Na ratunek Magnolii

Mam dostęp do maleńkiej, oszklonej i przez większą część dnia zacienionej loggi. Na niej staram się urządzić mój Czarodziejski Ogródek. Dwiema roślinami, na których mi bardzo zależy są Magnolia i Róża. Pozostałe to osierocona przez zmarłą sąsiadkę pelargonia oraz zioła – pietruszka, melisa, bazylia, mięta, które jednak niechętnie tam rosną, i szybko stają się pożywką ślimaków i gąsienic. 

Nie było mnie długo w domu, prawie dwa miesiące, i osoby które miały podlewać mi rośliny nie do końca miały na to czas. Do tego doszły temperatury, sięgające 40 stopni. I inwazja ślimaków (skąd na drugim piętrze ślimaki, ja się pytam?). I ciem. Wpadłam do domu i się popłakałam. A było to w przeddzień wyjazdu w podroż poślubną. Oto co zobaczyłam: 

Magnolia : liście były przesuszone, osnute cieniutką pajęczynką, zjedzone przez ślimaki, przez zielone gąsienice ciem, z pozostałościami kokonów i łążcymi po całej roślinie białymi insektami.

Róża :pod różą wyrosły jakieś żółte grzybki . Róża jest pnąca i zamiast piąć się po siatce, zaczęła się piąć po szybie. Listki: cześć spalona, cześć owinięta przez pająki, mszyc na szczęście nie widziałam.

Na grupie Poszukiwaczy Roślin zamieściłam apel o pomoc z pytaniem : czy te dwie rośliny da się uratować? Czy mam zastosować mocne cięcia, zmienić ziemie w donicach i skrzyniach?

Ktoś (słusznie) poradził, bym zwróciła się z tym pytaniem na grupę „Kwiaty doniczkowe”, bo Poszukiwacze Roślin to grupa poszukiwaczy roślin. Oto jaką tam otrzymałam radę:

 

Te roślinki to żywe stworzenia przecież, są z nami już kilka lat. Tak je skazać na ścięcie ewentualnie wyrzucenie, przez mój brak opieki uważam trochę za… nieetyczne. Nie wiem, czy komuś sprawia przyjemność rzucanie takimi radami, mnie zrobiło się przykro.

Wracając na stronę Poszukiwaczy Roślin, znalazłam zupełnie inne słowa :

Za zgodą autorki, Joanny – jak się okazuje – Baby z Psami (trafiła Baba Joga na Babę z Psami :)), przytaczam tu fragmenty naszej dyskusji.

Joanna :

Bardzo smutny widok, współczuję…. Z tego co widzę magnolia nosi znamiona żerowania albo wciornastków albo przędziorków (piszesz o ćmach więc i może mączlik szklarniowy), szkodniki te dają dośc podobne zmiany na liściach, choć przy tych drugich liście są dodatkowo zasnute pajęczynką (a wspominasz o tym, iż rosliny sa opajęczone a przy mączliku kiedy ruszysz roslinę to wzlatuje tabun maleńkich białych muszek, które po chwili osiadaja ponownie na roslinie).
Odwróć liść i przyjrzyj się bardzo dokładnie temu co jest pod spodem. Wciornastki wyglądają jak maciupeńkie kreseczki czarno-białe, zaś przędziorki jak maleńkie czerwonawe pajączki.I w jednym i w drugim przypadku musisz zadziałać jak najszybciej albowiem wykończą Ci rośliny.

Są oczywiście środki chemiczne na oba szkodniki, lub walcz „domowymi” sposobami. Koniecznie przemyj dokładnie każdy liść z góry i od spodu wodą z płynem do mycia naczyń + denaturat.

Można też zastosowac roztwór mydła zamiast płynu do mycia naczyń. Umyj liście dokładnie, gąbeczką, tak by usunąć szkodniki i ich jaja i utrudnić im życie. Nie lubią wilgotnej atmosfery, dlatego się tak namnożyły, że było gorąco i sucho w powietrzu.

Czy obie rośliny zimują na balkonie? Jesli tak to broń boże nie nawoziłabym już nawozami z azotem tylko podałabym roslinom nawóz fosforowo-potasowy najlepiej z magnezem (tzw. jesienny) by wzmocnić je przed zimą i dać siłę na przyszły rok. W tych umęczonych liściach magnolii jest jeszcze trochę chlorofilu więc trochę jeszcze poasymilują, jak im dodasz magnezu to trochę wzmocnisz chlorofil. I tak jesien za pasem więc i tak za chwile będą liście zrzucać.

Uszkodzeń na róży nie widzę więc (poza „zdechłymi’ już grzybkami) cięzko mi powiedzieć, ale jeśli to rzeczywiście szkodniki to i na różę wlazły (bo lubią :-)). Postępowanie takie samo. Nie wyglądają mi te uszkodzenia na przesuszenie, albowiem już by tych liści nie było. Poza tym uszkodzenia fizjologiczne po przesuszeniu wyglądają inaczej. Nie widzę też na tych zdjęciach uszkodzeń po ślimakach….. Jesteś pewna tych ślimaków? Popalone pędy róży bym przycięła, w przyszłym roku odbije. Chyba, że uszkodzenia są samych liści, a pędy nie są poparzone, wówczas usuń poparzone liście. Raczej bym już roślin nie przesadzała, ostatnia rzecz, które potrzebują przy uszkodzonych aparatach asymilacyjnych czyli liściach to gmeranie przy korzeniach. Myślę, że przy odpowiednim zadziałaniu jest szansa na to, że będą żyć. Powodzenia! 🙂

