąkę i pole i Górę. Otworzyła się przede mną nowa, wspaniała okazja i doprawdy plułabym sobie w brodę, gdybym jej nie chwyciła. W przerwach chodziłam zatem po okolicy i zbierałam pokrzywę, dziurawiec, krwawnik – bo te ziółka potrafiłam rozróżnić. Odkryłam kolejny cudowny blog Inez Herbiness, na którym doczytałam, że jednak do maceratu metodą „na zimno” warto oliwę podgrzać. Wystarczy włożyć odkręconą butelkę do rondelka z wodą i w wodnej kąpieli czekać, aż temperatura się podniesie.

Po pracy spacerowałam po lesie z Teściową. Ma ona w swojej biblioteczce kilka książek botanicznych.  Kiedy mogłyśmy, identyfikowałyśmy rośliny same, a kiedy nie byłyśmy pewne, pytałam o poradę Poszukiwaczy Roślin. Tam również ktoś polecił mi dwie inne niesamowicie światłe osoby i ich strony, jestem pewna, z każdemu Poszukiwaczowi Rosmlin te nazwiska są znane: dr. Henryk Różański oraz Łukasz Łuczaj. W wiejskiej księgarence kupiłam kilka własnych książek o ziołach.

Jest coś magicznego w chodzeniu po okolicy i szukaniu roślin. Może budzi się we mnie jakiś atawizm, wiedza komórkowa, zbierana przez tysiące lat ewolucji naszego gatunku ? Może to nowy (dla mnie) rodzaj ćwiczenia uważności ? Może mentalnie łączę się z przeszłymi pokoleniami kobiet w mojej rodzinie, które to zbierały zioła, jagody, grzyby, a mnie jakaś siła (bunt, głupota, miejskie życie, żądza przygody, inaczej pojęta ciekawość świata) oderwała od tej medytacji, modlitwy, tego czasu sam na sam z bezmiarem swojej niewiedzy.Cokolwiek to było – lato 2017 zapisze się w mojej pamięci jako lato ziołowej inicjacji…

Czytałam więc o roślinach, które fotografowałam, a kiedy byłam pewna, że to na pewno te, sprawdziłam, czy nie są na jakiejś czerwonej liście roślin chronionych, zaczęłam je zbierać. Część ususzyłam, z części zrobiłam piękne maceraty.

Maceraty Baby Jogi

I tak wracam do 15 sierpnia. Poszliśmy na spacer po pobliskim rezerwacie natury. Potrafiłam rozróżnić i nazwać nie tylko pokrzywę, miętę, róże, czy rozmaryn, ale również: królową łąk, mydlnice, komonicę, lnicę pospolitą, nawłoć kanadyjska, ślaz zygmarek, rzepik pospolity, tojeść, dziurawca, wrotycz, świetlik, wciąż mam problem z białą pokrzywą (czy jasnotą białą). Po południu pojechaliśmy na spacer do pobliskiego monasteru Tamié (tutejsi mnisi znani są głównie ze swoich serów). Pomyślałam sobie, że może i we Francji istnieje tradycja tego zielnego święta, zerwę na łące kilka znanych mi roślin, poświęcę. Tradycja święcenia bukietów tutaj jednak nie istnieje, ale nie szkodzi-dla mnie to święto niewątpliwie nabrało nowego znaczenia.

Dziś wieczorem wracamy na chwile do Lyonu, wstałam zatem wcześniej, aby zacząć zbierać porozsiewane po całym domu słoiki, książki, składać gazety z suszącym się zielem. Moja skromna kolekcja maceratów „na zimę”, których użyje w wolnych chwilach do robienia mydła, jest kolekcją eksperymentalną.

W zeszycie zapisuje mydlane recepty, proporcje, jak maceraty, wywary i napary ze świeżych lub suszonych ziół reagują z sodą, jakie z tego wychodzi mydło. Az jestem ciekawa, jak wiedzę przyniesie mi nadchodzący rok.

 

Moje maceraty na oliwie z oliwek

  • pokrzywa
  • mięta
  • lnica pospolita
  • ślaz zygmarek
  • lawenda
  • krwawnik
  • babka lancelowata
  • wiązówka błotna
  • mydlnica
  • róża
  • wilżyna ciernista (w Polsce chroniona, ale nie we Francji)
  • prunelle grandiflora (we Francji chroniona jedynie w Normandii)

Maceraty na oleju ryżowym

  • rzepik pospolity
  • komonica
  • świetlik

Suszone zioła :

  • pokrzywa : ziele, 1 słoiczek kwiatów i jeden słoiczek nasion
  • tojesc
  • dziurawiec
  • wiązówka błotna
  • krwawnik
  • komonica
  • mydlnica

Książki o roślinach

 

pożyczona od Siostry:

  • Zioła. Jak zbierać, przetwarzać, stosować? ,Magdalena Gorzkowska,

pożyczone od Teściowej:

  • Guide des fleurs suavages
  • Quelle est donc cette fleure ?

moje:

  • Fleurs de nos montagnes, Annie et Jean Perrier, editions e Boree
  • Ma Bible de la Phytotherapie, Sophie Lacoste
  • Sauvages & medicinales, Marie-Claude Paume

Linki dla Poszukiwaczy roślin francuskich (a nawet z francuskich Alp:))

Atlas en ligne de la flore du departement des Hautes-Alpes

Flore Alpes

INPN : Inventaire National du Patrimoine Naturel

2 myśli nt. „Zielone Święto

Dodaj komentarz