Jak radzę sobie ze stresem

Nie wiem, czy w Waszym życiu jest dużo miejsca na stres. W moim zdecydowanie miejsca nie ma, niestety nie brakuje sytuacji, w których pewne zdarzenia prowokują we mnie negatywne emocje, jak gniew, frustrację czy poczucie bezsilności. Jeśli macie ochotę, to zapraszam do lektury dzisiejszego bileciku, w którym opowiem, jak radzę sobie ze stresem.

Czytam czasem, że kiedy ktoś czuje wzrastającą agresję lub rozczarowanie, idzie na przykład na siłownię, lub pobiegać, wychodzi z aparatem porobić zdjęcia, lub rzeźbi.

„Kotwice” działają w bardzo prosty sposób. Dana czynność przynosi mi określony poziom satysfakcji, poprawia humor. Wykonując ją, tworzę pozytywne wspomnienia i z czasem – podobno – wystarczyłoby, żebym pomyślała o samym procesie, aby w mózgu pojawiły się reakcje, które niwelują negatywne wrażenia.

Ponieważ żaden dzień nie jest ułożony tak samo (choć bardzo dążę do tego by było bardziej rutynowo a może nawet nudno!), i nie mogę wypracować sobie jednej jedynej „kotwicy”, po prostu ułożyłam sobie listę moich antystersantów. Oto one :

Joga – z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej regularnie praktykuję jogę, tym szybciej wpływa na mnie jej uspokajające i równoważące elementy.

Wymaga regularności i czasu ekskluzywnie dla tej czynności.

Minimalny sprzęt : mata.

Pozdrowienie Słońca jest dość sekwencją dość łatwą do zapamiętania, ale jeśli lubisz urozmaicenia, to dobrze jest mieć dostęp do kanału YouTube. Polecam kanał Yogi Nora 🙂

Jeśli lubisz akcesoria warto jest mieć specjalny blok do jogi.

Celebrowanie kobiecości.Jakie to szczęście, że pełnia jest co miesiąc i ze można sobie zrobić medytację macicy :-). Jakie to szczęście, że mam męża czułego, chętnego i receptywnego na czar tantry… i mój. I jakie to szczęście, że niezależnie od okoliczności czuję moc mojej kobiecości.

Bieganie – lubię, lecz nie mogę zbyt często biegać. Kolana i biodra mówią mi „odpuść” w nieoczekiwanych okolicznościach.

Ale w mojej walizce zawsze jest miejsce na minimalny sprzęt, czyli buty, spodnie i biustonosz do biegania.

Mydlarstwo – to moje małe wielkie ćwiczenie uważniści. Trzeba pomyśleć, czym chciałabym się umyć za kilka miesięcy 🙂 poczytać o składnikach, ziołach, olejach, maceratach. O tym co się ze sobą gryzie a co pięknie łączy. Ułożyć Formułę. Przygotować składniki, „domowe laboratorium”, sprzęt. Skupić się na tym, co się robi.

Wymaga koncentracji, sprowadza do „tu i teraz”, prosi o cierpliwość.

Lubię sobie wyznaczyć specjalny czas, proszę o nieprzeszkadzanie. Po takiej mydlanej sesji wychodzę odprężona, z uczuciem spełnienia, wiem, że spędziłam czas kreatywnie. Przynosi mi to bardzo dużo satysfakcji.

Zioła – zdarzyło mi się, nieraz, odciąć się od jakiejś negatywnej sytuacji przez „wyjście”. Kiedy czuję, że zbliżam się do punktu, z którego trudniej się wraca, wychodzę. Idę na spacer. Tego lata odkryłam, że tuż pod domem, na każdej ulicy, da się znaleźć jakieś ziółko. Jakiegoś chwasta. Staram się wówczas go zidentyfikować, nauczyć się jego łacińskiej nazwy, odkryć, czy ma jakieś niesamowite właściwości (może uda się je wykorzystać w mydełku? :-))

Oczywiście jeszcze lepiej jest znaleźć czas i świadomie iść na poszukiwanie jakiegoś konkretnego zioła.

Chciałabym napisać, że czytanie pozwala mi się odstresować, ale tak nie jest. Nie potrafię już chyba po prostu przeczytać romansidła. Najczęściej – dziś – czytam książki, które zmuszają do myślenia, a myślenie jednak boli. Czytam dużo w tematach, które sprawiają, że otwierają mi się oczy na sprawy zuwiązane z ekologią, pozycją i prawami zwierząt, etyką i rolnictwem, weganizmiem. Dlatego może najbardziej lubię czytać o pszczołach i mrówkach, bo są to tematy najbardziej abstrakcyjne i neutralne.

Taniec.

Należę do tych osób, którym muzyka w tańcu nie przeszkadza, a że uwielbiam wywijać na parkiecie, jestem mało wybredna jeśli chodzi o podkład 🙂

W prezencie ślubnym otrzymaliśmy roczny kurs tańca Lindy Hop. Bardzo nam się obojgu podoba i z przyjemnością myślę o nadchodzących poniedziałkowych lekcjach 🙂

Szycie na maszynie.

Wymaga czasu, bycia w domu, miejsca na rozłożenie maszyny. Ale stosunkowo szybko przynosi pożądany efekt.

Przypominam, że święta Bożego Narodzenia to też cykliczna impreza. Sezon szycia opakowań na prezenty uważam za otwarty.

Szydełkowanie.

Najmłodsza z moich odskoczni ale wyjątkowo przenośna 🙂 można dziergać nawet w samolocie 🙂

Taką fotkę strzelił mi mój szef w drodze do pracy.ja tu widzę nieziemskie skupienie. Robi się coś dużego 🙂

***

Mając w zanadrzu taki zestaw antystresantów łatwiej mi z uśmiechem powiedzieć „Hello, Październik!”

Chętnie poczytam o waszych alternatywnych sposobach na stres, bo kto wie, czy mój arsenał wystarcz.

P.S. Kolejnym pytaniem zaraz po „Jak radzę sobie ze stresem?” powinno być „Czy skutecznie?”. A na to odpowiem już w Listopadzie 🙂

Jedna myśl nt. „Jak radzę sobie ze stresem

  1. 5000lib

    Do wszystkiego mi blisko, nawet do mydlarstwa, ale szydełkowanie, u mnie powoduje stres. Jeśli człowiek jest rozciągnięty i dobrze czuje się w ciele to jest fantastycznie. Bo stres zakotwicza się w ciele. Dlatego holistyczne podejście do sprawy jest niezbędne.
    Mam jedno spostrzeżenie, nie ma negatywnych emocji, wszystkie są potrzebne np gniew, czy złość, za to są negatywne sposoby ich (emocji) wyrażania. I to jest ta różnica. W potocznym języku jest coś takiego jak złość sportowa, dobrze spożytkowana jest środkiem do celu. Pozdrawiam,

    Odpowiedz

Dodaj komentarz