Ja :

Bardzo Ci dziękuję za tak wyczerpującą wypowiedź. Będę szukać info o wcioraskach i przędziorkach. Nie ma małych muszek, ale może to dlatego, że wszędzie są pajęczyny yz troszkę większymi pająkami ? Zrobiłam nowe zdjęcie liści magnolii i róży. Idę myc to co mogę, ale wiem, że to robota na całe popołudnie a ja mam kilkanaście minut…

Przędziorek na bank. Upierdliwy gość, ale da się z nim wygrać. Ja tam bym wyciągnęła na niego broń ciężką (czyli chemię), ale tu [na grupie Poszukiwaczy Roślin:)] „krzyczą” jak coś takiego się pisze.

Od lat mam cały ogród w donicach, w tej chwili blisko 400 roslin. I one się rządzą trochę innymi prawami niż rośliny uprawiane w gruncie. Poprzez uprawę pojemnikową mają trudniejsze warunki do życia i też tym samym są bardziej podatne na różnego rodzaju tyfusiki. Uważam – z doświadczenia- że czasami mniejszym złem jest środek chemiczny dedykowany danemu problemowi niż narażanie rośliny oraz pozostałych na ryzyko. Ważne jednak: myj często te liście i zraszaj (nie zapomnij przemyć tez łodyg i ogonków liściowych bo tam też „towarzystwo” siedzi). Możesz też spróbować stworzyć wokół roślin wilgotną atmosferę bo przędziorki tego nie lubią. Rozłóż wkoło roslin np mech lub tacę z keramzytem (lub czymkoliwek innym co będzie trzymało i oddawało wodę). Zwilżaj je często by woda parowała i nawilżała atmosferę.

Tak to na 100% wełnowiec. Usuwać dziadygi, myć liście (także zestaw płyn do mycia naczyń + denaturat). Możesz kupić Promanal, to środek ekologiczny na bazie oleju parafinowego Działa i na czerwce (czyli wełnowce) i na przędziorki. Trochę upierdliwa robota z tymi dwoma szkodnikami, ale na szczęście masz niewiele zainfekowanych roślin.

Nie martw się, na szczęście obie rośliny to drzewa/krzewy więc odporniejsze nieco niż większość bylin. Tydzień w te czy wewte już nie zrobi im większej róznicy

***

Chciałam uchronić tę dyskusję i te rady od utonięcia w otchłani fejsbuka z kilku powodów.

Po pierwsze : informacje i rady, które przekazała mi (nam) Joanna są rzetelne i wartościowe merytorycznie. Może przydadzą się komuś, kogo roślinki też zostały zaatakowane przez pędziorki, wełnowce ? Komuś, kto chciałby zawalczyć z tymi szkodnikami ?

Osobiście zastosowałam się do większości z tych rad, od powrotu do domu biegałąm do loggi kilka razy dziennie aby spryskać rośliny, przemywać je czarnym mydłem, wyzbierałam ślimaki i gąsiennice, wełnowce wybijałam „ręcznie”…

Po drugie – chciałam podkreślić, jak miło jest przeczytać w internecie bezinteresowną, kulturalną wypowiedź.. Nie znamy się z Joanną, nigdy wczesniej (chyba) nie rozmawiałysmy. Jednak poświęciła mi sporo czasu, dokładnie opisując nieznane mi dotąd szkodniki, udzielając porad. Dyskusja z Joanna, prócz dobrych rad, niosła w sobie w sobie duży ładunek pozytywnej energii, i być może i moja Magnolia to poczuła, bo po kilku dniach intensywnych zabiegów zaczęła wypuszczać …nowe liście ! Mam nadzieję, że nie jest to tylko roozpaczliwa próba przedłużenia sobie życia, i że Magnolia naprawdę dojdzie do siebie. 

A po trzecie, Joanna, Baba z Psami niedługo zacznie pisać bloga – i myślę, że niezależnie od tematu, będzie on równie miłym miejscem, ze spokojną atmosferą i z wartościowymi informacjami jak tymi, którymi szczodrze podzieliła się ze mną w grupie Poszukiwacze Roślin.

Dołączam zatem do grona cierpliwie czekających przyszłych czytelników bloga Baby z Psami, i Was też zachęcam do powitania nowego spotu w blogosferze, bo czuję, że będzie warty odwiedzania.

Jeszcze raz : ślicznie dziękuję, Babo z Psami !
Baba Joga z Chatki.

3 myśli nt. „Na ratunek Magnolii

  1. ag

    O super, że zachowałaś komentarze Baby z Psami, bo serio są super i powinny być dostępne dla potomnych! Świetny pomysł i gromkie oklaski dla was za wspólne brawurowe odratowanie magnolii 🙂

    Odpowiedz
    1. BabaJoga Autor wpisu

      Tak, wtedy w piatek to byla „szybka akcja”, az mi sie rece trzesly, no i takie slowa „bedzie dobrze” sa wowczas bardzo, bardzo na miejscu 🙂

      W sobote po powrocie z podrozy pojechalismy na slub do znajomych… wyobraz sobie, ze miedzy msza a aperifiwem wyciagnelam Bena do botanika, zeby kupic ten nawoz… Wchodzimy tam, odswietnie ubrani, ze jak zapytalam gdzie sa nawozy to pan na recepcji zadzwonil po dyrektora (buahaha)…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz