Mały Nowy Rok

„La Rentrée” czyli „Witaj Szkoło” to we Francji prawdziwy mały Nowy Roki. Coś się kończy – Lato (choć temperatury, 30 stopni Celsjusza, są wciąż letnie), urlop, zbyt krótka ciąża ale w końcu i to upierdliwe krwawienie. Coś zaczyna: nowy rozdział w naszym życiu, bez garde alternée, „bez” ale za to „z”…

Nawet jeśli to nie ja idę do szkoły, przez lata tresury, dokarmiania się reklamami i czytania artykułów o „powrocie do szkoły” zostaje mi w głowie odruch skompletowania wyprawki.
Ciężko umknąć potrzebie posiadania czegoś nowego.

Dlatego w tym roku poświęciłam ten dzień „wyprawce”, ale troszkę innej.

Jednym z filarów ruchu  Zero Śmieci jest R-Repair, czyli  Reparacja. Zreperuj.

Dlatego przygotowałam ubrania, ktore potrzebowaly reparacji, doszycia guzika, zacerowania oderwanej koronki.

Zebrałam spłowiałe i wyglądają na znoszone do ostatniej nitki, choć wciąż ładne, no i najważniejsze – moje ulubione – sukienki, bluzki i spodnie. Kupilam wczesniej proszek do farbowania w pralce.

Najpierw wszystko naprawiłam, zacerowałam, wyprałam a następnie farbowałam, według instrukcji na opakowaniu i pozniej ponownie wypralam w pralce.

Wyczyściłam buty (co prawda córki, ale ponieważ zaczyna mieć nogę większą od mojej, czuję ze odziedziczyłam fajne kamasze).

Naprawiłam sandałki

i zaniosłam balerynki do szewca.

Kilka rzeczy zaniosłam do pralni.

Zrobiłam porządek w mojej szafie. Zrobiło się przejrzyście i zachęcająco.

Sapnęłam sobie, że jestem nudziarą, bo wciąż w tych samych ciuchach chodzę, ale …dobrze mi tak jak jest, obym tylko nie zmieniła rozmiaru …

Po lekturze książki pani Kombo, o magii sprzątania zostało mi tylko jedno : dyskusje ze skarpetkami 😂… Śmichy-chichy, jednak składam je tak, jak zaleca pani Marie, stopka do stopki, piętka do piętki.

Dla przyzwoitości (gdybym jednak czegoś nowego potrzebowała) poszłam do ulubionego Rodeo Drive vel Lumpexu. Przymierzyłam sukienki od Sonii Rykiel i jakieś snobistyczne botki na obcasie 13 cm (trzeba być prawdziwym fashion victime żeby zapłacić za bądź co bądź używane buty 250 euro, nawet jeśli są one zabójczo piękne ). Mam taką zasadę, że nowe buty kupuję albo wegańskie albo używane, a ubrania albo szyte przez krawcową albo z Rodeo Drive. Ale dziś naprawdę nie poczułam potrzeby wprowadzenia czegoś nowego do szafy. Zresztą …

W książce „Rzecz o Ptakach” przeczytałam bardzo ciekawą informację. Kiedy wprowadza się nowe kury do kurnika, należy wprowadzać je conajmniej parami, nigdy w pojedynkę.

W mojej szafie też jest porządek dziobania, nowości wchodzą do niej w towarzystwie i wyłącznie kiedy coś starego zdechnie (ciężko zdycha, bo naprawiam:)).

Tak uczciłam mój Mały Nowy Rok. Planując sobie, co i jak mam ze sobą zabrać w nadciągające podróże, ciesząc oko świeżym kolorem, zadbanym kształtem moich ulubionych rzeczy.

Za chwilę wraca Irka. Bardzo się cieszę ale i czuję się niezupełnie gotowa na ten nowy rozdział…

Jedna myśl nt. „Mały Nowy Rok

  1. Celt Peadar

    Tyle razy łatwiej coś wyrzucić, kiedy się zepsuje, niż zacerować, zeszyt, przyciąć… A okazuje się, że tylko odrobina roboty, a rzecz dawniej zepsuta jest jeszcze lepsza i ładniejsza niż była 🙂

    Podziwiam Twoją pomysłowość.

    Zaintrygowały mnie „wegańskie buty”. Znaczy, wiem, że to chodzi o buty, które nie są z naturalnej skóry, żeby zwierzęta nie cierpiały…masz na myśli sztuczne materiały?

    U nas też czuć tak jakby „Nowy Rok”…. Pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz